Za wzgórzami, dolinami
i licznymi pagórkami w niedużej miejscowości położonej nieopodal Babiej Góry, w
Zawoi żył Jacuś. Był to chłopiec o bujnej wyobraźni. Uwielbiał czytać różnego
rodzaju legendy. Jednak nigdy nie zafascynowała go bardziej żadna legenda, niż
ta o zjawiskowej dziewczynie więzionej na Babiej Górze.
Pewnego zimowego
wieczoru, jak co dzień Jacuś czytając legendy, natrafił na ciekawą opowieść,
która związana była z pobliskimi mu terenami. Bardzo go to zainteresowało.
Chłopiec zatopił się w lekturze, jak nigdy! Okazało się iż na Babiej Górze
grasuje ogromny, śnieżnobiały yeti, który więzi piękną złotowłosą dziewczynę o
oczach tak niebieskich jak bezchmurne niebo. Jacuś ujrzał dziewczynę swymi
oczami wyobraźni i podążył myślami właśnie do niej. Nagle zerwał się na równe
nogi krzycząc, w tym samym czasie budząc swojego małego przyjaciela Skalpela. Jest
to średniej wielkości brązowy kundelek, z jednym uszkiem uniesionym ku górze. Jedyny
przyjaciel Jacusia.
- Znajdę ją
i uratuję! – krzyczał chłopiec – Słyszysz Skalpel?! Jutro wyruszam w drogę. Nie
mogę się już doczekać!
Przestraszony, a zarazem zdziwiony piesek wysłuchał chłopca
do końca i jak gdyby nigdy nic wrócił do czynności, którą przerwał mu Jacuś.
Odwrócił się ogonkiem do chłopca i zasnął. Natomiast podekscytowany Jacuś
rozpoczął przygotowania do wyprawy. Stworzył mapę, która będzie mu służyć
podczas podróży oraz spakował najpotrzebniejsze mu rzeczy. Następnego dnia
chłopiec obudził się lada świt i rozpoczął przygotowywanie do wyjścia. Mała,
brązowa kuleczka, która spała tuż obok łóżka podniosła na chwilę główkę, aby zobaczyć co ten Jacuś wyprawia,
po czym z powrotem zasnęła. Młodzieniec wyszedł z domu i podążył w stronę
swojego celu. Godzinę później był już na miejscu, skąd miał rozpocząć swoją
,,misję”. W ciszy i samotności podążał ok. 2 godziny, nagle na swojej drodze
ujrzał bałwanka, który równie samotnie stał na uboczu. Miał on czarne oczka, na
głowie duży czerwony kapelusz a w ręce trzymał niedużą miotłę. Jacuś postanowił
odpocząć i usiadł koło zimowego dzieła.
-Hej, nie
rozmawiałem z nikim od paru godzin, a bardzo dużo mówię, więc uznam cię za
dobrego towarzysza do interesującej pogawędki. – powiedział żartobliwie Jacuś.
-O super!
Nareszcie pojawił się ktoś godny mojej uwagi!- krzyczał uradowany bałwan –
Witam cię, jestem Tymoteusz. Oj, przepraszam,
bałwan Tymoteusz. Co cię tutaj sprowadza?
Chłopiec był
naprawdę zszokowany i nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. Tylko stał na
baczność z szeroko otwartymi oczami
wpatrzony w bałwana Tymoteusza.
- Spokojnie,
rozumiem, że niecodziennie spotyka się gadającego bałwana, ale nie oglądałeś
nigdy bajek? W takich sytuacjach powinieneś się otrząsnąć i rozmawiać ze mną.
Zamknij buzię i oddychaj spokojnie. Jesteś zabawnym stworzeniem.
Po chwili
chłopiec odezwał się głosem pełnym tajemniczości oraz zdziwienia.
-Jestem
Jacuś i postanowiłem uratować zjawiskowo piękną dziewczynę, która uwięziona jest
na Babiej Górze. Miło było cię poznać, lecz muszę już iść, ponieważ nie zostało
mi wiele czasu.
-A niech
mnie! Mogłem się tego spodziewać. Nie jest to dobry pomysł, ale cóż. Nie dam
się prosić, oczywiście, że pójdę po piękną panienkę z tobą, lecz musimy się
pospieszyć. Legenda mówi, że uratuje ją przystojny młodzieniec pochodzący z
królewskiej rodziny, a mijał mnie właśnie tak dziwnie ubrany, jak nie na nasze
czasy z mieczem w dłoni chłopak.
-No dobrze, a więc ruszajmy! Jednak
jestem przekonany, że to właśnie ja, Jacuś z Zawoi jestem wybawicielem ślicznej
panienki!
Chłopiec wraz bałwanem wyruszyli w dalszą podróż. Czas mijał im bardzo szybko, ponieważ byli
bardzo zajęci rozmową. Okazało się, że mają oni wiele wspólnych tematów. Oboje
czuli się, jak gdyby znali oraz przyjaźnili się od lat! Po 4 godzinach ciągłej, nieustannej drogi
postanowili, że czas na obiad. Jacuś wyjął jedzenie z plecaka i podzielił się z
Tymoteuszem. Nagle usłyszeli za sobą kroki i zanim się odwrócili, tajemnicza
postać ich przeskoczyła i pojawiła się przed nimi trzymając miecz zwrócony ku
nim. Wszystko działo się tak szybko, że zanim chłopiec wraz z bałwanem się
otrząsnęli byli już przywiązani do drzewa. Jacuś był zły i zastanawiał się, kim
mogła być tajemnicza postać z mieczem.
-Noo wiesz –
zaczął Tymoteusz – to był książę, który pędzi na ratunek swojej wybrance, to
właśnie jego widziałem. Przynajmniej tak
mi się wydaję, w bajkach zawsze pojawiał się książę z mieczem.
Chłopiec nic nie odpowiedział, tylko popatrzył na bałwana pełnym
gniewu spojrzeniem. Przez dłuższy czas siedzieli w milczeniu przywiązani do
drzewa, lecz w końcu jednemu z nich udało się wydostać, odwiązał przyjaciela i
szybko wyruszyli w dalszą drogę. Szli i szli, a szczytu Babiej Góry nie było
ani śladu. Bałwan zauważył mały drewniany stoliczek po prawej stronie szlaku.
Zmęczeni oraz głodni postanowili, że chwilę odpoczną, niestety nie mieli już
przy sobie jedzenia. Nagle zza drzewa wyskoczył borsuk, który biegł prosto na
nich. Nagle borsuk się zatrzymał, ponieważ dostał śnieżką, którą rzucił w niego
Tymoteusz. Chwilę potem dzikie zwierzę się uspokoiło i przeprosiło za swoje
zachowanie. Tłumaczył, że to jego stół a on tutaj mieszka i bał się, że to
jacyś złodzieje.
-Nazywam się
Maniek – zaczął borsuk – Co was tutaj sprowadza?
-Jestem
bałwan Tymoteusz, a ta zdziwiona postać to Jacuś. Chyba pierwszy raz widzi
gadającego borsuka i dlatego tak stoi. Jesteśmy w drodze na Babią Górę, idziemy
uratować piękną dziewczynę, którą więzi yeti.
-To radzę
się wam pospieszyć. Niedawno przystojny młodzieniec pędził tędy jak strzała –
mówi Maniek.
Przyjaciele
pożegnali się miło z borsukiem, który życzył im powodzenia i dał im prowiant na
dalszą drogę. Po dwóch godzinach podróży dotarli na miejsce. Przed oczami
ukazał im się duży zamek, za którym był równie piękny krajobraz. Podekscytowany
oraz zdeterminowany Jacuś ruszył w stronę zamku, nagle zatrzymał go Tymoteusz.
-Oszalałeś?
Tam jest większy od ciebie trzy razy yeti, a ty biegniesz do niego z chudym,
małym patykiem myśląc, że go pokonasz?!- krzyczy bałwan.
-A masz
jakiś lepszy pomysł?
-Załatwimy
to drogą pokojową i z nim porozmawiam. Jestem skromny, ale wiem, że dar
przekonywania to ja mam!- poinformował Tymoteusz.
Chłopiec uniósł tylko jedną brew ku górze i nic się nie
odezwał, wiedział, że z tego nic dobrego nie wyniknie. Bałwanek udał się w
stronę zamku i zapukał do ogromnych, drewnianych wejściowych drzwi, natomiast
chłopiec obserwował wszystko zza drzew. Nagle rozległ się odgłos głośnych kroków,
bałwan aż podskoczył z przerażenia. W drzwiach ukazał się wielki śnieżnobiały
yeti z oczami jak dwie planety, ręce miał wielkości trzech bałwanów. Chłopcu
zrobiło się słabo, natomiast naszemu bohaterowi z wrażenia aż odpadł
marchewkowy nos. Ogromne stworzenie zapytało w końcu o co chodzi, a Tymoteusz
opowiedział całą historię oraz że przyszedł w pokoju po dziewczynę.
-Widzę, że
kolejny Romeo się znalazł, ha!- zaczął rozbawiony yeti- Miłości się wszystkim
zachciało, chcesz to możesz dołączyć do niby księcia, który siedzi sobie
grzecznie w piwnicy. Wyobraź sobie, że próbował mnie załatwić mieczem wielkości
mojego palca, a teraz jeszcze ty z drewnianą miotłą! W życiu się tak nie
uśmiałem.
Bałwan wrócił do chłopca, aby coś wymyślić. Postanowili, że
Tymoteusz spróbuje odwrócić uwagę potwora, a Jacuś dostanie się do zamku z
drugiej strony. Tak też zrobili, ponownie bałwan zapukał do ogromnych drzwi,
yeti otworzył i zaczęła się zabawa. Tymoteusz opowiadał ,,nowemu koledze’’ o
swoim życiu, o zainteresowaniach i o wszystkim czym potwór najwyraźniej nie był
zainteresowany. Natomiast chłopiec był już w zamku. Zamek w środku był bardzo
przytulny oraz czysty, był on koloru niebiesko-różowego co bardzo Jacusia
zdziwiło. Udał się on w stronę piwnicy, znalazł tam księcia, który siedział
przywiązany do łóżka. Na początku nie był zadowolony na widok chłopca, lecz
wytłumaczył mu, że tylko razem uda się im pokonać śnieżnobiałego stwora i
uratować piękną dziewczynę. Rycerz zgodził się i ruszyli jej szukać. Wchodzili
do wszystkich pokoi, każdy z nich był schludny i w wesołym kolorze. Nagle
wszystko zaczęło podskakiwać, usłyszeli
krzyki Tymoteusza i głośne kroki wielkiego stwora. Chłopiec wiedział, że
została im tylko jedna komnata i dziewczyna musi tam być. Pobiegli szybko na
sam koniec korytarza i otworzyli drzwi, a ich oczom ukazała się blond włosa
dziewczyna. Stała ona przy dużym oknie, twarz miała delikatną jak płatek róży,
a usta czerwone jak maliny. Obydwoje nie mogli oderwać od niej oczu, gdy w
końcu do pokoju wpadł yeti a za nim bałwan.
-Pogubiłem
wszystkie guziki! Nigdy więcej biegów- krzyczy Tymoteusz.
-Co się tu
dzieje?! Co wy tutaj robicie?!- pyta rozgniewany potwór. Rycerz wytłumaczył, że
przyszli uratować więzioną księżniczkę i nikt ich nie powstrzyma. Nagle dziewczyna
odezwała się
-Jak to uratować?- roześmiała się Anastazja-Przecież ja tutaj
mieszkam, to jest mój dom, a ten wielkolud to Tomcio, mój przyjaciel.
Jacuś i
rycerz stali zmieszani i zszokowani, Tomcio nie mógł powstrzymać się od
śmiechu.
-A tego w legendzie
nie było..- powiedział cicho chłopiec.
-Noo.. i po miłości. Szczęśliwego
zakończenia nie będzie, nikt bałwana nie słuchał to teraz macie, wyszliście na
bałwanów-oznajmił triumfalnie Tymoteusz- To może jak już tutaj jesteśmy
wypijemy herbatkę?
-Przykro mi, niepotrzebnie się
fatygowaliście. Nie oczekiwałam księcia z bajki oraz chłopca z Zawoi. Zapraszam
was na coś słodkiego- mówi Anastazja.
Jacuś i rycerz byli zawstydzeni oraz rozbawieni swoim
zachowaniem. Książę oznajmił, że nic tu po nim i wraca do swojej krainy, i
swojego zamku szukać księżniczki. Załamany Jacuś przeprosił za swoje zachowanie
i wraz z Tymoteuszem udali się w drogę powrotną. Postanowili, że chłopiec
codziennie będzie odwiedzał bałwana i ich przyjaźń będzie wieczna. Umówili się,
że nie będą wspominać tego tragicznego, a zarazem śmiesznego zdarzenia. Gdy Jacuś
wrócił do domu, mama pytała gdzie był cały dzień, natomiast on jej powiedział,
że miał pierwszą i ostatnią przygodę życia. Postanowił opowiedzieć mamie, gdzie
był i co się wydarzyło.
-Syneczku, a czy w tej bajce były
smoki?- zapytała rozbawiona jego historyjką mama.
-Nie mamo, smoków nie było, ale za to
był yeti.- odpowiedział z poważną miną chłopiec i zasnął.
Chłopiec nigdy nie zapomni o tym co się
stało, lecz postanowił nie brać już na poważnie żadnej legendy. Chodził
normalnie do szkoły i nie opowiedział nikomu swojej historii. Tak jak sobie
obiecali, chłopiec odwiedzał Tymoteusza codziennie po szkole i w ten sposób
Jacuś znalazł przyjaciela. Dzięki niemu nie czuł się już samotny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz