Jezioro Życzeń
***
Podejdź dziecino, nie bój się –
nie gryzę.
Podejdź, a
opowiem Ci bajkę o niezwykłych rzeczach, które wydarzyły się kiedyś na
Suskiej Ziemi. Będzie to ładna bajka, o przezwyciężaniu słabości i sile
przyjaźni… Dziś wciąż można ją usłyszeć śpiewaną przez wiatr, który stuka w
okna uśpionych domów, przygląda się naszym snom i nuci kołysanki. Wciąż można
odnaleźć jej cień w omszałych pniach starych drzew. Podobno czasami można nawet
zobaczyć jej fragmenty w chmurach, które mkną przez bezkresne, błękity nieba.
Ale ludzie już nie umieją
słuchać. Nie umieją szukać ani zobaczyć tego, co próbuje przekazać im przyroda.
Dlatego pozwól, że to ja opowiem ci bajkę o małej dziewczynce, która urodziła
się w Makowie Podhalańskim, w czasach, gdy Polską władali królowie, gdy
zwierzęta umiały mówić a magia była codziennością.
Słuchaj uważnie! Bajka właśnie
się zaczyna…
W niewielkiej wiosce pośród gór
żyła sobie mała dziewczynka, której dano na imię Kaja. Dziewczynka ta, była dla
wszystkich zawsze bardzo miła i uprzejma, ale mimo to nie miała przyjaciół.
Inne dzieci śmiały się z niej, ponieważ była albinosem, co znaczy, że od
urodzenia miała bardzo jasną skórę i włosy. Właśnie z powodu swojego wyglądu,
od najmłodszych lat Kaja musiała znosić złośliwe żarty i przykre sytuacje, gdy
nikt z rówieśników nie chciał z nią ani rozmawiać ani się bawić.
-Dziwadło! – krzyczały dzieci,
gdy je tylko mijała.
Niejednokrotnie Kaja powstrzymywała
łzy i uciekała pospiesznie. Po pewnym czasie dziewczynka przestała wychodzić z
domu, wstydząc się tego, jak wygląda.
Martwiło to bardzo jej mamę, która pewnego dnia przyszła do córki i
powiedziała:
- Zbyt długo tu już siedzisz
kochanie. Wspólnie z tatą postanowiliśmy, że jutro pojedziesz z nami na targ i
pomożesz nam w pracy.
Dziewczynka spojrzała na nią
smutno. Była zbyt grzeczna, by się sprzeciwić, ale wizja podróży przerażała ją.
Gdyby tylko mogła wiedzieć, co z tego wyniknie..
Gdy następnego dnia wzeszło
słońce, barwiąc niebo złotem i czerwienią,
dziewczynka i jej rodzice wyruszyli przed siebie. Szli dość długo,
podziwiając otaczające ich widoki. W końcu dotarli do wioski, gdzie miał odbyć
się targ.
- Spójrz ile tu różności! –
zachwycała się matka, rozglądając się wokół.
Kaja również nie mogła oderwać
wzroku, od otaczającego ją piękna. Gdziekolwiek spojrzała, dostrzegała zajętych
ludzi, drogie tkaniny, połyskujące korale. W powietrzu unosił się apetyczny
zapach owoców i ciast, więc dziewczynce w niedługim czasie zaczęło burczeć w
brzuchu. Słysząc to, jej mama zaśmiała się wesoło i dała do rączki córki parę
monet:
- Idź coś kupić do jedzenia Kaju.
Tylko proszę, nie odchodź za daleko!
Dziewczynka kiwnęła głową i
zniknęła w tłumie, rozglądając się za czymś, co mogłaby zjeść. Jednak, gdy przechodziła koło grupki mężczyzn,
zatrzymała się i mimowolnie wsłuchała w ich rozmowę:
- To już drugie jezioro, które wypił
Kicek! – powiedział jeden z mężczyzn z oburzeniem.
- Musimy go wygnać, bo inaczej
nie pozostanie nam już żadne z cudów! – dodał drugi.
- Przepraszam…. – zaczęła cicho
dziewczynka.
Mężczyźni nie usłyszeli jej,
dlatego odezwała się głośniej:
- Przepraszam!
Odwrócili się do niej.
- Co to za cuda, o którym panowie
rozmawiają?
Mężczyźni spojrzeli po sobie
znacząco:
- Idź stąd dziecko. – rzekł
dobrotliwie jeden z nich.
- Dajże małej spokój. – przerwał
wyższy i schylił się na tyle, by spojrzeć dziewczynce w oczy. – Widzisz
dziecko, chodzi o jezioro życzeń, które nam pozostało. Przebrzydłe smoczysko
wypiło w tym roku już dwa.
- A o co chodzi z tymi…
Życzeniami? – spytała nieśmiało Kaja, której oczy zaczęły połyskiwać z
zaciekawienia.
Jej rozmówca rozejrzał się na
boki, jakby w obawie, że ktoś może usłyszeć ich rozmowę:
- Podobno to jezioro umie
spełniać życzenia – wyszeptał.
Dziewczynka rozwarła szeroko oczy
w zachwycie:
- Naprawdę?
- Głupstwa gadasz! – prychnął
drugi mężczyzna, odciągając swojego towarzysza za ramię. – Nie słuchaj go
dziecko, to jezioro niczym nie różni się od innych. A teraz zmykaj. My musimy
uradzić coś w sprawie gada.
Odeszli, kłócąc się o coś głośno.
Być może mówili dalej coś o magicznym jeziorze, ale Kaja już ich nie słuchała.
Stała jak skamieniała, z zarumienionymi policzkami. W głowie dziewczynki
utkwiła tylko jedna myśl.
Jezioro życzeń.
Czy gdyby je odnalazła i
poprosiła o normalny wygląd to spełniłoby tę prośbę i w końcu jej życie byłoby
normalne?
Tuż obok niej na najniższej
gałązce drzewa przysiadł mały wróbelek:
- Wróbelku, czy wiesz może, gdzie
znajduje się Jezioro Życzeń? – spytała dziewczynka.
Szare stworzonko spojrzało na nią
bystrym, czarnym oczkiem i zaćwierkało:
- Oczywiście, że wiem. My
wróbelki wiemy wszystko.
Dziewczynka rozpromieniła się do
swoich myśli, a wtedy ptaszek dodał:
- Jestem Szaropiórek. A Ty?
- Na imię mam Kaja – przedstawiła
się.
Wróbelek przekrzywił główkę w
wyrazie zamyślenia:
- Kaja. A umiesz śpiewać Kaja?
- Proszę..?
- Czy umiesz śpiewać dziewczynko?
- Ja… Nie wiem.
- Zaśpiewaj coś. – poprosił.
Dziewczynka chwilę się
zastanowiła i zaczęła cicho śpiewać piosenkę, którą kiedyś nauczyła ją jej
mama. Tęskna melodia wplotła się w wiatr i rozniosła się na cztery strony
świata. Chwilę później na niebie pojawiły się kolejne wróbelki, zwabione
piosenką wylądowały na drzewie i słuchały uważnie.
-Jaki ty masz ładny głos! –
zachwycił się jeden.
- Tak, tak! Koniecznie musisz z
nami śpiewać! – dodał drugi i nagle wszystkie wróbelki zaczęły ćwierkać do
melodii piosenki.
Gdy rozbrzmiały ostatnie słowa,
wróbelki zerwały się z gałęzi i zaczęły robić w powietrzu fikołki:
- Chodź z nami dziewczynko!
Będziemy śpiewali całe dnie i się bawili, bez żadnych trosk! Chodź z nami!
- Nie mogę – odparła dziewczynka
i posmutniała. – Moi rodzice by się o mnie martwili.
Ptaszątka ponownie przysiadły na
gałązkach:
- Ja i moje rodzeństwo możemy ci
wskazać drogę do Jeziora Życzeń - rzekł
Szaropiórek z chytrą minką.
Kaja widocznie się strapiła:
- Z tym, że ja naprawdę nie mogę…
- Ale to niedaleko! – zaśmiał się
wróbelek i wzbił się ponownie w niebo. – Kaja! Chodź z nami Kaja! Zaprowadzimy
Cię do jeziora!
Dziewczynka spojrzała na wróbelki
z niepewnością w jasnych oczkach, ale w końcu się zgodziła. Skoro Jezioro
Życzeń jest niedaleko, to może uda jej się wrócić zanim rodzice zaczną się
martwić? Z tą myślą podniosła do góry głowę i śmiało zaczęła biec za nowymi
znajomymi, śpiewając i śmiejąc się do słońca.
Wspólna zabawa przyspieszyła
czas. W końcu jednak Kaja przerwała śpiew:
- Szaropiórku? Daleko jeszcze do
tego jeziora? - spytała dziewczynka.
- Nie! To już blisko! –
zaświergotały zgodnie wróbelki. – Nie martw się Kaja! Śpiewaj Kaja, śpiewaj z
nami!
Więc śpiewała. Bawiła się dalej i
starała się ignorować coraz bardziej bolące nogi i zmęczenie. Dopiero, gdy
słońce zaczęło ziewać na niebie i układać się do snu, Kaja zrozumiała, że
minęło już wiele godzin.
- Szaropiórku? Ja chcę wrócić do
domu… -zaczęła dziewczynka. – Jestem głodna i zmęczona, a rodzice zaczęli się
już na pewno martwić!
- Śpiewaj Kaja! Zostań z nami! –
zaśpiewał Szaropiórek.
- Gdzie indziej będzie ci tak
wesoło? – spytał drugi.
- Nie przejmuj się rodzicami! –
dodał trzeci.
Dopiero teraz dziewczynka
zrozumiała, że wróbelki nigdy nie chciały zaprowadzić jej do Jeziora Życzeń.
- Okłamałeś mnie Szaropiórku! –
krzyknęła oburzona.
Wróbelek roześmiał się radośnie:
- Nie, nie okłamałem! Żartowałem
tylko! Inaczej nie chciałabyś się z nami bawić.
- Baw się Kaja! Baw i śpiewaj,
zostań z nami! – zaśpiewały znów wróbelki.
- Wracam do domu! – dziewczynka
tupnęła nóżką i odwróciła się by odejść.
- Nie umiesz się bawić! –
stwierdził obrażony Szaropiórek. – Fe! Nie znasz się na żartach!
- Nie znasz, nie znasz! –
zawtórowała jego rodzina. – Fe dziewczynka!
Kaja ich nie słuchała. Rozglądała
się za to przestraszona po polnej dróżce, zastanawiając się, którędy powinna
iść by trafić z powrotem do domu.
- Szaropiórku odprowadź mnie do
domu – poprosiła wróbelka, ale on nie raczył jej odpowiedzieć.
Wraz ze swoimi przyjaciółmi znów
zajął się zabawą, zupełnie już nie dostrzegając jej istnienia.
Dziewczynka znów została sama. Z
braku lepszego pomysłu skierowała się w pierwszą lepszą ścieżkę, obserwując,
jak słońce po raz ostatni ucałowało
złociste kłosy zboża swoimi promykami i schowało się za wzgórzem. Teraz na
niebie królował księżyc, budząc swoje towarzyszki – gwiazdy.
Zaczynało być zimno. Kaja marzła
w letniej sukience, a strach coraz bardziej zaglądał jej w oczy.
- Mamo, dlaczego cię nie
posłuchałam? – spytała cicho.
Była coraz bardziej zmęczona.
Polna ścieżka w końcu się skończyła, odsłaniając ponury las, którego wysokie
drzewa przypominały przyczajone potwory. Mimo, że dziewczynka na ten widok
zapragnęła od razu uciekać, opadła zupełnie z sił i przysiadła na starym pniu.
- Już nigdy nie wrócę do domu… -
powiedziała cichutko i schowała twarz w rączkach.
Zaczęła płakać z bezradności.
Nigdy tak bardzo jak w tej chwili nie pragnęła wrócić do domu i schować się w
ciepłych ramionach rodziców…
- Czy coś się stało, mała
dziewczynko? – niespodziewanie odezwał się obok niej łagodny głos.
- Zgubiłam się i nie potrafię
znaleźć drogi do domu – odpowiedziała dziewczynka, nie podnosząc nawet głowy.
- Ach tak, rozumiem. – przemówił
głos. – Ja także jak byłem mały się zgubiłem i nigdy już nie znalazłem swoich
rodziców.
Kaja rozpłakała się jeszcze
bardziej na te słowa, ale głos dodał:
- Byłem jednak pozostawiony sam
sobie. Powiedz mi dziewczynko, skąd pochodzisz, a wspólnie znajdziemy twój dom.
- Obiecujesz? – pociągnęła
noskiem.
- Obiecuję.
- Na imię mam Kaja… - zaczęła
podnosząc zapłakane oczka.
Gdy dostrzegła swojego
niespodziewanego towarzysza, zamarła z przerażenia. Przed nią siedział młody
wilk, wpatrujący się w nią ze spokojem.
- Nie bój się. – poprosił wilk,
ale dziewczynka już zaczęła krzyczeć i mimo zmęczenia zerwała się do biegu. –
Nie uciekaj!
Biegła przed siebie, nie
zwracając nawet uwagi na to, że coraz bardziej zagłębia się w mroczny las i, że
polna ścieżka dawno zniknęła jej z oczu.
- Dziewczynko poczekaj!
Nie posłuchała. Jednak żadna
ucieczka nie może trwać wiecznie i wkrótce Kaja potknęła się o korzenie starych
drzew. Wilk był coraz bliżej.
- Proszę nie zjadaj mnie…
Wilk znieruchomiał, wbijając w
nią uważne, złotawe oczy:
- Nie każdy wilk zjada małe
dziewczynki - powiedział cicho.
Przyjrzała mu się uważniej i coś
w jego spojrzeniu sprawiło, że przestała się aż tak bardzo bać:
- Więc mnie nie zjesz? – spytała
dla pewności.
- Nie zjem cię. – obiecał wilk i
przybliżył się odrobinę, by usiąść koło niej. – Chce ci pomóc.
- Ale wszystkie wilki są przecież
złe…
- Słyszałem to wiele razy –
prychnął wilk. – Właśnie przez takie powiedzenia nie mam przyjaciół…
Kaja spojrzała na niego ze
zrozumieniem i smutkiem:
- Ty też nie masz przyjaciół?
- Nie mam. Wszyscy uciekają jak
mnie tylko widzą – westchnął. – Wiele wilków jest złych, ale to, że jestem
wilkiem nie znaczy, że jestem taki jak oni.
- Chyba rozumiem – powiedziała
cicho dziewczynka. – Przepraszam Panie Wilku, że uciekałam.
Podrapał się łapą za uchem i
zamerdał ogonem:
- Dobrze zrobiłaś. Zawsze trzeba
być ostrożnym, bo nigdy nie wiadomo jakiego się spotka wilka – po tych słowach
wstał z ziemi i otrzepał się. – Nie można tylko zakładać, że każdy będzie zły.
Kaja również podniosła się z
ziemi już całkiem uspokojona.
- Pomożesz mi Panie Wilku? –
spytała raz jeszcze dziewczynka.
- Przecież obiecałem – odparł
łagodnie i powąchał jej dłoń. – Jesteś z Makowa, prawda?
- Tak! – krzyknęła szczęśliwa. –
Umiesz tam trafić?
Wilk zamyślił się:
- Tak, ale to daleka droga.
Możemy także pójść na skróty, jest tylko jeden, mały problem…
- Jaki to problem Panie Wilku?
- Będziemy musieli ominąć
pieczarę smoka – rzekł poważnie wilk.
- Ja się smoków nie boję! –
odważnie powiedziała dziewczynka, wywołując tym samym wybuch śmiechu u swojego
towarzysza.
- Dobrze więc mała dziewczynko –
uśmiechnął się przyjaźnie. – Widzę jednak, że jesteś zmęczona. Odpocznijmy
chwilę, spróbuj zasnąć, a rano wyruszymy.
Kaja po krótkiej chwili się
zgodziła i zasnęła, a tymczasem wilk trzymał straż.
Następnego dnia tak jak
zaplanowali wyruszyli. Słońce świeciło jasno, odganiając swym blaskiem koszmary
nocy.
Las nie wydawał się już być
straszny, a im dłużej szli, tym więcej piękna dziewczynka potrafiła w nim
dostrzec. Polubiła też wilka, który tak nieoczekiwanie udzielił jej pomocy. Jak
widać czasem nikogo nie można oceniać po pozorach…
- Powiedz mi mała dziewczynko,
jak w ogóle znalazłaś się w tym lesie? – spytał wilk.
Kaja opowiedziała mu swoją
historię, oczekując krytyki, ale on uśmiechnął się tylko:
- Tak… Wy ludzie jesteście w
stanie zrobić bardzo wiele, gdy gonicie za marzeniem.
Dziewczynka nie do końca
zrozumiała znaczenia jego słów, ale w chwili, gdy miała poprosić go o
wyjaśnienie wilk znieruchomiał i zaczął warczeć.
- Co się dzieje Panie Wilku? –
spytała przestraszona.
- Wyczuwam stado… - szepnął, a
sierść na jego grzbiecie się najeżyła. – Mała dziewczynko, kiedy powiem „już”
musisz biec prosto przed siebie, tam w stronę dwóch wysokich drzew… Ja spróbuję
ich zatrzymać.
- A nie możemy z nimi
porozmawiać? – spytała błagalnie dziewczynka.
- To nie są dobre wilki –
odpowiedział.
- Nie są jak ty?..
Złociste oczy rzuciły jej
zatroskane spojrzenie:
- Nie wszystkie wilki są takie
jak ja… - nagle jego oczy nabrały ostrości – Wyczuły cię. Już Kaju! Już!
Dziewczynka rzuciła się biegiem,
słysząc za sobą upiorne wycie i zajadłe szczekanie, gdy jej przyjaciel próbował
powstrzymać wrogie stado. Biegła długo, aż zabrakło jej powietrza w płucach.
Nie słyszała już wilków, przez pewien nawet czas zdawało jej się, że cały świat
zamarł.
Gdy rozejrzała się na boki
zorientowała się, że znów znajduje się na wielkiej łące. Złociste kłosy
połyskiwały w słońcu, wplecione w nie chabry i maki zdawały się być piękniejsze
od najdroższych klejnotów… A tam, w cieniu samotnego drzewa….
- Jezioro… - szepnęła dziewczynka
i ostatkiem sił dobiegła do spokojnej wody.
Upadła przy brzegu i wbiła
błagalne spojrzenie w lśniącą taflę:
- Proszę, proszę, proszę, by Panu
Wilkowi nic się nie stało… - zaczęła gorączkowo szeptać, ale jezioro
pozostawało niewzruszone.
Dziewczynka znów była sama i mimo
osiągnięcia celu swojej wyprawy nie czuła się ani trochę szczęśliwa. Po jej
jasnych policzkach znów zaczęły płynąć łzy.
- Coś się stało mała
dziewczynko?.. - odezwał się znajomy głos.
Kaja odwróciła gwałtownie głowę i
dostrzegła swojego przyjaciela, siedzącego nieopodal:
- Panie Wilku..! – krzyknęła
rzucając mu się na szyję.
Miał poraniony pyszczek i łapkę,
ale poza tym zdawał się być cały.
Dziewczynka ponownie wybuchnęła płaczem tym razem z ulgi. Przytuliła
mocniej wilka:
- To jednak naprawdę Jezioro Życzeń! – zaczęła
podekscytowana. – Ocaliło cię!
Wilk odchrząknął:
- Ja sam się ocaliłem.. Nas
ocaliłem. – powiedział cicho.
Zawsze był wilkiem racjonalistą. Nie wierzył w magię.
Zawsze był wilkiem racjonalistą. Nie wierzył w magię.
- Ależ oczywiście, że ono nam też
pomogło! – roześmiała się dziewczynka.- Zobacz, pokażę ci.
Podeszła do spokojnej tafli i
powiedziała głośno i wyraźnie:
- Drogie Jezioro, proszę, proszę,
proszę o to, bym w końcu wyglądała normalnie i by inne dzieci się ze mnie nie
śmiały już nigdy!
Czekała dłuższą chwilę, ale jej
śnieżnobiałe włosy nie zmieniły się ani odrobinę. Blada twarzyczka też nie
nabrała kolorów. Uśmiech z twarzy dziewczynki z wolna zaczął znikać.
- Mówiłem ci – powiedział cicho
wilk. – To jezioro. Tylko jezioro, które za parę dni, jak wszystkie inne w
okolicy, wypije smok.
- Tylko jezioro?.. – spytała Kaja widocznie załamana, odchodząc
pospiesznie od wody. – Ale ja myślałam… Czyli cała moja podróż… Nie miała
sensu?
Ponownie jej oczy zaszkliły się
łzami, więc wilk pospiesznie powiedział:
- Ależ miało sens mała
dziewczynko. Może to jezioro nie spełnia dosłownie życzeń… - wstał z ziemi i
podszedł do wody. – Ale podejdź tutaj.
- Nie chcę Panie Wilku… To nie ma
sensu.
- Proszę mała dziewczynko.
Kaja pociągnęła noskiem, ale
posłusznie podeszła do tafli wody:
- Co widzisz? – spytał wilk.
- Tylko nasze odbicie –
odpowiedziała smutna.
W tym momencie wilk się
uśmiechnął:
- Może to jezioro nie spełnia
życzeń… A jedynie daje nam wskazówki?
- Nie rozumiem Panie Wilku…
- Nasze odbicie. Tylko nasze
odbicie – powiedział wilk poważnie. – Może o to właśnie chodzi? O
przypomnienia, że to, czego potrzebujemy, by spełnić nasze marzenia, znajduje
się w nas samych i nie trzeba nic więcej?
Kaja milczała dłuższą chwilę:
- Jesteś bardzo mądry Panie Wilku
– powiedziała w końcu, widocznie podniesiona na duchu.
- Oczywiście, że jestem mała
dziewczynko – wilk zamerdał ogonem. – Dlatego też mnie teraz grzecznie
posłuchasz jak powiem, że pora wracać do domu.
Dziewczynka roześmiała się radośnie
i wraz ze swoim przyjacielem skierowała się ponownie w stronę rodzinnej wioski.
Prowadzona przez tak znakomitego przewodnika szybko odnalazła dom, gdzie
czekali na nią stroskani rodzice.
Każdy w wiosce od razu zobaczył
zmianę, jaka zaszła w Kai. Gdy wyruszała w podróż była nieśmiałą, zamkniętą w
sobie osóbką. Teraz natomiast patrzyli na małą, pewną siebie dziewczynkę, która
już nie bała się, że ktoś ją wyśmieje. W magiczny sposób dzieci w wiosce
przestały zwracać uwagę na jej wygląd i szczerze polubiły ją za jej charakter…
Jednak ona do końca życia wolała już towarzystwo swojego niezwykłego kompana.
Można powiedzieć, że Pan Wilk w
końcu znalazł przyjaciółkę. Bardzo często spotykali się z Kają i wędrowali po
lasach i pustych polach, w poszukiwaniu przygód, o których prości ludzie nawet
nie śnili. Rozumieli się bez słów.
A Jezioro Życzeń? Tak jak Pan Wilk przewidział, dwa dni po
ich przygodzie zostało wypite przez Kicka. Czyn ten oczywiście pociągnął za
sobą szereg konsekwencji, do którego można zaliczyć przede wszystkim wygnanie z
terenów Podbabiogórskich biednego gada... Co stało się z Magią Życzeń, która
była zaklęta w jeziorach?
Nie przepadła. Duchy powietrza i wody podarowały ludziom jeszcze jeden dar, który miał przypominać im o historii Małej Dziewczynki i Samotnego Wilka, którzy znaleźli w sobie siłę, by spełniać marzenia. Darem tym była rzeka Skawa, która po dziś dzień przepływa przez Maków Podhalański i aż do dzisiaj przypomina nam, że czasem to czego najbardziej potrzebujemy znajduje się w nas samych.
Nie przepadła. Duchy powietrza i wody podarowały ludziom jeszcze jeden dar, który miał przypominać im o historii Małej Dziewczynki i Samotnego Wilka, którzy znaleźli w sobie siłę, by spełniać marzenia. Darem tym była rzeka Skawa, która po dziś dzień przepływa przez Maków Podhalański i aż do dzisiaj przypomina nam, że czasem to czego najbardziej potrzebujemy znajduje się w nas samych.
***
Koniec
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz