środa, 21 grudnia 2016

Marta Szewczyk: "Przygody małego Kicka"



     Legenda o Kicku i powstaniu nazwy "Sucha Beskidzka" jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. W powiecie suskim jest ona znana najstarszym mieszkańcom i opowiadana najmłodszym szkrabom. Mimo jej popularności mało kto wie, że zakończenie owej historii kompletnie różni się od pierwotnej wersji. Zacznijmy od początku….
  Dawno, dawno temu w miejscowości Mokra miał swoje siedlisko smok Kicek. Był jedyny w swoim rodzaju - bo zupełnie niepodobny do tysięcy innych smoków. Było to wszystkim życzliwe i towarzyskie smoczysko. Mimo iż cieszył się sympatią większości mieszkańców, nie obywało się bez niemiłych komentarzy. Każdy szanujący się smok powinien - jak wszystkim dobrze wiadomo - pożerać dzielnych rycerzy, więzić bezbronne królewny - a w wolnych chwilach zionąć ogniem i niszczyć wsie. Nasz smok od samego początku istnienia nie miał ochoty na takie wyczyny, z tego powodu spotykał się z krytyką zarówno ze strony innych smoków, jak i niektórych mieszkańców. Pewnego dnia dla poprawy humoru postanowił zaprosić pobliskie smoki i wyprawić przyjęcie, licząc na to, że zyska nowych przyjaciół.



   Wiadomo, skutkiem imprezy było zniknięcie jednego z jezior, które inny smoki wypiły przez słomkę - dla ugaszenia pragnienia. Kicek stracił dobre imię u części mieszkańców w zamian za kilku smoczych przyjaciół. Szczęśliwy z powodu nowych znajomości wyprawił kolejne przyjęcie, które zakończyło się zniknięciem kolejnego jeziora. Kicek pouczał swoich kompanów, aby nie wypijali całej wody ze zbiornika, jednak oni zbywali go pytaniami typu: "Od kiedy to prawdziwe smoki interesują się uczuciami ludzi?". Nasz smok bardzo chciał dopasować się do innych, aby nie skończyć samotnie, dlatego też za ich namową wyprawił trzecie przyjęcie. Widząc, jak inne odurzone gadziny zmierzają w kierunku ostatniego jeziora, postanowił działać. Nie chcąc bardziej zezłościć ludzi, Kicek jako pierwszy rzucił się w kierunku wody, po czym zaczął nabierać do pyska hektolitry cieczy. Zdeterminowany smok chciał przechować całą wodę w swoim żołądku, po czym zwrócić ją do zbiornika, po rozejściu się zgrai biesiadników. Niestety, mimo dużych rozmiarów,
ciało gadziny nie wytrzymało takiej ilości płynów i Kicek… eksplodował! Rozpryśnięta woda wsiąkła w glebę, pozostawiając ostatnie jezioro pustym. Na miejsce zdarzenia przybyli rozwścieczeni ludzie, przeganiając smoki. Wtem…spod wielkiego płata gadzinej skóry zaczęło coś wychodzić… Wielkie, należące do owalnej kreatury oczy zaczęły ciekawsko rozglądać się dookoła. Był to teraz miniaturowych rozmiarów Kicek. Tłum wygnał małego gada, wyśmiewając przy tym jego rozmiary. Później, jak już wiecie, ludzie nazwali miejscowość "Sucha Beskidzka". Dodatkowo po jakimś czasie postanowiono zmienić przebieg zdarzeń, aby powstała nazwa nie kojarzyła się ludziom z małym, wątłym, niegroźnym gadem. W końcu, któż dopatrywałby się, co jest prawdą a co kłamstwem, skoro smok na dobre oddalił się, lecąc gdzieś w świat?
Jednak mały stworek nigdy nie opuścił tego miejsca. Skrywał się przez wiele lat pośród drzew, obserwując rozwój miasteczka, unikając ludzi i innych stworów jego gatunku. Bowiem, gdziekolwiek by się nie zjawił, zawsze wyśmiewano jego niewielkie rozmiary oraz przyjazne nastawienie. Przez długi czas skrywał się w koronach drzew w pobliskim lasku, do czasu, kiedy to nie zaczęto budować tam zamku. Po ukończeniu budowli zamieszkiwał tunel znajdujący się pod budynkiem. Czasem podpalał pojedyncze pajęczyny, z obawy przed mrokiem, który z każdym dniem wydawał być się coraz gęstszy. Dni mijały, a ciepło oraz dym wydobywające się spod podłogi zamku zaczęły niepokoić mieszkańców, którzy postanowili znaleźć źródło owych anomalii. Zaczęto podkopy. Dźwięki kilofów uderzających o skały oraz liczne krzyki z powierzchni bardzo zaniepokoiły Kicka. Maluch zaszedł głębiej w tunel, czekając w całkowitej ciemności, aż dobrze mu znana cisza znowu opanuję komorę. Wkrótce wszystko ustało… Kicek nie próbował już wzniecać ognia. Otoczony mrokiem, wilgocią i utulony przez cichy świst wiatru tańczącego po podziemnych tunelach popadł w głęboki sen. Z czasem ciche szmery i stukoty zaczęły ponownie grasować po jamie, jak gdyby próbowały obudzić gada. Przybierający na sile gwar wreszcie wyprowadził naszego malucha z otępienia. Z powierzchni słuchać było wiele wesołych głosów oraz nieznane dotąd Kickowi dźwięki.
„Jak długo spałem?” pytał się w myślach.
Wziął głęboki wdech, po czym rozświetlił wnętrze groty płomieniem. Następnie począł przeszukiwać swoimi wielkimi oczami jasne teraz podziemie. Wilgotne skały, liczne pajęczyny oraz wielkość jaskini nie różniły się zupełnie niczym od czasu, kiedy to ostatni raz wzniecał tu płomień.
„Wygląda na to, że czas się tu zatrzymał”- pomyślał.


Gwar nie ustawał, co zmusiło malucha do opuszczenia schronienia w obawie przed nadejściem ludzi. Lecąc w górę, wreszcie znalazł wyjście. Małych rozmiarów tunel doprowadził Kicka do wyjścia, znajdującego się w dziupli jednego z drzew. Oślepiony blaskiem słońca przedzierającego się przez liście zaczął niezdarnie wygrzebywać się z drzewa. Jak się spodziewał, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zamek, ilość drzew oraz te wszystkie nowe dźwięki dobiegające zza ogrodzenia. Niepewnie stanął na kamiennej ścieżce i zaczął podążać jej szlakiem, oglądając wszystko dookoła. Niegdyś znany mu lasek był teraz zbiorowiskiem kilkunastu drzew otoczonych kamiennym murkiem. Oszołomiony maluch szedł dalej, nie zdając sobie sprawy, że jest otoczony przez sporą grupę gapiów.
-Patrzcie, to jakaś żaba? - powiedział jeden z zebranych ludzi..
- To coś ma rogi – stwierdził drugi.
Ludzie zaczęli wspólne dochodzić, czym jest dziwne stworzenie. Przybierający na sile gwar wyrwał Kicka z zamyślenia. Spanikowany wydał z siebie pisk, po czym poderwał się do lotu i wyleciał za ogrodzenie. Jednak, jak się okazało, wciąż był otoczony. Masa dziwacznych metalowych konstrukcji wydawała się nacierać prosto na smoczka. Oszołomiona gadzina straciła orientację w terenie i zaczęła latać blisko ziemi, nie obierając żadnego konkretnego kierunku. Nagle głośny ryk metalowych potworów rozszedł się po głowie smoczyska. Przerażone zaczęło lecieć przed siebie. Dotarło do gęsto zabudowanej, jak mu się wydawało, wioski. Dziwne wysokie konstrukcje zadawał się teraz spoglądać wprost na niego swoimi licznymi szklącymi się oczyma… Każde monstrum było podobne, a zarazem zupełnie inne. Masa przedziwnych kolorów, kształtów, dźwięków oraz ludzi sprawiła, że mały gad runął na ziemie, tracąc przytomność. Obudził się w ciepłym, miękkim posłaniu. Nagle spostrzegł parę brązowych oczu spoglądających w jego stronę. Delikatne małe dłonie ostrożnie chwyciły zielone stworzonko, podnosząc je ku górze.
Oczom Kicka ukazała się delikatna rumiana buzia, otulona krótkimi brązowymi włosami.


- Czym ty właściwie jesteś? - zapytała dziewczynka.
Kicek z jakiegoś powodu czuł się spokojny i nie próbował wyrwać się z rąk ciekawskiej istotki.
- Jestem… Sam nie wiem, czym jestem - odparł.
- Jak to? - zapytała dziewczynka.
- Jestem Kicek, ale nie wiem, czym jestem.
- Kicek? Jesteś smokiem z legendy? - zapytała z zainteresowaniem.
- Nie jestem smokiem, nie nadaję się na smoka - odpowiedział przygnębiony.
- Zobaczmy… Masz skrzydła, łuski, ogon, rogi, ale… ale dlaczego jesteś mały? Czy smoki się kurczą? – dociekała.
- Mówiłem ci, nie jestem smokiem! Wszyscy wyśmiewają mój wzrost, odkąd się zmniejszyłem, powtarzano mi, że nie nadaję się na smoka – tłumaczył Kicek.
Dziewczynka posmutniała. Na krótką chwilą zapadła cisza, którą przerwały kolejne pytania kierowane do gadziny:
- Skoro nie jesteś smokiem, to czym chcesz się zajmować? - zapytała dziewczynka.
- Jak to zajmować? - ożywił się Kicek.
- No bo wiesz. Rodzice od zawsze powtarzają mi, że muszę się bardzo dużo uczyć, żeby w przyszłości zdobyć dobrą pracę, założyć rodzinę i być szczęśliwą – tłumaczyła.
Mały gad tępo wpatrywał się w dziewczynkę, nic nie rozumiejąc z jej słów.
- Nie rozumiem – powiedział wreszcie.
- No wiesz, każdy człowiek coś robi. Są lekarze, do których jeżdżę, kiedy jestem chora. Są nauczyciele, którzy uczą nas wielu dziwnych rzeczy. Jest też pani Jasia, która sprzedaje w sklepie obok. Bardzo ją lubię, zawszę daje mi cukierka, kiedy robię z mamą zakupy. Rodzice mówią, że każdy z nas musi coś robić i się ukierunkować. Skoro nie jesteś smokiem, to musisz zostać kimś innym, żeby znaleźć pracę - tłumaczyła dalej.
Kicek był kompletnie zdezorientowany. Powoli dochodził do wniosku, że dziewczyna ma rację. W końcu skoro nie jest już uznawany za smoka, to musi stać się kimś innym, żeby pokazać tym, którzy go wyśmiewali, że wcale nie uciekł. Musi udowodnić wszystkim, że on też może coś osiągnąć, choć nie do końca był pewien, co to ma właściwie być.
- W takim razie, co mam robić?
- Nie wiem, Kicku. Wyglądasz na strasznie zmartwionego, ale nie martw się, ja też kompletnie nie wiem, kim chcę być. Ach , przez tą całą rozmowę zapomniałam ci się przedstawić, wybacz. Nazywam się Ania, mieszkam w Suchej Beskidzkiej i jak już wiesz, znalazłam cię na środku drogi. Masz szczęście, że nie boję się żab, bo nie wiadomo, ile byś tam leżał - powiedziała uśmiechnięta.
- Nie pamiętam dokładnie, co się stało. Uciekałem przed metalowymi potworami i nagle spadłem - powiedział gad.
- Metalowe potwory? Masz na myśli samochody? - zapytała zdziwiona.
- Nie wiem, co to jest, wszystko jest kompletnie inne niż zapamiętałem.
- Ojej, w takim razie mam ci dużo do opowiedzenia o moich czasach. - Powiedziawszy to, Ania położyła Kicka na łóżku, po czym spędziła całą noc na tłumaczeniu stworkowi wszystkiego od początku. Delikatne promyki słońca zaczęły powoli wkradać się do pokoju Ani.
- To wszystko jest takie dziwne, nie sądziłem, że mogą istnieć tego typu rzeczy - powiedział podekscytowany Kicek.
- Och i najważniejsze. Nie bój się ludzi, w naszych czasach widujemy dziwniejsze kreatury na co dzień. A teraz wybacz, ale muszę się zdrzemnąć. - Powiedziała Ania, po czym padła zmęczona na łóżko. Zaraz po niej Kicek zrobił to samo. Obudzili się późnym popołudniem, zjedli kilka kanapek, po czym wrócili do rozmowy.
- Posłuchaj mnie, Kicku. Dwa tygodnie temu zaczęły się wakacje, a ja postanowiłam, że zanim znowu wrócę do szkoły, wreszcie kimś zostanę. Niestety, naprawdę nie wiem, kogo mam posłuchać. Mama, tata, ciocia, przyjaciele i inni mają kompletnie inne zdanie - powiedziała Ania.
- Wiesz co? Pomogę ci! Spróbujmy wszystkiego po kolei a do końca wakacji na pewno coś znajdziemy - wykrzyknął podekscytowany smoczek.
- Masz rację! Zapiszę wszystko na kartce i każdego dnia będziemy robili jedną z rzeczy na liście.
Dwa kolejne dni Ania i Kicek spędzili na spisywaniu wszystkich zawodów, które były proponowane dziewczynce przez innych.
- Okej! Pierwszym zawodem na liście jest kucharz! Ciocia zawsze bardzo chciała, żebym w przyszłości gotowała pyszne dania dla rodziny a potem otworzyła własną ekskluzywną restaurację! - powiedziała Ania.
- Jak to sobie wyobrażasz?
- Ciocia twierdzi, że z pewnością urodziłam się z darem do tworzenia najlepszych potraw. Gdybym miała swoją restaurację, urządziłabym ją w niepowtarzalnym stylu! Aksamitne czerwone zasłony, kryształowe żyrandole i cała sala pełna roślin! Postanowione! Migiem do kuchni, stworzymy
najlepsze danie wszech czasów i w przyszłości będziesz moim zastępcą !- wykrzykiwała podekscytowana dziewczynka.
Wyłożywszy wszystkie jadalne rzeczy na stół Ania posmutniała.
- To dziwne. Skoro jestem rodzonym kucharzem, powinnam doskonale wiedzieć, co i jak chcę ugotować. Ale naprawdę nie wiem, od czego zacząć - powiedziała
- Nie wiem, jak działają wszystkie te sprzęty, zacznijmy od czegoś prostego - powiedział Kicek.
- O, mam pomysł! Ugotujemy jajka, potem przyozdobimy je, żeby wyglądały jak kwiatuszki, dodamy trochę usmażonego mięsa. Obok położymy makaron z sosem sojowym a na końcu polejemy wszystko miodem i posypką!


Kicek popatrzył na Anię ze zmieszanym wyrazem twarzy. Nie był bowiem pewien, czy połączenie tego typu składników da jakikolwiek jadalny efekt. Mimo wszystko wziął się do pracy. Dwójka kucharzy krzątała się po kuchni aż do wieczora. Nareszcie skończyli i mogli zaprezentować swoje wytworne danie.
- Kicek, powiedz szczerze co o tym sądzisz? - zapytała zmieszana Ania.
- Myślę, że nie będziemy dobrymi kucharzami, Aniu - odpowiedział Kicek, oglądając na talerzu wynik ich ciężkiej pracy.
- Przestań! To jest genialne, chodź pokażmy moim rodzicom.
Reakcja rodziców Ani nie należała do najlepszych. Pływająca po talerzu niedogotowana masa przypominała jajka otulające kawałki zwęglonego mięsa. Tragiczną kompozycję dopełniał surowy makaron polany sosem sojowym. Gdzieniegdzie widać było sklejoną miodem posypkę dryfującą po dziwnej mazi. Reakcja rodziców Ani była zapewne tak zła, jak możliwy smak tej nieprzypominającej jedzenia mazi. Oprócz wykładu na temat marnowania jedzenia, Ania dostała także zakaz robienia czegokolwiek w kuchni, albowiem podczas gotowania jajek dwójka kucharzy przypaliła nawet… wodę. Dodatkowo Kicek prawie wylądował na patelni zamiast mięsa, na szczęście skończyło się tylko na niegroźnym przypaleniu ogona. Ania ze łzami w ochach pobiegła
do pokoju.
- Nie przejmuj się! Popatrz, ile mamy jeszcze rzeczy do zrobienia. - Pocieszał ją Kicek, pokazując listę.
- Przykro mi, że rodzice tak zareagowali i że ciocia będzie zawiedziona. Wiesz przecież, że tak chciała, abym była kucharką.
- Może ciocia nie zna cię na tyle dobrze, żeby móc stwierdzić, w czym będziesz dobra? Co twoja mama chce, żebyś robiła w przyszłości? - zapytał Kicek.
- Już zapisałam, że mama chce, abym pracowała w laboratorium. Często też narzeka, że mogłabym być nawet sprzątaczką, ponieważ zawsze mam bałagan w pokoju i to mogłoby coś pomóc - odrzekła.
- W takim razie zostańmy jutro chemikami, którzy wynajdują środki czystości! - zaproponował Kicek.
- Mama powtarza, że to niebezpieczne dotykać płynów, zwłaszcza, że niektóre są żrące - stwierdziła
- W takim razie co mogłoby być niegroźne a zarazem na tyle silne, żeby umyć cały dom?
- Piana i bąbelki! Ale potrzebowalibyśmy ich całą masę - odpowiedziała Ania
- W takim razie użyjemy trochę magii - uśmiechnął się Kicek.
Ania przytaknęła i odwzajemniła uśmiech, po czym oboje z Kickiem poszli spać, nie mogąc doczekać się jutrzejszego dnia. Z samego rana, kiedy rodzice Ani wyszli do pracy, dwójka szkrabów udała się do składzika. Malutkie pomieszczenie znajdujące się pod schodami mieściło masę przeróżnych rzeczy. Od misek i ściereczek, przez butelki z różnokolorowymi płynami, aż po przypadkowe rzeczy typu kulki do kąpieli czy dziwne pojemniki. Ania chwyciła wszystkie znajdujące się tam butelki z płynem do naczyń oraz wszelkie pieniące się mydełka, po czym zaniosła wszystko do łazienki. Z pomocą odrobiny wody powstała kolorowa mieszanka na, której powierzchni unosiła się masa bąbelków.
- Możemy zaczynać? - zapytał Kicek.
- Poczekaj! Skoro jesteśmy chemikami, to potrzebujemy specjalnych ubrań przed rozpoczęciem naszego eksperymentu.
To powiedziawszy, Ania szybko pobiegła do kuchni po biały fartuszek i zabawkowe okulary.
- Na filmach widziałam, że w laboratoriach zawsze nosi się takie białe ubrania i okulary. Niestety, nie mam na ciebie odpowiedniego rozmiaru, ale te okularki powinny się spisać.
Po odpowiednim przygotowaniu dwójka chemików przystąpiła do eksperymentu. Kicek pochylił się nad wesoło plumkającym płynem, po czym kaszlnął. Z jego pyska zaczęły wydobywać się kolorowe iskierki, wolno spadające do wanny. Po chwili cała ciecz jakby zaczęła żyć własnym życiem, zaczęła kołysać się na wszystkie strony tworząc morze bąbelków. Widząc narastająca masę piany Kicek i Ania cofnęli się i uciekli z powrotem do pokoju. Mieniące się bąbelki opanowały cały dom, wkradając się w każdy możliwy zakamarek. Szkraby zamknęły drzwi i czekały w napięciu, aż piana opadnie.
- Ojej, Kicek, co my narobiliśmy?!
- Poczekaj chwilę, piana niedługo opadnie - uspokajał ją smok.
Niespodziewanie wszystko ucichło. Cała armia mieniących się bąbelków prysła, jakby przekłuto je szpilką. Kolorowy płyn delikatnie opadł na ziemię, pozostawiając lśniące, lecz mokre mieszkanie. Mali chemicy niepewnie wyszli z pokoju, aby ocenić stan rzeczy.
- W takim razie, co napiszemy w raporcie? - zapytał Kicek.
- Cóż, nasza próba powiodła się zgodnie z planem. Dom został skutecznie oczyszczony z wszelkich
zabrudzeń, kosztem niegroźnego zalania - stwierdziła dumnie dziewczynka.
Po dokładnym obejrzeniu domu, chemicy udali się z powrotem do pokoju, aby świętować swoje zwycięstwo.
- Widzisz? Mówiłem ci, że bardzo szybko znajdziemy swoje zawody! Od dziś jesteśmy prawdziwymi chemikami! - ogłosił Kicek.
- Nie mogę się doczekać, aż mama i tata zobaczą! A jutro podzielimy się odkryciem z resztą świata!
Dźwięk przekręcanych kluczy sprawił, że dwójka szkrabów momentalnie oderwała się od zabawy i pobiegła w stronę drzwi od pokoju, aby powitać rodziców. Pełne blasku i radości buzie szybko jednak zmieniły się w przerażony grymas, bowiem kiedy tylko wyszli z sypialni Ani, spostrzegli masę kryształowych grzybów wyrastających z każdego możliwego miejsca. Dorodne grzyby z pewnością ucieszyłyby niejednego grzybiarza, bądź osoby lubujące się w kryształowej biżuterii, jednak na pewno nie rodziców Ani. Opisywanie wyrazów twarzy, reakcji dorosłych mogłoby spokojnie zmieścić się w grubej książce. Najważniejsze jest jednak to, że na czas czyszczenia mieszkania, wszyscy musieli przenieść się kilka domów dalej, do babci. Rodzice, zmęczeni wybrykami Ani, zabronili jej eksperymentowania i robienia czegokolwiek podobnego w domu. Po kolacji zrezygnowane maluchy poszły do swojego tymczasowego pokoju.


- To okropne, przecież wszystko szło tak dobrze. Do tego mam teraz prawdziwe kłopoty. - Wymamrotała Ania, ściskając poduszkę.
- Może wszystko poszłoby dobrze, gdybyśmy wysuszyli potem mieszkanie, zamiast dawać grzybom pole do popisu? - zapytał Kicek
- Może i by tak było, a może i nie. Teraz to już nie ma większego znaczenia.
- Chcesz spróbować jeszcze raz? Tym razem nie zapomnimy pozbyć się wilgoci.
- Nie chcę, poza tym rodzice zabronili mi tego typu zabaw w domu. Tak naciskają, żebym znalazła sobie cel w życiu, a kiedy już próbuję, kończy się to karą - powiedziała zrezygnowana.
- To może spróbujmy poza domem?
- Co masz na myśli? Chcesz się przenieść do ogródka?
- Nie o to chodzi. W końcu z tego, co mi tłumaczyłaś, twoi rodzice jak większość ludzi pracują poza domem w jakichś budynkach, prawda?- zapytała gadzina.
- Właściwie po chemikach na liście są tylko zawody, które wymagają wyjścia w świat. - Oznajmiła Ania, spoglądając na kawałek papieru.
- W takim razie, co będziemy jutro robić?
- Tata zawsze chciał, żebym pracowała w urzędzie lub jakiejś firmie. Moja kuzynka skończyła studia ekonomiczne i ma teraz bardzo dobrze płatną posadę. Tata od zawsze powtarza, że powinnam brać z niej przykład.
- Co się robi w takiej firmie? - zapytał Kicek.
- Z tego, co wiem, papierkową robotę, ale możemy spróbować ze względu na dobrą płacę - stwierdziła Ania.
- W takim razie co być sobie kupiła? - zapytał Kicek.
- Nie jestem pewna. Myślę, że mam wszystko czego mi potrzeba, ale tata mówi, że to bardzo ważne, abym w przyszłości miała pieniądze. A ty Kicku, co byś chciał? - Odwróciła się w stronę malucha, jednak po chwili spostrzegła, że ten już smacznie śpi wtulony w poduszkę. - Jesteś bardzo zmęczony, co? Wyśpij się, jutro musimy wcześnie wstać – dodała.
Z rana obudziły Kicka odgłosy dochodzące z kuchni. Babcia Ani przygotowała im śniadanie oraz jedzenie do pracy. Pośpiesznie zjedli posiłek, po czym pobiegli na górę przygotować się do wyjścia.
- No trzeba się elegancko ubrać – stwierdziła Ania.
- W każdej pracy trzeba tak wyglądać?
- Nie, ale w niektórych miejscach narzucony jest konkretny wizerunek, zresztą myślę, że niezależnie od tego, gdzie pracujemy, powinniśmy być schludni – odpowiedziała.


Po kilki minutach Kicek miał już na sobie malutki krawat oraz miniaturową czarną teczkę zrobioną z papieru. Ania założyła białą elegancką koszulę oraz sięgająca za kolana czarną prostą spódniczkę.
- O nie! Zapomniałam o butach! - Spanikowała.
- Przecież masz czarne pantofelki – zauważył Kicek.
- Tak, ale one nie mają obcasów.
- A po co ci obcasy?
- W urzędach panie zawsze noszą buty na obcasie – tłumaczyła.
- Poczekaj, Aniu, mam pomysł – powiedział Kicek.
Po chwili podszedł do pantofelków Ani z taśmą klejącą oraz z dwoma niebieskimi klockami. Sprawnie przegryzł kawałek tasiemki, po czym dokleił dwa bloczki do pantofelków Ani.
- Gotowe! Oto twoje eleganckie wysokie obcasy – rzekł dumnie Kicek.
Oczy Ani zabłyszczały, szybko włożyła nowe buciki, po czym chwytając swoją teczkę i drugie śniadanie wybiegła z Kickiem z domu. Po chwili stali już przed urzędem skarbowym w Suchej Beskidzkiej. Śmiało weszli do środka, po czym skierowali się w kierunku starszej kobiety.
- Dzień dobry, jesteśmy tu nowi, czy mogłaby pani pokazać nam drogę do naszych biur? - zapytała Ania, spoglądając w stronę kobiety.
- Przepraszam, ale mimo iż pracuję tu od niedawna, nie jestem pewna, czy tak młode osoby mogą mieć jakąkolwiek pracę na takim stanowisku – odpowiedziała
- Dziękuję pani za komplement. Faktem jest, że dzięki odpowiedniej pielęgnacji dalej wyglądam jak dziecko, jednak nie sądzę, by szef był zadowolony z faktu, iż opóźnia nam pani pracę – odpowiedziała Ania z kamiennym wyrazem twarzy.
Zdezorientowana kobieta jeszcze kilka krotnie spojrzała na tajemniczą dwójkę, po czym wskazała im drogę do dwóch pustych stanowisk. Oddaliła się, po czym wróciła z masą kartek.
- W takim razie to wszystko jest do zrobienia na dzisiaj, później przyjdzie tu ktoś, żeby sprawdzić, jak wam idzie – powiedziała sucho, po czym poszła w swoim kierunku.
Ania spojrzała na stertę kartek, po czym wyjęła piórnik z teczki. Mieścił on wszystkie możliwe kolory tęczy, kilka gumek do mazania oraz temperówkę. Podała część Kickowi, po czym zaczęła oglądać kartki. Kicek niemrawo spojrzał na pierwszą rzecz do wypełnienia. Pośród kartek z widniejącymi napisami takimi jak „Pit 0” „Pit B” itp. znalazł także wiele zapisków o jakichś osobach oraz ich majątkach.
- Nie rozumiem, co ja mam właściwie robić? - zapytał.
- Musisz poczekać, aż ktoś do ciebie podejdzie i musisz wypełnić dla niego te kartki oraz udzielić informacji. Kuzynka mi coś tłumaczyła.
Ania badała kartki wzrokiem, kiedy to nagle pojawiła się pierwsza osoba, krótko tłumacząc, że ma do wypełnienia coś ważnego. Ania nie do końca rozumiała, co miał na myśli jej klient, używający wielu zagadkowych skrótów. Po chwili jednak przyjęła od niego jakiś plik kartek, odłożyła je na bok, po czym zaczęła zapisywać coś na papierze. Obserwując to, co robi Ania, Kicek zaczął nieśmiało przyjmować innych ludzi i bazgrać coś na kserówkach. Wreszcie zaczęło się ściemniać, wykończona dwójka szkrabów zebrała się więc i wróciła do tymczasowego mieszkania.
- Jeju, ale to było nudne i męczące – przyznała Ania.
Kicek tylko skinął w jej stronę, po czym zmęczony padł na poduszkę.
- Mam dosyć Kicku, bierzemy dwa dni wolnego – ogłosiła Ania.
Swój urlop dwójka ekonomistów spędziła na frywolnej zabawie, kompletnie zapominając o swoich poszukiwaniach i pracy. Czas mijał im tak szybko, że nawet nie zauważyli, że ich wolne wydłużyło się o kolejne dwa dni. Kiedy wreszcie się zorientowali, postanowili jak najszybciej wrócić do pracy. Ich plany jednak przerwał pewien artykuł w lokalnej gazecie. Rankiem babcia dyskutowała z dziadkiem o owej sensacji. Ciekawscy wczasowicze podeszli do drzwi od kuchni i zaczęli przysłuchiwać się rozmowie.
- To ty czytałeś? Ponoć jakieś dziwne dzieci weszły do urzędu w biały dzień twierdząc, że tam pracują – powiedziała babcia.
- Czytałem i słuchałem. Cała Sucha o tym mówi – odpowiedział staruszek.
- Wyobraź sobie, że jeden z nich był podobno zielony.
- Mało tego, wszystkie ważne dokumenty były uzupełnione, szkoda tylko, że w zły sposób.
Powiedziawszy to dwójka staruszków zerknęła w stronę gazety, przyglądając się zamieszczonym zdjęciom. Przedstawiały one pliki papierów pełne przypadkowych liczb. Co poniektóre zawierały dziwaczne portrety ludzi, którzy czekali na ich wypełnienie, inne były pełne przemyśleń na temat pracy i tego jak niedobra jest kawa. Artykuł głosił, iż następnego dnia masa niezadowolonych ludzi wparowała do urzędu żądając wyjaśnień. Sensacja w kilka chwil obiegła całą Suchą i okolicę, większość ludzi twierdziła jednak, że był tylko żart ze strony urzędów, zważywszy na to, że tego dnia z jakiegoś powodu zepsuł się monitoring. Dalej spekulowano, jaką karę poniosą sprawcy, lub sam urząd. Zawstydzona Ania i Kicek wrócili z powrotem na górę, szybko pozbyli się teczek i innych dowodów, po czym usiedli na ziemi zmieszani.
- Oje,j Aniu, przecież twoja babcia robiła nam śniadanie do pracy na pewno wie, że to my – zauważył przerażony Kicek.
- Nie martw się, powiedziałam jej tego dnia, że idę do koleżanki. Nic nam nie grozi.
Kicek spojrzał na Anię podziwiając jej spryt a zarazem bojąc się jej dalszych intryg. Myślał tak jeszcze chwilę, po czym zapytał:
- Masz pomysł, co zrobiliśmy nie tak?
- Nie wiem Kicku, pewnie chodzi im o to, że jesteśmy za młodzi i najzwyczajniej nie wierzą w nasz potencjał – odpowiedziała.
- W takim razie, co robimy dalej?
- Z pewnością tam nie wrócimy, papierkowa robota jest naprawdę ciężka. Wolałabym mieć nieco bardziej aktywny zawód.
Kicek przypomniał sobie jak źle czuł się na tamtym stanowisku i w myślach przyznał Ani rację. Po obiedzie znudzona dwójka oglądała telewizję aż do późnego wieczoru. Podczas kładzenia się do łóżek Kicek coś zauważył.
- Aniu, mam pytanie. Mówiłaś mi, że wolisz aktywny zawód, a jednak jakimś cudem przesiedziałaś całe popołudnie na kanapie bez najmniejszego ruchu. Jak to możliwe?
- Och, Kicku, aktywność w zawodzie a w domu to dwie zupełnie inne rzeczy. Jestem pewna, że ci wszyscy trenerzy, piłkarze i sportsmeni wolnymi dniami też wylegują się na kanapie.
- To byłby chyba wymarzony zawód dla ciebie – rzucił mimowolnie Kicek.
Ania na chwilę zamarła. Wyobraziła sobie, że jest najlepszym sportowcem na świecie, dużo zarabia, ma wielu fanów i półkę pełną pucharów a mimo to dalej wyleguje się na kanapie i nic nie robi.
- Postanowione, jutro idziemy na pobliską salę i bierzemy się za sport – ogłosiła.
Następnego ranka udali się w ustalone miejsce. Jak szybko się okazało, ani Ania, ani Kicek po kilkusetletnim śnie nie mają ani grama kondycji. Ania ledwo dźwigała swój szkolny plecak, a Kicek miał za krótkie łapki, więc podnoszenie ciężarów odpadało. Podczas prób gry w koszykówkę Ani plątały się nogi i ciągle się wywracała. Kicek miałby szansę zaistnieć w tej dyscyplinie, jednak latanie nie było raczej dozwolone. W podobny sposób minęła im reszta dnia. Piłka nożna? Nic z tego, ponieważ ciągle celowali do własnej bramki. Siatkówka mogłaby się sprawdzić, gdyby polegała na uciekaniu przed nadlatującą piłką. Biegi również nie należały do ich mocnej strony, krótkie nóżki Kicka nie pozwalały mu na pokonywanie długich dystansów, przez co znowu zaczął tęsknić za czasami, kiedy był duży. Na sam koniec postanowili spróbować swoich sił w skoku w dal. Wszelkie próby skończyły się jednak niepowodzeniem i piaskiem w czach. Przygnębieni wreszcie wrócili do domu. Ania nie sądziła, że prysznic może być aż tak przyjemny po całym dniu pocenia się. Kicek miał jednak złe wspomnienia z wodą, więc oczyszczenie się z piasku szło mu
dosyć opornie.
- Wiesz, myślałam, że to będzie tym razem dobry pomysł, moim znajomym wygrana w sportach przychodzi tak łatwo – żaliła się Ania.
- Nie bądź głupiutka, przecież z ludźmi jest jak ze smokami – odpowiedział Kicek.
- Jak to?
- Kiedy jeszcze byłem dużym smokiem, to każdy z nas był dobry w czymś zupełnie innym. Niektóre specjalizowały się w lataniu, inne słynęły z postrachu, jaki siały. Dzieliliśmy się na kilka typów. Były smoki wodne, ziemne, powietrzne, te ogniste oraz nijakie. Te nijakie nie były przypisane do żadnego z żywiołów, mimo to posiadały wiele niezwykłych umiejętności.
- Och, a ty jakiego typu smokiem byłeś? - zapytała podekscytowana Ania.
- Ognistym nijakim, bez żadnych umiejętności. Ale to nie jest ważne, chodzi mi o to, że każdy jest dobry w czymś innym.
- Z tego wynika, że ty też musisz!
- Ja to kompletnie inna historia, nie jestem smokiem od czasu wybuchu – westchnął Kicek.
- Kto ci to wmówił? Ciągle tylko powtarzasz jak to inni ci dopiekli i wyśmiali. Zrobiłeś im coś złego? – zapytała Ania.
- W przeszłości niestety tak, ale próbowałem wszystko uratować, niestety, na próżno.
- W takim razie, co było przed tym wszystkim? Zanim sprosiłeś smoki?
Kicek zmarszczył czoło, po czym popadł w zamyślenie. Prawdą jest, że zanim zachciało mu się imprezować, miał bardzo dobre kontakty z ludźmi. Za co jednak go lubili? Był bardzo pogodnym smokiem i poprawiał wszystkim humory. Nigdy nikomu specjalnie nie zaszkodził, nawet ludziom, którzy byli dla niego niemili.
- Można powiedzieć, że działałem na rzecz społeczeństwa. Chciałem po prostu, żeby mieszkańcy mieli dobre humory – odpowiedział po chwili zamysłu.
- A widzisz! Sprawiałeś, że ludzie jak i inne smoki byli w dobrych nastrojach. - Uśmiechnęła się Ania.
- Nie wiem, do czego zmierzasz – odrzekł przygnębiony Kicek.
- No do tego, że ty też masz talent! - wykrzyknęła.
- Talent do wybuchania – prychnął Kicek.
- Och, no już przestań. Od samego początku starałeś się wprowadzać miła atmosferę, wspierałeś mnie przez ten cały czas i jako jedyny we mnie nie zwątpiłeś! Masz niesamowity talent! - argumentowała dziewczynka.
Kicek prychnął tylko w jej stronę, po czym usadowiwszy się na swoim posłaniu, zaczął zasypiać. Ania spojrzała na Kicka zrezygnowana i wróciła do rozczesywania włosów. Maluch przez całą noc rozmyślał nad tym, co usłyszał od Ani. Wreszcie jednak zasnął pogrążony w niepewności. Rankiem zastał zrezygnowaną dziewczynkę przy śniadaniu.
- Może pora sobie odpuścić? Nigdy nie odnajdę celu w swoim życiu – wymamrotała.
- Nawet tak nie mów! Wakacje się jeszcze nie skończyły a nasza lista ma jeszcze kilka możliwości? Co, jeżeli rezygnujesz akurat w chwili, kiedy to prawie udało się osiągnąć cel?
Ania spojrzała na Kicka. Dokończyła śniadanie, po czym ogłosiła:
- Zgoda, ale naprawdę się załamię, jeżeli dalsze próby będą kończyć się w ten sam sposób.
Kicek pełen determinacji wspierał Anię najlepiej jak mógł. Do samego końca wakacji przebrnęli
przez wszystkie propozycję, które zakończyły się porażką. Ania próbowała być prezenterką, jednak nieśmiałość ostatecznie zakończyła jej karierę. Próbowała zostać modelką, jednak koniec końców stwierdziła, że nie jest wystarczająco ładna a uroda innych dziewcząt ją przyćmiewa. Jako sprzedawczyni ciągle myliła się w cenach. Zasypiała na wartach jako nocny stróż. Bycie mówcą motywacyjnym nie było jej konikiem, ponieważ nie umiała zmotywować nawet siebie samej. Dni mijały a lista została już w pełni wykreślona. Dziewczynka czuła się beznadziejnie.
- Mówiłam ci, że ja do niczego się nie nadaję.
- Przestań, Aniu! Każdy jest do czegoś stworzony i posiada jakieś umiejętności!
- Nie wiesz, o czym mówisz – powiedziała sucho.
- Jasne, że wiem – parsknął Kicek.
- Przez cały ten czas ciągle tylko powtarzałeś, że do niczego się nie nadajesz, więc jak możesz mi mówić, że jest inaczej? Sam przez te wszystkie lata nie odnalazłeś żadnego konkretnego celu.
-Mylisz się – powiedział Kicek.
Ania uniosła głowę w stronę Kicka i ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy wpatrywała się w jego wielkie oczy, oczekując na odpowiedź.
- Pamiętasz, co mi kiedyś mówiłaś? O tym, że potrafię poprawiać innym humor? Myślę, że odpowiedź była ciągle tuż przy mnie a ja marnowałem czas, szukając jej gdzieś w oddali. Przy tobie zrozumiałem, że ciągle tylko próbowałem spełnić oczekiwania innych, aby czuć się akceptowanym. Mimo wszystko przez tan cały czas nigdy nie poświęciłem nawet chwili, aby pomyśleć, czego ja tak naprawdę chcę. Co sprawia mi radość. Słuchając krytyki innych, zacząłem odrzucać własną naturę. Pozwoliłem innym zdecydować, kim jestem. Ale wiesz co, Aniu? Ja już wiem, kim jestem. Jestem jedynym w swoim rodzaju smokiem. Chcę pomagać innym i czynić świat nieco milszym miejscem, bo to daje mi szczęście. Aniu, wcale nie musisz mieć jasnego kierunku w życiu ani zawodu, żeby być szczęśliwą. Myślę, że masz wielką determinację, ale za szybko się poddajesz. Też miałem wiele potknięć, ale w końcu udało mi się znaleźć szczęście – powiedział przejęty Kicek.
Ania powoli podniosła się z łóżka, po czym wyszła z pokoju. Kicek pomyślał, że Ania kompletnie zignorowała jego słowa, bardzo się zasmucił. Ostatecznie postanowił opuścić dziewczynkę, myśląc, że sprawia jej same problemy. Wyleciał z pokoju, aby znaleźć jakiekolwiek otwarte okno, gdy nagle spostrzegł Anię. Siedziała przy stole i z zapałem tworzyła coś na kartce.
-Kicek! - Poderwała się ze stołu, po czym podbiegła do smoczka. – Posłucha,j miałeś rację, ciągle chciałam tylko spełnić oczekiwania innych, ale już wiem, czym chce się zająć w najbliższym czasie. Bardzo lubię rysować, tylko zobacz na moją teczkę!
Ania odłożyła na bok nowo powstający rysunek, pokazując Kickowi całą zawartość masywnej teczki. W środku było pełno najróżniejszych malunków, każdy z nich przedstawiał zupełnie co innego. Łączyła je jednak wspólna cecha - nie dało się stwierdzić, co przedstawiają owe bazgroły. Krzywe linie, nieschludne kolorowanie oraz dziwaczne proporcje raczej zniechęcały do dalszej interpretacji.
- Tata powtarza, że nie utrzymam się z tego w przyszłości, ale skąd on może to wiedzieć. Zresztą, po co mi pieniądze, jeżeli nie będę szczęśliwa? - powiedziała Ania
- Czy to jest naprawdę to, co lubisz? Nie chcę być niemiły, ale obawiam się, że znowu się zniechęcisz, kiedy zobaczysz reakcję otoczenia na twoje obrazy – powiedział Kicek.
- Wiem, że teraz nie wyglądają ciekawie, ale poczekaj aż narysuje kolejne! Mówię ci, będą niesamowite – powiedziała z zapałem.
- A co, jeżeli kolejne, też nie wyjdą? - zapytał zmartwiony Kicek.
Smoczek już chciał odciągać dziewczynkę od jej pomysłu, kiedy ta uśmiechnęła się w jego stronę i
powiedziała :
- Wtedy zacznę od nowa. A jeżeli kolejne próby zakończą się porażką, będę próbowała dalej. Wiesz, dlaczego do tej pory nic nam nie wychodziło? Bo nie mieliśmy nawet podstaw do tego, żeby to miało prawo się udać. Mało kto rodzi się wytwornym kucharzem, ekonomistą czy genialnym chemikiem, Kicku. Wszystko przychodzi z czasem. Byłam po prostu zbyt przerażona oczekiwaniami innych i samą przyszłością i zawsze ignorowałam ten fakt. Od zawsze lubiłam tworzyć i rysować, ale rodzice za każdym razem mówili mi, że powinnam zająć się czymś innym. Zupełnie tak jak tobie wmawiano, że zamiast być uroczym, kochanym smokiem, powinieneś siać strach i zamęt.
- A co, jeżeli zaczną krytykować twoje prace ?
- Sam dałeś mi do zrozumienia, że dążenie do spełniania wymogów innych donikąd mnie nie doprowadzi – odpowiedziała.
Kicek spojrzał uśmiechnięty na Anię.
- Wydoroślałaś Aniu. Nawet, jeżeli w przyszłości zechcesz zostać kimś zupełnie innym, to wiem, że nie poddasz się już tak łatwo. Życzę ci powodzenia.


Kicek podfrunął do otwartego okna i pomachał na pożegnanie.
- Poczekaj! Gdzie lecisz?! Dlaczego mnie zostawiasz? Przecież widzisz, że teraz wszystko będzie już dobrze! - Spanikowała dziewczynka.
- Tak, wiem. Dlatego jestem gotów, aby wyruszyć dalej w świat i pomagać innym zagubionym ludziom, żeby nie skończyli w jaskini, jak ja – zażartował Kicek.
- Poczekaj, powiedz mi tylko, gdzie będziesz, chcę cię odwiedzać – powiedziała przejęta dziewczynka.
- Znalazłem sobie idealne lokum! Zamieszkam w zamku – ogłosił dumnie Kicek.
- W Zamku Suskim? - zapytała zdziwiona Ania.
Kicek spojrzał na nią z szerokim uśmiechem.
- Oczywiście, że nie! Ten zamek jest na mnie o wiele za duży. W wolnych chwilach będę przebywał w małym zamku. Wiesz, tym nieopodal rynku – powiedział.
- W takim razie, dziękuję ci i do zobaczenia – powiedziała Ania, przytulając małego gada.
- To ja ci dziękuję, Aniu a teraz ruszam do innych zagubionych ludzi, żeby być ich promyczkiem nadziei.
Powiedziawszy to Kicek otworzył szeroko paszczę, wypuszczając masę skrzących się płomyków, po czym odleciał w sobie znanym kierunku…

Może spotkacie go kiedyś i wy?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz