środa, 21 grudnia 2016

Agnieszka Jankowska: "Jezioro Życzeń"



***
Jezioro Życzeń
***
Podejdź dziecino, nie bój się – nie gryzę.
 Podejdź, a  opowiem Ci bajkę o niezwykłych rzeczach, które wydarzyły się kiedyś na Suskiej Ziemi. Będzie to ładna bajka, o przezwyciężaniu słabości i sile przyjaźni… Dziś wciąż można ją usłyszeć śpiewaną przez wiatr, który stuka w okna uśpionych domów, przygląda się naszym snom i nuci kołysanki. Wciąż można odnaleźć jej cień w omszałych pniach starych drzew. Podobno czasami można nawet zobaczyć jej fragmenty w chmurach, które mkną przez bezkresne, błękity nieba.
Ale ludzie już nie umieją słuchać. Nie umieją szukać ani zobaczyć tego, co próbuje przekazać im przyroda. Dlatego pozwól, że to ja opowiem ci bajkę o małej dziewczynce, która urodziła się w Makowie Podhalańskim, w czasach, gdy Polską władali królowie, gdy zwierzęta umiały mówić a magia była codziennością.
Słuchaj uważnie! Bajka właśnie się zaczyna…
W niewielkiej wiosce pośród gór żyła sobie mała dziewczynka, której dano na imię Kaja. Dziewczynka ta, była dla wszystkich zawsze bardzo miła i uprzejma, ale mimo to nie miała przyjaciół. Inne dzieci śmiały się z niej, ponieważ była albinosem, co znaczy, że od urodzenia miała bardzo jasną skórę i włosy. Właśnie z powodu swojego wyglądu, od najmłodszych lat Kaja musiała znosić złośliwe żarty i przykre sytuacje, gdy nikt z rówieśników nie chciał z nią ani rozmawiać ani się bawić.
-Dziwadło! – krzyczały dzieci, gdy je tylko mijała.
Niejednokrotnie Kaja powstrzymywała łzy i uciekała pospiesznie. Po pewnym czasie dziewczynka przestała wychodzić z domu, wstydząc się tego,  jak wygląda. Martwiło to bardzo jej mamę, która pewnego dnia przyszła do córki i powiedziała:
- Zbyt długo tu już siedzisz kochanie. Wspólnie z tatą postanowiliśmy, że jutro pojedziesz z nami na targ i pomożesz nam w pracy.
Dziewczynka spojrzała na nią smutno. Była zbyt grzeczna, by się sprzeciwić, ale wizja podróży przerażała ją. Gdyby tylko mogła wiedzieć, co z tego wyniknie..
Gdy następnego dnia wzeszło słońce, barwiąc niebo złotem i czerwienią,  dziewczynka i jej rodzice wyruszyli przed siebie. Szli dość długo, podziwiając otaczające ich widoki. W końcu dotarli do wioski, gdzie miał odbyć się targ.
- Spójrz ile tu różności! – zachwycała się matka, rozglądając się wokół.
Kaja również nie mogła oderwać wzroku, od otaczającego ją piękna. Gdziekolwiek spojrzała, dostrzegała zajętych ludzi, drogie tkaniny, połyskujące korale. W powietrzu unosił się apetyczny zapach owoców i ciast, więc dziewczynce w niedługim czasie zaczęło burczeć w brzuchu. Słysząc to, jej mama zaśmiała się wesoło i dała do rączki córki parę monet:
- Idź coś kupić do jedzenia Kaju. Tylko proszę, nie odchodź za daleko!
Dziewczynka kiwnęła głową i zniknęła w tłumie, rozglądając się za czymś, co mogłaby zjeść. Jednak,  gdy przechodziła koło grupki mężczyzn, zatrzymała się i mimowolnie wsłuchała w ich rozmowę:
- To już drugie jezioro, które wypił Kicek! – powiedział jeden z mężczyzn z oburzeniem.
- Musimy go wygnać, bo inaczej nie pozostanie nam już żadne z cudów! – dodał drugi.
- Przepraszam…. – zaczęła cicho dziewczynka.
Mężczyźni nie usłyszeli jej, dlatego odezwała się głośniej:
- Przepraszam!
Odwrócili się do niej.
- Co to za cuda, o którym panowie rozmawiają?
Mężczyźni spojrzeli po sobie znacząco:
- Idź stąd dziecko. – rzekł dobrotliwie jeden z nich.
- Dajże małej spokój. – przerwał wyższy i schylił się na tyle, by spojrzeć dziewczynce w oczy. – Widzisz dziecko, chodzi o jezioro życzeń, które nam pozostało. Przebrzydłe smoczysko wypiło w tym roku już dwa.
- A o co chodzi z tymi… Życzeniami? – spytała nieśmiało Kaja, której oczy zaczęły połyskiwać z zaciekawienia.
Jej rozmówca rozejrzał się na boki, jakby w obawie, że ktoś może usłyszeć ich rozmowę:
- Podobno to jezioro umie spełniać życzenia – wyszeptał.
Dziewczynka rozwarła szeroko oczy w zachwycie:
- Naprawdę?
- Głupstwa gadasz! – prychnął drugi mężczyzna, odciągając swojego towarzysza za ramię. – Nie słuchaj go dziecko, to jezioro niczym nie różni się od innych. A teraz zmykaj. My musimy uradzić coś w sprawie gada.
Odeszli, kłócąc się o coś głośno. Być może mówili dalej coś o magicznym jeziorze, ale Kaja już ich nie słuchała. Stała jak skamieniała, z zarumienionymi policzkami. W głowie dziewczynki utkwiła tylko jedna myśl.
Jezioro życzeń.
Czy gdyby je odnalazła i poprosiła o normalny wygląd to spełniłoby tę prośbę i w końcu jej życie byłoby normalne?
Tuż obok niej na najniższej gałązce drzewa przysiadł mały wróbelek:
- Wróbelku, czy wiesz może, gdzie znajduje się Jezioro Życzeń? – spytała dziewczynka.
Szare stworzonko spojrzało na nią bystrym, czarnym oczkiem i zaćwierkało:
- Oczywiście, że wiem. My wróbelki wiemy wszystko.
Dziewczynka rozpromieniła się do swoich myśli, a wtedy ptaszek dodał:
- Jestem Szaropiórek. A Ty?
- Na imię mam Kaja – przedstawiła się.
Wróbelek przekrzywił główkę w wyrazie zamyślenia:
- Kaja. A umiesz śpiewać Kaja?
- Proszę..?
- Czy umiesz śpiewać dziewczynko?
- Ja… Nie wiem.
- Zaśpiewaj coś. – poprosił.
Dziewczynka chwilę się zastanowiła i zaczęła cicho śpiewać piosenkę, którą kiedyś nauczyła ją jej mama. Tęskna melodia wplotła się w wiatr i rozniosła się na cztery strony świata. Chwilę później na niebie pojawiły się kolejne wróbelki, zwabione piosenką wylądowały na drzewie i słuchały uważnie.
-Jaki ty masz ładny głos! – zachwycił się jeden.
- Tak, tak! Koniecznie musisz z nami śpiewać! – dodał drugi i nagle wszystkie wróbelki zaczęły ćwierkać do melodii piosenki.
Gdy rozbrzmiały ostatnie słowa, wróbelki zerwały się z gałęzi i zaczęły robić w powietrzu fikołki:
- Chodź z nami dziewczynko! Będziemy śpiewali całe dnie i się bawili, bez żadnych trosk! Chodź z nami!
- Nie mogę – odparła dziewczynka i posmutniała. – Moi rodzice by się o mnie martwili.
Ptaszątka ponownie przysiadły na gałązkach:
- Ja i moje rodzeństwo możemy ci wskazać drogę do Jeziora Życzeń  - rzekł Szaropiórek z chytrą minką.
Kaja widocznie się strapiła:
- Z tym, że ja naprawdę nie mogę…
- Ale to niedaleko! – zaśmiał się wróbelek i wzbił się ponownie w niebo. – Kaja! Chodź z nami Kaja! Zaprowadzimy Cię do jeziora!
Dziewczynka spojrzała na wróbelki z niepewnością w jasnych oczkach, ale w końcu się zgodziła. Skoro Jezioro Życzeń jest niedaleko, to może uda jej się wrócić zanim rodzice zaczną się martwić? Z tą myślą podniosła do góry głowę i śmiało zaczęła biec za nowymi znajomymi, śpiewając i śmiejąc się do słońca.
Wspólna zabawa przyspieszyła czas. W końcu jednak Kaja przerwała śpiew:
- Szaropiórku? Daleko jeszcze do tego jeziora? - spytała dziewczynka.
- Nie! To już blisko! – zaświergotały zgodnie wróbelki. – Nie martw się Kaja! Śpiewaj Kaja, śpiewaj z nami!
Więc śpiewała. Bawiła się dalej i starała się ignorować coraz bardziej bolące nogi i zmęczenie. Dopiero, gdy słońce zaczęło ziewać na niebie i układać się do snu, Kaja zrozumiała, że minęło już wiele godzin.
- Szaropiórku? Ja chcę wrócić do domu… -zaczęła dziewczynka. – Jestem głodna i zmęczona, a rodzice zaczęli się już na pewno martwić!
- Śpiewaj Kaja! Zostań z nami! – zaśpiewał Szaropiórek.
- Gdzie indziej będzie ci tak wesoło? – spytał drugi.
- Nie przejmuj się rodzicami! – dodał trzeci.
Dopiero teraz dziewczynka zrozumiała, że wróbelki nigdy nie chciały zaprowadzić jej do Jeziora Życzeń.
- Okłamałeś mnie Szaropiórku! – krzyknęła oburzona.
Wróbelek roześmiał się radośnie:
- Nie, nie okłamałem! Żartowałem tylko! Inaczej nie chciałabyś się z nami bawić.
- Baw się Kaja! Baw i śpiewaj, zostań z nami! – zaśpiewały znów wróbelki.
- Wracam do domu! – dziewczynka tupnęła nóżką i odwróciła się by odejść.
- Nie umiesz się bawić! – stwierdził obrażony Szaropiórek. – Fe! Nie znasz się na żartach!
- Nie znasz, nie znasz! – zawtórowała jego rodzina. – Fe dziewczynka!
Kaja ich nie słuchała. Rozglądała się za to przestraszona po polnej dróżce, zastanawiając się, którędy powinna iść by trafić z powrotem do domu.
- Szaropiórku odprowadź mnie do domu – poprosiła wróbelka, ale on nie raczył jej odpowiedzieć.
Wraz ze swoimi przyjaciółmi znów zajął się zabawą, zupełnie już nie dostrzegając jej istnienia.
Dziewczynka znów została sama. Z braku lepszego pomysłu skierowała się w pierwszą lepszą ścieżkę, obserwując, jak  słońce po raz ostatni ucałowało złociste kłosy zboża swoimi promykami i schowało się za wzgórzem. Teraz na niebie królował księżyc, budząc swoje towarzyszki – gwiazdy.
Zaczynało być zimno. Kaja marzła w letniej sukience, a strach coraz bardziej zaglądał jej w oczy.
- Mamo, dlaczego cię nie posłuchałam? – spytała cicho.
Była coraz bardziej zmęczona. Polna ścieżka w końcu się skończyła, odsłaniając ponury las, którego wysokie drzewa przypominały przyczajone potwory. Mimo, że dziewczynka na ten widok zapragnęła od razu uciekać, opadła zupełnie z sił i przysiadła na starym pniu.
- Już nigdy nie wrócę do domu… - powiedziała cichutko i schowała twarz w rączkach.
Zaczęła płakać z bezradności. Nigdy tak bardzo jak w tej chwili nie pragnęła wrócić do domu i schować się w ciepłych ramionach rodziców…
- Czy coś się stało, mała dziewczynko? – niespodziewanie odezwał się obok niej łagodny głos.
- Zgubiłam się i nie potrafię znaleźć drogi do domu – odpowiedziała dziewczynka, nie podnosząc nawet głowy.
- Ach tak, rozumiem. – przemówił głos. – Ja także jak byłem mały się zgubiłem i nigdy już nie znalazłem swoich rodziców.
Kaja rozpłakała się jeszcze bardziej na te słowa, ale głos dodał:
- Byłem jednak pozostawiony sam sobie. Powiedz mi dziewczynko, skąd pochodzisz, a wspólnie znajdziemy twój dom.
- Obiecujesz? – pociągnęła noskiem.
- Obiecuję.
- Na imię mam Kaja… - zaczęła podnosząc zapłakane oczka.
Gdy dostrzegła swojego niespodziewanego towarzysza, zamarła z przerażenia. Przed nią siedział młody wilk, wpatrujący się w nią ze spokojem.
- Nie bój się. – poprosił wilk, ale dziewczynka już zaczęła krzyczeć i mimo zmęczenia zerwała się do biegu. – Nie uciekaj!
Biegła przed siebie, nie zwracając nawet uwagi na to, że coraz bardziej zagłębia się w mroczny las i, że polna ścieżka dawno zniknęła jej z oczu.
- Dziewczynko poczekaj!
Nie posłuchała. Jednak żadna ucieczka nie może trwać wiecznie i wkrótce Kaja potknęła się o korzenie starych drzew. Wilk był coraz bliżej.
- Proszę nie zjadaj mnie…
Wilk znieruchomiał, wbijając w nią uważne, złotawe oczy:
- Nie każdy wilk zjada małe dziewczynki  - powiedział cicho.
Przyjrzała mu się uważniej i coś w jego spojrzeniu sprawiło, że przestała się aż tak bardzo bać:
- Więc mnie nie zjesz? – spytała dla pewności.
- Nie zjem cię. – obiecał wilk i przybliżył się odrobinę, by usiąść koło niej. – Chce ci pomóc.
- Ale wszystkie wilki są przecież złe…
- Słyszałem to wiele razy – prychnął wilk. – Właśnie przez takie powiedzenia nie mam przyjaciół…
Kaja spojrzała na niego ze zrozumieniem i smutkiem:
- Ty też nie masz przyjaciół?
- Nie mam. Wszyscy uciekają jak mnie tylko widzą – westchnął. – Wiele wilków jest złych, ale to, że jestem wilkiem nie znaczy, że jestem taki jak oni.
- Chyba rozumiem – powiedziała cicho dziewczynka. – Przepraszam Panie Wilku, że uciekałam.
Podrapał się łapą za uchem i zamerdał ogonem:
- Dobrze zrobiłaś. Zawsze trzeba być ostrożnym, bo nigdy nie wiadomo jakiego się spotka wilka – po tych słowach wstał z ziemi i otrzepał się. – Nie można tylko zakładać, że każdy będzie zły.
Kaja również podniosła się z ziemi już całkiem uspokojona.
- Pomożesz mi Panie Wilku? – spytała raz jeszcze dziewczynka.
- Przecież obiecałem – odparł łagodnie i powąchał jej dłoń. – Jesteś z Makowa, prawda?
- Tak! – krzyknęła szczęśliwa. – Umiesz tam trafić?
Wilk zamyślił się:
- Tak, ale to daleka droga. Możemy także pójść na skróty, jest tylko jeden, mały problem…
- Jaki to problem Panie Wilku?
- Będziemy musieli ominąć pieczarę smoka – rzekł poważnie wilk.
- Ja się smoków nie boję! – odważnie powiedziała dziewczynka, wywołując tym samym wybuch śmiechu u swojego towarzysza.
- Dobrze więc mała dziewczynko – uśmiechnął się przyjaźnie. – Widzę jednak, że jesteś zmęczona. Odpocznijmy chwilę, spróbuj zasnąć, a rano wyruszymy.
Kaja po krótkiej chwili się zgodziła i zasnęła, a tymczasem wilk trzymał straż.
Następnego dnia tak jak zaplanowali wyruszyli. Słońce świeciło jasno, odganiając swym blaskiem koszmary nocy.
Las nie wydawał się już być straszny, a im dłużej szli, tym więcej piękna dziewczynka potrafiła w nim dostrzec. Polubiła też wilka, który tak nieoczekiwanie udzielił jej pomocy. Jak widać czasem nikogo nie można oceniać po pozorach…
- Powiedz mi mała dziewczynko, jak w ogóle znalazłaś się w tym lesie? – spytał wilk.
Kaja opowiedziała mu swoją historię, oczekując krytyki, ale on uśmiechnął się tylko:
- Tak… Wy ludzie jesteście w stanie zrobić bardzo wiele, gdy gonicie za marzeniem.
Dziewczynka nie do końca zrozumiała znaczenia jego słów, ale w chwili, gdy miała poprosić go o wyjaśnienie wilk znieruchomiał i zaczął warczeć.
- Co się dzieje Panie Wilku? – spytała przestraszona.
- Wyczuwam stado… - szepnął, a sierść na jego grzbiecie się najeżyła. – Mała dziewczynko, kiedy powiem „już” musisz biec prosto przed siebie, tam w stronę dwóch wysokich drzew… Ja spróbuję ich zatrzymać.
- A nie możemy z nimi porozmawiać? – spytała błagalnie dziewczynka.
- To nie są dobre wilki – odpowiedział.
- Nie są jak ty?..
Złociste oczy rzuciły jej zatroskane spojrzenie:
- Nie wszystkie wilki są takie jak ja… - nagle jego oczy nabrały ostrości – Wyczuły cię. Już Kaju! Już!
Dziewczynka rzuciła się biegiem, słysząc za sobą upiorne wycie i zajadłe szczekanie, gdy jej przyjaciel próbował powstrzymać wrogie stado. Biegła długo, aż zabrakło jej powietrza w płucach. Nie słyszała już wilków, przez pewien nawet czas zdawało jej się, że cały świat zamarł.
Gdy rozejrzała się na boki zorientowała się, że znów znajduje się na wielkiej łące. Złociste kłosy połyskiwały w słońcu, wplecione w nie chabry i maki zdawały się być piękniejsze od najdroższych klejnotów… A tam, w cieniu samotnego drzewa….
- Jezioro… - szepnęła dziewczynka i ostatkiem sił dobiegła do spokojnej wody.
Upadła przy brzegu i wbiła błagalne spojrzenie w lśniącą taflę:
- Proszę, proszę, proszę, by Panu Wilkowi nic się nie stało… - zaczęła gorączkowo szeptać, ale jezioro pozostawało niewzruszone.
Dziewczynka znów była sama i mimo osiągnięcia celu swojej wyprawy nie czuła się ani trochę szczęśliwa. Po jej jasnych policzkach znów zaczęły płynąć łzy.
- Coś się stało mała dziewczynko?.. - odezwał się znajomy głos.
Kaja odwróciła gwałtownie głowę i dostrzegła swojego przyjaciela, siedzącego nieopodal:
- Panie Wilku..! – krzyknęła rzucając mu się na szyję.
Miał poraniony pyszczek i łapkę, ale poza tym zdawał się być cały.  Dziewczynka ponownie wybuchnęła płaczem tym razem z ulgi. Przytuliła mocniej wilka:
 - To jednak naprawdę Jezioro Życzeń! – zaczęła podekscytowana. – Ocaliło cię!
Wilk odchrząknął:
- Ja sam się ocaliłem.. Nas ocaliłem. – powiedział cicho.
Zawsze był wilkiem racjonalistą. Nie wierzył w magię.
- Ależ oczywiście, że ono nam też pomogło! – roześmiała się dziewczynka.- Zobacz, pokażę ci.
Podeszła do spokojnej tafli i powiedziała głośno i wyraźnie:
- Drogie Jezioro, proszę, proszę, proszę o to, bym w końcu wyglądała normalnie i by inne dzieci się ze mnie nie śmiały już nigdy!
Czekała dłuższą chwilę, ale jej śnieżnobiałe włosy nie zmieniły się ani odrobinę. Blada twarzyczka też nie nabrała kolorów. Uśmiech z twarzy dziewczynki z wolna zaczął znikać.
- Mówiłem ci – powiedział cicho wilk. – To jezioro. Tylko jezioro, które za parę dni, jak wszystkie inne w okolicy, wypije smok.
- Tylko jezioro?..  – spytała Kaja widocznie załamana, odchodząc pospiesznie od wody. – Ale ja myślałam… Czyli cała moja podróż… Nie miała sensu?
Ponownie jej oczy zaszkliły się łzami, więc wilk pospiesznie powiedział:
- Ależ miało sens mała dziewczynko. Może to jezioro nie spełnia dosłownie życzeń… - wstał z ziemi i podszedł do wody. – Ale podejdź tutaj.
- Nie chcę Panie Wilku… To nie ma sensu.
- Proszę mała dziewczynko.
Kaja pociągnęła noskiem, ale posłusznie podeszła do tafli wody:
- Co widzisz? – spytał wilk.
- Tylko nasze odbicie – odpowiedziała smutna.
W tym momencie wilk się uśmiechnął:
- Może to jezioro nie spełnia życzeń… A jedynie daje nam wskazówki?
- Nie rozumiem Panie Wilku…
- Nasze odbicie. Tylko nasze odbicie – powiedział wilk poważnie. – Może o to właśnie chodzi? O przypomnienia, że to, czego potrzebujemy, by spełnić nasze marzenia, znajduje się w nas samych i nie trzeba nic więcej?
Kaja milczała dłuższą chwilę:
- Jesteś bardzo mądry Panie Wilku – powiedziała w końcu, widocznie podniesiona na duchu.
- Oczywiście, że jestem mała dziewczynko – wilk zamerdał ogonem. – Dlatego też mnie teraz grzecznie posłuchasz jak powiem, że pora wracać do domu.
Dziewczynka roześmiała się radośnie i wraz ze swoim przyjacielem skierowała się ponownie w stronę rodzinnej wioski. Prowadzona przez tak znakomitego przewodnika szybko odnalazła dom, gdzie czekali na nią stroskani rodzice.
Każdy w wiosce od razu zobaczył zmianę, jaka zaszła w Kai. Gdy wyruszała w podróż była nieśmiałą, zamkniętą w sobie osóbką. Teraz natomiast patrzyli na małą, pewną siebie dziewczynkę, która już nie bała się, że ktoś ją wyśmieje. W magiczny sposób dzieci w wiosce przestały zwracać uwagę na jej wygląd i szczerze polubiły ją za jej charakter… Jednak ona do końca życia wolała już towarzystwo swojego niezwykłego kompana.
Można powiedzieć, że Pan Wilk w końcu znalazł przyjaciółkę. Bardzo często spotykali się z Kają i wędrowali po lasach i pustych polach, w poszukiwaniu przygód, o których prości ludzie nawet nie śnili. Rozumieli się bez słów.
A Jezioro Życzeń? Tak jak Pan Wilk przewidział, dwa dni po ich przygodzie zostało wypite przez Kicka. Czyn ten oczywiście pociągnął za sobą szereg konsekwencji, do którego można zaliczyć przede wszystkim wygnanie z terenów Podbabiogórskich biednego gada... Co stało się z Magią Życzeń, która była zaklęta w jeziorach?
Nie przepadła. Duchy powietrza i wody podarowały ludziom jeszcze jeden dar, który miał przypominać im o historii Małej Dziewczynki i Samotnego Wilka, którzy znaleźli w sobie siłę, by spełniać marzenia. Darem tym była rzeka Skawa, która po dziś dzień przepływa przez Maków Podhalański i aż do dzisiaj przypomina nam, że czasem to czego najbardziej potrzebujemy znajduje się w nas samych.

***
Koniec
***


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz