czwartek, 15 lutego 2018

Ego Icare




Ego Icare

„Był taki młody nie rozumiał że skrzydła są tylko przenośnią (…)”
 – Z. Herbert „Dedal i Ikar”

          Przypomniała mi się pewna scena. Była to lekcja  na basenie. Jedna z dziewcząt zawzięcie tłumaczyła nauczycielowi: „Ryby mają skrzela i płetwy, więc pływają. Ptaki mają skrzydła po to, żeby latać. A ludzie są stworzeni do chodzenia i niczego więcej.” BŁĄD! To właśnie ludzie latają! Nieudolne istoty ludzkie zapragnęły wznosić się coraz wyżej i wyżej. Świat jest pełny skrzydeł. Każdego dnia mijamy dziesiątki, setki Ikarów. Może jeden na dwudziestu okaże się być rozsądnym Dedalem. Ale przecież Dedal też latał. Lotem można nazwać całokształt życia człowieka. Nie bez powodu używa się określenia: „Upadłeś na samo dno, już niżej się nie dało!” Człowiek stworzony jest do lotu! Dlatego tak bardzo boi się niskości.

„Istota rzeczy jest w tym aby nasze serca
które toczy ciężka krew
napełniły się powietrzem
i tego właśnie Ikar nie chciał przyjąć


módlmy się”
 – Z. Herbert „Dedal i Ikar”

           Jan Paweł II jako rozsądny Dedal… Czy nie brzmi to kontrowersyjnie? Z jakim więc odbiorem spotkałoby się określenie: „Jan Paweł II – Ikar, który nie upadł”?  Karol Wojtyła marzył  o wolnej Polsce. W czasach II wojny światowej, a potem komunizmu takie marzenia wydawały się nie do spełnienia. Nasz kraj był przepełniony bólem, cierpieniem, łzami. Jan Paweł II już przed rozpoczęciem swojego pontyfikatu postanowił na miarę swoich możliwości to zmienić. Jego odwaga i upór zadziwiły wszystkich w Stolicy Piotrowej. Jak jeden młody polski duchowny może przeciwstawić się tylu komunistom? Uważał on jednak, że Kościół ma obowiązek sprzeciwić się porządkowi świata, w którym siłą i milczeniem próbowano zaprzeczyć prawdzie Bożej, prawdzie  o Bogu.
     Karol Wojtyła mówił w swoich homiliach o tym, jak Polacy są traktowani przez komunistów: o uczniu, którego wydalono ze szkoły za noszenie krzyża na szyi; o groźbach skierowanych do kobiety, która pozwoliła, aby w jednym z pomieszczeń jej mieszkania nauczano religii; o mężczyźnie, który nie dostał pracy, bo przyznał się do wiary katolickiej.  W książce pt. „Świadectwo”  kardynał Dziwisz przytacza słowa, które wypowiedział Wojtyła jeszcze jako biskup: „Jak mógłbym milczeć? (…) Jak mógłbym nie interweniować? (…)  mam obowiązek być pierwszym, który służy tej sprawie. Wielkiej sprawie człowieka.”
     Powoli unosił się w górę, działał, nie poddawał się. I… udało mu się! Na świecie stopniowo zaczął szerzyć się pokój. Działania Jana Pawła II można nazwać lotem,  a jego zaś Ikarem. Ale Ikarem, który nie upadł. Ikarem – bo marzył i miał odwagę. Tym, który nie upadł – bo jego działania zostały spełnione, a on sam nie poniósł klęski i został okrzyknięty Wielkim.

„Płyną zburzone kościoły,
Ogrody zmienione w cmentarze (…)
I płynie miasto na skrzydłach sławy
I spada kamieniem na serce. Do dna.
Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy.
Niech trwa!”
- A. Słonimski „Alarm”

       Podczas wojny w getcie warszawskim i w Auschwitz, i w Birkenau… również mieszkali Ikarowie. Ale oni byli tacy inni. Byli bez skrzydeł. Gdyby je przecież mieli, nie spaliby na przepełnionych pryczach w zimnych barakach. Gdyby tylko mogli, odlecieliby, z pewnością.
Poddawali się swoim oprawcom, znosili zadawane ciosy… Pozwolili na odbieranie sobie wszystkiego, co mieli. Zostali z niczym, jak Ikar, któremu zabrano skrzydła. Tylko w tym przypadku, mówiąc „skrzydła”, mam na myśli normalne życie. 
      „Na ściany, podłogi, cegły padła krew i opowiada o ludziach, którzy tu ginęli. Zostali tam, gdzie polała się ich krew. To nic, że ściany zabielono wapnem. Te ściany są nadal czerwone.”  napisała Seweryna  Szmaglewska w swojej książce pt. „Dymy nad Birkenau”. Kiedy zwiedzamy muzeum w Auschwitz, widzimy na ścianach mnóstwo zdjęć, gabloty z włosami, butami, dziecięcymi ubrankami… Przecież to wszystko należało do ludzi! A ludzie ci wiedli zwyczajny żywot. Mężowie pracowali, żony gotowały, dzieci uczyły się. A potem obcięto im skrzydła…

„Nie czuć na sobie niczyjego wzroku – to jest najgorsze.”
- K. Brandys „Jak być kochaną”

       „Jak być kochaną”…  Już sam tytuł sugeruje, że utwór Kazimierza Brandysa jest o miłości. Czyż miłość nie  uskrzydla? Czy zakochanych nie możemy nazwać Ikarami? Marzą o drugiej osobie, niejednokrotnie popełniają wiele błędów. I toną w morzu łez, gdy coś pójdzie nie tak – zupełnie jak nasz Ikar, który też przecież utonął.
        Główna bohaterka opowiadania K. Brandysa była zakochana w Rawiczu. Gotowa była ryzykować dla niego życiem podczas wojny. Ukrywała go w swoim mieszkaniu przed Niemcami. Gdy ci, szukając Rawicza, wtargnęli do jej domu i nie znaleźli go, dokonali zbiorowego gwałtu na kobiecie. Wyrządzili jej tym niewątpliwie okropną krzywdę. Co zrobiła Felicja? Zamknęła się w sobie? Odsunęła od ukochanego, zostawiając na pastwę okupanta? A może była tak załamana, że popełniła samobójstwo? Nic z tych rzeczy. Dla lepszej ochrony Rawicza zdecydowała się na współpracę  z wrogiem – zgłosiła się do niemieckiego teatru. Po zakończeniu wojny Rawicz opuścił kryjówkę. Nie okazał żadnej wdzięczności!
           Po kilku latach spotkali się ponownie. Ona przez cały czas go kochała, pomimo faktu, że obok miała mężczyznę, który kochał ją. Znalazła Rawicza w knajpie – zaniedbanego i pijanego. Chciała mu pomóc, zapewnić dom i wyleczyć z nałogów. W zamian pragnęła tylko jego miłości.
Jednak ten żałosny egoista nie rozumiał, ile dla niego poświęciła. Na jej oczach rzucił się z i zginął na miejscu.  Felicja została sama z całym swoim cierpieniem.
              Może to jego powinniśmy nazwać Ikarem? Leciał, upadł, zginął… Nie. W mojej opinii żaden z niego pełen marzeń, „uskrzydlony” Ikar. Może najwyżej „zapatrzony w siebie Ikar egoista”.
Prawdziwych skrzydeł dostała Felicja. Nieustannie marzyła o jego miłości. Przefrunęłaby dla niego nad niejednym oceanem. Była zdolna do największych poświęceń. To piękne!    Nie czuła jednak na sobie jego wzroku. Na Ikara miliony oczu zwróciły się… ale już po fakcie. Upadał sam. Ona upadała, kochając. Również sama.


„Z migotliwą tańczy falą
Białe piórko z kroplą wosku.”
- J. Kaczmarski „Upadek Ikara”

           Kobieta – Ikar, tytułowa bohaterka wiersza Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, jest nieszczęśliwie  zakochana. Taka miłość  to wzlot, często długi. Mówi się, że właśnie nieodwzajemniona miłość jest silniejsza, bo trzeba kochać za dwoje.
          Powszechnie uważa się, że kobiety są bardziej stałe w uczuciach, niż mężczyźni. Stąd ta lekkość Kobiety – Ikara – do tego stopnia została uskrzydlona, że leci dłużej. „Chwytającym ją pod ramię wiatrem” może być ten mężczyzna, którego kocha. Może poświęca jej swoją uwagę, sprawiając, że ta czuje się dla niego ważna. To wznosi ją jeszcze wyżej. Jednak nie ma ona nadziei. Wie, że z jego strony to tylko życzliwość,  a nie miłość. Udaje szczęśliwą, nakłada na twarz sztuczny uśmiech i staje się duszą towarzystwa. Kiedy zostaje sama, uświadamia sobie, że bez tego mężczyzny nie jest w stanie nic zrobić. I „spada tak ciężko jak kamień”.
         Kamienie są przyrodą nieożywioną. Co za tym idzie – nie mają uczuć. Być może Kobieta – Ikar była tak bardzo przygnieciona nieodwzajemnioną miłością i koniecznością udawania, że sama stała się nieczuła i ciężka?
Nasz Ikar czuł. A co, jeżeli kochał słońce i pragnął się wznieść, by być bliżej niego? Może zginął  z powodu miłości, a nie marzeń? Jeśli tak, to nie pozostało z tego nic, prócz unoszącego się na powierzchni wody białego piórka i kropli wosku… Bardzo chciałabym nie mieć racji. Mam nadzieję, że się mylę…

„Jaskółko (…)
kotwico powietrza,
ulepszony Ikarze (…),
wskazówko bez minut (…)
zmiłuj się nad nimi.”
- W. Szymborska „Upamiętnienie”


            Maria Pawlikowska – Jasnorzewska w wierszu „Samobójca” pisze o śmierci dobrego człowieka. Uważam, że źli ludzie się nie zabijają. Im nawet źle  nie jest. Potrafią być złośliwi, dążyć po trupach do celu. Złośliwcy nie odebraliby sobie życia. Byliby w stanie żyć choćby na przekór innym. Gdyby jednak postanowili się zabić, oznaczałoby to, że obudziło się w nich dobro.
            Człowiek w utworze Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej „miał ciężkie serce”. Widzę dwie możliwe interpretacje tego stwierdzenia. Albo miał on poważnie obciążone sumienie, albo jego serce było dobre i duże – dlatego ciężkie. Skłaniałabym się ku tej drugiej opcji, ponieważ dalej czytamy, że          „z głębi wody ukłonił się światu”. Osoba, która popełniła złe czyny, nie będzie w stanie odejść z taką godnością.  Następny wers mówi, że samobójca „spoczął wśród kwiatów”. To potwierdza moje spekulacje – ten człowiek był dobry. Być może przerosło go okrucieństwo tego świata. Był ziarnkiem piasku na pustyni i nie mógł zmienić otoczenia. Nie chciał go więc oglądać. Miał serce dobre, ale słabe – poszedł z nim na dno.
              Człowiek będący na dnie to nie tylko człowiek  z marginesu społeczeństwa. Alkoholik, narkoman, prostytutka….
A ja powiem, że samobójcy  też sięgają dna. I nie mam tu na myśli dość popularnej opinii: „Ten tchórz, egoista nie myślał o bliskich. Zostawił ich, zabijając się.” Twierdzę raczej, że trzeba być na dnie studni bólu i cierpienia, żeby targnąć się na własne  życie. Nie uważam, że to głupota. Który człowiek chciałby żyć na dnie pustej studni? Taką studnią często jest depresja, a wpadają w nią osoby wrażliwe, nierzadko o wielkich i skorych do pomocy sercach.
                A co Ikarowi do tego? Nie sugeruję, nie narzucam żadnej odpowiedzi. Był chłopcem – zło nie zdążyło jeszcze skalać jego serca. On wzniósł się za marzeniami – tego się trzymajmy. Przecież nie powiem: „A może Ikar był samobójcą?”…

„Ja jeden zauważyłem, że Ikar utonął.”
- J. Iwaszkiewicz „Ikar”

          Często słyszymy o uczniach gimnazjów czy szkół średnich, którzy wpadli w nałogi lub nawet popełnili samobójstwo. Tylko dlaczego takie sprawy wychodzą na jaw, gdy jest już za późno?  W dzisiejszym świecie zapracowani rodzice nie zwracają uwagi na swoje dzieci, a mający przed oczami tylko wyniki matur nauczyciele i pedagodzy nie dostrzegają problemów młodzieży. Obecnie popularny wśród młodzieży stał się serial „13 powodów”. Głównym wątkiem jest samobójstwo pewnej licealistki. Serial sam w sobie nie jest niczym złym. Problem może pojawić się w tym, jak zostanie odebrany. Wielu młodych ludzi staje przed różnymi wyzwaniami. Nawet jeśli są wyjątkowo upartymi Ikarami – mają marzenia i wbrew wszystkiemu za nimi podążają – mogą pojawić się u nich wątpliwości. Psychika młodego człowieka jest podatna  na wpływy środowiska zewnętrznego. Taka osoba może źle odebrać przesłanie serialu i z samobójstwa uczynić jedyne i najlepsze rozwiązanie swojego problemu.
Fakt, że ktoś będący u progu dorosłości, się zabił, będzie szokujący. Jednak uważam, że dużo gorszym będzie fakt, że zupełnie nikt nie zauważył jego trudności i mu nie pomógł.
        Upadek Ikara stał się słynny. Ale okoliczności jego upadania pozostają niezauważone, pominięte. Czy wzywał pomocy? Czy krzyczał? A może spadał po cichu? Nie wiadomo. To przeraża.

„Jesteśmy samotni i razem, wspólnie, nie tyle w przestrzeni, ile w czasie. Samotność nasza to poczucie, że świat przeżywa coś, w czym nie będziemy chcieli ani mogli uczestniczyć.”
 – Kazimierz Brandys

         Ikar upadł, Dedal zaś doleciał do celu. Doskonale o tym wiemy, jednak przypomina o tym Ernest Bryll w swoim wierszu pt. „Wciąż o Ikarach głoszą”. Po co? Co autor miał na myśli?
        
Na początku został przedstawiony problem niesprawiedliwości. Do celu dotarł tylko Dedal, a nie jest on opiewany czy wymieniany w tylu dziełach, co jego syn.
          Ikar podjął ryzyko. Zapłacił za to najwyższą cenę, jednak właśnie za to jest podziwiany.  Dziś nazwalibyśmy to wyłamaniem się czy wyjściem poza schemat. Dlaczego krytykujemy osoby mające odwagę ryzykować? Może właśnie dlatego, że tę odwagę mają? Ludzie zaś, którzy po cichu dochodzą do swego, są niezauważani, pomijani. „Dedale”… A może bardziej postrzegani są jako„Detale”?
          W dalszej części wiersza autor nawiązuje do obrazu Pietera Breughla. Twierdzi, że malarz osiwiał, próbując zrozumieć ludzi. „Oczy im odwracał od podniebnych dramatów.” Z jakiego powodu? Bryll wyraźnie zasugerował odpowiedź na to pytanie poprzez użycie potocznych wyrazów („gapić”, „ucapić”). Dla ludzi przedstawionych na obrazie liczyła się codzienność i przyziemność –  praca czy odpoczynek w letni dzień. Na Ikara nikt nie popatrzył, nie mówiąc już o próbie pomocy.
Dramatyczności całej sytuacji dodaje ostatni wers, który zawiera pytanie: „A Dedal, by ratować Ikara, powrócił?” Nie.
             Mamy do czynienia z prawdziwą tragedią. Upadek jednostki nie znaczy dla ogółu nic! Żyjemy w tłumie, ale tak naprawdę jesteśmy archipelagiem samotnych wysepek. Może sami nie chcemy brać udziału w upadkach otaczających nas Ikarów. Bo praca, szkoła, obowiązki, przyjemności…
„Ratować jakiegoś Ikara? Przecież to zmieniłoby cały schemat. Komu to potrzebne? Doceniać bezideowe kukły systemu i marionetki uszyte z ludzkich upodobań – to jest coś. Tylko taka jest droga do celu” mówi ktoś …

„A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
 z łez ocieraj cudze oczy, choć twoich nie otarto.”
- M. Konopnicka
          Jacek Kaczmarski w utworze pt. „Lot Ikara” pokazuje nam mitologicznego bohatera z zupełnie innej perspektywy. Mamy do czynienia nie z głupim marzycielem, lecz z osobą dążącą do swojego celu, pomimo negatywnych komentarzy ze strony innych ludzi.
             My – młodzi ludzie będący u progu dorosłości, możemy utożsamić się z podmiotem lirycznym. „Lot na własny rachunek” to inaczej życie na własny koszt i odpowiedzialność. Chcemy wznosić się     w górę – na uczelniach, w pracy. Spotykamy się z negatywnymi opiniami, zupełnie jak Ikar Kaczmarskiego. Im wyżej się znajdujemy, tym mniejsze wydają się być takie miejsca, jak na przykład wioska rodzinna. Ludzie, krytykujący Ikara, spadają – jest to złudzenie, gdyż tak naprawdę to podmiot liryczny znajduje się wyżej. Możemy dostrzec u niego przeświadczenie o samowystarczalności. „Ja sam jestem drogą za kres!” mówi o sobie. Kaczmarski nawiązuje do słów Jezusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”…
                 Aż wreszcie - moment upadku. Ikar zostaje strącony przez kogoś wyższego rangą, przez kogo nie został nawet zauważony. Ma nadzieję, że jego porażka będzie spełnieniem czyjegoś marzenia. Czyż nie tak właśnie jest w dużych firmach? Role się odwracają – wszystko podąża ku górze, a gorące ciało Ikara spada. Bohater nie jest załamany. To wprawdzie jego ostatni lot, ale jednak własny. Nie jest ciągnięty na siłę wzwyż  ani popychany. Zachowuje godność i ustępuje miejsca. Wydaje się być zadowolony z faktu, iż jego przygoda mogła być odbierana przez kogoś pozytywnie. Być może otarł łzy z cudzych oczu, choć jego własnych nawet nie dostrzeżono…


 „ (…) Nie zabłądźcie.
     Bądźcie.
Mijajcie, mijajmy się,
      ale nie omińmy.
      Mińmy.
      My.
Wy, co latacie
i jesteście popychani.”
- M. Białoszewski „Ja stróż latarnik”

         Ludzie walczą o przetrwanie w betonowych puszczach ogromnych korporacji. Chcą być coraz wyżej w hierarchii, chcą coraz wyższych zarobków. Powoli zapominają, czym jest sen,  a o wolnym czasie nie mają pojęcia. Dążą do swojego, niszcząc przy tym innych. Nie kochają, bo po co? Nie śmieją się, bo nikt im za to nie płaci. Nie widzą, że gdzieś po drodze do sukcesu zgubili swoje człowieczeństwo. Nazwałabym ich zniekształconymi Ikarami. Bo przecież cel, marzenia… gdzieś coś świta, ale nie do końca tak, jak trzeba. Syn Dedala nie skrzywdził nikogo swoim lotem. Skrzywdził ojca, ale… swoją śmiercią.

„Ikarze (…)
Jeśli nie jesteśmy żółwiami, dożywającymi trzystu jałowych lat,
To może za twoją przyczyną…”
- T. Śliwiak „Kaskaderzy”

            Tadeusz Peiper w swoim wierszu pt. „Miasto” opisał ludzi jako niezwykle przyziemnych Ikarów. Postawili sobie oni cel bardzo realny – wybudowanie miasta.
            I miasto zostało zbudowane. Autor twierdzi, iż „wśrubowało się w ziemię”. Owszem, było marzenie i na dodatek je spełniono. „Człowiek zamieszkał w swojej własnej dłoni”, czyli, moim zdaniem, zamknął się na inne wyzwania i cele. Skupił się na tym, co już osiągnął, zamiast marzyć dalej. Jeśli już raz się udało, to dlaczego nie spróbować i drugi?
 Peiper nazwał niebo „kartą zaginionej książki”. Ludzie nie są stworzeni do życia w swoim zamkniętym, na pozór idealnym środowisku.
Naszą metą jest Raj.  Niebo to „zaginiona książka”, a zaginionych rzeczy należy szukać.  „W swojej własnej dłoni” nigdy nie znajdziemy pełni szczęścia. Zawsze będzie nam czegoś brakowało.
             Wyobraźmy sobie, że Ikar nie zginął. Wylądował, powiedział: „Doleciałem” i… no właśnie – i co dalej? Czy taki wielki marzyciel, któremu udało się spełnić pragnienie, poprzestałby na nim? Myślę, że z pewnością próbowałby dalej, walczyłby o coś innego. A skoro on dążyłby dalej, to tym bardziej my powinniśmy. Bo przecież czym różnimy się od niego? … Ach, tak, my żyjemy. Ikar nie. On pokazał nam, czym jest odwaga. Chyba jesteśmy mu coś winni. Jeżeli nasze „marzenia walczą”, nie usypiajmy ich.


„Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy
Podkute szafirowym dookoła sińcem (…)
I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?
Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze?”
- B. Leśmian „Odjazd”

         Niewątpliwie tragedia Ikara była czymś strasznym. Zginął chłopiec, który miał przed sobą całe życie. Stał się archetypem, motywem, dla niektórych nawet wzorem. Można by rzec, że nie zginął na próżno. Dedal przeżył, doleciał, wybudował świątynię dla Apollina. I przez to chyba mało kto dostrzega jego tragedię. A przecież on stracił syna! Dlaczego nie widzimy jego rozwartych w niemym krzyku ust? I tej jednej słonej kropli, która wypłynęła z oka, a zginęła w kąciku warg? Dlaczego nie usłyszeliśmy trzasku, jaki, pękając, wydało jego spłakane serce? Zrobiliśmy z niego postać przyziemną. Tymczasem on wolałby być nie przy ziemi, a razem ze swoim synem w niej. Jego dziecko upadło na jego oczach, a on sam był bezradny. Nie mógł nawet złożyć ciała Ikara w grobie, bo pochłonęły je fale.
         „Wybrańcy bogów umierają młodo” – takie piękne, mądre i prawdziwe słowa – pomyśli wielu z nas. Tak? W takim razie miej odwagę powiedzieć je kobiecie, która tuli do piersi swoje nowo narodzone, ale martwe dziecko. Filozofuj tak przed rodzicami, którzy, zamiast wesela, organizują pogrzeb młodej córki.  Cytuj Plauta starszemu mężczyźnie, wiedząc, że przeżył poważny wypadek samochodowy, w przeciwieństwie do swojego syna. Dla nich nie liczą się żadni bogowie. Mieli plany i wspomnienia związane z dzieckiem i nagle to zostało im odebrane. Cierpienie rodzica jest niewyobrażalne. Upadek Ikara  był nożem wbitym w serce jego ojca.
                 Ale upaść można na wiele sposobów. Chłopczyk wypadł z okna. Przeżył, ale jest sparaliżowany – to nie tylko jego tragedia, ale i jego rodziców. Patrzeć na cierpienie fizyczne osoby, której dało się życie, to ogromny ból. Jednak na co dzień spotykamy się także z upadkami moralnymi. Jak wielki ciężar dźwiga matka alkoholika, prostytutki, hazardzisty czy skazanego odsiadującego wyrok w więzieniu? Poniżenia ze strony mieszkańców osiedla ona wytrzyma. Dużo bardziej rani ją ból jej dziecka. I nawet jeśli jest ono już do tego stopnia znieczulone, że go nie czuje, ona odczuwa podwójnie.
„Źle wychowałem, moja wina, zabrakło mnie” – myśli ojciec. Przytłacza go nie tylko presja otoczenia, nie tylko świadomość cierpienia dziecka i tego, że zmarnowało sobie życie, ale również obwinianie siebie o to, że pewnych spraw się nie zauważyło. A przecież Ikar dostał ostrzeżenie. Mimo to postawił na swoim. Zmiażdżone ojcowskie serce Dedala…
                  A my, Ikarowie XXI wieku, stale robimy swojemu Ojcu na złość. Zapominamy o Nim. Żyjemy bez Niego. Ale jakie to nasze życie jest? Nijakie, puste, bezcelowe. On tylko patrzy na upadki swoich dzieci i jest bezradny, bo dał im skrzydła, które mogą je prowadzić zbyt blisko słońca lub wody. Dał wolną wolę. Ale nasz Ojciec różni się od Dedala, który nie zawrócił do tonącego syna. Nasz wyciągnął dłoń.  Ostatnią deskę ratunku i chwała Mu za to, że nie rzucił tego krzyża zbyt daleko. My, wpatrzeni w marzenia o żałosnej niezależności, powinniśmy odbić się od dna, wdrapać na dryfujący w pobliżu krzyż i uderzając się w pierś, w swojej małości i bezsile, powtarzać:  „Jam niegodzien, Panie.”
„Nawet gdybyś żył tylko w powietrzu,
zawsze cię na koniec wpuszczą do ziemi.”
- E. Przybylska „Dzień kolibra”

         Każdy z nas umrze. Nasz lot kiedyś się skończy. Być może śmierć przyjdzie znienacka – spadniemy nagle w morskie fale. Ale może nasze umieranie okaże się być łagodnym lądowaniem; z biegiem lat będziemy obniżać swój lot.
       Nie tylko Ikar latał. Wielu ludzi wzniosło się w górę. Po prostu nie zostali zapamiętani. Czy o naszym locie ktoś będzie pamiętał? Nie wiemy. Jednak każdy z nas już dziś może powiedzieć:
Icarus nomen meum.








Pati 



Bibliografia:


·        Białoszewski Miron, Ja stróż latarnik, [Dokument elektroniczny], tryb dostępu: http://ewiersze.net/bialoszewski-miron-ja-stroz-latarnik-nadaje-z-mrowkowca,41523/
·        Brandys Kazimierz, Jak być kochaną, Wydawn. Literackie 1994.
·        Bryll Ernest, Wciąż o Ikarach głoszą…, [Dokument elektroniczny], tryb dostępu: http://bryll.pl/2011/04/04/wciaz-o-ikarach-glosza/.
·        Dziwisz Stanisław, Świadectwo, ISBN, Warszawa 2007.
·        Herbert Zbigniew, Dedal i Ikar, [Dokument elektroniczny], tryb dostępu: https://www.poema.art.pl/publikacja/58657-dedal-i-ikar.
·        Iwaszkiewicz Jarosław, Ikar, [Dokument elektroniczny], tryb dostępu: http://www.bsip.miastorybnik.pl/zsu/album/ikar.htm.
·        Kaczmarski Jacek, Lot Ikara, [Dokument elektroniczny], tryb dostępu: http://www.groove.pl/jacek-kaczmarski/lot-ikara/piosenka/266618 .
·        Kaczmarski Jacek, Upadek Ikara, [Dokument elektroniczny], tryb dostępu: http://www.tekstowo.pl/piosenka,jacek_kaczmarski,upadek_ikara.html.

·        Leśmian Bolesław, Odjazd, [Dokument elektroniczny], tryb dostępu: http://wiersze.annet.pl/w,,12464.

środa, 31 stycznia 2018

Bogu na chwałę, ludziom na ratunek

     

      27 października 2017 roku. Pogoda okropna. Wciąż pada, jednak ta pogoda nie powstrzymuje mnie przed wyjściem z domu i pokonaniem prawie dwustu kilometrów  samochodem wraz ze znajomym, który zgodził się mi towarzyszyć. Jedziemy do Częstochowy. To właśnie dziś w Centralnej Szkole Państwowej Straży Pożarnej odbędzie się ślubowanie 88 młodych mężczyzn. Przyszli strażacy stoją w odświętnych mundurach. Zastanawiam się,  czy  ukradkiem szukają w tłumie swoich ukochanych, bliskich. Każdy z nich zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, któregoś dnia mogą wyjechać na akcję z zamiarem ratowania ludzkiego życia, lecz już nie wrócić do domu. Mimo to widzę ich tutaj, słucham, jak składają słowa przysięgi, patrzę, jak maszerują. Jestem pełna podziwu dla nich za przetrwanie okresu unitarnego. Były to dla nich dwa trudne miesiące, podczas których sprawdzano  ich umiejętności fizyczne, ale też  odporność psychiczną. Spali w namiotach trudnych warunkach pogodowych, pełnili warty, odbywali meldunki. W tym czasie nie mieli dostępu do telefonów, nie mogli opuszczać terenu szkoły. Ich jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym były… listy. Tak! Listy w XXI w. Z pewnością trudno było im się przyzwyczaić - na list trzeba było czekać tydzień. Dzisiaj stoję pośród tłumu, widzę stęsknione rodziny, matki szukające swoich synów, ojców patrzących dumnie na potomków, dziewczyny ze łzami w oczach, które czekają na moment, w którym będą mogły wreszcie wtulić się w ukochanych. Mimo złej pogody  to piękny dzień. Dzień, w którym zyskujemy strażaków, dzięki którym będziemy mogli żyć spokojnie, z ufnością, że przybędą, gdy będzie potrzeba.
                                                 ***
     Jakiś czas później rozmawiam z Rafałem, który jest już teraz kadetem w Centralnej Szkole Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie. Przetrwał okres unitarny, złożył ślubowanie. Teraz czeka go czas nauki  niezbędny do wykonywania zawodu.
-Rafał, jakie jest pierwsze skojarzenie, jakie masz, gdy usłyszysz ,,unitarka?’’
-Przerąbane, pierwsze co mi się nasuwa na myśl, to straszny wycisk, dużo biegania, brak telefonu, mało snu, najgorsze dwa miesiące życia. Dołujące było to, że nie wychodziliśmy poza teren szkoły i czuliśmy się jak w więzieniu. Jedną z najgorszych rzeczy było właśnie to, że nie mogliśmy kontaktować się z bliskimi inaczej niż przez listy.
-Miałeś kryzys?
-Kryzys... Miałem, jak większość zaraz na początku, bo trudno było przestawić się na taki tryb życia, na robienie wszystkiego na czas, do tego życia unitarkowego.
-Jak sobie z tym radziłeś?
-Pocieszało mnie jedynie to, że to będzie trwało tylko dwa miesiące; to, że jak przetrwam, będę mógł być strażakiem, robić coś wielkiego, że tak będzie wyglądała moja przyszłość. Dobrą motywacją byli też koledzy, wszyscy się jakoś wspieraliśmy.
-Jak reagowaliście na listy?
-Wiadomo, to było dla nas coś nowego, radość nie do opisania. To była nasza jedyna forma kontaktu ze światem, mogliśmy dowiedzieć, co się dzieje u bliskich. Za każdy list robiliśmy trzysta pompek, ale to nie było ważne,  radość wynagradzała wszystko.
-Ślubowanie to z pewnością była ważna chwila w twoim życiu. Jak się wtedy czułeś?
-To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Cieszyłem  się, że ten trudny czas się już skończył, że oficjalnie stałem się strażakiem,  że moi bliscy mi w tym towarzyszyli, spełniłem swoje marzenie i no zobaczyłem ciebie (śmiech).
- Jak to było zobaczyć bliskich po takim czasie rozłąki? 
-Gdy byłem za granicą, to nawet wtedy nie tęskniłem tak bardzo za rodziną, jak na tej unitarce. Brak kontaktu zrobił swoje. Zobaczenie ich wszystkich było niesamowite, strasznie mi ich brakowało, cieszyłem się, że w końcu mogę ich uściskać.

***

     Gdy słyszymy alarm z remizy strażackiej prośmy, by strażakom udało się wrócić do domu. Bądźmy pełni szacunku dla tych mężczyzn, którym przyświeca idea ,,Bogu na chwałę, ludziom na ratunek.’’
                                   

 Madzia


czwartek, 18 stycznia 2018

Poetycki debiut Karoliny

Karolina Malaga, II miejsce w kategorii "Nienazwane uczucia" w XI Powiatowym Konkursie Poetyckim


Aż do śmierci



drżącymi dłońmi wsunęli
na palce złote okręgi
szepcząc słowa przysięgi

lecz po co rozdzielać
to życie od następnego
skoro koniec jednego
wyznacza
początek drugiego




Czas



c i ą g l e
brakuje mi ciebie
w i e c z n i e
mi ciebie za mało
w c i ą ż
uciekasz ode mnie

zaczekaj

nie znikaj

z n o w u
odszedłeś





Karolina Malaga, I miejsce w kategorii "Życie to pasja" w XI Powiatowym Konkursie Poetyckim



Wieczność


                                                           Życie to pasja


pokochałam cię wczoraj
kocham cię dzisiaj
pokocham cię jutro

znam twój smak
zapach
spojrzenie

spójrz na dusze
splecione ze sobą
w całość

spójrz na miłość
 zaplątaną
 przez wieki

śmierć jest słaba
przeznaczenie zwycięży

nasze drogi w gwiazdach
od początku zapisane
zawsze się spotkają

kochałam cię w poprzednim życiu
w kolejnym też będę kochać

wieczność od zawsze

należy do nas

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Nic jej nie zatrzyma





   Kobiety coraz częściej wykazują zainteresowanie grą w piłkę nożną. Jedną z takich osób jest siedemnastoletnia Oliwia Skowron, która uczęszcza do naszego liceum . Mimo że odkryła swój talent niedawno, w tym, co robi, jest naprawdę świetna i osiąga sukcesy. Ma na swoim koncie między innymi 3 miejsce w tabeli ekstraligi, dwukrotnie pierwsze miejsce w województwie małopolskim w sztafecie 4x100m, wygraną Ligę Orlikową Młodziczek na Śląsku, 3 miejsce w drugiej Lidze Śląskiej oraz  kilka statuetek MVP z piłki nożnej, siatkówki i koszykówki w powiecie suskim. Miała też szansę zagrać w półfinale Pucharu Polski w piłce nożnej -  jej drużyna zdobyła 4 miejsce.

POCZĄTKI ZE SPORTEM
Oliwia próbowała wielu dziedzin sportu m.in. dwa lata biegała w klubie sportowym. Jednak liczne treningi i zawody przestały sprawiać jej frajdę , czuła , że to nie to. Swoje umiejętności w piłce nożnej pokazała pod koniec drugiego sezonu w biegach, kiedy to na Orliku odbywały się zawody w piłkę nożną. Wtedy nauczyciel powiedział jej, aby nie marnowała swojego talentu. „Poznałam Olę, która gra w piłkę i ona też mnie namawiała”. Początki gry Oliwii w klubie zaczęły się na początku trzeciej klasy gimnazjum. Dokładnie 1.07.2015, kiedy została zarejestrowana.

WSPARCIE
Oliwka ma największe wsparcie w dziadku, który jest na każdym jej meczu. Przekonuje ją, że ma szansę osiągnąć sukces w tym, co robi. Jej znajomi w klasie również ją w tym wspierają. Świetne relacje ma z chłopakami, jak mówi Oliwia: „często pytają mnie, jak idą mi mecze... To jest miłe.”

PIERWSZA BRAMKA
Oliwia bardzo dobrze pamięta to uczucie euforii, kiedy strzeliła  pierwszego gola. Na swoim koncie ma ich już około 30 w drugiej lidze. A w ekstralidze, w której gra od zimy, zdobyła 5.

ŻYCIE NA BOISKU
Na boisku gra jako lewa bądź prawa pomocniczka;  zastępuje czasem swoje koleżanki na treningach. Dziewczyny, mimo że grają ostro na boisku, to jednak mają do siebie większy szacunek i mniej przeklinają niż chłopcy. Oliwka uważa, że płeć żeńska, wcale nie gra gorzej niż mężczyźni:  „Dziewczyny w kategorii do lat 17 są mistrzyniami Europy, a chłopcy nimi nie są”.

WOLNY CZAS
Oliwka codziennie trenuje w Wieprzu, a zimą w Żywcu lub na hali w Węgierskiej Górce. Weekendy ma zapełnione meczami, które j odbywają się w Bielsku, ale w ekstralidze zdarzają się wyjazdy do Szczecina. Jeśli już piłkarka znajdzie wolną chwilę, poświęca ją znajomym, rodzinie, słucha Ellie Goulding oraz ogląda filmy. Uwielbia także jeździć na nartach: „ Narty to numer 1 zaraz po piłce nożnej”.

URODA A SPORT
Pomimo że gra w piłkę nożną, co wydaje się męskim sportem, Oliwia jak każda dziewczyna dba o siebie,  bo: 'kobieta jest kobietą i tego się nie zmieni”. Lubi ubierać elegancie sukienki, których noszenie jest wymagane na galach i konferencjach. Oczywiście na treningi zakłada dresy i wygodniejsze ubrania oraz nie robi makijażu, jednak gdy ma okazję, lubi zaszaleć. Do szkoły zawsze się maluje. Rano zabiera jej to około 30 minut. A wieczorem w wolnych chwilach używa maseczki. Wszystko zależy od tego, jak ma wyglądać jej dzień.

SZKOŁA I SPORT- DA SIĘ TO POGODZIĆ?
Sport jest bardzo ważną częścią życia Oliwii a doskonalenie talentu wymaga dużo czasu, ćwiczeń i cierpliwości, jednak wykształcenie ma dla niej duże znaczenie. Trudno to pogodzić, ponieważ Oliwia w czasie sezonu ma w ciągu tygodnia 3 treningi a w okresie przygotowawczym - 4. Każdy z nich trwa po 2 godziny. Dużym ułatwieniem dla dziewczyny jest indywidualny tok nauczania, co i tak wymaga poświęceń - uczenia się nocą lub przeznaczania weekendu na opanowanie materiału.

PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ
Oliwia wiąże swoją przyszłość z piłką nożną, która będzie dla niej nie tylko źródłem zarobku, ale także spełnieniem marzeń. Grę chce kontynuować jak najdłużej, jednak w sporcie często zdarzają się poważne kontuzje, dlatego  dziewczyna mówi, że może zostanie trenerką.  Myśli o wyjeździe za granicę w celu rozwijania talentu, jednak skłonna jest zostać w ojczystym kraju, gdzie już widać efekty jej ciężkiej pracy.



Łucja, Aleksandra,
Kornelia, Izabela, 2c

piątek, 8 grudnia 2017

Prezentacja pracy Patrycji Klimasary na temat "Lot,wzlot,polot" na lekcji w 3d stała się okazją do powtórki maturalnej o motywie Ikara. PRraca została skierowana do zawodów II stopnia Olimpiady Literatury i Języka Polskiego.


wtorek, 5 grudnia 2017

niedziela, 3 grudnia 2017

I i III miejsce w konkursie "Inspiracje Conradowskie"

Mamy to!

24 listopada 2017r. Marta Szewczyk i Dominik Huber wysłuchali wykładu pt. "Conrad u progu XXI wieku" dra B. Gryszkiewicza z Uniwersytetu Pedagogicznego i odebrali nagrody za I i III miejsca w wojewódzkim konkursie "Inspiracje Conradowskie".
Na wystawie pokonkursowej w Wojewodzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie można podziwiać również prace Ilony Pilarczyk, Aleksandry Szerkus i Alicji Włodarz. 


                                                                                                                           M.Skawińska

niedziela, 19 listopada 2017

Zaproszenie...

Tym razem Karolina Malaga pod kierunkiem M. Skawińskiej napisała opowiadanie o tematyce wojskowej.Wkrótce je opublikujemy. Gratulujemy!



Rok Conradowski

Z niecierpliwością oczekujemy na wyniki konkursu plastycznego "Conradowskie inspiracje". Ola, Marta, Ilona, Ala i Dominik wykonali ilustracje do poniższych fragmentów dzieł Conrada. Wkrótce je zaprezentujemy.



J. Conrad, Jądro ciemności, tłum. A. Zagórska, Wydaw. GREG, Kraków 2004, s. 34


„ Drzewa i drzewa, miliony drzew masywnych, olbrzymich, strzelających w górę; a u ich stóp pełzł przeciw prądowi tuż przy brzegu mały, umorusany sadzą parowiec, jak ociężały chrząszcz łażący po posadzce wyniosłego portyku. Człowiek czuł się bardzo mały                             i zagubiony, a jednak to uczucie nie było właściwie przygnębiające. Wprawdzie byliśmy mali, ale umorusany chrząszcz pełzł naprzód – czego się właśnie od niego wymagało. (…) Droga otwierała się przed nami i zamykała za nami, jakby las wkraczał powoli w wodę, by zagrodzić nam powrót. Przenikaliśmy wciąż głębiej i głębiej w jądro ciemności. Bardzo tam było spokojnie. Czasami nocą warkot bębnów za zasłoną drzew biegł w górę rzeki i trwał              w słabym odgłosie do brzasku, jakby się unosił wysoko powietrzu nad naszymi głowami. Nie wiedzieliśmy, czy oznacza wojnę, pokój czy modlitwę. Przed samym świtem zapadała chłodna cisza; drwale spali, ogniska ich przygasały; człowiek się zrywał na trzask gałązki. Wędrowaliśmy po przedhistorycznej ziemi, po ziemi mającej wygląd nieznanej planety. Mogliśmy sobie wyobrazić, że jesteśmy pierwszymi ludźmi biorącymi w posiadanie jakiś przeklęty spadek, którym można zawładnąć tylko za cenę dojmującej udręki i niezmiernego znoju. I nagle, kiedy okrążaliśmy z trudem jakiś zakręt, ukazywały się ściany z sitowia, spiczaste dachy z trawy, wybuchał wrzask, kłębił się wir czarnych członków, klaszczących rąk, tupiących nóg, rozkołysanych ciał, oczu przewracających białkami – pod nawisłym listowiem, ciężkim i nieruchomym. Parowiec brnął powoli po krawędzi czarnego, niepojętego szału”.




 J. Conrad, Jądro ciemności, tłum. A. Zagórska, Wydaw. GREG, Kraków 2004, s. 57-58


            „W oddali można było rozróżnić ciemne ludzkie kształty, migające niewyraźnie na tle mrocznego lasu, a blisko rzeki dwie brązowe, wojownicze postacie, wsparte na wysokich włóczniach, stały w blasku słońca jak posągi; na głowach miały przybranie z fantastycznie upiętych , nakrapianych skór. A z prawej strony szła wzdłuż oświetlonego brzegu dzika                  i wspaniała postać kobieca.
            Stąpała miarowym krokiem, owinięta w pasiastą szatę z frędzlami, depcząc dumnie ziemię wśród lekkiego brzęku i migotu barbarzyńskich ozdób. Trzymała głowę wysoko; jej włosy były upite w kształt hełmu; na nogach miała mosiężne kółka aż do kolan, bransolety              z mosiężnego drutu aż po łokcie, szkarłatną plamę na ciemnym policzku, nieprzeliczone naszyjniki ze szklanych paciorków u szyi; dziwaczne jakieś przedmioty, amulety, dary czarowników, które wisiały na niej, lśniły i drgały przy każdym kroku. Musiała mieć na sobie wartość kilku kłów słoniowych. Była dzika i przepyszna, płomienno oka i wspaniała; jej powolne posuwanie się naprzód miało w sobie coś złowieszczego. A wśród ciszy, która spadła nagle na całą te smutną krainę, olbrzymi obszar puszczy, cały ogrom płodnego                     i tajemniczego życia zdawał się patrzeć na nią, zadumany, jakby patrzył na wizerunek swojej własnej mrocznej i namiętnej duszy.
            Znalazłszy się naprzeciwko parowca, kobieta zatrzymała się i zwróciła w naszą stronę. Jej długi cień sięgał wody. Twarz o tragicznym i dzikim wyglądzie wyrażała obłędny smutek i niemy ból, a zarazem niepokój jakiegoś nurtującego, na wpół dojrzałego postanowienia. (…) Kobieta patrzyła na nas, jakby życie jej zależało od niezłomnej wytrwałości tego wzroku. Wtem otworzyła nagie ramiona i poderwała je sztywno w górę, jak owładnięta niepohamowanym pragnieniem, by dotknąć nieba – a w tejże chwili szybkie cienie wypadły na ziemię i ogarnęły rzekę obejmując parowiec w mrocznym uścisku. Straszliwa cisza wisiała nad krajobrazem”.

J. Conrad, Lord Jim, przeł. A. Zagórska, Wydaw. GREG, Kraków 2009, s. 67


            „Jim wstrząsnął się lekko (…). Była jakby okropna cisza w jego twarzy, w jego ruchach, nawet w jego głosie, kiedy powiedział: - Krzyczeli – i mimo woli nadstawiłem uszu, aby pochwycić widmo tego krzyku, który się rozlegnie natychmiast poprzez złudne wrażenie ciszy.
            - Było ośmiuset ludzi na tym statku – powiedział, przykuwając mnie do krzesła okropnym spojrzeniem bez wyrazu. – Ośmiuset żywych ludzi, a oni krzyczeli na tego jednego, martwego, żeby skoczył i wyratował się. „Skacz, George! Skacz! Dalej! Skacz!” Stałem u burty z ręką na żurawiku. Byłem bardzo spokojny. Noc stała się jak atrament. Nie było widać ani nieba, ani morza. Słyszałem łódź obijającą się o burtę: stu, stuk; (…). Nagle kapitan zawył: Mein Gott! Szkwał! Szkwał! Odpychać! – Gdy deszcz zaczął szumieć i zerwał się wiatr, wrzasnęli znowu: ‘Skacz, George! Złapiemy ciebie! Skacz!’. Okręt zaczął się powoli zanurzać; deszcz przewalał się po nim jak wzburzone morze; czapka zleciała mi                   z głowy; wpierało mi oddech do gardła. Usłyszałem – jakbym stał na szczycie wieży – jeszcze jeden dziki wrzask: ‘Geo-o-orge! No, skacz!’. Statek zanurzał się, zanurzał, dziobem naprzód, pode mną…
            Podniósł z wolna rękę do twarzy i zdejmował z niej coś palcami, jakby go oblazła pajęczyna, a potem patrzył na swoją otwartą dłoń przez jakie pół sekundy, zanim mu się wyrwało:
            - Skoczyłem… - zatrzymał się, odwrócił wzrok… - Tak mi się zdaje – dodał.
            Jasnoniebieskie oczy Jima spojrzały na mnie żałośnie; stał przede mną niemy                           i obolały, a ja czułem, że mnie przygniata smutne poczucie bezsilnej, zrezygnowanej mądrości wraz z głęboką litością starca, który patrzy na dziecięcą klęskę, bezradny                              i ubawiony.
            - Na to wygląda – mruknąłem.
            - Nie byłem tego świadomy, póki nie spojrzałem w górę – wyjaśnił Jim pośpiesznie.
            (…) – Statek wydał mi się wyższy od muru; majaczył jak skała nad łodzią… Chciałem umrzeć! – krzyknął. – Nie mogłem już stamtąd wrócić. Było to, jakbym wskoczył w studnię – w wieczny, głęboki dół…”


J. Conrad, Tajfun i inne opowiadania, przekł. H. Carroll - Najder, A. Zagórska, Państwowy Instytut Wydawniczy, warszawa 1973, s. 91


            „Przez postrzępioną szczelinę w pułapie chmur migotało parę gwiazd, oświetlając czarne fale, piętrzące się i opadające we wszystkich kierunkach. Czasami czub wodnego słupa wpadał przez burtę i mieszał się z zamiecią piany na zalanym wodą pokładzie; „Nan-Shan” poruszał się ociężale na spodzie kolistej cysterny z chmur. Było cos niepojęcie złowrogiego  w tym pierścieniu z gęstych oparów wirujących wściekle wokół ośrodka ciszy w oku tajfunu, w którym znajdował się statek, okalających go czymś w rodzaju nieruchomego, nieprzerwanego muru. W tym oku morze, jakby poruszane wewnętrznym niepokojem, tryskało w górę czubami kopców wodnych, które zderzały się ze sobą i ciężko biły o burty okrętu; spoza kręgu złowieszczej ciszy dolatywał cichy, przeciągły jęk, jakby niekończąca się skarga rozszalałych żywiołów. Kapitan MacWhirr milczał, zaś Jukes wyłowił raptem natężonym uchem ledwo dosłyszalny, zdławiony ryk jakiejś ogromnej fali, która gnała okryta gęstym mrokiem, zamykającym tak straszliwie jego pole widzenia”.

sobota, 11 listopada 2017

11 listopada

Gawęda o miłości ziemi ojczystej


Bez tej miłości można żyć,
mieć serce puste jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie wić,
o blasku próchna mówić „dnieje”,
o blasku słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które za płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyje cząstkę czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić.
Odrzucam pustobrzmiące słowa.
Można nie kochać cię – i żyć,
ale nie można owocować.
                                   Wisława Szymborska



Dyktando Powiatowe

Aleksandra Ślusarz zajęła III miejsce w Dyktandzie Powiatowym.

Gratulujemy!

    Autorka dyktanda dr  Ewa Biłas - Pleszak z Uniwersytetu Śląskiego postanowiła "trochę tak sentymentalnie, na wpół rzewnie, ciut zabawnie powspominać dawny czas". Uczestnicy Dyktanda musieli m.in. zapisac takie zdanie: "Żadnaż szczeżuja ani też morzypła,ni żronka z Antiochii i z Żarnowca orzeł, rzekotka z Pułtuska, ostróżka i muszka w te słowa uwierzyć nie może".

http://www.beskidzka24.pl/artykul,zmagania_z_ortografia,60059.html



wtorek, 7 listopada 2017

W Muzeum Farmacji w Krakowie

Zajrzyjcie tam koniecznie, obejrzyjcie meble z dawnych aptek klasztornych oraz zawieszone na ścianach i pod sufitem curiosa: pancerz żółwia, zasuszonego krokodyla oraz miecz ryby piły. Na pięciu kondygnacjach — od piwnic po strych —   poznacie tajniki pracy aptekarza. Odtworzono tu między innymi laboratorium apteczne, w którym można prześledzić sposób działania aparatury destylacyjnej, zgłębić metody sporządzania mikstur leczniczych, a także techniki przechowywania substancji służących do ich  wytwarzania.
W Muzeum można ponadto odkryć tajemnicę bezoaru i tzw. rogu jednorożca — medykamentów przez wieki używanych jako antidota na wszelkie trucizny. Znajduje się tu także prototyp pierwszej na świecie lampy naftowej, skonstruowanej przez farmaceutę i twórcę polskiego przemysłu naftowego — Ignacego Łukasiewicza.





Suski akcent - godło apteki z naszego miasta:



A na pamiatkę - pigułki przeczyszczające wielokrotnego użytku :D


niedziela, 5 listopada 2017

Wyniki szkolnego plebiscytu na młodzieżowe słowo roku 2017:

Wyniki szkolnego plebiscytu na młodzieżowe słowo roku 2017:

sztos
przyps –przypał
zdawka
masakra

Zebrały: Ola i Kasia z 2d

Wyniki plebiscytu potwierdzają dotychczasową charakterystykę komunikacji młodzieży: duży udział zapożyczeń z innych języków i rejestrów, jednoznaczne wartościowanie (częściej negatywne) i obrazową metaforykę. Pokazuje także tendencję do uniwersalizacji gramatycznej. Sztos czy masakra to nie tylko rzeczowniki, ale też nieodmienne przymiotniki, np. maskara impreza, sztos film, przysłówki, np. tam było sztos, lub wykrzykniki, np. Ale sztos/masakra.”



czwartek, 2 listopada 2017

Warsztaty master class w MICET

Warto!

http://stary.pl/pl/master-class-dorota-segda/

Upoluj swoją książkę!

Zeskanuj kod z plakatu i ciesz się darmowym czytaniem/słuchaniem!



1000 szkół w całej Polsce bierze udział w Czytaj PL – jednej z największych na świecie akcji promujących czytelnictwo. „Upoluj swoją książkę” wychodzi naprzeciw wymaganiom młodych ludzi i udostępnia internetową wypożyczalnię e-booków. Wszystko dzięki jednej aplikacji i jednemu kodowi. Wystarczy smartfon.
2 listopada startuje pierwsza edycja projektu „Upoluj swoją książkę” organizowanego w ramach akcji Czytaj PL. Uczniowie szkół ponadpodstawowych na terenie całego kraju będą mogli zupełnie za darmo przeczytać 12 bestsellerowych e-booków i audiobooków. Do szkół trafiły plakaty z okładkami 12 książek i kodem QR. Wystarczy smartfon i aplikacja. Spośród 5000 zgłoszeń organizatorzy wyłonili 1000 Ambasadorów, którzy przez cały listopad będą zachęcali do czytania w swoich szkołach. Każdy Ambasador otrzymał koszulkę z kodem QR, dającym dostęp do 12 bestsellerowych e-booków. Ambasadorką w naszej szkole jest Karolina Sitarz z klasy 2d. Do udziału w akcji zachęcali uczniów popularni vlogerzy: Historia bez cenzury i EMCE.
Na uczniów czeka również wiele konkursów i atrakcyjnych nagród. Akcja „Upoluj swoją książkę” organizowana jest z inicjatywy Instytutu Książki z Krakowskim Biurem Festiwalowym, operatorem programu Kraków Miasto Literatury UNESCO oraz platformą e-bookową Woblink.com, które już od 5 lat organizują wspólnie akcję Czytaj PL.
Czytaj PL do tej pory było organizowane w niespotykanej w Polsce i na świecie skali, a w tym roku zasięg akcji będzie wielokrotnie większy. Akcja obejmie blisko 500 miast i miejscowości. Na ponad siedmiu tysiącach nośników pojawią się darmowe wypożyczalnie e-booków i audiobooków. Udostępnione zostaną kody QR do 12 bestsellerów, w tym 5 absolutnych nowości z 2017 roku. Po raz pierwszy w akcji weźmie udział 10 miast zagranicznych m.in.: Barcelona, Dublin, Lwów, Norwich, Nottingham, Praga i Reykjavik – Miasta Literatury UNESCO. Zeszłoroczna edycja  zachęciła do czytania tysiące osób. W tym roku przekona ich jeszcze więcej.
Akcja Czytaj PL od początku jest organizowana w ramach programu „Kraków Miasto Literatury UNESCO”.
Lista dostępnych książek:
1. Wojciech Drewniak „Historia bez cenzury 2”
2. Krzysztof Piskorski „Czterdzieści i cztery”
3. Gregory David Roberts „Shantaram”
4. Filip Springer „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”
5. Anna Kamińska „Wanda”
6. Jakub Małecki „Ślady”
7. Dan Ariely „Szczera prawda o nieuczciwości”
8. Elżbieta Cherezińska „Korona śniegu i krwi”
9. Camilla Lackberg „Księżniczka z lodu”
10. Peter Wohlleben „Sekretne życie drzew”
11. Jon Ronson „#WstydźSię!”
12. Marek Kamiński „Marek i czaszka jaguara”
Organizatorzy Czytaj PL: Krakowskie Biuro Festiwalowe, Woblink
Partnerstwo strategiczne: Instytut Książki
Organizatorzy odsłony w szkołach (Upoluj swoją książkę): Instytut Książki, Krakowskie Biuro Festiwalowe, Woblink
Wydawcy: Znak Horyzont, Wydawnictwo Literackie, Wydawnictwo Marginesy, Wydawnictwo Karakter, SQN, Smak Słowa, Zysk, Wydawnictwo Czarna Owca, Otwarte, Insignis Media, Znak Emotikon
Miasta partnerskie: Kraków, Poznań, Łódź, Wrocław, Gdańsk, Katowice, Lublin, Toruń, Częstochowa, Opole, Gdynia, Rzeszów
Pozostałe miasta biorące udział w akcji: Warszawa, Białystok, Bydgoszcz, Bytom, Chorzów, Mysłowice, Rybnik, Sosnowiec, Szczecin, Tychy
Miasta Literatury UNESCO biorące udział w akcji: Dublin, Dunedin, Edynburg, Lwów, Norwich, Nottingham, Praga, Reykjavik, Dundee
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa.