Na
pewnej bezludnej wyspie,
gdzie,
nie wiadomo dokładnie,
wylądował
młody rozbitek,
gdy jego
okręt spoczął na dnie.
Długo
się miotał i trwożył,
nad
swoim losem płakał,
utracił
całą nadzieję
a razem
z nią i zapał.
Pomyślał
"Gorzej już być nie może,
nic nie
da się już zrobić!”.
Wszystko,
co wiedział prysło,
więc
przestał się nad tym głowić.
Położył
się na ziemi,
by
spojrzeć ostatni raz w kosmos,
lecz
zobaczył tylko chmury…
a deszczu
krople spadły mu na nos!
Zerwał
się na nogi
i
pobiegł w głąb lasu.
Błądził
jak w labiryncie
a nie
miał dużo czasu,
bo z
każdą kolejną chwilą
było
coraz gorzej…
Chciał
się szybko gdzieś schronić…
choćby w
króliczej norze.
Lecz to
nie koncert życzeń,
a on to nie
Alicja,
wybrał
więc grotę w skale -
jak
doradzała intuicja.
Chciał
rozpalić ognisko…
jednak
chęci to za mało,
więc
usiadł i czekał w spokoju
na to,
co go czekało.
Był
przyparty do muru,
krew w
nim buzowała,
a w niej
bakterie, wirusy
i inne
choroby ciała.
Nie był
jak McGyver
ani jak
Crusoe
i zawsze
go spotykało
największe
świata zło.
Jak się
to skończyło?
Już się
nie dowiemy,
lecz
sądząc po jego szczęściu,
to nawet
tego nie chcemy…
A morał
z tego taki,
że gdy
myślisz "Nie może być gorzej",
przygotuj
się, bo pewnie będzie,
a
wszystko ci w tym pomoże!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz