sobota, 7 stycznia 2017

Misiopanny

Gdybyście późną nocą, jakimś zbiegiem okoliczności znaleźli się na zboczach Babiej Góry pod Diablakiem, moglibyście dostrzec między pniami drzew nikłe światełko i to w miejscu, gdzie nie ma pasterskich chat ani żadnego schroniska.
Gdybyście podeszli bliżej, zobaczylibyście, że to błyszczą światła w okazałej niedźwiedziej gawrze.
Mieszkały w niej wraz                      z Misiomamą   i Misiotatą trzy misiopanny- Hela, Fela i Aniela.
Zbliżała się zima, coraz częściej wiał zimny wiatr, z drzew spadały liście, a dni były coraz krótsze. Mniej było  też turystów, którzy co rusz gubili drogę i trzeba ich było szukać w leśnej gęstwinie. Dziewczyny dobrze wiedziały, że takich zbłąkanych osobników należy unikać, bo robią dużo zamieszania, a na widok misia, a właściwie misi, nie potrafią się kulturalnie zachować, tylko wrzeszczą, jakby zobaczyli zjawę, a nie najpiękniejszą pod Babią Górą misię.
Rodzice dziewcząt, wiedząc, że dom przed zimą wymaga remontu, postanowili wybrać się do lasu, aby zgromadzić trochę materiałów. Mama miała zbierać mech potrzebny do uszczelnienia ścian, a tata gromadzić gałęzie na wzmocnienie dachu.
Rodzice wiedzieli, że wyprawa potrwa kilka dni, więc przy kolacji nakazali córkom, jak mają się zachowywać na czas ich nieobecności. Hela jako najstarsza miała dopilnować dwóch młodszych dziewczyn.
Rankiem rodzice wyruszyli       w las, a misiówny zostały w gawrze same i oczywiście od razu zaczęły się kłócić. Hela, jak mogła, starała się zapanować nad rozbrykanymi siostrami, ale one zupełnie nie chciały jej słuchać i w końcu                      z okrzykiem „Nie jesteś naszą mamą, nie możesz nam rozkazywać!” wybiegły w las.
Hela miała złe przeczucia, wiedziała, że dwie misie blisko turystycznych szlaków to nic dobrego. I rzeczywiście – już po chwili z oddali dobiegły trzaski gałęzi, śmiech ludzi oraz krzyki Feli i Anieli.
Przerażona Hela ruszyła siostrom na ratunek. Biegła przez las, nie zważając na chłoszczące ją po misiowym pyszczku gałęzie, w końcu dotarła na skraj polany, na której przy ognisku przed szałasem siedziało trzech rosłych mężczyzn,      a jej małe siostry zamknięte były         w klatce.
Z rozmowy mężczyzn wynikało, że zamierzają sprzedać obie misiówny do cyrku. Hela stanęła bezradnie i nie wiedziała, co robić. Myślała: „Gdyby rodzice byli choć trochę bardziej nowocześni, gdyby dali się przekonać do zakupu misiofonów, to teraz mogłabym ich wezwać, a tak?”  Cóż było robić? Choć bardzo nie chciała, musiała użyć swej tajemnej mocy. Hela bowiem miała zdolność przybierania ludzkiej postaci, jednak w niej mogła przebywać tylko pół godziny. Miała plan, ale potrzebowała trochę więcej czasu, niż pozwalała jej na to nadzwyczajna moc, aby go zrealizować.
Siedzący przy ognisku mężczyźni nie kryli zdumienia, kiedy zza drzew na polanę wkroczyła rudowłosa piękność. Patrzyli z otwartymi ustami, kiedy Hela zbliżyła się do ogniska i wcale niemisiowym głosem powiedziała:
– Czy któryś z panów mógłby wskazać mi drogę do schroniska na Markowych Szczawinach? – po czym posłała im najpiękniejszy                            z uśmiechów. Mężczyźni przepychając się wołali:
–  Ja pokażę drogę!
–  Nie, ja, ja!- zawołał drugi.
–  Nie! Ja pójdę!
Zrobiło się niezłe zamieszanie, zaczęli się popychać, ciągnąć za swetry, rzucać czapkami, aż w końcu wylądowali w ognisku, a ich ubrania zaczęły płonąć.
            Hela wykorzystała sytuację           i złapała leżący na ziemi telefon komórkowy.
– Żeby tylko był zasięg, żeby tylko był zasięg… – gorączkowała się Hela, wybierając numer do straży leśnej             (znała ten numer z tabliczki ogłoszeniowej przy wstępie do Babiogórskiego Parku). Zdążyła tylko krzyknąć:
– Uwaga, porwanie misiów z polany pod Diablakiem! – i telefon wypadł            z jej misiowych już łap, a po rudej fryzurze został tylko rudy lok nad misiowym pyszczkiem –  pół godziny minęło.
Mężczyźni przestali się tarzać w ogniu i zorientowali się, że coś jest nie tak –  zamiast rudej dziewczyny na polanie siedział rudy miś, trochę większy, niż te dwa malce w klatce.
– Łapmy tego trzeciego!
– Tak, więcej kasy do podziału!
– Pamiętajcie tylko, że równo się dzielimy- dodał trzeci porywacz.

            Hela nawet nie uciekała, postanowiła, że nie zostawi swoich sióstr, miała tylko nadzieję, że straż leśna nie zlekceważy jej wezwania, że nie wezmą tego za głupi żart.
            Godziny mijały, a pomoc nie nadchodziła. Zaczęło świtać, porywacze przygotowywali się do transportu misiów.
– Czy mi się wydaje, czy te sosenki się ruszają?
– Sosenki na nogach? Zgłupiałeś?
– Stać!- krzyknęła największa sosna, a raczej schowany za nią strażnik leśny.
– Jesteście otoczeni!- krzyknął drugi mundurowy.
Mężczyźni zamarli i bez najmniejszego protestu poddali się. Strażnicy uwolnili wszystkie misiówny z klatek, a one czym prędzej czmychnęły w leśne zarośla.
            Dziewczyny pędziły w stronę swojego domu. Miały nadzieję, że rodzice jeszcze nie wrócili, i że nie dowiedzą się, jak dziewczyny spędziły wieczór – mogłyby zostać surowo ukarane. Fela i Aniela ubłagały Helę, by już się na nie            nie gniewała i obiecały, że już zawsze będą jej słuchać.
Hela nie byłaby sobą, gdyby nie wykorzystała sytuacji. W zamian za milczenie kazała siostrom pięknie wysprzątać dom i wygrabić zeschłe liście sprzed domu.  Sama                                   z zamiarem przybrania ludzkiej postaci wróciła na polanę w nadziei na spotkanie jednego  ze strażników leśnych, który wpadł jej w oko podczas akcji ratunkowej…







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz