sobota, 7 stycznia 2017

Jak z Jacusia zrobiono bałwana


 Za wzgórzami, dolinami i licznymi pagórkami w niedużej miejscowości położonej nieopodal Babiej Góry, w Zawoi żył Jacuś. Był to chłopiec o bujnej wyobraźni. Uwielbiał czytać różnego rodzaju legendy. Jednak nigdy nie zafascynowała go bardziej żadna legenda, niż ta o zjawiskowej dziewczynie więzionej na Babiej Górze.
 
 
Pewnego zimowego wieczoru, jak co dzień Jacuś czytając legendy, natrafił na ciekawą opowieść, która związana była z pobliskimi mu terenami. Bardzo go to zainteresowało. Chłopiec zatopił się w lekturze, jak nigdy! Okazało się iż na Babiej Górze grasuje ogromny, śnieżnobiały yeti, który więzi piękną złotowłosą dziewczynę o oczach tak niebieskich jak bezchmurne niebo. Jacuś ujrzał dziewczynę swymi oczami wyobraźni i podążył myślami właśnie do niej. Nagle zerwał się na równe nogi krzycząc, w tym samym czasie budząc swojego małego przyjaciela Skalpela. Jest to średniej wielkości brązowy kundelek, z jednym uszkiem uniesionym ku górze. Jedyny przyjaciel Jacusia.
- Znajdę ją i uratuję! – krzyczał chłopiec – Słyszysz Skalpel?! Jutro wyruszam w drogę. Nie mogę się już doczekać!
Przestraszony, a zarazem zdziwiony piesek wysłuchał chłopca do końca i jak gdyby nigdy nic wrócił do czynności, którą przerwał mu Jacuś. Odwrócił się ogonkiem do chłopca i zasnął. Natomiast podekscytowany Jacuś rozpoczął przygotowania do wyprawy. Stworzył mapę, która będzie mu służyć podczas podróży oraz spakował najpotrzebniejsze mu rzeczy. Następnego dnia chłopiec obudził się lada świt i rozpoczął przygotowywanie do wyjścia. Mała, brązowa kuleczka, która spała tuż obok łóżka podniosła na chwilę  główkę, aby zobaczyć co ten Jacuś wyprawia, po czym z powrotem zasnęła. Młodzieniec wyszedł z domu i podążył w stronę swojego celu. Godzinę później był już na miejscu, skąd miał rozpocząć swoją ,,misję”. W ciszy i samotności podążał ok. 2 godziny, nagle na swojej drodze ujrzał bałwanka, który równie samotnie stał na uboczu. Miał on czarne oczka, na głowie duży czerwony kapelusz a w ręce trzymał niedużą miotłę. Jacuś postanowił odpocząć i usiadł koło zimowego dzieła.
-Hej, nie rozmawiałem z nikim od paru godzin, a bardzo dużo mówię, więc uznam cię za dobrego towarzysza do interesującej pogawędki. – powiedział żartobliwie Jacuś.
-O super! Nareszcie pojawił się ktoś godny mojej uwagi!- krzyczał uradowany bałwan – Witam cię, jestem Tymoteusz. Oj, przepraszam,  bałwan Tymoteusz. Co cię tutaj sprowadza?
Chłopiec był naprawdę zszokowany i nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. Tylko stał na baczność z szeroko otwartymi oczami  wpatrzony w bałwana Tymoteusza.
- Spokojnie, rozumiem, że niecodziennie spotyka się gadającego bałwana, ale nie oglądałeś nigdy bajek? W takich sytuacjach powinieneś się otrząsnąć i rozmawiać ze mną. Zamknij buzię i oddychaj spokojnie. Jesteś zabawnym stworzeniem.
Po chwili chłopiec odezwał się głosem pełnym tajemniczości oraz zdziwienia.
-Jestem Jacuś i postanowiłem uratować zjawiskowo piękną dziewczynę, która uwięziona jest na Babiej Górze. Miło było cię poznać, lecz muszę już iść, ponieważ nie zostało mi wiele czasu.
-A niech mnie! Mogłem się tego spodziewać. Nie jest to dobry pomysł, ale cóż. Nie dam się prosić, oczywiście, że pójdę po piękną panienkę z tobą, lecz musimy się pospieszyć. Legenda mówi, że uratuje ją przystojny młodzieniec pochodzący z królewskiej rodziny, a mijał mnie właśnie tak dziwnie ubrany, jak nie na nasze czasy z mieczem w dłoni chłopak.
-No dobrze, a więc ruszajmy! Jednak jestem przekonany, że to właśnie ja, Jacuś z Zawoi jestem wybawicielem ślicznej panienki!
Chłopiec wraz bałwanem wyruszyli w dalszą podróż.  Czas mijał im bardzo szybko, ponieważ byli bardzo zajęci rozmową. Okazało się, że mają oni wiele wspólnych tematów. Oboje czuli się, jak gdyby znali oraz przyjaźnili się od lat!  Po 4 godzinach ciągłej, nieustannej drogi postanowili, że czas na obiad. Jacuś wyjął jedzenie z plecaka i podzielił się z Tymoteuszem. Nagle usłyszeli za sobą kroki i zanim się odwrócili, tajemnicza postać ich przeskoczyła i pojawiła się przed nimi trzymając miecz zwrócony ku nim. Wszystko działo się tak szybko, że zanim chłopiec wraz z bałwanem się otrząsnęli byli już przywiązani do drzewa. Jacuś był zły i zastanawiał się, kim mogła być tajemnicza postać z mieczem.
-Noo wiesz – zaczął Tymoteusz – to był książę, który pędzi na ratunek swojej wybrance, to właśnie jego widziałem.  Przynajmniej tak mi się wydaję, w bajkach zawsze pojawiał się książę z mieczem.
Chłopiec nic nie odpowiedział, tylko popatrzył na bałwana pełnym gniewu spojrzeniem. Przez dłuższy czas siedzieli w milczeniu przywiązani do drzewa, lecz w końcu jednemu z nich udało się wydostać, odwiązał przyjaciela i szybko wyruszyli w dalszą drogę. Szli i szli, a szczytu Babiej Góry nie było ani śladu. Bałwan zauważył mały drewniany stoliczek po prawej stronie szlaku. Zmęczeni oraz głodni postanowili, że chwilę odpoczną, niestety nie mieli już przy sobie jedzenia. Nagle zza drzewa wyskoczył borsuk, który biegł prosto na nich. Nagle borsuk się zatrzymał, ponieważ dostał śnieżką, którą rzucił w niego Tymoteusz. Chwilę potem dzikie zwierzę się uspokoiło i przeprosiło za swoje zachowanie. Tłumaczył, że to jego stół a on tutaj mieszka i bał się, że to jacyś złodzieje.
-Nazywam się Maniek – zaczął borsuk – Co was tutaj sprowadza?
-Jestem bałwan Tymoteusz, a ta zdziwiona postać to Jacuś. Chyba pierwszy raz widzi gadającego borsuka i dlatego tak stoi. Jesteśmy w drodze na Babią Górę, idziemy uratować piękną dziewczynę, którą więzi yeti.
-To radzę się wam pospieszyć. Niedawno przystojny młodzieniec pędził tędy jak strzała – mówi Maniek.
Przyjaciele pożegnali się miło z borsukiem, który życzył im powodzenia i dał im prowiant na dalszą drogę. Po dwóch godzinach podróży dotarli na miejsce. Przed oczami ukazał im się duży zamek, za którym był równie piękny krajobraz. Podekscytowany oraz zdeterminowany Jacuś ruszył w stronę zamku, nagle zatrzymał go Tymoteusz.
-Oszalałeś? Tam jest większy od ciebie trzy razy yeti, a ty biegniesz do niego z chudym, małym patykiem myśląc, że go pokonasz?!- krzyczy bałwan.
-A masz jakiś lepszy pomysł?
-Załatwimy to drogą pokojową i z nim porozmawiam. Jestem skromny, ale wiem, że dar przekonywania to ja mam!- poinformował Tymoteusz.
Chłopiec uniósł tylko jedną brew ku górze i nic się nie odezwał, wiedział, że z tego nic dobrego nie wyniknie. Bałwanek udał się w stronę zamku i zapukał do ogromnych, drewnianych wejściowych drzwi, natomiast chłopiec obserwował wszystko zza drzew. Nagle rozległ się odgłos głośnych kroków, bałwan aż podskoczył z przerażenia. W drzwiach ukazał się wielki śnieżnobiały yeti z oczami jak dwie planety, ręce miał wielkości trzech bałwanów. Chłopcu zrobiło się słabo, natomiast naszemu bohaterowi z wrażenia aż odpadł marchewkowy nos. Ogromne stworzenie zapytało w końcu o co chodzi, a Tymoteusz opowiedział całą historię oraz że przyszedł w pokoju po dziewczynę.
-Widzę, że kolejny Romeo się znalazł, ha!- zaczął rozbawiony yeti- Miłości się wszystkim zachciało, chcesz to możesz dołączyć do niby księcia, który siedzi sobie grzecznie w piwnicy. Wyobraź sobie, że próbował mnie załatwić mieczem wielkości mojego palca, a teraz jeszcze ty z drewnianą miotłą! W życiu się tak nie uśmiałem.
Bałwan wrócił do chłopca, aby coś wymyślić. Postanowili, że Tymoteusz spróbuje odwrócić uwagę potwora, a Jacuś dostanie się do zamku z drugiej strony. Tak też zrobili, ponownie bałwan zapukał do ogromnych drzwi, yeti otworzył i zaczęła się zabawa. Tymoteusz opowiadał ,,nowemu koledze’’ o swoim życiu, o zainteresowaniach i o wszystkim czym potwór najwyraźniej nie był zainteresowany. Natomiast chłopiec był już w zamku. Zamek w środku był bardzo przytulny oraz czysty, był on koloru niebiesko-różowego co bardzo Jacusia zdziwiło. Udał się on w stronę piwnicy, znalazł tam księcia, który siedział przywiązany do łóżka. Na początku nie był zadowolony na widok chłopca, lecz wytłumaczył mu, że tylko razem uda się im pokonać śnieżnobiałego stwora i uratować piękną dziewczynę. Rycerz zgodził się i ruszyli jej szukać. Wchodzili do wszystkich pokoi, każdy z nich był schludny i w wesołym kolorze. Nagle wszystko zaczęło podskakiwać,  usłyszeli krzyki Tymoteusza i głośne kroki wielkiego stwora. Chłopiec wiedział, że została im tylko jedna komnata i dziewczyna musi tam być. Pobiegli szybko na sam koniec korytarza i otworzyli drzwi, a ich oczom ukazała się blond włosa dziewczyna. Stała ona przy dużym oknie, twarz miała delikatną jak płatek róży, a usta czerwone jak maliny. Obydwoje nie mogli oderwać od niej oczu, gdy w końcu do pokoju wpadł yeti a za nim bałwan.
-Pogubiłem wszystkie guziki! Nigdy więcej biegów- krzyczy Tymoteusz.
-Co się tu dzieje?! Co wy tutaj robicie?!- pyta rozgniewany potwór. Rycerz wytłumaczył, że przyszli uratować więzioną księżniczkę i nikt ich nie powstrzyma. Nagle dziewczyna odezwała się
-Jak to uratować?- roześmiała się Anastazja-Przecież ja tutaj mieszkam, to jest mój dom, a ten wielkolud to Tomcio, mój przyjaciel.
Jacuś i rycerz stali zmieszani i zszokowani, Tomcio nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
-A tego w legendzie nie było..- powiedział cicho chłopiec.
-Noo.. i po miłości. Szczęśliwego zakończenia nie będzie, nikt bałwana nie słuchał to teraz macie, wyszliście na bałwanów-oznajmił triumfalnie Tymoteusz- To może jak już tutaj jesteśmy wypijemy herbatkę?
-Przykro mi, niepotrzebnie się fatygowaliście. Nie oczekiwałam księcia z bajki oraz chłopca z Zawoi. Zapraszam was na coś słodkiego- mówi Anastazja. 
Jacuś i rycerz byli zawstydzeni oraz rozbawieni swoim zachowaniem. Książę oznajmił, że nic tu po nim i wraca do swojej krainy, i swojego zamku szukać księżniczki. Załamany Jacuś przeprosił za swoje zachowanie i wraz z Tymoteuszem udali się w drogę powrotną. Postanowili, że chłopiec codziennie będzie odwiedzał bałwana i ich przyjaźń będzie wieczna. Umówili się, że nie będą wspominać tego tragicznego, a zarazem śmiesznego zdarzenia. Gdy Jacuś wrócił do domu, mama pytała gdzie był cały dzień, natomiast on jej powiedział, że miał pierwszą i ostatnią przygodę życia. Postanowił opowiedzieć mamie, gdzie był i co się wydarzyło.
-Syneczku, a czy w tej bajce były smoki?- zapytała rozbawiona jego historyjką mama.
-Nie mamo, smoków nie było, ale za to był yeti.- odpowiedział z poważną miną chłopiec i zasnął.
  Chłopiec nigdy nie zapomni o tym co się stało, lecz postanowił nie brać już na poważnie żadnej legendy. Chodził normalnie do szkoły i nie opowiedział nikomu swojej historii. Tak jak sobie obiecali, chłopiec odwiedzał Tymoteusza codziennie po szkole i w ten sposób Jacuś znalazł przyjaciela. Dzięki niemu nie czuł się już samotny.



Klaudia Bączek




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz