Gdybyście późną nocą, jakimś zbiegiem
okoliczności znaleźli się na zboczach Babiej Góry pod Diablakiem, moglibyście
dostrzec między pniami drzew nikłe światełko i to w miejscu, gdzie nie ma
pasterskich chat ani żadnego schroniska.
Gdybyście podeszli bliżej, zobaczylibyście,
że to błyszczą światła w okazałej niedźwiedziej gawrze.
Mieszkały w niej wraz z Misiomamą i Misiotatą trzy misiopanny- Hela, Fela i
Aniela.
Zbliżała się zima, coraz częściej
wiał zimny wiatr, z drzew spadały liście, a dni były coraz krótsze. Mniej
było też turystów, którzy co rusz gubili
drogę i trzeba ich było szukać w leśnej gęstwinie. Dziewczyny dobrze wiedziały,
że takich zbłąkanych osobników należy unikać, bo robią dużo zamieszania, a na
widok misia, a właściwie misi, nie potrafią się kulturalnie zachować, tylko
wrzeszczą, jakby zobaczyli zjawę, a nie najpiękniejszą pod Babią Górą misię.
Rodzice dziewcząt, wiedząc, że dom
przed zimą wymaga remontu, postanowili wybrać się do lasu, aby zgromadzić
trochę materiałów. Mama miała zbierać mech potrzebny do uszczelnienia ścian, a
tata gromadzić gałęzie na wzmocnienie dachu.
Rodzice wiedzieli, że wyprawa potrwa
kilka dni, więc przy kolacji nakazali córkom, jak mają się zachowywać na czas
ich nieobecności. Hela jako najstarsza miała dopilnować dwóch młodszych
dziewczyn.
Rankiem rodzice wyruszyli w las, a misiówny zostały w gawrze same
i oczywiście od razu zaczęły się kłócić. Hela, jak mogła, starała się zapanować
nad rozbrykanymi siostrami, ale one zupełnie nie chciały jej słuchać i w
końcu z okrzykiem
„Nie jesteś naszą mamą, nie możesz nam rozkazywać!” wybiegły w las.
Hela miała złe przeczucia, wiedziała,
że dwie misie blisko turystycznych szlaków to nic dobrego. I rzeczywiście – już
po chwili z oddali dobiegły trzaski gałęzi, śmiech ludzi oraz krzyki Feli i
Anieli.
Przerażona Hela ruszyła siostrom na
ratunek. Biegła przez las, nie zważając na chłoszczące ją po misiowym pyszczku
gałęzie, w końcu dotarła na skraj polany, na której przy ognisku przed szałasem
siedziało trzech rosłych mężczyzn, a
jej małe siostry zamknięte były w
klatce.
Z rozmowy mężczyzn wynikało, że
zamierzają sprzedać obie misiówny do cyrku. Hela stanęła bezradnie i nie
wiedziała, co robić. Myślała: „Gdyby rodzice byli choć trochę bardziej
nowocześni, gdyby dali się przekonać do zakupu misiofonów, to teraz mogłabym
ich wezwać, a tak?” Cóż było robić? Choć
bardzo nie chciała, musiała użyć swej tajemnej mocy. Hela bowiem miała zdolność
przybierania ludzkiej postaci, jednak w niej mogła przebywać tylko pół godziny.
Miała plan, ale potrzebowała trochę więcej czasu, niż pozwalała jej na to
nadzwyczajna moc, aby go zrealizować.
Siedzący przy ognisku mężczyźni nie
kryli zdumienia, kiedy zza drzew na polanę wkroczyła rudowłosa piękność.
Patrzyli z otwartymi ustami, kiedy Hela zbliżyła się do ogniska i wcale niemisiowym
głosem powiedziała:
– Czy któryś z panów mógłby wskazać mi drogę do schroniska na
Markowych Szczawinach? – po czym posłała im najpiękniejszy z uśmiechów. Mężczyźni
przepychając się wołali:
– Ja pokażę drogę!
– Nie, ja, ja!-
zawołał drugi.
– Nie! Ja pójdę!
Zrobiło się niezłe zamieszanie,
zaczęli się popychać, ciągnąć za swetry, rzucać czapkami, aż w końcu wylądowali
w ognisku, a ich ubrania zaczęły płonąć.
Hela
wykorzystała sytuację i złapała
leżący na ziemi telefon komórkowy.
– Żeby tylko był zasięg, żeby tylko był zasięg… –
gorączkowała się Hela, wybierając numer do straży leśnej (znała ten numer z tabliczki ogłoszeniowej
przy wstępie do Babiogórskiego Parku). Zdążyła tylko krzyknąć:
– Uwaga, porwanie misiów z polany pod Diablakiem! – i telefon
wypadł z jej misiowych już
łap, a po rudej fryzurze został tylko rudy lok nad misiowym pyszczkiem – pół godziny minęło.
Mężczyźni przestali się tarzać w
ogniu i zorientowali się, że coś jest nie tak – zamiast rudej dziewczyny na polanie siedział
rudy miś, trochę większy, niż te dwa malce w klatce.
– Łapmy tego trzeciego!
– Tak, więcej kasy do podziału!
– Pamiętajcie tylko, że równo się dzielimy- dodał trzeci
porywacz.
Hela nawet
nie uciekała, postanowiła, że nie zostawi swoich sióstr, miała tylko nadzieję,
że straż leśna nie zlekceważy jej wezwania, że nie wezmą tego za głupi żart.
Godziny
mijały, a pomoc nie nadchodziła. Zaczęło świtać, porywacze przygotowywali się
do transportu misiów.
– Czy mi się wydaje, czy te sosenki się ruszają?
– Sosenki na nogach? Zgłupiałeś?
– Stać!- krzyknęła największa sosna, a raczej schowany za nią
strażnik leśny.
– Jesteście otoczeni!- krzyknął drugi mundurowy.
Mężczyźni zamarli i bez najmniejszego protestu poddali się.
Strażnicy uwolnili wszystkie misiówny z klatek, a one czym prędzej czmychnęły w
leśne zarośla.
Dziewczyny pędziły
w stronę swojego domu. Miały nadzieję, że rodzice jeszcze nie wrócili, i że nie
dowiedzą się, jak dziewczyny spędziły wieczór – mogłyby zostać surowo ukarane.
Fela i Aniela ubłagały Helę, by już się na nie nie gniewała i obiecały, że już
zawsze będą jej słuchać.
Hela nie byłaby sobą, gdyby nie
wykorzystała sytuacji. W zamian za milczenie kazała siostrom pięknie wysprzątać
dom i wygrabić zeschłe liście sprzed domu.
Sama
z zamiarem przybrania ludzkiej postaci wróciła na
polanę w nadziei na spotkanie jednego ze
strażników leśnych, który wpadł jej w oko podczas akcji ratunkowej…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz