piątek, 6 stycznia 2017

Magdalena Brześkiewicz: "Niemądra księżniczka i technologiczna Babia Góra"

Dawno, dawno temu, gdy wróżki z niezwykłą precyzją układały świat, w którym będzie magia, gdy cuda były na porządku dziennym, gdy mówiące zwierzęta nikogo nie dziwiły, w królestwie znanym jako Sucha Beskidzka, w przecudownym suskim zamku żyła sobie piękna, szczęśliwa para królewska.
Bardzo długo marzyli oni o dziecku, które mogli by kochać najbardziej na świecie, toteż gdy na świat przyszła księżniczka Izabella, stała się oczkiem w ich głowie. Była bardzo rozpieszczana, gdy tylko czegoś zapragnęła, od razu to dostawała. Wszelkie misie, lalki, puzzle czy gry nie interesowały jej tak bardzo, jak gry komputerowe i coraz to nowsze bajki animowane.
 Prawie w ogóle nie rozstawała się z komputerem, telefonem itp., a rachunki za prąd przychodziły potwornie wielkie.




Czas mijał, księżniczka dorastała coraz bardziej obojętna na świat. Nie interesowało ją ludzkie cierpienie, głód, bieda. Ubierała się w najbogatsze suknie, farbowała swoje włosy na wszystkie kolory tęczy, coraz częściej była nieposłuszna względem rodziców. Nie wymagali od niej dużo. Chcieli tylko, żeby od czasu do czasu sprzątała ogromny bałagan, który narobiła, albo po prostu robiła go mniej.
Księżniczka zbuntowała się jeszcze bardziej, gdy królowa oznajmiła jej, że wspólnie z królem zdecydowali usunąć służbę z komnat księżniczki. Panie, które sprzątały jej pokój, miały dość pracy i obraźliwych słów, których używała wobec nich Izabella.
 Wtedy córka postanowiła uciec z pałacu. Mając plan, spakowała najpotrzebniejsze jej zdaniem rzeczy i mapę, którą w dzieciństwie podarowali jej rodzice. Owszem, była na nich wściekła, ale coś podpowiedziało jej, że być może będzie jej potrzebna. Przecież nie była to zwykła mapa, absolutnie. Mapa sama wiedziała, dokąd zmierza człowiek, nawet gdy on sam nie miał pojęcia. Wskazywała miejsca, których nawet najdoskonalszy podróżnik jeszcze nie zwiedził.



Wychodząc z zamku, zatrzymała czerwonego busa, którego prowadził starszy kierowca z wąsem. Ubrany był w różową czapkę, krawat oraz w rzucającą się w oczy żółtą koszulę. Ubiór ten wydawał się Izabelli dziwaczny i zupełnie niemodny, a na tym znała się szczególnie. Kierowca autokaru, pan Krzysztof był bardzo zdziwiony, ponieważ i on wiedział o niechęci królewny do takiego transportu. Jak się spodziewał, nawet nie powiedziała mu zwykłego ,,dzień dobry’’, a to w królestwie było wysoce niekulturalne.

Bella udawała, że nie słyszy rozmowy starszych pań na jej temat.
Co mnie obchodzi zdanie jakichś głupich staruch pomyślała i jeszcze raz przeglądnęła Facebooka.


Wesoły kierowca zawiózł ją, zgodnie z życzeniem, do Zawoi, która według Izabelli była rajem. Królewna uważała, że jest tam pięknie, wszyscy są tam szlachcicami z wysoką pozycją społeczną, nie ma tam trosk, ale za to jest wieczna zabawa i zbawienna technologia.

Gdy tylko wysiadła z pojazdu, podszedł do niej przystojny mężczyzna, który wyglądał niczym książę z najwspanialszej bajki. Gdy się uśmiechnął, mogłaby przysiąc, że każdy chciałby oddać mu cały majątek, aby zobaczyć jego uśmiech jeszcze raz. Jego oczy błyszczały pełne energii i radości. Widziała w nim całą swoją przyszłość. Mimo, że widziała go pierwszy raz, miała wrażenie, że znają się całe życie.
Wtedy jeszcze nie miała pojęcia, jak blisko jest prawda.

Chodź, zabiorę cię do raju  wyszeptał i chwycił ją za rękę.
Księżniczka bez sprzeciwów podążała za szarmanckim księciem. Jej księciem, jak określała go w myślach.
Wędrowali długie godziny, mrok był coraz bliżej, otulało ich zimne, górskie powietrze. Zewsząd słychać było wycie dzikich zwierząt. On wytrwale dążył do celu, ona za to bała się bardziej, i bardziej, i bardziej…
Zaczekaj! Dokąd mnie prowadzisz?! zdenerwowała się przerażona Izabella.
Jednak on zbył ją pięknym uśmiechem, a ona nagle zapomniała o całym świecie. W milczeniu szli dalej.
Wreszcie, po wielu godzinach znaleźli się na pięknej łące. Książę zachwycał się naturalnością świata  i niezwykłymi krajobrazami, które widział ze szczytu Babiej Góry.
— Mógłbym oddać jej cały świat — westchnął do siebie książę.
Ale Izabella miała za nic otaczające ją środowisko. Z przykrością patrzyła na okolice.


I gdzie ten raj? Przecież to tylko jakieś głupie pastwisko marudziła królewna.
Wtem książę pojął, że Izabella, mimo że piękna,  odznacza się niebywałą próżnością. Wszyscy powtarzali mu to powtarzali, ale on wierzył, że prawda jest inna, że jego wymarzona dziewczyna ukrywa swoją prawdziwą twarz. Bardzo się zawiódł. Niepostrzeżenie zawrócił na szlak i spowity mgłą znikł, zostawiając po sobie jedynie zapach świeżo skoszonej trawy.
Księżniczka była przerażona. Zupełnie nie wiedziała, dokąd ma iść, a noc gęstniała. Jedyne co wiedziała o tym miejscu, to nazwa... Babia Góra. Gdyby wcześniej wiedziała, że nie jest to luksusowy klub taneczny w Zawoi!

Wróżki, które miały ją na oku, nie sądziły, że jest ona aż tak głupia. Zamiast jej pomóc, zwijały się ze śmiechu. Gdy już spoważniały, postanowiły podsunąć pomysł z telefonem.
Telefon! przypomniała sobie z pomocą wróżek. On na pewno mnie uratuje!
Jej entuzjazm szybko minął, ponieważ nigdzie nie mogła znaleźć zasięgu. Wtem przypomniała sobie, że w swojej niewielkiej torebce od dzieciństwa nosi magiczną mapę, prezent od rodziców.

 
Po kilku chwilach znalazła swoje położenie i ruszyła szlakiem, gdzie wskazała jej kartka.


Miała nadzieję, że znajdzie tam chociaż jednego służącego.

Znalazła się w wiosce Koszarawa, w której szybko znalazła Daniela. Akurat robił zakupy na wielką ucztę w zamku. Poprosiła go o pomoc.
Daniel od lat podkochiwał się w pięknej, lecz egoistycznej królewnie, więc od razu się zgodził. Pomógł wsiąść jej do powozu i ruszyli prosto ku pięknemu królestwu Suchej Beskidzkiej, gdzie na suskim  zamku czekała już królewska para, która… wcale nie wyglądała na przerażoną zniknięciem Izabelli.


Królowa przyznała, że cały czas wiedziała, gdzie jest córka, co robi, jak się czuje. To wszystko było tylko planem, jak otworzyć serce Belli na coś innego niż telefon.
Wydało się również, skąd zna księcia z Zawoi.
Gdy dotarli na miejsce, Daniel z nieukrywaną satysfakcją zauważył, że jego ukochana jest inna, odmieniona. Z pomocą wróżek wytłumaczył jej, że to właśnie on był szarmanckim królewiczem z Podbabiogórza,  a ona rzuciła się w jego ramiona.
Księżniczka zrozumiała, że technologia, choć bardzo ważna, to nie zawsze jest skuteczna.
Przez kilka dni uważnie studiowała mapę, otworzyła się na świat, była skora do pomocy biednym, głodnym i nieszczęśliwym, wyręczała służbę w obowiązkach, doceniała ukochanego.

Niedługo później odbyło się huczne wesele księżniczki i Daniela, na które przyszło całe królestwo.
Wszyscy wiwatowali na cześć przyszłej pary królewskiej, ciesząc się z jej przemiany. W podróż poślubną wybrali się oni na Babią Górę, tym razem oboje doceniając jej piękno.
Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a Izabella i Daniel idealnie spełniali swoje królewskie obowiązki, podziwiani za to przez cały naród.

Choć historia pięknej księżniczki i równie przystojnego księcia dobiega końca, to nauczmy się czegoś, patrząc na jej błędy. Nie zastępujmy życia komputerem. Poznawajmy ludzi wokół siebie. Nie zamykajmy się w sobie. Bądźmy ciekawi świata.




Koniec



   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz