niedziela, 7 października 2018

Marty i Oli sposób na dynię...

Dynia - smaczna, niskokaloryczna, z dużą ilością błonnika. I mozna ją wykorzystać na wiele sposobów!





Składniki 

  • 500 g puree z dyni (lub 1 świeża, niewielka dynia)
  • 2 jajka
  • 225 g brązowego cukru
  • 350 ml niesłodzonego mleka skondensowanego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1/4 łyżeczki goździków
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1,5 łyżeczki cynamonu
  • nieupieczony spód do tarty o średnicy 23 cm


Sposób przygotowania

    Puree z dyni:

  1. Jeśli nie mamy gotowego (np. mrożonego) puree z dyni, musimy je przygotować ze świeżej dyni. W tym celu należy przekroić dynię na pół, usunąć miękkie włókna ze środka i pestki. Ułożyć dynię przekrojoną stroną w dół na dużej blasze i piec przez 1 godzinę w 200°C. Nakłuć widelcem - miąższ powinien być miękki. Upieczoną dynię wystudzić, wyjąć miąższ łyżką i zmiksować w robocie kuchennym.
  2. Tarta:

  3. Zwiększyć temperaturę w piekarniku do 230°C.
  4. W dużej misce roztrzepać lekko jajka, dodać cukier, mąkę, sól, 500 g puree z dyni, cynamon imbir, gałkę, goździki i mleko skondensowane Po każdym składniku dokładnie mieszać.
  5. Wylać na spód do tarty piec przez 10 minut w 230°C. (Można krawędź ciasta przykryć paskiem folii aluminiowej, aby się nie spiekła.)
  6. Po upływie 10 minut zmniejszyć temperaturę do 180°C i piec jeszcze przez 40-50 minut. Wbić w środek wykałaczkę - powinna wyjść czysta. Pasek z folii usunąć na ok. 20 minut przed końcem pieczenia aby krawędzie ciasta się ładnie przyrumieniły.
  7. Ostudzić tartę i najlepiej wstawić na noc do lodówki.

Smacznego!



piątek, 5 października 2018

Dzień Uśmiechu



Tyl­ko uśmiech jest jed­na­kowy na całym świecie. Możesz się uśmie­chnąć po an­giel­sku, a będzie to znaczyło dokład­nie to sa­mo w Tajlandii. 

O. Goldsmith

czwartek, 4 października 2018

4 października - Dzień Zwierzaka

Dziś Światowy Dzień Zwierząt, więc... przedstawiamy Wam naszych milusińskich!




PiesKiedy taki rozhowor wiódł Odys z pastuchem,
Pies leżący tam blisko łeb podniósł, strzygł uchem.
Był to Argos, którego sam Odys wychował,
Lecz nie użył, gdyż wcześniej on był pożeglował
Pod Troję. Potem chłopcy go na polowanie
Brali w góry na kozy, zające i łanie.
Teraz leży wzgardzony, gdy nie stało pana,
Na kupie, co spod mułów i krów wyrzucana
Zalega koło bramy; gnojem tym nawożą
Parobcy pola pańskie i pożytek mnożą.
Na nim to leżał Argos, jedzon przez robactwo.
Lecz skoro bliskość pana zwietrzyło biedactwo,
Pokiwało ogonem tuląc uszy obie,
Chciałoby się doczołgać, sił nie miało w sobie.
Uważał to Odysej i łzę uczuł w oku;
Otarł ją, by nie widział pastuch, co stał z boku. 
„Dziwna rzecz, Eumajosie — Odys mu powiada —
Jak ten pies na barłogu pięknym jest nie lada!
Z tym kształtem czy i rączość łączył? Szedł na łowy?
Czy też to ot zwyczajny sobie pies stołowy,
Jakich dużo na dworcach trzymają panowie?”
Na to pastuch Eumajos te słowa odpowie:
„Ten pies to własność męża dawno już zgasłego.
Trzeba ci było widzieć kształt i rączość jego
Wtenczas, kiedy na Ilion Odys szedł z wyprawą!
Zdziwiłbyś się psa tego siłą i postawą.
Przed nim nie mógł zwierz żaden umknąć, tak był rączy:
Wpadłszy na trop, wciąż trzymał, niezrównany gończy.
Teraz zbiedniał; pan jego przepadł gdzieś daleko,
Więc mu źle pod niedbałych służebnic opieką.
Niewola, SługaBo to tak z tą czeladzią — niech pan nie napędza,
Zaniedba obowiązku, rąk sobie oszczędza.
Zeus wszechmocny odziera człowieka z połowy
Cnej poczciwości, odkąd ten bierze okowy”.
To powiedziawszy, odszedł w głąb pysznych podwoi,
Do izby, kędy świetny tłum gachów się roi;
Tymczasem Argos w śmierci pogrążył się mroku,
Gdy ujrzał swego pana po dwudziestym roku.

Homer, Odyseja





Przyjaciel

Wracasz smutny do domu
I nie chcesz dłużej żyć
W twoich oczach - łzy

On nie pyta co się stało
macha wesołym  ogonem
Wtula się w ciebie
I daje ci psiego "buziaka"

Smutki?

Jakie smutki?


                                Karola

















Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.

 Antoine de Saint-Exupery, Mały Książę






Możliwości
Wolę (...).
Wolę koty.


W. Szymborska







Kot
 Zbigniew Herbert

Jest cały czarny, lecz ogon ma elektryczny.
Gdy śpi na słońcu, jest najczarniejszą rzeczą, jaką sobie można
wyobrazić. Nawet we śnie łapie przerażone myszki. Poznać
to po pazurkach, które wyrastają mu z łapek. Jest strasznie
miły i niedobry. Zrywa z drzew ptaszki, zanim dojrzeją.



Behemot ukroił sobie kawałek ananasa, posolił go, popieprzył, zjadł, a potem tak brawurowo chlupnął drugą setkę spirytusu, że wszyscy zaczęli mu bić brawo…
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

 Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata








A Ty?
Kogo oswoiłeś? ;)

3 X 1996 Szymborska otrzymała wiadomość, że dostala Nobla!

M. Rusinek, Nic zwyczajnego



WISŁAWA SZYMBORSKA – ODCZYT NOBLOWSKI
Poeta i świat
„Podobno w przemówieniu pierwsze zdanie jest zawsze najtrudniejsze. A więc mam je już poza sobą… Ale czuję, że i następne zdania będą trudne, trzecie, szóste, dziesiąte, aż do ostatniego, ponieważ mam mówić o poezji. Na ten temat wypowiadałam się rzadko, prawie wcale. I zawsze towarzyszyło mi przekonanie, że nie robię tego najlepiej. Dlatego mój odczyt nie będzie zbyt długi. Wszelka niedoskonałość lżejsza jest do zniesienia, jeśli podaje się ja w małych dawkach.
Dzisiejszy poeta jest sceptyczny i podejrzliwy nawet – a może przede wszystkim – wobec samego siebie. Z niechęcią oświadcza publicznie, że jest poetą – jakby się tego trochę wstydził. Ale w naszej krzykliwej epoce dużo łatwiej przyznać się do własnych wad, jeżeli tylko prezentują się efektownie, a dużo trudniej do zalet, bo są głębiej ukryte, i w które samemu nie do końca się wierzy… W różnych ankietach czy rozmowach z przypadkowymi ludźmi, kiedy poecie już koniecznie wypada określić swoje zajęcie, podaje on ogólnikowe „literat” albo wymienia nazwę dodatkowo wykonywanej pracy.
Wiadomość, że maja do czynienia z poetą, przyjmowana jest przez urzędników czy współpasażerów autobusu z lekkim niedowierzaniem i zaniepokojeniem. Przypuszczam, że i filozof budzi podobne zakłopotanie. Jest jednak w lepszym położeniu, bo najczęściej ma możność ozdobienia swojej profesji jakimś tytułem naukowym. Profesor filozofii – to brzmi już dużo poważniej.
Nie ma jednak profesorów poezji. To by przecież znaczyło, że jest to zatrudnienie wymagające specjalistycznych studiów, regularnie zdawanych egzaminów, rozpraw teoretycznych wzbogaconych bibliografią i odnośnikami, a wreszcie uroczyście otrzymywanych dyplomów. A to z kolei oznaczałoby, że po to, żeby zostać poetą, nie wystarczą kartki papieru zapisane choćby najświetniejszymi wierszami – konieczny jest i to przede wszystkim, jakiś papierek z pieczątką. Przypomnijmy sobie, że na takiej właśnie podstawie skazano na zesłanie chlubę poezji rosyjskiej, późniejszego Noblistę, Josifa Brodskiego. Uznano go za „pasożyta”, ponieważ nie miał urzędowego zaświadczenia,że wolno mu być poetą…
Przed kilkoma laty miałam zaszczyt i radość poznać Go osobiście. Zauważyłam, że on jeden, spośród znanych mi poetów, lubił mówić o sobie „poeta”, wymawiał to słowo bez wewnętrznych oporów, z jakąś nawet wyzywającą swobodą. Myślę, że to przez pamięć brutalnych upokorzeń, jakich doznał w młodości.
W krajach szczęśliwszych, gdzie godność ludzka nie jest naruszana tak łatwo, poeci pragną być oczywiście publikowani, czytani i rozumiani, ale nie robią już nic albo bardzo niewiele, żeby na co dzień wyróżniać się wśród innych ludzi. A jeszcze tak niedawno temu, w pierwszych dziesięcioleciach naszego wieku, poeci lubili szokować wymyślnym strojem i ekscentrycznym zachowaniem. Było to jednak zawsze widowisko na użytek publiczny. Przychodziła chwila, kiedy poeta zamykał za sobą drzwi, zrzucał z siebie te wszystkie peleryny, błyskotki i inne poetyczne akcesoria, i stawał w ciszy, w oczekiwaniu na samego siebie, nad niezapisaną jeszcze kartką papieru. Bo tak naprawdę tylko to się liczy.
Rzecz charakterystyczna. Produkuje się ciągle dużo biograficznych filmów o wielkich uczonych i wielkich artystach. Zadaniem ambitniejszych reżyserów jest wiarygodne przedstawienie procesu twórczego, który w rezultacie prowadził do ważnych odkryć naukowych czy powstawania najsłynniejszych dzieł sztuki. Można z jakim takim sukcesem ukazać pracę niektórych uczonych: laboratoria, przeróżne przyrządy, mechanizmy wprowadzone w ruch są zdolne przez pewien czas utrzymać uwagę widzów. Ponadto bardzo dramatyczne bywają chwile niepewności czy powtarzany po raz tysiączny eksperyment, z drobną tylko modyfikacją, przyniesie wreszcie spodziewany wynik.
Widowiskowe potrafią być filmy o malarzach – można odtworzyć wszystkie fazy powstawania obrazu od początkowej kreski do ostatniego dotknięcia pędzla. Filmy o kompozytorach wypełnia muzyka – od pierwszych taktów, które twórca słyszy w sobie, aż do dojrzałej formy dzieła rozpisanego na instrumenty. Wszystko to jest w dalszym ciągu naiwne i nic nie mówi o tym dziwnym stanie ducha, zwanym popularnie natchnieniem, ale przynajmniej jest co oglądać i jest czego słuchać.
Najgorzej z poetami. Ich praca jest beznadziejnie niefotogeniczna. Człowiek siedzi przy stole albo leży na kanapie, wpatruje się nieruchomym wzrokiem w ścianę albo w sufit, od czasu do czasu napisze siedem wersów, z czego jeden po kwadransie skreśli, i znów upływa godzina, w której nic się nie dzieje… Jaki widz wytrzymałby oglądanie czegoś takiego? Wspomniałam o natchnieniu. Na pytanie, czym ono jest, jeśli jest, poeci współcześni dają odpowiedzi wymijające. Nie dlatego, że nigdy nie odczuli dobrodziejstwa tego wewnętrznego impulsu. Przyczyna jest inna. Niełatwo wyjaśnić komuś coś, czego się samemu nie rozumie.
Ja także, pytana o to czasami, istotę rzeczy obchodzę z daleka. Ale odpowiadam w sposób taki: natchnienie nie jest wyłącznym przywilejem poetów czy artystów w ogólności. Jest, była, będzie zawsze pewna grupa ludzi, których natchnienie nawiedza.
To ci wszyscy, którzy świadomie wybierają sobie pracę i wykonują ją z zamiłowaniem i wyobraźnią. Bywają tacy lekarze, bywają tacy pedagodzy, bywają tacy ogrodnicy i jeszcze setka innych zawodów. Ich praca może być bezustanną przygodą, jeśli tylko potrafią w niej dostrzec coraz to nowe wyzwania. Pomimo trudów i porażek, ich ciekawość nie stygnie. Z każdego rozwiązanego zagadnienia wyfruwa im rój nowych pytań. Natchnienie, czymkolwiek ono jest, rodzi się z bezustannego „nie wiem”.
Takich ludzi nie jest zbyt wielu. Większość mieszkańców tej ziemi pracuje, żeby zdobyć środki utrzymania, pracuje, bo musi. To nie oni z własnej pasji wybierają sobie pracę, to okoliczności życia wybierają za nich. Praca nielubiana, praca, która nudzi, ceniona tylko dlatego, że nawet w tej postaci nie dla wszystkich jest dostępna, to jedna z najcięższych ludzkich niedoli. I nie zanosi się na to, żeby najbliższe stulecia przyniosły tutaj jakąś szczęśliwa zmianę.
Wolno mi więc powiedzieć, że wprawdzie odbieram poetom monopol na natchnienie, ale i tak umieszczam ich w nielicznej grupie wybrańców losu. Tutaj jednak mogą się w słuchaczach zbudzić wątpliwości. Rozmaici oprawcy, dyktatorzy, fanatycy, demagodzy walczący o władzę przy pomocy kilku byle głośno wykrzykiwanych haseł także lubią swoją pracę i także wykonują ją z gorliwą pomysłowością. No tak, ale oni „wiedzą”. Wiedzą, a to, co wiedzą, wystarcza im raz na zawsze. Niczego ponad to nie są ciekawi, bo to mogłoby osłabić siłę ich argumentów. A wszelka wiedza, która nie wyłania z siebie nowych pytań, staje się w szybkim czasie martwą, traci temperaturę sprzyjającą życiu. W najskrajniejszych przypadkach, o czym dobrze wiadomo z historii dawnej i współczesnej, potrafi być nawet śmiertelnie groźna dla społeczeństw.

Dlatego tak wysoko sobie cenię dwa małe słowa: „nie wiem”. Małe, ale mocno uskrzydlone. Rozszerzające nam życie na obszary, które mieszczą się w nas samych i obszary, w których zawieszona jest nasza nikła Ziemia. Gdyby Izaak Newton nie powiedział sobie „nie wiem”, jabłka w ogródku mogłyby spadać na jego oczach jak grad, a on w najlepszym razie schylałby się po nie i zjadał z apetytem. Gdyby moja rodaczka Maria Skłodowska-Curie nie powiedziała sobie „nie wiem”, zostałaby pewnie nauczycielką chemii na pensji dla panienek z dobrych domów i na tej – skądinąd zacnej – pracy upłynęłoby jej życie. Ale powtarzała sobie „nie wiem” i te właśnie słowa przywiodły ją, i to dwukrotnie, do Sztokholmu, gdzie ludzi o duchu niespokojnym i wiecznie poszukującym nagradza się Nagrodą Nobla.
Poeta również, jeśli jest prawdziwym poetą, musi ciągle powtarzać sobie „nie wiem”. Każdym utworem próbuje na to odpowiedzieć, ale kiedy tylko postawi kropkę, już ogarnia go wahanie, już zaczyna sobie zdawać sprawę, że jest to odpowiedź tymczasowa i absolutnie niewystarczająca. Więc próbuje jeszcze raz i jeszcze raz, a potem te kolejne dowody jego niezadowolenia z siebie historycy literatury zepną wielkim spinaczem i nazywać będą „dorobkiem”…
Marzą mi się czasami sytuacje niemożliwe do urzeczywistnienia. Wyobrażam sobie na przykład w swojej zuchwałości, że mam okazję porozmawiania z Eklezjastą, autorem jakże przejmującego lamentu nad marnością wszelkich ludzkich poczynań. Pokłoniłabym mu się bardzo nisko, bo to przecież jeden z najważniejszych – przynajmniej dla mnie – poetów. Ale potem pochwyciłabym go za rękę. „Nic nowego pod słońcem” – napisałeś, Eklezjasto. Ale przecież Ty sam urodziłeś się nowy pod słońcem. A poemat, którego jesteś twórcą, też jest nowy pod słońcem, bo przed Tobą nie napisał go nikt. I nowi pod słońcem są wszyscy Twoi czytelnicy, bo ci, co żyli przed Tobą, czytać go przecież nie mogli. Także i cyprys, w którego cieniu usiadłeś, nie rośnie tutaj od początku świata. Dał mu początek jakiś cyprys inny, podobny do Twojego, ale nie całkiem ten sam. I ponadto chciałabym Cię spytać, Eklezjasto, co nowego pod słońcem zamierzasz teraz napisać. Czy coś, czym uzupełnisz jeszcze swoje myśli, czy może masz pokusę niektórym z nich zaprzeczyć jednak? W swoim poprzednim poemacie dostrzegłeś także i radość – cóż z tego, że przemijającą? Więc może o niej będzie Twój nowy pod słońcem poemat? Czy masz już notatki, jakieś pierwsze szkice? Nie powiesz chyba: „Napisałem wszystko, nie mam nic do dodania”. Tego nie może powiedzieć żaden na świecie poeta, a co dopiero tak wielki jak Ty.
Świat, cokolwiek byśmy o nim pomyśleli zatrwożeni jego ogromem i własną wobec niego bezsilnością, rozgoryczeni jego obojętnością na poszczególne cierpienia – ludzi, zwierząt, a może i roślin, bo skąd pewność, że rośliny są od cierpień wolne; cokolwiek byśmy pomyśleli o jego przestrzeniach przeszywanych promieniowaniem gwiazd, gwiazd, wokół których zaczęto już odkrywać jakieś planety, już martwe? jeszcze martwe? – nie wiadomo; cokolwiek byśmy pomyśleli o tym bezmiernym teatrze, na który mamy wprawdzie bilet wstępu, ale ważność tego biletu jest śmiesznie krótka, ograniczona dwiema stanowczymi datami; cokolwiek jeszcze pomyślelibyśmy o tym świecie – jest on zadziwiający.
Ale w określeniu „zadziwiający” kryje się pewna logiczna pułapka. Zadziwia nas przecież to, co odbiega od jakiejś znanej i powszechnie uznanej normy, od jakiejś oczywistości, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Otóż takiego oczywistego świata nie ma wcale. Nasze zadziwienie jest samoistne i nie wynika z żadnych z czymkolwiek porównań. Zgoda, w mowie potocznej, która nie zastanawia się nad każdym słowem, wszyscy używamy określeń: „zwykły świąt”, „zwykle życie”, „zwykła kolej rzeczy”… Jednak w języku poezji, gdzie każde słowo się waży, nic już zwyczajne i normalne nie jest. żaden kamień i żadna nad nim chmura. żaden dzień i żadna po nim noc. A nade wszystko żadne niczyje na tym świecie istnienie. Wygląda na to, że poeci będą mieli zawsze dużo do roboty.


http://www.noblisci.pl/1996-wislawa-szymborska/



wtorek, 2 października 2018

Wiesz, co jesz? Witaminy życia!

Dni są coraz krótsze, nasze samopoczucie coraz gorsze... jesteśmy słabsi i częściej chorujemy. Można temu zaradzić ;) Poniżej efekty korelacji międzyprzedmiotowej - język polski i wychowanie fizyczne idą w parze :D
Te i inne teksty zaprezentowano na lekcji wychowawczej w klasie 3d. Teksty zaprezentowano, a witaminy... skonsumowano!





XXX


-Mamo! Mamo! Fatalnie się dziś czuję. Nie jestem w stanie pójść do szkoły. -Ojej, Maciek, co ci jest? -Bardzo bolą mnie mięśnie i kości. Jest jesień. Wszystko wskazuje,że to objawy grypy. Mamy jakieś środki przeciwbólowe w naszej domowej apteczce? -Zaraz, zaraz kochanie. Nie masz żadnych innych objawów? -Prócz nieustającego bólu mięśni i kości, nie. -Zatem podejrzewam, że to nie grypa a niedobór witaminy D! Musisz zacząć dbać o swój układ odpornościowy -Coo? Ale jak to? Witamina D? układ odpornościowy? -Przypomnij sobie, kiedy ostatnio przebywałeś na słońcu? Kiedy ostatni raz byłeś na choć 20- minutowym spacerze? Wiwsz, jesienią i zimą z oczywistych powodów proces prudukcji witaminy D jest niewystarczający, stąd też jej niedobory, ale zdarzaja się też w tym okresie dni, w których występuje słońce. Zatem musimy z nich jak najwięcej czerpać i jak najczęściej wychodzić na zewnątrz. W przeciwnym razie bóle kostno- mięśniowe nie będą jedynym objawem , bo będą to też np. choroby przyzębia, utrata apetytu, biegunka, bezsennosc czy zaburzenia widzenia. A układ odporności to nic innego jak układ narządów umożliwiających działanie mechanizmom odporności. -Och, skoro objawy niedoboru witaminy D są już tak straszne, to boje się pomyśleć jakie mogą być skutki. -Nie chcę cię straszyć, ale tak jak podejrzewasz skutki rownież nie są przyjemne, ponieważ niedobór tej witaminy przyczynia się do zwiększenia ryzyka otyłosci, chorób układu krążenia, cukrzycy, chorób zapalnych czy autoimmunologicznych, a do nich należy stwiardnienie rozsiane, toczeń lub zapalenie stawów. Bardzo dużo czytałam o tym ostatnio. -Ojejku, zatem obiecuje, jak tylko ujrzę słońce, wyjdę na spacer. Nie chcę skończyć z otyłością albo cukrzycą! - Masz rację, synku. - Mamo, zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz... ponieważ moją przyjaciółkę Tosię tez bolą mięśnie i stawy, ale ponadto bardzo szybko się męczy i ciagle chce jej się spać. Na jej ciele są liczne siniaki, co niepokoi mnie najbardziej oraz ciagle chodzi przeziębiona! -Hmm.. W tym wypadku, wnioskując z objawów, które wymieniłeś podejrzewam,że jej stan nie jest spowodowany niedoborem witaminy D, lecz C. Spadek odporności organizmu to najczęstszy powód jej niedoboru. Witamina C, czyli kwas askorbinowy to witamina rozpuszczalna w wodzie niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Jej główne źrodlo stanowią warzywa i owoce. -Hmm...to bardzo możliwe, ponieważ nigdy nie widziałem Tosi jedzącej coś pożywnego. Zazwyczaj widzę ją na stołówce trzymająca paczkę chipsów lub rozkoszująca się pączkiem. -Zatem mamy przyczynę jej objawów! Musisz jej jak najszybciej powiedzieć, żeby zmieniła swoje nawyki żywieniowe, ponieważ brak witaminy C skutkuje szkorbutem, anemia, a co gorsza zwlaszcza dla płci pięknej - pogarsza stan skóry, która staje się szorstka, wiotka i pomarszczona! -O rany! Tosia będzie przerażona, przecież ona tak dba o swoją cerę. -Dlatego trzeba temu zapobiec, póki nie jest za późno! Jutro do szkoły spakuje ci sałatkę z owoców, w których jest najwiecej witaminy C. Nie zabraknie w niej kiwi, czarnej porzeczki, pomarańczy i jabłek i bananów! -Super mamuś, podzielę się nią z Tosią! -Świetnie synku! W takim razie przygotuje ci też kanapki z kopalnią witaminy C! Znajdą się w nich papryka,pomidory i gotowany jarmuż. -Wspaniale! A jutro po szkole zamiast jechać busem do domu, pójdziemy pieszo! Słyszałem, że ma być piękna pogoda!

                                                                                                                   Benia










Witaminy C i D

Witaminy to grupa organicznych związków chemicznych pochodzenia naturalnego lub syntetycznego. Substancje te są niezbędne do zachowania zdrowia i prawidłowego funkcjonowania organizmu. Witaminy w większości są egzogenne, tzn. że człowiek ich nie syntezuje, więc muszą być dostarczane wraz z pokarmem. Ze względu na rozpuszczalność witaminy można podzielić na rozpuszczalne w tłuszczach (m.in. D) oraz w wodzie (m.in. C).




Witamina C (inaczej kwas askorbinowy lub E300) jest związkiem organicznym rozpuszczalnym w wodzie z grupy alkoholi nienasyconych. Jest niezbędna do funkcjonowania organizmów żywych, dlatego należy dostarczać ją z pokarmem. Jako dobry przeciwutleniacz wykorzystuje się ją w kosmetyce oraz jako dodatek do żywności.



Witamina C ułatwia asymilację żelaza i pomaga utrzymać prawidłowy stan tkanki łącznej oraz wzmacnia odporność organizmu na infekcje. Ponadto ułatwia gojenie na ran i wpływa stabilizująco na psychikę. Kwas askorbinowy wpływa też na stan jamy ustnej - wzmacnia dziąsła i zęby, a nawet zabija bakterie wywołujące próchnicę. W dodatku jest niezbędny w syntezie kolagenu.
Niedobór witaminy C skutkuje m.in. szkorbutem, osłabieniem odporności organizmu, powolnym gojeniem ran. Ponadto może powodować kruchość i pęknie naczyń krwionośnych, nieprawidłowe zrastanie kości oraz obrzmienie i bóle stawów, a nawet astmę. Brak witaminy C powoduje również osłabienie i szybkie męczenie się organizmu. Na niedobór witaminy C często cierpią palacze. Witamina C nie jest gromadzona w organizmie, tylko wydalana z potem i moczem. Trudno więc ją przedawkować, jednak jeśli jej dzienne spożycie będzie przekraczać 1000 mg, może dojść do zaburzeń żołądkowych lub jelitowych, a także do odkładania kamieni w układzie moczowym.


Wg specjalistów z Instytutu Żywności i Żywienia, zapotrzebowanie na kwas askorbinowy wynosi średnio 40-50 mg dziennie u dzieci, 75 mg dziennie u kobiet i 90 mg dziennie u mężczyzn. Witaminę C można znaleźć w naturalnych produktach pochodzenia zwierzęcego i roślinnego, m.in. w wątrobie wieprzowej, aceroli, czarnej porzeczce, cytrusach, zielonych warzywach liściastych, pomidorach, papryce, kapuście kiszonej oraz w dzikiej róży i wielu innych roślinach.




Witamina D to grupa rozpuszczalnych w tłuszczach steroidowych organicznych związków chemicznych. Podstawowe formy witaminy D to kalcyferol [D1], ergokalcyferol [D2] (który występuje naturalnie w drożdżach i roślinach) oraz cholekalcyferol [D3] (który występuje w organizmach zwierzęcych). Witaminy te nie są wydalane z organizmu, ale magazynowane w tkance tłuszczowej i wątrobie. W dodatku najlepiej wchłaniane są z tłuszczami.




Witamina D jest związkiem wyjściowym w syntezie kalcytriolu (hormon wzmagający wchłanianie w jelicie jonów potasu, wapnia i fosforu). Ponadto warunkuje prawidłowy wzrost i mineralizację kości i zębów. Pomaga też w zwalczaniu próchnicy i zapobiega powstawaniu komórek nowotworowych, a także stymuluje zdolność do regeneracji wątroby. Witamina D może również pomóc w profilaktyce nadciśnienia tętniczego, cukrzycy i przeziębienia. Ze względu na swoje właściwości mogące tłumić stany zapalne witamina D wpływa na zwiększenie produkcji przeciwalergicznych i przeciwzapalnych cytokin, dzięki czemu pomaga zmniejszyć objawy alergii oraz astmy. Witamina D ma również duży wpływ na układ nerwowy i samopoczucie.



Niedobór witaminy D powoduje przede wszystkim krzywicę u dzieci i osteomalację lub osteoporozę u dorosłych. Ponadto wpływa na wypadanie zębów oraz powiększenie stawów kolanowych, kostek i dłoni, a także osłabienie mięśni. Niski poziom witaminy D w organizmie wywołuje stany zapalne skóry, zapalenia spojówek, osłabienie organizmu i odporności oraz pogorszenie słuchu, a także zwiększa ryzyko chorób immunologicznych oraz nowotworów piersi, pęcherza moczowego, jajników oraz jelita grubego. Niedobór może również powodować depresję oraz przyspieszać proces starzenia. Niemal niemożliwe jest wywołanie nadmiaru witaminy D, ale można doprowadzić do poziomu jej stężenia (100μg) powszechnie uważanego za toksyczny. Przedawkowanie skutkuje nudnościami, wymiotami, brakiem apetytu, zaparciami i ogólnym osłabieniem organizmu. Może również prowadzić do gromadzenia się wapnia w tkankach, m.in. w sercu, a w szczególności w tętnicach i nerkach. W wyniku czego może dojść do zaburzeń pracy serca i ośrodkowego układu nerwowego. Ponadto zwiększa się zapadalność na kamicę pęcherzyka żółciowego oraz nerek.



Witamina D powstaje w skórze pod wpływem promieni UV, które powodują przekształcanie się pochodnej cholesterolu w prowitaminę, a następnie w witaminę. Witaminę D można również przyjmować z produktami pochodzenia zwierzęcego i roślinnego, m.in. rybami (dorsz, łosoś, tuńczyk, śledź, makrela), wątrobą, serami, żółtkami jaj, mlekiem, masłem, margaryną, itp.



Bez wątpienia witamina C i D są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Ważne jest więc, by zapewnić prawidłowy poziom ich stężenia w organizmie.

Karolina




-----------------------------------------


Kochani, najwyższy czas na codzienny spacer po podwieczorku, złożonym z owoców.
Na zdrowie!!!


       Róże - dzieci słońca :)