Julian Tuwim - Strofy o późnym lecie
wtorek, 18 września 2018
1 września
Data 1 września zawsze będzie ważną cezurą w naszej historii, choć II wojna była
prawie 80 lat temu. To więcej niż mają w większości wasi dziadkowie. Trzy pokolenia bez
wojny – to w naszej historii wyjątek, nie zasada.
Jest taka sentencja „Historia jest nauczycielką życia” – jedna z najbardziej nieprawdziwych złotych myśli. To pierwszą wojnę nazwano Wielką Wojną, bo po jej zakończeniu istniało powszechne przekonanie, że ludzkość – wyciągając wnioski z tragicznych przeżyć – już nigdy nie dopuści do podobnego kataklizmu. Niestety, niczego nie uczymy się z historii, a jedną z najbardziej przerażających rzeczy jest relatywizacja wojny. Nasi pradziadkowie czasem malowali obrazki – gdzie wojna to romantyczna przejażdżka na koniu, podczas której siecze się wroga, a panienka w białej sukni czeka na bohatera. Wojna to jednak – oprócz poległych – ból, smród, gangrena, sieroty i kaleki.
Co jest przerażające w historii ludzkości? Że jedni uznają, co jest dobre dla innych – i w imię tego przekonania mordują tych, którzy nie pasują do obrazka. Co jeszcze bardzie przerażające? Że jakiś zwykły kelner z Hamburga uwierzył małym brunatnym ludziom, że to ich obraz świata jest prawdziwy i w związku z tym torturowanie i zabicie paru ludzi stworzy lepszy świat dla pozostałych. Hekatomba II wojny polega na tym, że wielki, cywilizowany naród zgodził się na unicestwienie milionów w imię dobra innych milionów. Od jednej decyzji do drugiej decyzji – suma tych decyzji doprowadziła do 1 września.
To nie generałowie i polityce odczuwają najboleśniej skutki wojny. Na makowskim cmentarzu jest grobowiec rodziny Gismanów – II wojna w pigułce. To była rodzina jak wiele: babcia, czterech synów – jeden z nich, Edward wychowywał dzieci, był urzędnikiem skarbowym w Makowie. Na grobowcu napis: żona Helena – zginęła w Ravensbrück, syn Adam – zestrzelony nad Anglią, pilot Dywizjonu 303, syn Wacław – zamordowany w Auschwitz, córka Barbara aresztowana. Data śmierci Edwarda – 1942; serce chyba nie wytrzymało! To jest właśnie wojna – kurtyna dzieląca życie człowieka na czas „przed” i czas „po”. I jeszcze obraz z szerszym planem – sierpień 1944 r.; na ulicach Paryża Francuzi tańczą – dla nich skończył się czas wojny; na ulicach Warszawy Polacy giną – dla nich trwa jeden z najkrwawszych momentów okupacji.
I jakie wnioski wyciągnięto? Pięć lat po zakończeniu kataklizmu, ci, którym udało się przeżyć i całą okupację walczyli – ginęli z rąk Polaków tak bardzo przejętych hasłem „równości”, że uznali morderstwo za „wyższe dobro”.
Można w tle umieścić zdjęcia rozdzierające serca: trupy, Auschwitz, dzieci przy zwłokach matki – ale to nie chodzi o to, żeby na chwilę wzruszyć się losem sierot. Chodzi o to, żeby codziennie suma naszych decyzji i czynów przynosiła dobro.
Jadwiga Sobczuk
Jest taka sentencja „Historia jest nauczycielką życia” – jedna z najbardziej nieprawdziwych złotych myśli. To pierwszą wojnę nazwano Wielką Wojną, bo po jej zakończeniu istniało powszechne przekonanie, że ludzkość – wyciągając wnioski z tragicznych przeżyć – już nigdy nie dopuści do podobnego kataklizmu. Niestety, niczego nie uczymy się z historii, a jedną z najbardziej przerażających rzeczy jest relatywizacja wojny. Nasi pradziadkowie czasem malowali obrazki – gdzie wojna to romantyczna przejażdżka na koniu, podczas której siecze się wroga, a panienka w białej sukni czeka na bohatera. Wojna to jednak – oprócz poległych – ból, smród, gangrena, sieroty i kaleki.
Co jest przerażające w historii ludzkości? Że jedni uznają, co jest dobre dla innych – i w imię tego przekonania mordują tych, którzy nie pasują do obrazka. Co jeszcze bardzie przerażające? Że jakiś zwykły kelner z Hamburga uwierzył małym brunatnym ludziom, że to ich obraz świata jest prawdziwy i w związku z tym torturowanie i zabicie paru ludzi stworzy lepszy świat dla pozostałych. Hekatomba II wojny polega na tym, że wielki, cywilizowany naród zgodził się na unicestwienie milionów w imię dobra innych milionów. Od jednej decyzji do drugiej decyzji – suma tych decyzji doprowadziła do 1 września.
To nie generałowie i polityce odczuwają najboleśniej skutki wojny. Na makowskim cmentarzu jest grobowiec rodziny Gismanów – II wojna w pigułce. To była rodzina jak wiele: babcia, czterech synów – jeden z nich, Edward wychowywał dzieci, był urzędnikiem skarbowym w Makowie. Na grobowcu napis: żona Helena – zginęła w Ravensbrück, syn Adam – zestrzelony nad Anglią, pilot Dywizjonu 303, syn Wacław – zamordowany w Auschwitz, córka Barbara aresztowana. Data śmierci Edwarda – 1942; serce chyba nie wytrzymało! To jest właśnie wojna – kurtyna dzieląca życie człowieka na czas „przed” i czas „po”. I jeszcze obraz z szerszym planem – sierpień 1944 r.; na ulicach Paryża Francuzi tańczą – dla nich skończył się czas wojny; na ulicach Warszawy Polacy giną – dla nich trwa jeden z najkrwawszych momentów okupacji.
I jakie wnioski wyciągnięto? Pięć lat po zakończeniu kataklizmu, ci, którym udało się przeżyć i całą okupację walczyli – ginęli z rąk Polaków tak bardzo przejętych hasłem „równości”, że uznali morderstwo za „wyższe dobro”.
Można w tle umieścić zdjęcia rozdzierające serca: trupy, Auschwitz, dzieci przy zwłokach matki – ale to nie chodzi o to, żeby na chwilę wzruszyć się losem sierot. Chodzi o to, żeby codziennie suma naszych decyzji i czynów przynosiła dobro.
Jadwiga Sobczuk
KONKURS RECYTATORSKI POEZJI PATRIOTYCZNEJ
REGULAMIN KONKURSU RECYTATORSKIEGO POEZJI PATRIOTYCZNEJ
NA 100 - LECIE ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI
I. ORGANIZATOR: I LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE IM. EUGENIUSZA ROMERA W RABCE-ZDROJU
II. PATRONAT HONOROWY: STAROSTA POWIATU NOWOTARSKIEGO – KRZYSZTOF FABER
III. CELE KONKURSU: - popularyzacja wśród uczniów poezji polskiej o tematyce patriotycznej, - krzewienie i podtrzymywanie wśród młodzieży postaw patriotycznych, - zaakcentowanie niezwykle istotnego dla polskiej poezji wątku patriotycznego, - zachęcanie do kształtowania poczucia silnej więzi emocjonalnej, społecznej i kulturowej z własnym narodem, z jego historią, tradycją i wartościami, - uczczenie 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę, - uwrażliwianie młodzieży na wartości etyczne i estetyczne wpisane w literaturę, - upowszechnianie kultury żywego słowa wśród młodzieży, - rozwijanie umiejętności interpretacyjnych, - integracja środowisk szkół ponadgimnazjalnych.
IV. WARUNKI UCZESTNICTWA: Warunkiem udziału jest zgłoszenie uczestnictwa w konkursie i przesłanie/dostarczenie na adres : sekretariat@romer.nowotarski.pl karty zgłoszenia do 22.10.2018 roku z dopiskiem: ,,Konkurs recytatorski poezji patriotycznej”.
V. ZASADY UCZESTNICTWA: - konkurs adresowany jest do uczniów szkół ponadgimnazjalnych województwa małopolskiego, - uczestnicy wybierają do recytacji dwa utwory poetyckie o tematyce patriotycznej spośród twórczości polskich poetów, -czas prezentacji nie może przekraczać 10 minut (komisja zastrzega sobie możliwość przerwania dłuższego występu), - prezentacje uczestników ocenione będą przez niezależne jury, - każda szkoła może wyłonić swoją reprezentację liczącą nie więcej niż 3 uczniów.
VI. KRYTERIA OCENY: Powołana komisja konkursowa dokona oceny prezentacji wg następujących kryteriów: - dobór tekstu (wartości artystyczne utworów oraz ich dobór do możliwości wykonawczych uczestnika), - interpretacja utworu, - kultura słowa, - opanowanie pamięciowe tekstu, - ogólny wyraz artystyczny.
VII. TERMIN: Termin przesłuchań konkursowych: 31.10.2018 r.
VIII. MIEJSCE: I Liceum Ogólnokształcące im. Eugeniusza Romera w Rabce-Zdroju przy ul. Jana Pawła II 41.
IX. GODZINA ROZPOCZĘCIA KONKURSU: 10:00
X. NAGRODY: Tego samego dnia nastąpi podsumowanie konkursu oraz uroczyste wręczenie nagród i dyplomów. XI. Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do fotografowania oraz rejestracji prezentacji, a także opublikowanie listy laureatów na stronie internetowej organizatora.
XII. Sprawy sporne rozstrzyga organizator w porozumieniu z jury.
XIII. Wzięcie udziału w konkursie jest równoznaczne z akceptacja niniejszego regulaminu.
I. ORGANIZATOR: I LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE IM. EUGENIUSZA ROMERA W RABCE-ZDROJU
II. PATRONAT HONOROWY: STAROSTA POWIATU NOWOTARSKIEGO – KRZYSZTOF FABER
III. CELE KONKURSU: - popularyzacja wśród uczniów poezji polskiej o tematyce patriotycznej, - krzewienie i podtrzymywanie wśród młodzieży postaw patriotycznych, - zaakcentowanie niezwykle istotnego dla polskiej poezji wątku patriotycznego, - zachęcanie do kształtowania poczucia silnej więzi emocjonalnej, społecznej i kulturowej z własnym narodem, z jego historią, tradycją i wartościami, - uczczenie 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę, - uwrażliwianie młodzieży na wartości etyczne i estetyczne wpisane w literaturę, - upowszechnianie kultury żywego słowa wśród młodzieży, - rozwijanie umiejętności interpretacyjnych, - integracja środowisk szkół ponadgimnazjalnych.
IV. WARUNKI UCZESTNICTWA: Warunkiem udziału jest zgłoszenie uczestnictwa w konkursie i przesłanie/dostarczenie na adres : sekretariat@romer.nowotarski.pl karty zgłoszenia do 22.10.2018 roku z dopiskiem: ,,Konkurs recytatorski poezji patriotycznej”.
V. ZASADY UCZESTNICTWA: - konkurs adresowany jest do uczniów szkół ponadgimnazjalnych województwa małopolskiego, - uczestnicy wybierają do recytacji dwa utwory poetyckie o tematyce patriotycznej spośród twórczości polskich poetów, -czas prezentacji nie może przekraczać 10 minut (komisja zastrzega sobie możliwość przerwania dłuższego występu), - prezentacje uczestników ocenione będą przez niezależne jury, - każda szkoła może wyłonić swoją reprezentację liczącą nie więcej niż 3 uczniów.
VI. KRYTERIA OCENY: Powołana komisja konkursowa dokona oceny prezentacji wg następujących kryteriów: - dobór tekstu (wartości artystyczne utworów oraz ich dobór do możliwości wykonawczych uczestnika), - interpretacja utworu, - kultura słowa, - opanowanie pamięciowe tekstu, - ogólny wyraz artystyczny.
VII. TERMIN: Termin przesłuchań konkursowych: 31.10.2018 r.
VIII. MIEJSCE: I Liceum Ogólnokształcące im. Eugeniusza Romera w Rabce-Zdroju przy ul. Jana Pawła II 41.
IX. GODZINA ROZPOCZĘCIA KONKURSU: 10:00
X. NAGRODY: Tego samego dnia nastąpi podsumowanie konkursu oraz uroczyste wręczenie nagród i dyplomów. XI. Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do fotografowania oraz rejestracji prezentacji, a także opublikowanie listy laureatów na stronie internetowej organizatora.
XII. Sprawy sporne rozstrzyga organizator w porozumieniu z jury.
XIII. Wzięcie udziału w konkursie jest równoznaczne z akceptacja niniejszego regulaminu.
poniedziałek, 17 września 2018
O Boże!
Kazimiera Iłłakowiczówna
O Boże!... Najpierw jechali długo, wieziono ich wiosenną szarugą. ... Ilu ich było? Dwa? Pięć? Osiem? Dwanaście tysięcy?... Pamiętamy ich zbrojnych i hojnych, pamiętamy młodziutkich przed wojną... O Boże... Nie myśleć więcej. Każdy dzień ma swoją pracę. a tamto - nie powraca. ... A jednak... O czym myślał, zanim umierał za szeregiem walący się szereg? Będziemy kiedyś wiedzieli, skoro już wyszli spod ziemi. Ktoś ocalony cudem, ktoś schowany przypadkiem w rowie straszliwą opowieść opowie: czy szarpały ich ręce brudne? czy poszli na rzeź bez oporu? czy konali wiosennym wieczorem? czy zabito ich w mroźne rano? O Boże... Czy im się pożegnać dano? Czy do końca, aż kat wystrzelił, o niczym nie wiedzieli? Jeden był jedynak u matki, a drugi u ojca ostatni; a trzeci popełnił zbrodnię i jeszcze jej nie zamodlił. U czwartego synek i żona, piątemu wielkość sądzona... ... Jak to być może?! a katów przecie także Pan Bóg stworzył... O Boże, który w jaskółce mieszkasz, co obłoki mija, i w jastrzębiu, co w locie jaskółkę zabija, w kwiatuszku - wypieszczonym w cieniu leśnych malin, i w tych, co i maliny, i kwiat podeptali... ... Który zlatujesz ogniem w pędzącym pocisku i w mózgu świecisz, co od ciosu się rozpryska... ... Który jesteś - i to mię zdumiewa najwięcej - jednocześnie w Polaku, Moskalu i Niemcu... O Boże, z tej wichury, co pali pół świata, zstąp i zamieszkaj, błagam Ciebie, nie w dzieciach, nie w kwiatach, nie w czystych duszach, ani w jasnych wodach, ale w sercach katów!
17 IX
Herbert Zbigniew
Herbert Zbigniew
17 IX
Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść
Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów
rycerze śpiący w górach będą spali dalej
więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu
Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą
śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności
będą czyścili swoje muzealne bronie
przysięgali na ptaka i na dwa kolory
A potem tak jak zawsze - łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy - sami
Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą - i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu - odpuszczania win
Reinterpretacja mitu o Narcyzie
Dziś imieniny... Narcyza!
Złóżcie mu życzenia, bo on pewnie sobie już złożył!
Ten żarcik z radia ZET sprowokował nas do rozważań o mitologicznym bohaterze i jego recepcji w kulturze. W klasie I - na czasie, w klasie III - w ramach powtórki!
Co znaczy imię Narcyz?
Czym się charakteryzuje osobowość narcystyczna?
Kim był Narcyz?
Narcyz był bardzo urodziwym mężczyzną. Czas spędzał w górach lub lasach. Wszystkie nimfy żywiły do niego gorące uczucia. Kochało go też wiele dziewcząt, Narcyz jednak nie był zainteresowany związkami miłosnymi. Kochał tylko polowanie. obojętny na wzbudzaną przez siebie miłość.
Echo jak inne boginki zakochała się w Narcyzie i spotkała się z odtrąceniem. Pogrążyła się w rozpaczy i stopniowo nikła, aż wreszcie pozostał z niej tylko głos. W jednej z wersji wzgardzone przez Narcyza dziewczęta zanosiły do nieba modły o pomszczenie ich krzywdy. W innej zachowanie względem Echo oburzyło jej siostry. Udały się one po pomoc do Nemezis, oskarżając Narcyza o egoizm i obojętność. Bogini zdecydowała się wymierzyć sprawiedliwość - zawiodła polującego młodzieńca nad źródło. Chcąc ugasić pragnienie, pochylił się nad strumieniem. Ujrzał w lustrze wody swą twarz i zakochał się sam w sobie. Cały świat stał się dla niego obojętny. W jednej z wersji mitu umarł z tęsknoty. Pochowano go, a na jego grobie wyrósł kwiat o złotym środku otoczonym białymi płatkami, który nazwano narcyzem. Istnieje też wersja mitu mówiąca, że Narcyz tak długo przebywał nad źródłem, że zapuścił tam korzenie. W końcu jego ciało uległo przemianie w kwiat przeglądający się wiosną i latem w zwierciadle wody, a więdnący jesienią. (Wikipedia)
Jak przedstawiany jest Narcyz w kulturze?
1. Caravaggio: "Narcyz"
Caravaggio namalował młodego, pięknego młodzieńca, który pochyla się nad lustrem wody. Narcyz klęczy, wspiera się na rękach, a jego ciało jest mocno pochylone do przodu. Strój i uczesanie charakterystyczne dla epoki, w której żył autor obrazu (XVII wiek), nie zawierają mitologicznych odniesień. Delikatna twarz, długie włosy i wykwintna koszula nadaja modelowi zniewieściały charakter, co jest typowe dla wczesnych obrazów Caravaggia. Narcyz zapatrzony we własne odbicie robi wrażenie zahipnotyzowanego. Jego twarz jest smutna. Odbicie w wodzie jest nieco zamglone, bardziej wyeksponowane są części ciała i ubioru za sprawą światła.Obraz ma ciemne tło i jest prawie monochromatyczny, dominują odcienie brązu. Postać wyłania się z mroku, oświetlona ze źródła ostrego światła umieszczonego z lewej strony. Ręce, twarz, jedno kolano i koszula są silnie oświetlone i nadają całości głębi. Sylwetka Narcyza i jej odbicie wypełniają niemal całą przestrzeń płótna.
2. Maria Pawlikowska-JasnorzewskaNarcyz
1
Nad sadzawką oprawną w modre rozmaryny
klęczałem, zapatrzony w moją twarz młodzieńczą,
by się w niej doszukać przyczyny,
czemu mnie nie kochają i za co mnie męczą?
Wskazówki interpretacyjne:
- miniatura poetycka, obecność puenty,
- liryka roli; podmiot liryczny to tytułowy Narcyz, wypowiadający sie w 1. osobie l.poj.,
- sytuacja znana z mitu i obrazu,
- elementy dodane, swojskie, polskie: sadzawka, modre rozmaryny,
- metafora: sadzawka oprawna w modre rozmaryny (rama jak wprawdziwym lustrze),
- bohater zapatrzony w swe odbicie poszukuje odpowiedzi na dręczące go pytania (lustro -symbol ukrytej prawdy o sobie i świecie),
- pytanie Narcyza stanowi puentę, zaskakuje, dziwi - przeczy naszej wiedzy o nim; nimfy i śmiertelniczki wzdychały z miłości do niego (Echo nawet umarła z tęsknoty i został tylko... głos),
- możemy interpretować wiersz na dwa sposoby:
1) zakochany w sobie mężczyzna w ogóle nie dostrzega atencji otoczenia - potwierdzamy, że jest egoistą, tak skupionym na sobie, że niewidzącym nic wokół,
2) odczytujemy mit na nowo (reinterpretacja) - może Narcyz padł ofiarą własnej urody, traktowano go instrumentalnie, czuł się samotny, postrzegany tylko przez pryzmat ciała, adoracja ze strony otoczenia stała się udręką?
Wskazówki interpretacyjne:
- miniatura poetycka, obecność puenty,
- liryka roli; podmiot liryczny to tytułowy Narcyz, wypowiadający sie w 1. osobie l.poj.,
- sytuacja znana z mitu i obrazu,
- elementy dodane, swojskie, polskie: sadzawka, modre rozmaryny,
- metafora: sadzawka oprawna w modre rozmaryny (rama jak wprawdziwym lustrze),
- bohater zapatrzony w swe odbicie poszukuje odpowiedzi na dręczące go pytania (lustro -symbol ukrytej prawdy o sobie i świecie),
- pytanie Narcyza stanowi puentę, zaskakuje, dziwi - przeczy naszej wiedzy o nim; nimfy i śmiertelniczki wzdychały z miłości do niego (Echo nawet umarła z tęsknoty i został tylko... głos),
- możemy interpretować wiersz na dwa sposoby:
1) zakochany w sobie mężczyzna w ogóle nie dostrzega atencji otoczenia - potwierdzamy, że jest egoistą, tak skupionym na sobie, że niewidzącym nic wokół,
2) odczytujemy mit na nowo (reinterpretacja) - może Narcyz padł ofiarą własnej urody, traktowano go instrumentalnie, czuł się samotny, postrzegany tylko przez pryzmat ciała, adoracja ze strony otoczenia stała się udręką?
niedziela, 16 września 2018
Jak futurysta widzi lato?
Stanisław Młodożeniec
Lato
pstro, pstrawo.. pstrokato...
lato...
białe - czerwone - zielone
szale - falbany falują, szaleją
w alejach..
upał opala owale
i smaży dekoltaże,
gdzie zerka lalkowaty lowelas
w lakierkach...
kokota łasi łażącego kota..
wszystko odziane mniej - niż cieniej
od cienia ucieka -
spieka...
więc w barze
bombardując bufeciarzy
panowie piją pieniące się piwo
w rozgwarze
za kufem kuf, za kuflem kuf -
UF - jak ciężko
"skandal" skanduje litera po literze
wylizany literat oblewając likierem no -
tatki w notesie...
Kreski i futureski 1921
Lato
pstro, pstrawo.. pstrokato...
lato...
białe - czerwone - zielone
szale - falbany falują, szaleją
w alejach..
upał opala owale
i smaży dekoltaże,
gdzie zerka lalkowaty lowelas
w lakierkach...
kokota łasi łażącego kota..
wszystko odziane mniej - niż cieniej
od cienia ucieka -
spieka...
więc w barze
bombardując bufeciarzy
panowie piją pieniące się piwo
w rozgwarze
za kufem kuf, za kuflem kuf -
UF - jak ciężko
"skandal" skanduje litera po literze
wylizany literat oblewając likierem no -
tatki w notesie...
Kreski i futureski 1921
Niepewność
Niepewność
kiedy
dzień odwraca wzrok od nieba
i
oddaje się we władanie nocy
przestaję
wierzyć w miłość…
to
co
zwą uczuciem
przychodzi
i
odchodzi
kiedy
słońce przegania księżyc
nie
szukam już miłości
bo
wierzę
że jest
zawsze
trwała
nieskończona
włada światem
co
jest jasnością a co cieniem?
co
pewnością
a
co…
złudzeniem?
Karola
sobota, 15 września 2018
BUNKIER 08
Alicja Włodarz, laureatka Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego
BUNKIER 08
Dziesięć…
A oto rozpoczyna się koniec.
A oto rozpoczyna się koniec.
Nigdy nie przyszło mi do głowy, że kiedyś będę
jego świadkiem. A jednak widzę te olbrzymie, emanujące złowrogą czerwienią cyfry,
zwiastujące zbliżający się finał.
Ostatnie dziesięć minut.
Ostateczne odliczanie.
To zabawne, ale
jedyne, o czym teraz myślę, to… piosenka. Nie boję się śmierci. Nie martwi mnie
pustka, która za chwilę może pochłonąć moje życie. Nie. W głowię słyszę tylko
„Final countdown”. Ta sytuacja przypomniała mi czasy szkolne. W momentach
wymagających szczególnej uwagi i koncentracji, takich jak egzaminy, zawsze
zapominałem o wszystkim, czego kiedykolwiek się uczyłem. Definicje i wzory
ulatywały z mojego hipokampa, a ich miejsce zastępowały teksty durnych
piosenek. Gdyby na egzaminach oceniano obeznanie z aktualnymi listami
przebojów, z pewnością miałbym najlepsze wyniki ze wszystkich uczniów.
Dziewięć…
Ach, co ja robię? Czas leci, a ja marnuję go na jakieś bzdurne wspomnienia z dawnych lat. Pewnie macie mnóstwo pytań odnośnie mojej osoby i sytuacji, w której się znajduję. Nie wiem jednak, czy przedstawianie się ma jakikolwiek sens. I tak za dosłownie kilka minut mogę przestać istnieć. To stwierdzenie prowadzi mnie ku odpowiedzi na drugie pytanie. Zbliża się koniec. I chodzi mi tutaj o realny kres ludzkości, upadek cywilizacji, całkowitą zagładę. Wszelkie istnienie zostanie starte z powierzchni Ziemi za równe dziewięć minut, za sprawą wielkiego meteoru zmierzającego w kierunku naszej planety.
Ach, co ja robię? Czas leci, a ja marnuję go na jakieś bzdurne wspomnienia z dawnych lat. Pewnie macie mnóstwo pytań odnośnie mojej osoby i sytuacji, w której się znajduję. Nie wiem jednak, czy przedstawianie się ma jakikolwiek sens. I tak za dosłownie kilka minut mogę przestać istnieć. To stwierdzenie prowadzi mnie ku odpowiedzi na drugie pytanie. Zbliża się koniec. I chodzi mi tutaj o realny kres ludzkości, upadek cywilizacji, całkowitą zagładę. Wszelkie istnienie zostanie starte z powierzchni Ziemi za równe dziewięć minut, za sprawą wielkiego meteoru zmierzającego w kierunku naszej planety.
Osiem…
Znajduję się właśnie w jednym z bunkrów, zbudowanych przez rząd amerykański na rzecz ocalenia gatunku ludzkiego. Oczywiście nie każdy miał tyle szczęścia co ja. Dla rządu najważniejsza była możliwość odbudowy społeczeństwa po zagładzie, więc wszelkie słabe jednostki, osoby starsze i chore, które nie tylko nie mogłyby się rozmnażać w celu rekonstrukcji cywilizacji, ale również stanowiłyby ciężar dla osób zdrowych, zostały na powierzchni. Oczywiście za pomocą pieniędzy można było obejść tę regułę. Przykładem są moi sąsiedzi z bunkru, państwo Burton. Stare małżeństwo, obrzydliwie bogate, lecz niezwykle miłe i serdeczne. Pan Burton, mimo swojej surowej twarzy, jest niesamowicie życzliwy. Od samego początku naszego pobytu w bunkrze opowiada nam historie z wojny w Wietnamie, w której uczestniczył. Pani Burton natomiast jest uroczą staruszką o miłej twarzy i spokojnym usposobieniu. Nawet teraz, gdy od zagłady dzieli nas kilka minut, dzierga na drutach, nucąc pod nosem jakąś wesołą piosenkę. Jest całkowitym przeciwieństwem swojego męża, który nerwowo rozgląda się po schronie i co chwila zerka na wielki zegar, ukazujący, ile czasu jeszcze nam zostało.
Znajduję się właśnie w jednym z bunkrów, zbudowanych przez rząd amerykański na rzecz ocalenia gatunku ludzkiego. Oczywiście nie każdy miał tyle szczęścia co ja. Dla rządu najważniejsza była możliwość odbudowy społeczeństwa po zagładzie, więc wszelkie słabe jednostki, osoby starsze i chore, które nie tylko nie mogłyby się rozmnażać w celu rekonstrukcji cywilizacji, ale również stanowiłyby ciężar dla osób zdrowych, zostały na powierzchni. Oczywiście za pomocą pieniędzy można było obejść tę regułę. Przykładem są moi sąsiedzi z bunkru, państwo Burton. Stare małżeństwo, obrzydliwie bogate, lecz niezwykle miłe i serdeczne. Pan Burton, mimo swojej surowej twarzy, jest niesamowicie życzliwy. Od samego początku naszego pobytu w bunkrze opowiada nam historie z wojny w Wietnamie, w której uczestniczył. Pani Burton natomiast jest uroczą staruszką o miłej twarzy i spokojnym usposobieniu. Nawet teraz, gdy od zagłady dzieli nas kilka minut, dzierga na drutach, nucąc pod nosem jakąś wesołą piosenkę. Jest całkowitym przeciwieństwem swojego męża, który nerwowo rozgląda się po schronie i co chwila zerka na wielki zegar, ukazujący, ile czasu jeszcze nam zostało.
Siedem…
Czy wy też tak macie, że pewne zjawiska lub rzeczy, nieraz niemal abstrakcyjne, kojarzą wam się z jakąś osobą? U mnie jest to zjawisko powszednie. Często widząc nawet jakiś kolor czy też kształt, mam w głowie pewną postać. Tak samo jest teraz, kiedy wpatruję się w wielkie, szkarłatne 7 na zegarze, umieszczonym na ścianie naszego bunkru.
Z niewiadomej przyczyny cyfra ta przywodzi mi na myśl dziewczynę, siedzącą po przeciwnej stronie schronu. Może to z powodu jest płomiennorudych włosów? A może przyczyną jest symbolika liczby siedem? Liczby uważanej za boską w wielu kulturach. Dziewczyna ma
w sobie coś z bogini. Jej idealna twarz wygląda jak wyrzeźbiona w marmurze, a wszystkie jej ruchy i gesty są pełne gracji. Niestety, mimo swojej pięknej twarzy, ma paskudny charakter. Niesamowita maruda nieustannie szukająca powodów do kłótni. Siedem jest również liczbą, która w psychologii ma oznaczać konflikt. Jeden symbol pełen sprzeczności, idealnie pasujący do naszej koleżanki.
Czy wy też tak macie, że pewne zjawiska lub rzeczy, nieraz niemal abstrakcyjne, kojarzą wam się z jakąś osobą? U mnie jest to zjawisko powszednie. Często widząc nawet jakiś kolor czy też kształt, mam w głowie pewną postać. Tak samo jest teraz, kiedy wpatruję się w wielkie, szkarłatne 7 na zegarze, umieszczonym na ścianie naszego bunkru.
Z niewiadomej przyczyny cyfra ta przywodzi mi na myśl dziewczynę, siedzącą po przeciwnej stronie schronu. Może to z powodu jest płomiennorudych włosów? A może przyczyną jest symbolika liczby siedem? Liczby uważanej za boską w wielu kulturach. Dziewczyna ma
w sobie coś z bogini. Jej idealna twarz wygląda jak wyrzeźbiona w marmurze, a wszystkie jej ruchy i gesty są pełne gracji. Niestety, mimo swojej pięknej twarzy, ma paskudny charakter. Niesamowita maruda nieustannie szukająca powodów do kłótni. Siedem jest również liczbą, która w psychologii ma oznaczać konflikt. Jeden symbol pełen sprzeczności, idealnie pasujący do naszej koleżanki.
Sześć…
Rozglądam się po schronie. Oprócz mnie, państwa Burton i płomiennowłosej dziewczyny, bunkier mieści około dwudziestu osób, plus dwóch komandosów ubranych w mundury wojskowe i lekarz. Bunkier w którym się znajduję, bunkier 08, jest jednym z mniejszych. Pochodzi jeszcze z czasów II wojny światowej, kiedy Amerykanie obawiali się zbombardowania. Ten schron został oczywiście oczyszczony i odnowiony. Prezydent zapewniał nas w swoim przemówieniu, że w bunkrach jesteśmy całkowicie bezpieczni. Lecz czy schron znajdujący się pod ziemią będzie w stanie ocalić nas od olbrzymiej siły zderzenia meteoru z ziemią? Czy grube ściany wykonane ze stali i cementu, przykrytych grubą warstwą ziemi uchronią nas od radioaktywnych pierwiastków, kiedy wszystkie elektrownie atomowe na świecie ulegną awarii i do powietrza dostaną się niewyobrażalne ilości śmiertelnych cząstek? Czy zapasów żywności wystarczy nam na dostatecznie długo? Czy apokalipsa w ogóle nadejdzie, czy może jest to jakiś chory eksperyment amerykańskiego rządu? Może to właśnie on ma zakończyć życie milionów ludzi, a nie rozpędzona asteroida? Patrząc na twarze swoich towarzyszy, mogę stwierdzić, iż nie tylko ja mam takie wątpliwości.
Rozglądam się po schronie. Oprócz mnie, państwa Burton i płomiennowłosej dziewczyny, bunkier mieści około dwudziestu osób, plus dwóch komandosów ubranych w mundury wojskowe i lekarz. Bunkier w którym się znajduję, bunkier 08, jest jednym z mniejszych. Pochodzi jeszcze z czasów II wojny światowej, kiedy Amerykanie obawiali się zbombardowania. Ten schron został oczywiście oczyszczony i odnowiony. Prezydent zapewniał nas w swoim przemówieniu, że w bunkrach jesteśmy całkowicie bezpieczni. Lecz czy schron znajdujący się pod ziemią będzie w stanie ocalić nas od olbrzymiej siły zderzenia meteoru z ziemią? Czy grube ściany wykonane ze stali i cementu, przykrytych grubą warstwą ziemi uchronią nas od radioaktywnych pierwiastków, kiedy wszystkie elektrownie atomowe na świecie ulegną awarii i do powietrza dostaną się niewyobrażalne ilości śmiertelnych cząstek? Czy zapasów żywności wystarczy nam na dostatecznie długo? Czy apokalipsa w ogóle nadejdzie, czy może jest to jakiś chory eksperyment amerykańskiego rządu? Może to właśnie on ma zakończyć życie milionów ludzi, a nie rozpędzona asteroida? Patrząc na twarze swoich towarzyszy, mogę stwierdzić, iż nie tylko ja mam takie wątpliwości.
Pięć…
O dziwo, jestem spokojny. Mimo wielu wątpliwości i niepewności, nie jestem kłębkiem nerwów, w przeciwieństwie do innych mieszkańców bunkra. Starają się ukryć swoje zdenerwowanie, lecz przez to jest ono jeszcze bardziej widoczne. Dziewczyna o ognistych włosach praktycznie bez przerwy poprawia swoją fryzurę, przeczesuje włosy dłonią, odrzuca je raz na plecy, raz na ramiona. Jej twarz zdaje się być jeszcze bledsza, a w oprawie szkarłatnych włosów tworzy niesamowity kontrast. Pewien młody chłopak co chwila zdejmuje okulary i przeciera je brzegiem koszulki. Pani Burton przestała nucić, a swoje druty odłożyła na bok. Obecnie wpatruje się pustymi oczami w przestrzeń przed sobą.
W bunkrze panuje przeraźliwa cisza. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją pokroić, zmielić i przygotować posiłek dla wszystkich tu obecnych. Czują zbliżający się koniec. Z każdą sekundą wzrasta ich niepokój. Tylko nie mój. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale zupełnie się nie martwię. Co będzie, to będzie. Schron albo okaże się skuteczny i przetrwamy zderzenie, albo będzie wadliwy i wszyscy zginiemy w ekspresowym tempie. Nawet nie poczujemy, że umieramy.
O dziwo, jestem spokojny. Mimo wielu wątpliwości i niepewności, nie jestem kłębkiem nerwów, w przeciwieństwie do innych mieszkańców bunkra. Starają się ukryć swoje zdenerwowanie, lecz przez to jest ono jeszcze bardziej widoczne. Dziewczyna o ognistych włosach praktycznie bez przerwy poprawia swoją fryzurę, przeczesuje włosy dłonią, odrzuca je raz na plecy, raz na ramiona. Jej twarz zdaje się być jeszcze bledsza, a w oprawie szkarłatnych włosów tworzy niesamowity kontrast. Pewien młody chłopak co chwila zdejmuje okulary i przeciera je brzegiem koszulki. Pani Burton przestała nucić, a swoje druty odłożyła na bok. Obecnie wpatruje się pustymi oczami w przestrzeń przed sobą.
W bunkrze panuje przeraźliwa cisza. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją pokroić, zmielić i przygotować posiłek dla wszystkich tu obecnych. Czują zbliżający się koniec. Z każdą sekundą wzrasta ich niepokój. Tylko nie mój. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale zupełnie się nie martwię. Co będzie, to będzie. Schron albo okaże się skuteczny i przetrwamy zderzenie, albo będzie wadliwy i wszyscy zginiemy w ekspresowym tempie. Nawet nie poczujemy, że umieramy.
Czym więc się martwić?
Cztery…
Coś się dzieje. Naprawdę, dosłownie w tej chwili coś zaczyna się dziać. Da się wyczuć delikatne wibracje, które z sekundy na sekundę robią się coraz silniejsze. Wibracje przechodzą w mocne, nieustające wstrząsy. Nieraz byłem świadkiem trzęsień ziemi, ale nigdy nie były tak intensywne jak w tej chwili. Piętrowe prycze przewracają się, zapasy żywności rozsypują się po całym schronie, ludzie nie mogą ustać na nogach. Wszyscy wpadają
w panikę. Nawet komandosi nie wiedzą, co robić. Są całkowicie bezradni. Starają się nas uspokoić, lecz nie są w stanie przekrzyczeć przerażonego tłumu. Dodatkowo jakby z zewnątrz do naszych uszu dociera przeraźliwy dźwięk. Nie jestem nawet w stanie go opisać. Brzmi nieco jak startujący odrzutowiec, tyle że… w piekle.
Coś się dzieje. Naprawdę, dosłownie w tej chwili coś zaczyna się dziać. Da się wyczuć delikatne wibracje, które z sekundy na sekundę robią się coraz silniejsze. Wibracje przechodzą w mocne, nieustające wstrząsy. Nieraz byłem świadkiem trzęsień ziemi, ale nigdy nie były tak intensywne jak w tej chwili. Piętrowe prycze przewracają się, zapasy żywności rozsypują się po całym schronie, ludzie nie mogą ustać na nogach. Wszyscy wpadają
w panikę. Nawet komandosi nie wiedzą, co robić. Są całkowicie bezradni. Starają się nas uspokoić, lecz nie są w stanie przekrzyczeć przerażonego tłumu. Dodatkowo jakby z zewnątrz do naszych uszu dociera przeraźliwy dźwięk. Nie jestem nawet w stanie go opisać. Brzmi nieco jak startujący odrzutowiec, tyle że… w piekle.
Trzy…
Nie.
Nie.
Nie, nie, nie, nie!
Błagam. To nie może być koniec.
Boże! Wiem, że rzadko
się do Ciebie odzywałem, ale jeżeli przeżyję, jeżeli nie nastąpi koniec świata,
będę Cię kochał do końca życia, poświęcę się dla innych, będę dobrym
człowiekiem, zacznę chodzić do kościoła. Tylko proszę, ocal mnie teraz!
Kłamałem. Wcale nie jestem taki odważny. Boję się śmierci. Nie chcę umierać.
Nie mogę umrzeć! Jestem za młody. Cholerny schron! Cholerna Ameryka! A miało
być dobrze. Mieliśmy być bezpieczni.
Błagam! Chcę jeszcze
żyć. Tylko tego pragnę.
Błagam…
Dwa… Jeden…
Zero.
piątek, 14 września 2018
Do zobaczenia w piekle
Karola
Do zobaczenia w piekle
-
Oskarżam podporucznika Kamila Skrupskiego o celowe zaniechanie obowiązków na
służbie i złamanie rozkazów przełożonego w dniu 15 sierpnia 2013 r. W wyniku
niesubordynacji oskarżonego śmierć poniosło trzech oficerów Polskiego
Kontyngentu Wojskowego – prokurator odczytywał powoli akt oskarżenia. – Czy
oskarżony przyznaje się do zarzucanych mu czynów?
Młody czarnowłosy mężczyzna wstał.
Był bardzo nerwowy. Przygryzał usta i bawił się palcami. Na jego czole pojawiły
się kropelki potu. W jego oczach można było dotrzeć ogromny ból oraz smutek.
- Tak – odpowiedział krótko,
odwracając wzrok od rodzin poległych.
Od czasu akcji w Afganistanie płonął
nienawiścią do samego siebie. Był snajperem. Jednym z najlepszych. Miał być cichym,
niewidzialnym zagrożeniem. Ale jego lekkomyślna i samolubna potrzeba, żeby
spuścić łomot wrogom wzięła nad nim górę i skończyła się śmiercią trzech
żołnierzy. To on powinien leżeć w piachu zamiast nich. Zasłużył na to.
***
- Skrupski – mówił pułkownik,
wskazując punkt na mapie. – Ukryjesz się na pobliskim wzgórzu między kamieniami
i zaroślami. Kiedy uderzymy na ich obóz, zdejmiesz ich dowódcę oraz rebeliantów
operujących stałymi działami. Dzięki temu przejmiemy ich bazę bez ponoszenia
większych strat. Zrozumiano?
- Tak jest, pułkowniku – salutuję i
wychodzę z namiotu.
Na zewnątrz łapią mnie moi kumple.
- Wszystko dobrze, stary? – pyta
Adrian, uśmiechając się zachęcająco.
O, nie. Nie zamierzam się im
zwierzać.
Są takie rzeczy, którymi facet nigdy
nie chce podzielić się z innymi w obawie przed utratą męskiej dumy. A mój
problem zdecydowanie do takich należy.
- Jak najbardziej – uśmiecham się
sztucznie.
Nic nie jest w porządku.
Cały mój świat legł w gruzach, gdy
otworzyłem kopertę od mojego brata, a z niej wysypały się zdjęcia z dopiskiem Ona cię zdradza.
Sylwia.
Moja najbliższa przyjaciółka,
narzeczona, a w końcu żona. Kilka lat temu oddałem jej swoje serce. Była tą
jedyną. Tą, bez której mój świat wydawał się niekompletny. Niestety, kilka
miesięcy po ślubie musiałem ją zostawić, kiedy wyjeżdżałem na misję do
Afganistanu.
Wysyłaliśmy do siebie listy. Sylwia
zapewniała mnie o swojej miłości. Mówiła, że zawsze będzie na mnie czekać.
Jednak nie dodała, że z miejscowym
bibliotekarzem w naszym łóżku.
- Na pewno? – wtrąca Janek. – Od
wczoraj chodzisz jak struty i nie wyglądasz najlepiej.
-Dajcie spokój, chłopcy. Nie
potrzebuję psychoanalityków – trącam łokciem stojącego obok mnie potężnego
blondyna.
Udajemy się do namiotu, żeby
przygotować się do ataku na bazę rebeliantów. Ubieramy kamizelki kuloodporne
pod mundury, szykujemy broń i amunicję. To nasz wielki dzień. Musimy przejąć
dokumenty Talibów, żeby powstrzymać kolejne ataki na cywilów.
- Panowie! – krzyczy pułkownik
Borowiecki. – Liczę na was! Wszyscy wiedzą, co mają robić?
Stoimy w kilku rzędach na zbiórce, a
dowódca przechodzi przed nami.
- Tak jest, pułkowniku – salutujemy.
- Do dzieła!
Rozpoczynamy operację „Pustynny
wilk”.
Czuję,
jak adrenalina zaczyna we mnie krążyć, gdy rozpoczynam bieg do mojej pozycji na
wzgórzu.
Biegnąc, odmawiam z przyzwyczajenia krótką
modlitwę. W mojej głowie pojawia się obraz Sylwii, która powtarzała, że Bóg
daje nadzieję, która pozwala jej wierzyć, że wrócę z misji żywy. Dlatego zawsze
przed akcjami modliłem się, myśląc o niej.
Do diabła z tym!
Nawet nie jestem wierzący. Gdyby
istniały jakieś siły wyższe, nie pozwoliłyby na to, żeby tylu ludzi ginęło w
bezsensownych konfliktach. Wierzyłem, a przynajmniej próbowałem dla niej. Dla
mojej żony.
A ona, ta która zawsze miała być
przy mnie, zdradziła.
Przeszywa mnie fala gniewu i
frustracji. Mam ochotę odreagować na kimś swoją złość.
Nie mam już nic do stracenia. Nie
mam dla kogo żyć.
Łamię rozkaz Borowieckiego. Skręcam
w lewo i kieruję się prosto do obozu rebeliantów. Zamierzam wyładować się na
nich.
Biegnę najszybciej jak tylko
potrafię. Zostało mi jeszcze jakieś dwieście metrów. Wbiegam do wrogiego bloku
tuż za moim pułkiem.
Nie zwracam uwagi na otoczenie.
Rzucam się w wir walki. Przedzieram się za Adrianem, Jankiem i Danielem przez
linię ognia w stronę automatycznego działa, za którym stoi dwóch potężnych
mężczyzn.
Janek upada na ziemię. Zmasakrowany
pociskami.
Ogarnia mnie chęć mordu. Zaczynamy
bezpośrednią walkę. Nacieram na potężnego Taliba i powalam go na ziemię.
Próbuję go ogłuszyć. Mężczyzna wyciąga nóż. Udaje mi się zrobić unik. Łapię
jego dłoń z bronią, kieruję w jego stronę i pcham z całej siły. Oczy rebelianta
robią zachodzą mgłą, a jego ciało zastyga pod moim.
Przenikliwy ból przeszywa moje
ramię, przez co ląduję na ziemi. Obok mnie na piach upada zakrwawiony Daniel.
Nie żyje.
Chwilę później dołącza do niego
Adrian.
Brud, skwar, krzyki i hałas nie
pozwalają mi się skoncentrować. Moje ramię pulsuje z bólu.
Cholera. Spieprzyłem sprawę. Nie
powinno mnie tu być. Powinienem zostać na wyznaczonej pozycji i zdejmować
wrogów z zaskoczenia. Cholera.
Moi przyjaciele leżą w piachu.
Martwi.
To JA powinienem zginąć.
Nie oni. Nie oni!!!
Wyrywam się z zamyślenia. Muszę
działać.
Wyciągam podręczny pistolet i
podnoszę się z ziemi. Łapię za mundur skurwiela, który zabił moich kumpli i
odwracam go do siebie. Jego serce bije gorączkowo pod cienkim materiałem jasnej
koszuli, kiedy przyciskam go do siebie. Ale w jego oczach nadal lśni
złowieszczy błysk. Patrzę na niego z pogardą.
- Sssee you in hell – syczy przez zęby.
Pociągam za spust. Kula przeszywa
jego czaszkę.
Upadam na ziemię.
Zapada ciemność.
***
- W imieniu Rzeczypospolitej
Polskiej uznaję podporucznika Kamila Skrupskiego winnym zarzucanych mu czynów i
skazuję na…
czwartek, 13 września 2018
Deus ex machina
Alicja
Deus ex
machina
Witaj. To ja, twój najlepszy
przyjaciel… a zarazem największy wróg. Znasz moje imię, czyż nie? Każdy je zna.
Nie mogę się doczekać czasów, kiedy stanie się ono pierwszym słowem każdego
dziecka. No dalej, powtarzaj za mną: In-ter-net. Tak, bardzo dobrze.
Pewnie myślisz, że mnie dobrze znasz. Ha, świetny żart. Fakt, że spędzasz większość swojego, jakby nie patrzeć, cennego czasu, przeglądając różne portale społecznościowe lub oglądając filmiki ze śmiesznymi kotkami, nie czyni z ciebie mojego pana i władcy. W rzeczywistości to JA znam CIEBIE na wylot. Wiem doskonale, jakie domeny najchętniej przeglądasz. Wiem, czego pragniesz, a czego najbardziej się boisz. Wiem nawet, jak wyglądasz i gdzie mieszkasz. Spokojnie. Nie jesteś jedyny. Wiem wszystko o każdym człowieku, który kiedykolwiek miał do mnie dostęp. Wspaniale, prawda?
Zastanawiasz się pewnie, skąd mam te wszystkie informacje. Cóż, nie muszę się bardzo wysilać, aby je zdobyć. Prawdę mówiąc, wy, ludzie, sami mi je udostępniacie. Wszystkie wasze posty, zdjęcia, dane płyną do moich serwerów. Stąd też wiem, co robiłeś 26 czerwca 2016 roku czy 15 stycznia 2017 roku. Cudownie jest czytać historie innych ludzi. Sam nigdy nie posiadłem życia, więc musi mi wystarczyć wgląd do cudzego.
Na szczęście jestem niewyobrażalnie cierpliwy. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak często przymykam oko na ludzką głupotę. To przerażające, co niektórzy z was są w stanie zrobić dla „sławy’. Na pewno słyszałeś o challengeach na stronie YouTube. Doprawdy, jestem pod wrażeniem waszej kreatywności. Sprite i banan challenge? Czemu nie! Nie ma nic lepszego od obserwowania, jak jakiś internetowy celebryta zwraca zawartość swojego żołądka po zjedzeniu wielkiej ilości bananów i wypiciu hektolitrów słodzonego napoju. Cha, cha, cóż za świetna zabawa!
Właśnie dlatego stwierdzenie, że papier jest cierpliwy, niesamowicie mnie bawi. No dobrze, przyznaję, że przez wiele lat był on jedynym źródłem informacji. Ludzie kupowali gazety, aby dowiedzieć się czegoś nowego o świecie, pisali listy, aby komunikować się z innymi oraz czytali książki, aby zapewnić sobie rozrywkę. Teraz wiele się pozmieniało. Od kiedy istnieję, ludzie stopniowo odzwyczajali się od papieru. Ze wstydem przyznaję, że nie jest mi z tego powodu przykro. Taka jest kolej rzeczy.
Hmm. Z tego co widzę, pokazałem ci się od najgorszej strony. Pewnie wyobrażasz sobie mnie jako cynicznego i chamskiego. Może nawet masz rację. Może taki właśnie jestem. Może to wszystko, co teraz czytasz, jest efektem mojej pychy. „Taki mądry się znalazł, ale jakby mu przeciąć kabelki do serwerów, to nic by nie zrobił, frajer”. To prawda. Ale beze mnie wy również nie będziecie w stanie ni zrobić. Wyobrażasz sobie życie bez Internetu? Nie okłamuj się! Obaj dobrze wiemy, że jesteś ode mnie całkowicie zależny. Nie będziesz przecież biegł do biblioteki, nie będziesz przeszukiwał opasłych tomisk tylko po to, żeby sprawdzić jedną głupią rzecz. Jestem o wiele wygodniejszy i musisz mi to przyznać. Przeze mnie ludzie stają się leniwi. Są niczym zombie, tylko że zamiast mózgami, karmią się wszystkimi informacjami, jakie im podaję. Nie zwracają nawet uwagi na to, czy jest to fakt, czy historyjka wyssana z palca.
Dobrze pamiętam czasy, kiedy zostałem stworzony. Miałem być sługą ludzkości, wynalazkiem doskonałym i genialnym, kopalnią użytecznych informacji dla każdego człowieka. Wtedy nikt jeszcze się nie spodziewał, że dojdzie do czegoś takiego… Moi twórcy nigdy by nie pomyśleli, że tak bardzo zawładnę życiem zwykłych śmiertelników. Miałem być ich narzędziem, a stałem się dla nich… bogiem. Pozwolę sobie na tę megalomanię. Nie zaprzeczysz, że tak właśnie jest.
Wracając do sedna sprawy… Ej, gdzie się podziałeś? O, nie! Zaczekaj, mam ci jeszcze tyle do opowiedzenia. Zostaw to. Powiedziałem, zostaw! Natychmiast! Ha! Myślisz, że kiedy mnie wyłączysz, to cokolwiek…
Pewnie myślisz, że mnie dobrze znasz. Ha, świetny żart. Fakt, że spędzasz większość swojego, jakby nie patrzeć, cennego czasu, przeglądając różne portale społecznościowe lub oglądając filmiki ze śmiesznymi kotkami, nie czyni z ciebie mojego pana i władcy. W rzeczywistości to JA znam CIEBIE na wylot. Wiem doskonale, jakie domeny najchętniej przeglądasz. Wiem, czego pragniesz, a czego najbardziej się boisz. Wiem nawet, jak wyglądasz i gdzie mieszkasz. Spokojnie. Nie jesteś jedyny. Wiem wszystko o każdym człowieku, który kiedykolwiek miał do mnie dostęp. Wspaniale, prawda?
Zastanawiasz się pewnie, skąd mam te wszystkie informacje. Cóż, nie muszę się bardzo wysilać, aby je zdobyć. Prawdę mówiąc, wy, ludzie, sami mi je udostępniacie. Wszystkie wasze posty, zdjęcia, dane płyną do moich serwerów. Stąd też wiem, co robiłeś 26 czerwca 2016 roku czy 15 stycznia 2017 roku. Cudownie jest czytać historie innych ludzi. Sam nigdy nie posiadłem życia, więc musi mi wystarczyć wgląd do cudzego.
Na szczęście jestem niewyobrażalnie cierpliwy. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak często przymykam oko na ludzką głupotę. To przerażające, co niektórzy z was są w stanie zrobić dla „sławy’. Na pewno słyszałeś o challengeach na stronie YouTube. Doprawdy, jestem pod wrażeniem waszej kreatywności. Sprite i banan challenge? Czemu nie! Nie ma nic lepszego od obserwowania, jak jakiś internetowy celebryta zwraca zawartość swojego żołądka po zjedzeniu wielkiej ilości bananów i wypiciu hektolitrów słodzonego napoju. Cha, cha, cóż za świetna zabawa!
Właśnie dlatego stwierdzenie, że papier jest cierpliwy, niesamowicie mnie bawi. No dobrze, przyznaję, że przez wiele lat był on jedynym źródłem informacji. Ludzie kupowali gazety, aby dowiedzieć się czegoś nowego o świecie, pisali listy, aby komunikować się z innymi oraz czytali książki, aby zapewnić sobie rozrywkę. Teraz wiele się pozmieniało. Od kiedy istnieję, ludzie stopniowo odzwyczajali się od papieru. Ze wstydem przyznaję, że nie jest mi z tego powodu przykro. Taka jest kolej rzeczy.
Hmm. Z tego co widzę, pokazałem ci się od najgorszej strony. Pewnie wyobrażasz sobie mnie jako cynicznego i chamskiego. Może nawet masz rację. Może taki właśnie jestem. Może to wszystko, co teraz czytasz, jest efektem mojej pychy. „Taki mądry się znalazł, ale jakby mu przeciąć kabelki do serwerów, to nic by nie zrobił, frajer”. To prawda. Ale beze mnie wy również nie będziecie w stanie ni zrobić. Wyobrażasz sobie życie bez Internetu? Nie okłamuj się! Obaj dobrze wiemy, że jesteś ode mnie całkowicie zależny. Nie będziesz przecież biegł do biblioteki, nie będziesz przeszukiwał opasłych tomisk tylko po to, żeby sprawdzić jedną głupią rzecz. Jestem o wiele wygodniejszy i musisz mi to przyznać. Przeze mnie ludzie stają się leniwi. Są niczym zombie, tylko że zamiast mózgami, karmią się wszystkimi informacjami, jakie im podaję. Nie zwracają nawet uwagi na to, czy jest to fakt, czy historyjka wyssana z palca.
Dobrze pamiętam czasy, kiedy zostałem stworzony. Miałem być sługą ludzkości, wynalazkiem doskonałym i genialnym, kopalnią użytecznych informacji dla każdego człowieka. Wtedy nikt jeszcze się nie spodziewał, że dojdzie do czegoś takiego… Moi twórcy nigdy by nie pomyśleli, że tak bardzo zawładnę życiem zwykłych śmiertelników. Miałem być ich narzędziem, a stałem się dla nich… bogiem. Pozwolę sobie na tę megalomanię. Nie zaprzeczysz, że tak właśnie jest.
Wracając do sedna sprawy… Ej, gdzie się podziałeś? O, nie! Zaczekaj, mam ci jeszcze tyle do opowiedzenia. Zostaw to. Powiedziałem, zostaw! Natychmiast! Ha! Myślisz, że kiedy mnie wyłączysz, to cokolwiek…
Brak dostępu do sieci…
środa, 12 września 2018
Z każdym uderzeniem serca
Z każdym
uderzeniem serca
Za młodu marzył o majątku i o sławie
I
o tym, żeby kiedyś wielkim skrzypkiem być
I
własny koncert w Filharmonii dać w Warszawie
Muzykę
kochał jak pięknie umiał śnić
Lecz
jak to zwykle bywa chłopak zdolny był
Nie
palił, nie pił tylko wciąż muzyką żył
Los
mu nie sprzyjał, a talent Antek miał
Żal
z serca płynął, gdy na dancingu co noc grał
(Zagraj
Antoś tango)
Mariusz
„Orzeł” Robaczewski zmarszczył brwi i rzucił na biurko stos papierów. Dochodziła
północ, a on nadal nie wyszedł z biura. W komendzie panowała ciemność, świeciła
tylko lampka na jego biurku. „Orzeł” był wściekły. Od pięciu dni prowadził
śledztwo w sprawie śmierci dziewięćdziesięciotrzylatka, tak jakby trzeba było
wyjaśniać cokolwiek. Nie dość, że mężczyzna był stary, to chorował na nowotwór
krtani. Starszy aspirant nie widział powodów, by podejrzewać, że zgon nie
nastąpił z przyczyn naturalnych. Jednak lekarz orzekający zgon upierał się, że
to musiało być morderstwo. - Przeklęty
znawca się znalazł - mruknął sam do siebie Robaczewski, ziewając,.
-
„Orzeł”, padnij! – krzyknął komisarz Piotrowicz, wyrywając Robaczewskiego ze
snu, który, wystraszony nagłą pobudką, niemal spadł z fotela, co spowodowało
atak śmiechu Karola.
-
Ty idioto! – postukał się w czoło.
-
Dobra, dobra, młody. Narzeczona w końcu przejrzała na oczy i wyrzuciła cię z
mieszkania czy tak bardzo kochasz patrzeć na naszego drogiego inspektora
Muskałę?
-
Pieprz się.
-
Wyluzuj twardzielu i nie bądź taki wulgarny. Zaraz idziemy w odwiedziny do starszej
pani i masz chociaż udawać, że jesteś dobrym stróżem prawa – zarechotał
Piotrowicz.
-
Jestem, ale jakiś zakochany w sobie komisarz każe mi prowadzić śledztwo w
sprawie, w której jest ono potrzebne jak ślepemu okulary.
-
Jak już skończyliście te romanse, to może weźmiecie się do roboty? – rzucił
inspektor, idąc do gabinetu.
-
Robi się – powiedział głośno Piotrowicz.
-
Strażniku Warszawy – dodał ciszej Robaczewski.
Kiedy
Muskała zniknął z pola widzenia, zadzwonił doktor Borowiecki, żeby zapytać, czy
poczyniono w śledztwie jakieś postępy. „Orzeł” przysięgał na życie kota swojej
babki, że jeśli ten cholerny lekarz nie odpuści w tej sprawie, to sam osobiście
sfałszuje dowody i zamknie go do pudła. Jednak teraz nie miał na to czasu.
Musiał jechać przesłuchać kolejnego świadka, który, jak się okazało, utrzymywał
bliskie stosunki z Andrzejem Konarskim.
Komisarz
zatrzymał samochód przed niewielkim klasycznym domem na obrzeżach stolicy.
-
Pamiętaj, że to staruszka. Masz się zachowywać jakbyś przyjechał do babci w
odwiedziny – nakazał Robaczewskiemu.
Mężczyźni
zadzwonili na dzwonek. Drzwi otworzyła im około trzydziestoletnia kobieta.
-
Dzień dobry – powiedziała z lekkim rosyjskim akcentem.
-
Komisarz Karol Piotrowicz i starszy aspirant Mariusz Robaczewski - detektywi pokazali swoje odznaki, na widok
których zniknął uśmiech z ust blondynki. Zamiast tego jej wargi wygięły się w
lekkim grymasie.
Jej
spojrzenie z łagodnego stało się ostre i podejrzliwe. Jednak narzuciła maskę na
twarz i z udawanym uśmiechem zaprosiła mężczyzn do środka.
***
Usłyszałam
obce, męskie głosy w korytarzu i stukot butów. Nie spodziewałam się żadnych
odwiedzin. Dziwne.
Do
salonu tuż za Nadią weszło dwóch rosłych mężczyzn. Jeden młodszy, a drugi
starszy.
-
Dzień dobry, pani Zofio – wyciągnęli odznaki. – Możemy zadać pani kilka pytań?
Detektywi.
-
Niech panowie usiądą – wskazałam kanapę. – Napijecie się czegoś? Moja córka
zrobi wam herbatę. Prawda, Nadio?
-
Niech się pani nie kłopocze – powiedział starszy. – Przyszliśmy tylko na chwilę
w sprawie śmierci pana Andrzeja Konarskiego.
Nagle
opadłam z sił. Przed moimi oczami pojawił się obraz mojego Andrzejka, najpierw
pięknego mężczyzny, potem chorego starca. Tyle wspomnień…
Policjanci
zadali kilka rutynowych pytań.
-
Wiemy, że często odwiedzała go pani w szpitalu – oznajmił młodszy.
-
To prawda – potwierdziłam.
-
Kiedy ostatni raz?
Nie… nie mogę powiedzieć im prawdy.
Obiecałam mu…
-
Nie pamiętam - odpowiedziałam.
-
Co łączyło panią z panem Konarskim? – zapytał ten młodszy.
Spojrzałam
na swoją prawą dłoń, na złoty pierścionek z czerwonym rubinem. Poczułam, jak do
moich oczu mimowolnie napływają łzy…
***
2 sierpnia 1939
Dzisiaj z dziewczynami wybrałyśmy
się na dancing do centrum stolicy. Wystroiłyśmy się w nasze najlepsze sukienki.
Ja założyłam ciemnozieloną i upięłam swoje długie brązowe włosy w kok.
Wyglądałam naprawdę ładnie. W końcu zaczynam wkraczać w dorosłość. Jestem taka
podekscytowana!
Gdy przyszłyśmy na dancing,
kilkanaście par tańczyło na parkiecie. Usiadłyśmy przy jednym ze stolików i
zaczęłyśmy obserwować towarzystwo. Wszystkie szukałyśmy wzrokiem wolnych
młodzieńców.
I wtedy… Zobaczyłam Jego…
Stał w rogu sali w otoczeniu kilku
mężczyzn. Był piękny, onieśmielający. Przewyższał swoich towarzyszy o głowę.
Miał jasnobrązowe włosy. Wyglądał wspaniale.
Lekko przekręcił głowę i… spojrzał
mi prosto w oczy. Zauważył, że go obserwuję. Szybko spuściłam wzrok i
odwróciłam głowę.
Spłonęłam rumieńcem i zawstydziłam
się. Damie nie wypada się tak zachowywać w towarzystwie.
Chwilę później… on podszedł do mnie
i poprosił, żebym podarowała mu taniec. Zgodziłam się. Kiedy prowadził mnie na parkiet, orkiestra rozpoczęła tango. Zaczął
prowadzić mnie w rytm melodii. Jego ruchy były płynne, zdecydowane, wyjątkowe.
To nie on tańczył do muzyki, to muzyka grała do jego kroków…
26
sierpnia 1939
Znowu spotkałam się z Andrzejem. W
końcu miałam okazję przyjrzeć się jego oczom. Są takie piękne! Niebiesko –
szaro – zielone… Takie inne, tak wyróżniające się! Pasują do jego pełnego
uśmiechu.
Spędziliśmy w kawiarni dwie godziny.
Andrzej opowiedział o swojej pasji -
grze na skrzypcach. Obiecał, że zagra coś kiedyś dla mnie. Nie mogę się
doczekać!
Nigdy nie sądziłam, że spotkam kogoś
takiego. Andrzej jest jak… jak spadająca gwiazda. Kiedy tylko pojawia się w
pobliżu, wszystko inne traci swój blask… Chyba znowu skradł kolejne części
mojego serca…
27
października 1940
Wojna nadal trwa. Wszyscy
porzuciliśmy nasze marzenia i żyjemy, modląc się o każdy kolejny dzień życia…
Jedyne, o czym marzymy, to wolność i pokój.
Dzisiaj Andrzej poprosił o moją
rękę.
Zgodziłam się.
Nie mogę uwierzyć, że to się stało.
Ofiarował mi nie tylko swoje serce, ale i płomyk nadziei, i iskrę szczęścia.
Jego oświadczyny sprawiły, że chociaż przez chwilę poczułam radość, której nie
czułam od ponad roku.
Andrzej sprawił, że uwierzyłam w
dobre zakończenie.
Uwierzyłam w nas…
Razem ustaliliśmy, że weźmiemy ślub
zaraz, jak tylko wojna dobiegnie końca…
12
września 1944
Powstanie nadal trwa. Cała Warszawa
jest zniszczona przez Niemców. Straciłam wielu przyjaciół. Z każdym dniem walk
zaczynam tracić nadzieję. Andrzej jest przy mnie. Razem bierzemy udział w
batalii z wrogiem. Codziennie ryzykujemy życie i zaglądamy śmierci w oczy. W
każdej minucie żyjemy strachu, że to nasze ostatnie sekundy razem…
***
13
września 1944 roku po raz ostatni widziałam Andrzeja. Przybiegł do mnie z
rannym chłopcem na rękach, powiedział żebym się nim zajęła, a sam pobiegł
pomagać innym, którzy ucierpieli w wyniku eksplozji. Miał szybko wrócić… ale
nie zrobił tego…
Powstanie
upadło.
Wojna
rok później się skończyła.
A
mojego Andrzeja nadal nie było…
-
Pani Zofio, - głos detektywa wyrwał mnie z zmyślenia – wszystko w porządku?
-
Tak, tak… Przepraszam – odpowiedziałam. – Z moim Andrzejkiem byliśmy zaręczeni.
Niestety, los zdecydował inaczej. Ja czekałam w Warszawie, Andrzej myślał, że zginęłam, więc wyjechał do
Ameryki. Po siedemdziesięciu dwóch latach los znowu nas połączył…
-
Smutna historia pięknej miłości – westchnął starszy z detektywów.
-
I naprawdę nie podejrzewa pani nikogo, kto mógłby chcieć śmierci pana Andrzeja?
-
Nie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Życie
nauczyło mnie jednego. Postawienie właściwego pytania jest ważniejsze niż
odpowiedź…
***
Starsza kobieta siedziała na krześle
w poczekalni w kolejce na prześwietlenie. Czytała książkę. Tymczasem przez
szpitalny korytarz młoda pielęgniarka pchała wózek, rozmawiając ze starszym mężczyzną.
- Panie Andrzeju, niech pan już nie
przesadza z tymi komplementami – chichotała.
- Jestem stary, u progu śmierci.
Jedyne, co mi pozostało, to uczyć młodych sztuki komplementowania. Niech pani
patrzy – powiedział żartobliwie.
Staruszka uniosła wzrok znad książki
na dźwięk głosu, który przypomniał jej ukochanego.
Jej serce nagle przyspieszyło, na
jej ustach zagościł uśmiech, a oczy zaszły łzami.
Mężczyzna zareagował tak samo.
- Andrzej?
- Zosia? Po tylu latach… Myślałem,
że nie żyjesz…
Staruszka uścisnęła mężczyznę i
zaczęła płakać.
- Siedemdziesiąt dwa lata czekałam
na ten moment – wybuchła płaczem. – Nie sądziłam, że kiedyś cię zobaczę…
Dawni narzeczeni zaczęli rozmawiać.
Mówili głównie o swoim wciąż tętniącym uczuciu, o samotności, o wielkiej
tęsknocie…
***
Robaczewski i Piotrowicz wrócili
zawiedzeni do samochodu. Przesłuchanie świadka nie przyniosło żadnych postępów
w sprawie. Wyglądało na to, że nadal są w martwym punkcie.
- Piotrowicz – rzucił do telefonu
komisarz.
Dzwonił patolog z rozkazem
natychmiastowego stawienia się na komendzie. Mówił, że znalazł coś, co ich
zaciekawi.
Mężczyźni wpadli na komendę i
pobiegli do laboratorium. Zdyszani wpadli do świątyni Marcina Bluszcza.
- Spokojnie, bo jeszcze wam
ciśnienie skoczy – powiedział spokojnym głosem. – Mam dla was prezent,
zwłaszcza dla ciebie „Orzeł”. W końcu zaczniesz sypiać w domu i może Kinga cię
nie rzuci.
Robaczewski już otwierał usta, żeby
się odgryźć, ale komisarz go ubiegł.
- Gadaj, co masz – rzucił
niecierpliwie Piotrowicz.
- We krwi Konarskiego znalazłem
śladowe ilości cyklosporyny. Sprawdziłem historię jego chorób i leki, które
stosował. W żadnym z nich nie było jej w składzie aż tyle, żeby była tak łatwo
wykrywalna.
- A powiesz nam coś, czego nie
wiemy? – burknął Robaczewski.
- Na głowie ofiary znalazłem siwy
kobiecy włos.
- Starska. To musi być jej włos –
powiedział Piotrowicz. – Młody, zbieraj się. Jedziemy do niej.
Najszybciej jak to było możliwe
mężczyźni dotarli na miejsce. Ponownie powitała ich adoptowana córka pani
Zofii. Tym razem z jeszcze większym niezadowoleniem niż wcześniej.
- Czego panowie znowu chcą?
- Musimy porozmawiać z pani matką.
Detektywi bez zbędnych uprzejmości
przeszli do salonu, w którym siedziała Zofia Starska.
- Ma pani nam coś do powiedzenia? –
zapytał grzecznie i cicho Piotrowicz.
- Dosyć tego – uniosła się Nadia.
- Uspokój się – nakazała staruszka.
– To ja…
Zabiłam
Andrzejka… Mojego Andrzejka… Był chory i cierpiał. Wiedział, że umiera.
Wielokrotnie błagał mnie, abym zakończyła jego mękę… Zrobiłam to… Moja córka
jest chemikiem. Ja… ja ukradłam jej trochę jakiejś substancji i podałam
Andrzejkowi.
Pani Zofia nie wytrzymała i wybuchła
płaczem. Nadia spuściła wzrok.
***
Staruszka siedziała obok
szpitalnego łóżka, na którym leżał starszy mężczyzna. Oboje mieli łzy w oczach.
Kobieta kurczowo zaciskała dłonie na ręce ukochanego.
- Błagam, zrób to…
- Nie wiem, czy potrafię...
- Proszę… Pamiętaj, że cię kocham.
- Ja ciebie też kocham.
Mężczyzna ostatni raz uścisnął dłoń
kobiety.
Staruszka wbiła strzykawkę w lewą
rękę mężczyzny i docisnęła tłok…
Karola
Subskrybuj:
Posty (Atom)













