poniedziałek, 5 marca 2018

Ciało, czyli...





5 marca 2018 roku w siedzibie Instytutu Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie został rozstrzygnięty konkurs dla uczniów szkół gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych oraz osób dorosłych pt. „Ciało… czyli?”.
Na konkurs nadesłane zostały prace z całej Polski, spośród których nagrodzono 5 i wyróżniono 6.

A oto wyróżnione teksty naszych uczennic!  Serdecznie gratulujemy!

Zbiór komórek?

Ciało, czyli... Obiekt pożądania? Zbiór tkanek i narządów? Ośrodek duszy? Może zupełnie coś innego? Każdy może sam dokończyć to zdanie, ma do tego absolutne prawo. Gdy zastanawiam się nad tym dłużej…  ciało jest czymś bardziej niezwykłym,  niż nam się wydaje. Ucząc się biologii, poznajemy, jak ono funkcjonuje, z czego jest zbudowane itd. To fascynujące zdobywać wiedzę o ciele. Ale gdy o nim mówimy, musimy pamiętać, że tworzy je fizyczność i psychiczność. Te dwie sfery przenikają się.
Dosyć popularnym od jakiegoś czasu tematem jest aborcja. Czarne protesty, okładka gazety, na którym widnieje zdjęcie trzech uśmiechniętych kobiet w różnym wieku i slogan „Aborcja jest OK”. Naprawdę?  Jakie to smutne!!! Aborcja jest dramatem,  tragedią – zawsze! Na Facebook’u czytam, że „aborcja to nie morderstwo”. Taaaak, przecież płód nie jest człowiekiem. Przecież płód to tylko zbiór komórek, które z czasem… myślą, czują, słyszą, widzą tak samo jak my. W takim razie my też nie jesteśmy ludźmi. Tylko zbiorem komórek.
Bóg mówi do nas: „utkałem Cię w łonie twej matki”. Bóg przez 9 miesięcy tka komórki, składa puzzle w jeden obraz, obraz Boży, swoje podobieństwo. W każdej części układanki jest kawałek nas, duszy i ciała. Pomyślmy, czy chcielibyśmy, żeby nasze komórki w łonie kobiety, która nas nosi pod sercem, były tak po prostu usunięte, zapomniane? Bez względu na to, że tego nie chcemy, że nas to boli, że chcemy ŻYĆ?
Gdybym opowiedziała historię, bardzo prawdopodobną, może nawet realną, która może dotknęła mnie, ciebie, może dopiero dotknie, a może nigdy się z tym nie spotkasz. Uwierzysz, że takie istnieją, że to nie są bajki, opowieści wyssane z palca.
Pewna kobieta poznała pewnego mężczyznę. Nazwijmy ich „On” i „Ona”, żeby było uniwersalnie. Spodobali się sobie, umówili na kawę. W brzuchu pojawiło się to coś, co powszechnie nazywamy „motylami”. Przyspieszone bicie serca, myśli skierowane tylko na tę drugą osobę, radość, endorfiny, podniecenie. Normalne. Prędzej czy później każdy to przeżywa. Kolejne randki, niesamowite emocje, pierwszy pocałunek... Ich ciała wariują. On pyta, czy zostaną parą. Wiadomo, bukiet róż, te wszystkie frazesy, które sprawiają, że Ona jest w siódmym niebie. Wyznanie miłości, pierwsze słowa „kocham” i jest cudownie. Cudownie mija jakiś czas - rok, może dwa. Podczas romantycznej kolacji w drogiej restauracji pada pytanie „Czy zostaniesz tą, z którą stworzę dom, rodzinę? Tą, z którą podczas chłodnego wieczoru będę pił herbatę i trzymał spracowaną, pomarszczoną dłoń, na której nadal będzie widniał ten oto pierścionek? Czy zostaniesz moją żoną?”. Chwytają ją te słowa za serce. Kogo by nie chwyciły? Łzy płyną po jej policzkach. Jest niesamowicie wzruszona tak pięknymi oświadczynami. Przecież każda chciałaby usłyszeć coś takiego. Przygotowania do ślubu są równie piękne, wzruszające, bardzo romantyczne. Ślub jest po prostu bajeczny, Ona wygląda jak księżniczka, On jak książę. W noc poślubną dają początek nowemu życiu. Oboje doznają wielkiej rozkoszy. Tworzy się to życie pięknie, z wielkiej wydawałoby się miłości i namiętności. Kilka dni później dowiadują się, że zostaną rodzicami. Połączyli się w jedno i stworzyli nowe ciało, nowego człowieka, który jest dziełem niesamowitej miłości. W trzecim miesiącu zalecają jej badania prenatalne, coś jest nie tak. To ciało jest chore- takie są przypuszczenia. Świat się wali, choroba nowego człowieka, który „jest dziełem niesamowitej miłości”, przekreśla ich całe ich cudowne, bajkowe życie. Trzeba się TEGO pozbyć, trzeba TO  usunąć z życia, z jej ciała, które przecież jest jej! Ona ma prawa, ona ma decydujący głos, ona ma władzę nad swoim ciałem. Doprawdy? Ten bezbronny człowiek, który jest… a może jednak nie jest dziełem niesamowitej miłości też ma prawo, głos, władzę. Bo jest człowiekiem, a nie jak lekarz ujął to z medycznej strony „płodem”, „zbiorem komórek”. On załatwił wszystkie formalności i jest już po. Już nie ma problemu. Ich życie znowu jest bajkowe i słodkie… Czyżby?
Czy tego chcemy w naszym życiu? Być ciałem, tylko ciałem, a nie człowiekiem? Bo na pewno ciało nie jest tylko zbiorem komórek, jest czymś o wiele więcej. Każdy jest złożony z niepowtarzalnych zakamarków, które sprawiają, że jesteś inny o innych, że nie ma drugiej takiej samej istoty na ziemi. Marylin Monroe, która wg niektórych źródeł wielokrotnie przechodziła zabieg aborcji (czasem robiono ją podobno bez jej wiedzy), bardzo przeżyła stratę nienarodzonego, upragnionego dziecka ukochanego mężczyzny. To ona powiedziała, że „Hollywood to takie miejsce, w którym płacą ci tysiąc dolarów za twoje ciało, a jedynie 50 centów za duszę”.  
Jeżeli nasze ciało będzie „puste”, próżne, taka też będzie nasza dusza. Biust, bicepsy, pośladki to nie wszystko. Światło, które daje dusza, może sprawić, że mimo niedoskonałości nasze ciało będzie najpiękniejsze dla drugiej osoby. Mimo choroby, starości, zmarszczek, kilku kilogramów za dużo. Trzeba umieć patrzeć oczyma duszy, nie ciała. Ciało samo w sobie jest doskonałością, pięknem i czymś, co tworzy harmonię z duszą. Jeżeli tylko znajdziemy odpowiedniego człowieka na naszej drodze życia, który nas prawdziwie pokocha i dostrzeże naszą doskonałość, wydobędzie z nas wszystko to, co najpiękniejsze, będziemy szczęśliwi. Tylko wtedy. Zespół Downa, mózgowe porażenie dziecięce i wiele, wiele innych chorób nie będą straszne, jeśli się kocha. Kocha siebie, człowieka, z którym się jest, człowieka, którego się stworzyło. W mojej ulubionej książce, do której nieraz wracałam i wracać będę nieskończenie, napisane jest „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.  Chociaż zarówno oczy, jak i serce są zbiorami komórek, które tworzą tkanki, a te z kolei narządy, potrafią widzieć inaczej. „Widzieć” to za dużo powiedziane. Serce czuje to, co najlepsze, oczy tylko na to patrzą.
Pomyśl dziewczyno, czy chciałabyś, żeby twój chłopak, który jest niesamowicie przystojny widział w tobie „dobrą d…ę”, „niezłą lalunię” czy kobietę, która ma wspaniałe wnętrze, kochające serce, piękny uśmiech, cudowną głębię oczu?
 Pomyśl chłopaku, czy chciałbyś, żeby twoja dziewczyna miała cię za „ciacho”, które najlepiej zjeść i strawić bez pamięci, czy mężczyznę, który zatroszczy się o jej dobro, w którego ramionach znajdzie bezpieczeństwo i ciepło? 
Na pewno chcecie być postrzegani dobrze, jako ci, którym warto poświęcić nie chwilę, a całe życie uwagi.
Niech nasze ciała  nie będą niczym innym jak tylko lustrem wewnętrznej siły, odwagi, męstwa, dobroci, wrażliwości, pogody ducha…
Przecież ciało to odzwierciedlenie duszy.


Natalia Talaga



Karolina Malaga

Symfonia cieni

Okrążałam wystawę fotografii kolejny raz. Straciłam rachubę, który…  Podobnie jak pozostali w galerii patrzyłam na ogromne czarno - białe zdjęcia wiszące na ścianach. Wszystkie przyciągały spojrzenia, były hipnotyzujące. Ale dlaczego…
                Obrazy przedstawiały muzyków, nagich muzyków, którzy trzymali instrumenty. Niektóre ujęcia były subtelne, inne ordynarne i bezpośrednie, ale nie potrafiłam zaprzeczyć, że wszystkie były zachwycające. Ale piękno to nie jedyne, co je łączyło. Przedstawione na nich postaci były anonimowe, ich twarze były odwrócone, zasłonięte lub ukryte w cieniu.
                Przystanęłam przed zdjęciem nagiej skrzypaczki. Kobieta leżała na podłodze. Jej plecy wygięte były w łuk, a nogi lekko podkurczone. Jedną dłonią trzymała skrzypce oparte o biodro, a drugą ręką unosiła nad sobą smyczek. Wyglądała, jakby właśnie zakończyła grać utwór, który całkowicie pochłonął jej duszę. Jej twarzy ukryta była w cieniu.
                Otulona zmysłowością zrobiłam kilka kroków w lewo i zatrzymałam się po raz kolejny przed następną fotografią. Uwieczniona na niej kobieta siedziała na drewnianym krześle w szerokim rozkroku, trzymając między nogami kontrabas, zasłaniający jej łono oraz piersi. Jej dłonie delikatnie pieściły instrument, którego kształt przypominał łudząco krzywizny jej ciała. Kompozycja utrzymana była w ciemnych kolorach. Twarz kobiety skąpaną w mroku dodatkowo przysłaniały czarne fale włosów spływające od nasady głowy.
                                Razem w tłumem podążyłam ku kolejnemu obrazowi. Przedstawiał pianistę i harfistkę. Mężczyzna siedział przy fortepianie. Jego palce tańczyły po biało - czarnych klawiszach. Padająca smuga światła oświetlała jego twarz, która zasłonięta była maską. Jednak można było dostrzec, że muzyk, mimo że pochłania go melodia, wpatruje się zuchwale w nagą partnerkę siedzącą na fortepianie. Kobieta siedziała przodem zwrócona do mężczyzny, a jej dłonie pieściły struny harfy. Twarz harfistki przysłonięta była przez opadające do przodu jasne loki.
                Przepełniona namiętnością, jaka biła od tej dwójki z fotografii poszłam dalej, mijając kolejne portrety. Mój wzrok przykuł akt perkusisty. Mężczyzna był widocznie pochłonięty i wyczerpany grą na instrumencie. Po jego nagim torsie spływały krople potu. Lekko rozmyte pałeczki wskazywały na to, że zamierza ponownie uderzyć w instrument. Głowa muzyka była mocno uniesiona do góry, przez co nie było widać jego twarzy.
                Oderwałam wzrok od perkusisty i poszłam dalej. Krążyłam bez celu między fotografiami, a kolejne minuty upływały. Mijali mnie ludzie, za każdym razem inni. Patrzyłam na nich, czekałam na ich reakcje, komentarze… Niektórzy nie okazywali zachwytu, inni zaś całkowicie pochłonięci byli erotyką płynącą ze zdjęć…
                I tak stojąc, zrozumiałam, że wszyscy wpatrujemy się w akty anonimowych ludzi. Nikogo nie obchodziło, kim są, jacy są. Nie chcieliśmy poznać ich historii. Każdy zainteresowany był wyłącznie idealnym ciałem sportretowanego. Kobiety i mężczyźni, starsi i młodsi. My, my wszyscy patrzyliśmy na intymność, cielesność i lubieżność. Nie zastanawialiśmy się nad wnętrzem modeli. Byliśmy zainteresowani nimi wyłącznie jako obiektami seksualnymi…

                Nagle poczułam się uwięziona i zniewolona. Nie mogłam złapać oddechu. Czułam, że się duszę. Przepychając się przez tłum, wybiegłam z galerii…




opieka: Małgorzata Skawińska

niedziela, 4 marca 2018

Utalentowana Marta


3 marca 2018 roku w Turku podsumowano IX edycję  artystycznego konkursu „Całej Ziemi jednym objąć nie można uściskiem”. Na konkurs plastyczny nadesłano 783 prace z Polski, Białorusi, Litwy, Austrii, Anglii, Kazachstanu i USA.
Marta Szewczyk z klasy 2d zdobyła I nagrodę w kategorii wiekowej 18-21 lat za plastyczną interpretację wiersza W. Pietrzaka pt. „Nokturny”.
Serdecznie gratulujemy!

sobota, 3 marca 2018

Konkurs Literacki



„PO CO PISAĆ DO SZUFLADY...”

REGULAMIN
  1. Konkurs jest organizowany przez Liceum   Ogólnokształcące nr I im. Marii Skłodowskiej - Curie i Starostwo Powiatowe w Suchej Beskidzkiej pod patronatem Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno-Literackiego z siedzibą w Krakowie.
  2. W konkursie mogą wziąć udział uczniowie szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych oraz wszyscy ci, którzy piszą TEKSTY PROZATORSKIE.
  3. Celem konkursu jest doskonalenie umiejętności literackich młodzieży i dorosłych, stworzenie szansy, by poczuli swobodę twórczą i zaprezentowali swoją twórczość szerszemu gronu odbiorców.
  4. Tematyka prac jest dowolna; nie mogą to być teksty nagrodzone w innych konkursach.
  5. Każdy uczestnik może zgłosić tylko jedną pracę konkursową.
  6. Organizatorzy powołają komisję złożoną z literatów i nauczycieli – polonistów.
7.      Prace oceniane będą w kategoriach:

       I. Uczniowie szkół podstawowych.
      II. Uczniowie szkół gimnazjalnych.
      III. Uczniowie szkół ponadgimnazjalnych.
       IV. Dorośli.
8.      Przy ocenie prac będą brane pod uwagę: inwencja twórcza, sprawność warsztatowa autora, oryginalność pracy.
  1. Prace konkursowe w 3 egzemplarzach w formie wydrukowanego maszynopisu należy z dopiskiem Konkurs Literacki przysyłać na adres:
Liceum Ogólnokształcące nr I im. Marii Skłodowskiej - Curie
ul. płk. T. Semika 1, 34 - 200 Sucha Beskidzka

 lub składać w sekretariacie szkoły. Ponadto wersję elektroniczną pracy w formacie doc.            lub docx. należy wysłać na  adres:  konkurs.literacki@interia.pl

10. Termin  przyjmowania prac mija  30 kwietnia 2018 roku  (w przypadku prac wysłanych pocztą decyduje data stempla pocztowego).
      11.  Każdy tekst powinien być podpisany następująco: w lewym górnym rogu  imię, nazwisko, kategoria (tzn. szkoła podstawowa, gimnazjum, szkoła ponadgimnazjalna albo dorośli). Do pracy musi być dołączona wypełniona karta uczestnika (wg załączonego wzoru). W wypadku gdy praca przygotowywana będzie pod  kierunkiem  nauczyciela, należy podać jego imię i nazwisko.
      12.  Prace niespełniające wyżej wymienionych warunków nie będą brane pod uwagę.
      13 .  Organizatorzy nie zwracają nadesłanych prac.
      14.   Laureatom konkursu przyznane zostaną nagrody w każdej kategorii.
      15. Nagrody nieodebrane w ciągu miesiąca od finału przeznaczone będą dla laureatów następnej edycji konkursu.
      16.  Regulamin konkursu oraz informacje na jego temat zamieszczone są  na stronie internetowej http://zsosuchab.nazwa.pl.
      17.   Nadesłanie prac na konkurs jest równoznaczne z akceptacją regulaminu i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych w mediach.
      18.    O terminie i miejscu wręczenia nagród organizatorzy poinformują  pod koniec maja 2018 roku.


KARTA UCZESTNIKA

Nazwisko: ..................................................................
Imię: ...........................................................................

Adres:…………………………………………..……
…….…………………………………………………
Telefon:………………………………………………


Pełna nazwa szkoły: ......................................................................................................................................................
.......................................................................................................................................................
Adres szkoły: ........................................................................................................................................................
.........................................................................................................................................................
Telefon do szkoły: ...........................................................
E-mail szkoły: ..............................................................
Imię i nazwisko nauczyciela/ opiekuna:
...................................................................................


Podpis uczestnika pełnoletniego
lub
 rodzica/opiekuna uczestnika niepełnoletniego

…………………..……………………………..


Głębia ostrości


wtorek, 27 lutego 2018

Pasmo sukcesów!


Karolina Malaga z klasy 2d została laureatką Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego "Rytmy nieskończoności". Jej wiersze zostaną opublikowane w pokonkursowej antologii.
Gratulujemy!!!!

poniedziałek, 26 lutego 2018








Latami nie liczy się losu
motyw starości w liryce Jacka Kaczmarskiego



       Motyw starości często występuje w literaturze. Przemijanie fascynuje od wieków, rzadko jednak znajduje się w kręgu zainteresowań współczesnych, zwłaszcza młodych ludzi. Starość wynika z upływu czasu, ma przede wszystkim wymiar biologiczny, lecz także poznawczy, emocjonalny i społeczny.
     W twórczości Kaczmarskiego powracają pewne wątki - te same tematy ukazywane są z różnych perspektyw. Tak też jest z motywem starości w poezji barda, który pisze o niej, wykorzystując wątki autobiograficzne lub wcielając się w różne role – ludzi anonimowych bądź znanych: emeryta, podróżnego, starego poety, wybitnej osobowości. Wieloaspektowość w poezji Kaczmarskiego wiąże się często z liryką roli. Poeta szuka prawdy artystycznej i egzystencjalnej, prawdy o świecie i przemijaniu, która wynika z jednostkowych doznań człowieka skrytego za maską: Norwida, Owidiusza, Tezeusza, muszkietera; wszyscy oni doświadczają upływu czasu.
Według Jacka Kaczmarskiego latami nie liczy się losu…


Prawem kaduka, w drodze wyjątku
Niepowtarzalni, jak starodruki
Żyją co dzień, dzień w dzień - od początku
I troszczą się o prawnuki

      Swoje rozważania chcę zacząć od wiersza niezwykłego, który Jacek Kaczmarski dedykował swoim dziadkom -  Felicji i Stanisławowi Trojanowskim. Odegrali oni znaczącą rolę w jego życiu i twórczości. To właśnie oni go wychowali. Byli ludźmi niezwykłymi- mądrymi i kochającymi się.
      Przeżyli wojnę. W czasie likwidacji getta zginęła cała rodzina Felicji – siedem sióstr, brat oraz jej matka. Ją sama z córką Stanisław ukrył po stronie aryjskiej w schowku w kuchni. Po upadku Powstania Warszawskiego znalazł się w obozie jenieckim, potem odnalazł żonę i córkę u rodziny kolegi poza Warszawą. Na szacunek zasługuje siła, jaką wykazali się Trojanowscy: nie zatracili woli i radości życia, stworzyli dobry, szczęśliwy dom córce a potem wnukowi.
      W archiwach po poecie zachował się brudnopis pisma złożonego w dyrekcji jego szkoły podstawowej, w którym rodzice formalnie przekazali opiekę nad dzieckiem dziadkom ze strony matki z powodu zajęć artystycznych, naukowych i społecznych.  Dom Jacka to był dom jego dziadków, tam czuł się u siebie, tam czekała na niego kanapki albo zupka a pod nieobecności babci, jak wspomina jeden z kolegów Jacka: talerzyk z obranym i pokrojonym na ćwiartki jabłkiem oraz napisana po francusku (dla ćwiczenia języka!) karteczka, że ma zjeść jabłko i poćwiczyć grę na pianinie. Kaczmarski, śpiewając Dęby, dodawał czasem na koncertach: pobili się po raz pierwszy po siedemdziesięciu latach małżeństwa – poszło o tytuł lub autora jakiejś książki i któreś z nich użyło laski jako argumentu. Kilka lat wcześniej zasadzili dwa dęby, które urosły w pokaźne drzewa. W wywiadach Kaczmarski mówił o swoich dziadkach: Babcia zmuszała mnie do słuchania muzyki klasycznej, co jej się udało, i do nauki gry na pianinie, co jej się nie udało. Dziadek, który sam był pasjonatem – geografem i politykiem, zdołał rozbudzić we mnie ciekawość świata. Dziadek Kaczmarskiego sprawował liczne funkcje państwowe. Otrzymał medal Yad Vashem, dożył 99 lat. Felicja w dobrym zdrowiu przeżyła 100 lat, zachowując jasność umysłu - Jacek mówił o niej, że jest jak komputer, wszystko ma na twardym dysku.
       Piszę o tym, ponieważ echa tych wydarzeń odnajdziemy we wspomnianym wierszu. „Dęby” (1997) zachwycają optymizmem. Wizja codziennego, prostego życia opromienia perspektywę sędziwego wieku. Kaczmarski pisze:   
    
Pośród nas żyją ci, co przeżyli,
Choć przeżyć przecież nie mieli prawa.
I jeszcze cieszą się z każdej chwili,
którą ich los im zostawia.

     Ci, którzy przeżyli wojnę, ocaleni nie należą do entuzjastów szumnej historii czy hałaśliwej codzienności (może dlatego wiersz łączy potocyzmy z poetyzmami). Są spokojni, cierpliwi; cechuje ich mądrość życiowa, stateczność. Potrafią się cieszyć z małych rzeczy po epikurejsku, okazują wdzięczność za każdy dzień drugiego życia, jakie dano im po wojnie; kochają rodzinę i czują się częścią kosmosu:

- Jesteśmy częścią kosmosu!

Częścią kosmosu - popiół we włosach,
Popiół tych wszystkich, co nie przeżyli -
Nieusuwalna pamięć jak osad

    Stosując metonimię popiół we włosach autor ma na myśli nie tylko starczą siwiznę, ale też prochy ludzi spalonych w piecach obozów koncentracyjnych. Starcy są doświadczeni, mocni i wieczni jak dęby, które sami sadzą – stają się one skromnymi pomnikami ich pokolenia. Pokolenia, które skazane na zagładę uczy nas – tak obrażonych na życie, czym to życie jest i jak godnie je przeżyć. Przypomina mi się w tym miejscu moja własna kochana babcia i jej słowa: młodość szybciej biegnie, ale starość lepiej drogę zna…

 Taka refleksja o starości szczęśliwej, spełnionej, godnej, wypełnionej miłością i  książkami wydaje się czymś wyjątkowym  w zbiorze pieśni Jacka Kaczmarskiego.  



My starzy ludzie w autobusie
Nie powinniśmy jeździć nim
Lecz nie wybiera ten kto musi,
Kto wybrać nie ma w czym

Zupełnie inny obraz starości zawiera wiersz z 1976 roku pt. Starzy ludzie w autobusie.  Jest kolejnym dowodem na to, że twórczą wyobraźnię poety pobudzało często to, co banalne. Przykre obserwacje codziennych sytuacji wykorzystywał, by opowiedzieć o życiu, o ludziach w ogóle. We wspomnianym wierszu Kaczmarski zastosował poetykę podmiotu zbiorowego. Dzięki temu zabiegowi uzyskał ciekawą pespektywę, ukazując senilne ograniczenia - brak sił fizycznych, ogólną słabość, powolność. To poruszające świadectwo starości, bezsilności  grupy ludzi jadących autobusem.
            Wiersz Kaczmarskiego ma charakter ironicznego manifestu osób starszych przeciw bezradności. Ze względu na fizyczne słabości, starcze niedoskonałości są oni wykluczeni ze społeczności  (miejsce już dawno są zajęte, A nam dostępu brak do okien,/A nam dostępu brak do drzwi). Ten poetycki reportaż o przymusowej alienacji, odrzuceniu, wyobcowaniu jednocześnie stanowi heroiczną pieśń starców przeciwko chórowi pasażerów mających przewagę, drwiących z nich w duchu, dobrotliwie karcących słabszych.
            Podczas lektury tego wiersza nasuwają się skojarzenia z Listem do ludożerców Tadeusza Różewicza. Perspektywa mówienia jest inna, ale tajemniczy kierowca (z Nim rozmawiać się zabrania!), pasażerowie bez twarzy, odwróceni plecami, autobus jako klatka ciszy, środek komunikacji bez komunikacji  podkreślają charakterystyczne dla XX wieku zobojętnienie w rozmowie z drugim człowiekiem, brak zainteresowania jego poglądami na daną sprawę, mało empatyczne spojrzenie.
Puenta jest dramatyczna. Starszym ludziom pozostają jedynie: pętla – autobusowa czy sznura? -  lub do zajezdni zjazd - autobusowej lub w sensie metaforycznym: rezygnacja z podróży, jaką jest życie (Kaczmarski wykorzystuje polisemiczność wyrazów; środki komunikacji są u niego często metaforą życia). Ironiczny manifest starszych ludzi polega na wyborze trzeciej drogi, jaką jest przedstawienie społeczeństwu trudnej sytuacji wyobcowania. Odbiorca tego wiersza powinien  stanąć w obronie słabszych, przede wszystkim uchronić ich przed wykluczeniem, bezsilnością i utratą godności.
Pamiętajmy, że  nie jest to jedyna możliwość odczytania tego utworu. Starość jest tu ośrodkiem metafory życia w trudnych czasach. Wg Krzysztofa Nowaka, znawcy twórczości i dokumentalisty dorobku J. Kaczmarskiego,  o popularności piosenek w latach 80. decydował kontekst polityczny. Omawiany tekst niby nie mówił o komunie, ale odczytywano go jednoznacznie i stał się metaforą Polski zdeformowanej, kulawej, podobnie jak Czerwony autobus Kaczmarskiego, inspirowany obrazem B. Linkego.





Stoją nade mną tubylcy pachnący czosnkiem i czuję,
Jak zmieniam się w list do Stolicy, który nikogo nie wzrusza.
Kiedyś tu będzie Rumunia, Morze - już Czarne - faluje
I glebą pieśni się staje ciało i świat Owidiusza

Dużo miejsca w twórczości Jacka Kaczmarskiego zajmuje obraz starości artysty. Wiersze często już na poziomie tytułu nawiązują do  twórczości znanych ludzi. Kaczmarski, szukając odpowiedzi na pytanie o sens życia, a więc i starości, sięga do źródeł, do kultury i do poezji Starych Mistrzów. W cyklu Kosmopolak znajdziemy m. in. sąsiadujące teksty: Ostatnie dni Norwida, Starość Owidiusza, w których artysta u schyłku życia jest podmiotem lirycznym.
Samotny, stary Norwid Kaczmarskiego nie ma do nikogo pretensji, swoje zmęczone życiem ciało  i niemoc twórczą porównuje do działania mrozu:

Ręce grabieją, wino całkiem kwaśne
Na rękawiczki braknie mi pieniędzy
I myśl zmarznięta nie chce płynąć prędzej
A przecież przez nią i to dla niej właśnie
Umieram w nędzy...

Romantyczny poeta godzi się z końcem, który jest konsekwencją podporządkowania się Poezji: umiera w nędzy z pełną świadomością swojego losu.
          W Starości Owidiusza również pojawia się akceptacja starczej niemocy. I Norwid, i Owidiusz Kaczmarskiego to artyści starzy pod względem wieku i doświadczenia, piszący na emigracji. W obliczu śmierci zastanawiają się nad wartością sztuki i sensem poświecenia się dla niej. Owidiusz wygnany z ukochanego Rzymu szuka czegoś, co jest nieprzemijalne, trwałe. Bardziej trwałe od życia okazuje się bycie poetą, początkiem czy prawodawcą tradycji, glebą pieśni.
          Starzy Mistrzowie z racji wieku zajmowali miejsce po stronie starości, schyłku egzystencji, jednak z racji popularności i wielkości swych dzieł mogli aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym. Kaczmarski w swym utworze, podążając myślą za Norwidem, który pozostawił po sobie poetycką spuściznę, uzbraja Owidiusza w poczucie przynależności do grona sławnych artystów.
         Przesłanie obu wierszy odnieść możemy do osobistych doświadczeń Kaczmarskiego. Tak jak Norwid i Owidiusz tworzył on z dala od ojczyzny.  Kryzys światopoglądowy autora – emigracja, monotonia pracy, pierwsze oznaki uzależnienia od alkoholu odbiły się na wymowie całego zbioru Kosmopolak.
Starzy Mistrzowie w momencie słabości fizycznej, intelektualnej czy zbliżającej się śmierci dokonywali przewartościowania nie tyle własnego dorobku artystycznego, ile sensu poświęcania się sztuce (trwałej i ulotnej zarazem). Przywoływanie twórczości Mistrzów i czerpanie z ich dorobku świadczą o uniwersalności praw rządzących światem.  Stąd Kaczmarski, pisząc w Starości Owidiusza, że z Ariadny powstaje pająk ma na myśli powrót do źródeł, w tym przypadku w celu poszukiwania odpowiedzi na pytania o sens sztuki, o sens życia.
         Tworząc wiersz o wybitnym poecie rzymskim Kaczmarski wznosi się na wyżyny poetyckiej sztuki: stosuje skomplikowane układy rymów: rymy zewnętrzne w 2.  i 4. wersie, ukryte na końcu wersu 1. i w średniówce wersu 3. Wiersz staje się wysmakowaną zagadką literacką:

Z dala od dworu i tłumu - cóż to za cena wygnania?
Mówiłem wszak sam - nad poezją władza nie może mieć
władzy.
Cyrku w pustelnię zamiana spokój jednak odbiera,
Bo pyszniej drażnić Cesarza, niż kupcom za opał kadzić.

Sen, jedzenie, gra w kości do bólu w schylonych plecach,
Wiersz od ręki pisany dla tych, którym starczy - co mają.
Piękna tu nikt nie obieca, za piękno płaci się złotem.
Pojąłem, tworząc tu, jak z Ariadny powstaje pająk.


Starość artysty to, jak widać u Kaczmarskiego, okres wątpliwości, pytań, których młodość nie zna, autokrytyki,  niemocy twórczej. Rzadziej, jak w wierszu Jan Kochanowski, jest to czas afirmacji i  radości. Ta poetycka stylizacja stanowi renesansową pochwałę życia.
 Po kilku latach weszła na stale do repertuaru Kaczmarskiego. Wydaje się, że ma to związek z pobytem artysty w Australii, gdzie odnalazł swoje miejsce, swój raj. Wiersz kończy się epikurejskim wyznaniem:

Im mniej cię co dzień, miodzie -
Tym mi smakujesz słodziej:
I słońcem i księżycem,
Rozkoszą nienasyceń,
Szczodrością moich dni
- Dziękuję ci.




Starzejesz się, stary – i ja się starzeję,
Latami nie liczy się losu:
Gdzieś się zapodziały młodzieńcze nadzieje
Bliskości stosu i trzosu

   W roku 1990 Kaczmarski wrócił do Polski. Zapowiadając bisy po długich koncertach, które dawał znowu ze Zbigniewem Łapińskim, zaznaczał, że organizatorzy wymagają, by koncert trwał nie dłużej niż godzinę i 25 minut, gdyż nikt nie jest w stanie wytrzymać więcej. Po jednym z występów rozejrzał się i dodał: No, ale widzę, że tu na sali w większości młodzi ludzie, nie to co my – stare…. Na to Łapiński wymamrotał pod nosem, ale tak, żeby było słychać: No, no, mów za siebie! Kaczmarski z udawaną powagą odpowiedział: Ja mam 36 lat! Ci dwaj artyści doskonale się rozumieli. Dodam, że Łapiński był starszy od Kaczmarskiego o  10 lat. I tylko on z niezwykłego  artystycznego tria: Kaczmarski – Gintrowski - Łapiński żyje. Kaczmarski umarł jako stosunkowo młody człowiek i duchem był młody przez całe życie, co widać w jego utworach. Nie pasowała do niego rola człowieka, zmagającego się z czasem – i los zabrał go młodym (wybrańcy bogów umierają młodo).  
W wierszu Starzejesz się, stary datowanego na 16 IX 1990 rok pisał: i ja się starzeję… Znacząca dla interpretacji jest dedykacja Przemkowi. Przemysław Gintrowski był utalentowanym kompozytorem i wokalistą. Ich drogi rozeszły się w 1981 roku, kiedy Kaczmarski został w Paryżu, a pozostali  w kraju nie dostali paszportów.
Kaczmarski, pisząc ten wiersz, miał 33 lata, Gintrowski – 39. W na pozór tautologicznym zwrocie starzejesz się, stary Kaczmarski wykorzystał różne znaczenia słowa stary: mający wiele lat, niemłody; w wołaczu  jest to przecież potoczny,   poufały sposób zwracania się do dobrego znajomego.  Łączyła ich miłość do muzyki, geniusz, tworzenie Sztuki. W latach 1991–1993 ponownie koncertowali we trójkę: Kaczmarski – Gintrowski – Łapiński. Statuetka z okazji XX – lecia pracy artystycznej nie oddaje pełnej prawdy - jeśli dobrze policzymy, Kaczmarskiego i Gintrowskiego łączyło pięć lat wspólnej pracy i tras koncertowych, ale były to lata niezwykle intensywne, czas przebywania ze sobą 24 godziny na dobę. Ale przecież latami nie liczy się losu…
Zastosowane przez Kaczmarskiego w tym wierszu duże litery pozwalają podkreślić symboliczne znaczenie, uwydatnić sensy, ale tylko w wydaniach książkowych, co niemożliwe jest do uzyskania w wokalnej realizacji:

Stos płonie tak tylko, jak wicher zawieje,
Gdy Ciszę oddziela od Głosu (…)
Ale los nut - losem Głosu!

Kaczmarski pokazuje tu zmienność ludzkiego istnienia i ewaluację twórcy. Życie to proces, zwielokratniający się dzięki twórczym przebudzeniom (za takie można uznać powrót Kaczmarskiego po 9 latach do kraju i nowe koncerty?). W tekstach z końca lat 90. częściej pojawiać się będą refleksje egzystencjalne –  dystans człowieka odchodzącego, choć Kaczmarski nie mógł jeszcze wtedy wiedzieć o śmiertelnej chorobie.




Muszkieterowie - już nie ci sami -
Dojrzałości pożółkli goryczą
Zaczęli liczyć się z realiami,
Choć realia się z nimi nie liczą...


     Jak widać, starość to pojęcie względne. Warto omówić w tym miejscu, jak sam Kaczmarski to ujął, sposób rozliczenia się z 20 – leciem Solidarności  i własnym ćwierwieczem. Upływ czasu, magiczne 20 lat może oznaczać odrzucenie dawnych ideałów i porywów serca na rzecz rozumu, ale jest też przedmiotem szerszej refleksji. W  utworze Dwadzieścia lat później napisanym u schyłku kariery (w 2000 roku; składowa albumu Dwadzieścia (5) lat później), autor poza problemem upływu czasu porusza kwestię społeczno-polityczną przemian, jakie zaszły w Polsce po upadku komunizmu. Omawia zmiany na szczycie władzy rządzącej - zarówno państwowej, jak i kościelnej.
            Do upadku komunizmu w Polsce przyczyniły się głównie dwie siły: kościelna z papieżem Janem Pawłem II jako głównym sprzymierzeńcem „Solidarności” oraz społeczna z Lechem Wałęsą i ruchem solidarnościowym na czele. Kaczmarski opisuje sytuację aktualną w państwie w sposób ironiczny; krytykuje postawę dawnych „Muszkieterów”. Czas wpłynął na nich niekorzystnie: utracili zapał, odwagę; wpadli w sidła władzy i posiadania, są fałszywi wobec siebie, okłamują się wzajemnie.
Poeta główne siły liczące się na scenie społeczno - politycznej nazywa imionami głównych bohaterów powieści o przygodach muszkieterów gwardii francuskiej: Atosie, Portosie, Aramisie i d’Artagnanie. Druga część przygód muszkieterów nosi taki sam tytuł jak wiersz Kaczmarskiego.
Muszkieterowie u Kaczmarskiego zawodzą na przestrzeni 20 lat od heroicznych wydarzeń, których efektem był upadek utopijnego systemu polityczno-gospodarczego. Założenia, z jakimi wyszli po reformie systemu zakładały wzrost gospodarczy i lepszy byt dla społeczeństwa. Rzeczywistość okazuje się być inna, co podkreśla refren: Zaczęli liczyć się z realiami, choć realia się z nimi nie liczą. Tekst tej piosenki niby to o dumasowskich muszkieterach, którzy obrośli w tłuszcz i odrzucili ideały („Wprost”), wywołał zamieszanie w 2001 roku, gdy Kaczmarski miał wziąć udział w Przeglądzie Piosenki Prawdziwej – „Solidarność” Regionu Gdańskiego zagroziła wycofaniem patronatu nad imprezą.  



W młodości byłem Tezeuszem,
A dzisiaj jestem Minotaurem.
Po mrocznym labiryncie kluczę
Nie mogąc liczyć na Ariadnę

     W jednym z ostatnich tekstów poety Starość Tezeusza  (2003) powraca wątek przemian w czasie, dynamicznej metamorfozy człowieka, tutaj - z herosa w bestię:

 Kiedyś walczyłem z potworami –
Dziś przeistaczam się w potwora. (…)
W młodości byłem bohaterem,
Dziś jestem więźniem ciemnej sławy. 

          Przekonuje mnie interpretacja tego wiersza, zaproponowana przez Kamila Dźwinela: główny bohater, doświadczając przemiany, poddaje się pokornemu oczekiwaniu na mordercę, którym może okazać się czas, tłum, sprytny Tezeusz czy brutalny Minotaur. Tak naprawdę nie ma znaczenia, kim lub czym on będzie; heros w momencie przemiany w potwora nie może liczyć na odkupienie. Widzi oczami Minotaura, co znaczy, że przemienia się w swoją ofiarę, traci własną postać a z nią nadzieję (tak jak Ariadnę, na którą nie może już liczyć). Kiedy Kaczmarski rozważa problem upływu lat, starości, nie ma na myśli jedynie schyłku życia, ale również poszukiwanie, doświadczanie sensu w obliczu śmierci, pogodzenia się z własną ułomnością. Sędziwy człowiek to w ujęciu Kaczmarskiego ktoś więcej niż źródło metafory czy bohater liryczny – to punkt wyjścia do ogólnoludzkich rozważań. Poeta, któremu nie było dane dożyć starości Owidiusza,  doświadczył u schyłku swego życia starości Tezeusza...
           Jacek Kaczmarski zmarł w 2004 roku w wyniku choroby nowotworowej gardła, mając 47 lat.


Gdybym się starzał konserwatywnie, gdybym ustateczniał swój bunt, jak to napisał Grochowiak, skończyłbym w herbertowskich kategoriach porządnego człowieka (….) Nie czekam na iluminację, lecz drążę. (…) Ja przez dwadzieścia lat  spowiadam się w swojej twórczości i mam najcudowniejszych spowiedników na świecie: młodych, niewinnych ludzi, którzy chłoną mnie i wierzą mi.
          Tak mówił Kaczmarski w rozmowie z M. Millerem dla „Elle” w 1997 roku. Jego wiersze, również te dotyczące starości mają głębokie przesłanie: polityczne, egzystencjalne, społeczno-gospodarcze, duchowe. Wyraźnie jest w nich obecny duch czasu, przemiana, pogodzenie się z następstwami procesu starzenia organizmu (powolność, mniejsza sprawność) i jednoczesny brak akceptacji dla zobojętnienia, izolacji, wykluczenia, zapomnienia o życiowym bagażu doświadczeń. Starość to coś więcej niż ośrodek metafory, staje się punktem wyjścia do poszukiwań, głębokich refleksji. Pytając o jej sens, poeta przywołuje osobiste doświadczenia, korzysta z obserwacji banalnych sytuacji, ale też odwołuje się szerokich kontekstów kulturowych.  Zawsze przy tym dba o doskonałość formy poetyckiej.
        I za to kochamy Go my, młodzi.


Martyna 




Bibliografia:

Dźwinel K., „W młodości byłem Tezeuszem”. Perspektywa senilna w twórczości Jacka Kaczmarskiego, (w) Starość i młodość w literaturze i kulturze pod red.  M. Kurana, Łódź 2016.
Gajda K., Jacek Kaczmarski. To moja droga, Wrocław 2014.

Gajda K.,  Jacek Kaczmarski w świecie tekstów, Poznań 2013.

piątek, 23 lutego 2018

Introwertyk z (nieswojego) wyboru



                Samotność, wyobcowanie, opuszczenie, patrzenie na innych z zazdrością i smutkiem, że nie jest się jak oni. Myślę, że każdemu człowiekowi kiedyś zdarzyło się czuć osamotnionym i obcym. Targały nim zazdrość i obojętność. Wpadał w stan apatii i nie miał ochoty żyć. Ale czy pomyślał wtedy o tym, jak czują się inni? Czy zwrócił uwagę, że być może oni też są opuszczeni?
                Tłum, sprawiający wrażenie wspólnoty, jest tylko zbieraniną różnych ludzi, którzy tak naprawdę czują się samotni i którzy są tak zamknięci w sobie, że nie zauważają, że wszystkich dotyczy ten sam problem. Taki obraz widzimy w „Balladzie o windzie” Jacka Kaczmarskiego. Tytułowa winda jest symbolem izolacji, w jakiej znajdują się ludzie. Podmiot liryczny próbuje wyrwać się z kajdan samotności, ale potrzebuje do tego pomocy innych osób, które jednak nie zwracają na niego uwagi, ponieważ sami są wyalienowani i przeżywają podobne rozterki. Bohater wiersza z jednej strony żyje złudzeniami i ma nadzieję, że ktoś mu pomoże, ale z drugiej zdaje sobie sprawę, że to niemożliwe. Poeta zdaje się sugerować w wierszu, że nikt nie jest w stanie pomóc uwolnić się od samotności. Ile to razy sami postępujemy podobnie? Żyjemy w odosobnieniu, patrzymy na innych z zazdrością. Chcemy być jak oni! Jesteśmy źli, że nikt nie wyciąga do nas ręki. Niestety, nie zauważamy, że inni również czują się w głębi duszy opuszczeni. Może to na mnie, może na ciebie ktoś patrzy i myśli: „Chciałbym być tobą”. Jesteśmy ofiarami naszej własnej izolacji od innych. Zazdrościmy im życia, ale zapominamy, że oni czasem są bardziej samotni od nas. Żeby wyrwać się z samotności, paradoksalnie, musimy sami wyciągnąć dłoń do innych.
                Wyobcowanie człowieka jest więzieniem. Światło za tytułowym oknem z „Ballady o samotnym oknie” jest symbolem człowieka, a okno – ludzkich ograniczeń. Podmiot liryczny w swojej samotności w nocy, kiedy wszyscy śpią, jest całkowicie wyobcowany. Nie śpi i rozmyśla. W tańczącym blasku dostrzega siebie samego – samotne światło nie gaśnie, bo taka jest wola właściciela mieszkania, zaś on sam nie śpi i jest odizolowany od innych, bo taka jest wola ludzi, którzy go od siebie odsunęli. Myślę, że Jacek Kaczmarski zwraca uwagę na to, że to od nas zależy, to czy ktoś będzie czuł się samotnym więźniem, czy będzie szczęśliwy wśród nas. Jesteśmy tylko i aż ludźmi. Nienawidzimy niewoli i wykluczenia. Jesteśmy skłonni obwiniać innych o naszą samotność, ale czy sami zwracamy uwagę na to, czy inni czują się przy nas wyjątkowi, czy sprawiamy, że zaczynają czuć do siebie i do nas odrazę? To właśnie my sami zamykamy siebie i bliskich do więzienia samotności. Nie zwracamy się do innych ludzi, gdy spotka nas szczęście lub kiedy potrzebujemy pomocy. Nie dzielimy między sobą swojego życia, radosnych chwil, miłości, smutku, złości czy cierpienia. Żyjemy w własnych klatkach, bo uważamy, że nie obchodzimy innych ludzi. Przyjmując tę postawę sprawiamy, że czują, że są dla nas obojętni. Izolując siebie, izolujemy innych. Ba! Jak na ironię, żyjąc w odosobnieniu ludzie odczuwają to samo, a nawet nie zwracają na siebie uwagi i nie dzielą się współczuciem i empatią.
                W obliczu śmierci każdy człowiek jest osamotniony. „Ballada o umieraniu” Jacka Kaczmarskiego ukazuje, że nikt nie uniknie śmierci, która sprawia, że będzie samotny. Poeta przywołuje postać Aleksandra Macedońskiego i Leonidasa, którzy byli wielbieni przez tłumy, ale umarli opuszczeni i samotni. Umieranie człowieka może też symbolizować śmierć wewnętrzną – odizolowany od innych człowiek umiera społecznie, umiera czy też oddaje się wyobcowaniu i smutkowi. Poeta sugeruje, że każda śmierć równa się samotności, a każda samotność śmierci. Czyż nie jest to bolesną prawdą? Bez innych ludzi, bez ich wsparcia czy troski, wewnętrznie ponosimy śmierć, zaczyna nami władać obojętność. Nie można jednak zapominać, że sami jesteśmy mordercami. Swoją obojętnością odsuwamy od siebie ludzi, którzy odtrąceni i samotni również wpadają w stan apatii i melancholii. Zaczyna im być wszystko jedno, nic dla nich nie ma znaczenia i tym sposobem także umierają.
                Samotność sprawia, że człowiek staje się obojętny wobec otaczającego go świata. Barmanka z wiersza Jacka Kaczmarskiego „Bar w Folies – Bergère” jest odizolowana od bawiących się ludzi. Nie ma dla niej znaczenia, co dzieje się wokół, nie obchodzi jej to. Jest nieszczęśliwa i nie okazuje żadnych uczuć – ani radości, ani smutku, tylko milczy i zamyślona patrzy w przestrzeń. Zdaje się całkowicie ignorować zaczepiającego ją mężczyznę. Dziewczyna symbolizuje każdego samotnego człowieka, który stał się obojętny na wszystko i maskuje uczucia, ale odczuwa zazdrość, patrząc na innych, dobrze bawiących się ludzi, zaś mężczyzna jest symbolem samotnika, który, mimo strachu, próbuje wyrwać się z rąk samotności. Poeta ukazuje w wierszu nieszczęśliwą ludzką egzystencję, która przepełniona jest lękiem, samotnością i smutkiem. Czyż nie odczuwamy podobnych stanów? Żyjemy w strachu, że gdy spróbujemy wyrwać się z samotności, nasza krucha i pozorna maska pęknie i staniemy się bezbronni, gdy ktoś nas odrzuci. Wybieramy własne towarzystwo, bo boimy się innych. Zapominamy, że nami wszystkimi rządzą te same uczucia, rozterki i wątpliwości. Żyjemy kierując się zasadą „nie pokażę swoich uczuć, bo mnie zranisz” i nie zwracamy uwagi na to, że inni też czują ten strach.
                Myślę, że Jacek Kaczmarski w swoich utworach sugeruje, że każdy w pewien sposób jest lub będzie osamotniony i odizolowany od innych. Izolacja od społeczeństwa i opuszczenie przez innych dotykają każdego jednego człowieka, a poczucie wspólnoty jest złudne. Zazdrościmy ludziom towarzystwa, ale nie zauważamy, że mimo otaczających ich bliskich, oni nadal są samotni. Jesteśmy nieufni i boimy się pokonać samotności, bo obawiamy się zranienia.






Karolina