wtorek, 3 stycznia 2017

Lidia Chowaniak: "Na straganach czasem raban"


Nie tak dawno, niedaleko,
gdzieś za górą, gdzieś za rzeką,
jak to już zapewne wiecie -
w najwspanialszej wsi na świecie,
na jarmarku, tu w Zawoi
baca się z gaździną pobił.
Lecz opowiem od początku,
aby nikt nie zgubił wątku.

We wsi całej baca znany
bardzo mocno był lubiany.
Od Stryszawy po gór szczyty
spotykały go zaszczyty,
a co tydzień w dzień targowy
przybywało mu roboty,
bo, jak często się to zdarza,
baca oscypki wytwarza
i gdy tylko przyjdzie pora,
od maluszka po seniora,
każdy, kto jest sera fanem
całkowicie bladym ranem
biegnie stawić się w kolejce,
by najlepsze zająć miejsce.
Kiedy już w ogonku stanie,
rozpoczyna się czekanie,
aż przyjedzie tu gospodarz
jako tego miejsca włodarz.

Jak się często we wsi zdarza,
nikt nikomu nie pobłaża.
Także baca się z kimś wadził,
a kto stąd, ten się z nim zgodził,
że z dziwaczką, jak z tą Brzechwy,
do czynienia miał bez przerwy.

A od tego się zaczęło,
że to babsko wojnę wszczęło,
rozkładając kram swój cały
(a on nie był wcale mały)
tam, gdzie dotąd jego stał.
Wtedy baca popadł w szał!
A do tego wszystkiego
zgapiła oscypki od niego.
Rozpoczęła handel nimi
jako tymi góralskimi.

Do tej pory tylko baca
(bo to była jego praca)
trudnił się serów wyrobem
jako rodzinnym zawodem,
a tu nagle - konkurencja
i ta jej impertynencja
pojawiły się znienacka.
Jak się z tego wykaraska?

Jak nie ryknie na sąsiadkę:
„Daruj sobie pani gadkę,
bierz manatki, zwijaj stragan,
bo się zrobi niezły raban.”

Na to ona mu odrzekła:
„Panie, trafisz pan do piekła!
Za te krzyki, za te groźby!
Nie pomogą żadne prośby
i modlitwy, i błagania
za te pańskie ujadania.
Idź, Judaszu stąd wcielony.
Chyba jesteś podchmielony!?”

„Niech mnie pani tu nie straszy,
nie wyzywa od judaszy!
Kara boska mnie spotyka!
Toż to szatan nie kobita!”

Tego było już za wiele:
„Jak cię zaraz miotłą zdzielę
albo lepiej łeb odstrzelę,

popamiętasz i zapłaczesz,
żeś mnie wyzwał od dziwaczek.”

Na to baca złapał grabie:
„Wielką ujmą będzie żabie
nazwać wiedźmo cię ropuchą,
kiedy jesteś zwykłą kluchą!”

Jak nie skoczą ci ku sobie,
to się wprost nie mieści w głowie!
Ona z miotłą, on z grabiami,
otoczeni są gapiami.
W czasie trwania tej ich kłótni
niechybnie by się potłukli,
gdyby nie przyjazd policji
w sprawie targowisk inspekcji.

Wraz wrócili na stragany.
Mówić, że spór zażegnany
mijać z prawdą się ciut będzie
i przy każdej gawędzie
ktoś wspomni mimo woli,
że się chłop tu z babą pobił.

Po dziś dzień się dalej wadzą,
już się chyba nie pogodzą.
Udają, że się nie znają
albo sobie dogryzają.
I tak to już tutaj bywa,
że wciąż ona z nim pogrywa,
on ją także bałamuci

jednak…

 Niech się nikt z was tym nie smuci!
Chociaż zdania ich tak sprzeczne,
dla każdego -  jego lepsze!
A przysłowie stare mówi:
„Kto się czubi, ten się lubi.”


 III miejsce w Powiatowym Konkursie Poetyckim: "Nienazwane uczucia",
 Opieka meryt.: M. Skawińska.


                                                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz