środa, 25 października 2017

Jury Licealnego Konkursu Ortograficznego w składzie: Bernadeta Kot, Katarzyna Głuc i Małgorzata Skawińska ma przyjemność ogłosić, że licealną mistrzynią ortografii zostaje Aleksandra Ślusarz z klasy 2d. Zaszczytne tytuły wicemistrzowskie zyskują: Monika Polan z klasy 2e i Michał Grzechynia z klasy 1d. Gratulujemy!



wtorek, 24 października 2017

O obrazach O. Boznańskiej

Okno  na
                             duszę





a na tym świecie nie wszystko zbadane
i wzięte pod kontrolę…
     Dawno, dawno temu żyła sobie Dziewczynka. Jej brązowe, długie włosy splatano starannie w warkocz, zakładała modne, bufiaste sukienki. We włosach nosiła piękne kokardy, które kupowała jej kochająca mama. Na imię miała…
    Nie wiemy. Właściwie... wiemy o niej niewiele. Tylko tyle, że pewnego dnia słynna malarka, do której ludzie ustawiali się w kolejki, by zechciała namalować ich portret, namalowała właśnie Ją. Dziewczynkę przy oknie…  Nie jest tak znana jak jej artystyczne rodzeństwo: Dziewczynka z chryzantemami, Dzieci siedzące na schodach, Kwiaciarki, chłopiec w gimnazjalnym mundurku czy maleństwo z Imienin babuni.
     Nie jest już małym dzieckiem. Jest  smutna i trochę… niewyraźna. Nie, to nie jest reklama Rutinoskorbinu. Ten portret zasnuty mgłą ma już 127 lat! Jakiego koloru oczy miała portretowana dziewczynka? Dobrze byłoby w nie spojrzeć, oczy są przecież  oknami duszy… Może odkrylibyśmy tajemnicę Dziewczynki? Ale jej twarz widzimy tylko z profilu. Autorka nie była realistką ani impresjonistką. Czuła się kolorystką, lubiła srebrzystobłękitne zielenie: Obrazy moje wspaniale wyglądają…  Są ciche i żywe i jakby je lekka zasłona od patrzących dzieliła. Najbliżej jej było do intymistów… Tak, portret nieznajomej Dziewczynki jest taki właśnie – intymny,  subtelny, nastrojowy.
    Zagadka. Wieloznaczność. Smutek.


Przeszyłby mnie dreszcz rozkoszy,
 jeślibym miała sukienkę z bufiastymi rękawami

     Dziewczynka ubrana jest modnie i starannie… ale nie wpada w euforię jak Ania z Zielonego Wzgórza czy moje koleżanki, gdy uda im się „wyhaczyć” jakiś modny ciuch na wyprzedaży. Może nie jest to dla niej nic nadzwyczajnego,  dbają o nią, rodziców stać na portret, pewnie powodzi im się nieźle. Skąd więc ten smutek? Znam go! Taka piękna sukienka przeszkadza w najlepszych zabawach, trzeba na nią uważać. Cóż, a może odwrotnie? Kto to wie… Może Dziewczynka chce być traktowana jak dorosła i nosić „dorosłe” stroje? Wszystkie tego chcemy! Lubimy się stroić. Pani Olga też lubiła. Do czasu… Jej fascynującą osobowość przyciągała wielu adoratorów. A jednak – z czasem zaczęła nosić czarne suknie. Do końca życia pozostała wierna modzie z poprzedniej epoki. Kobiety dawno wyzwoliły się z krępujących je gorsetów i długich, ciężkich sukni,  gdy ona…. Wzbudzała sensację, wychodząc z domu.
    Wróćmy do jasnej, niewinnej sukienki… Rodzice zamówili portret ukochanej córki i teraz ta musi pozować długie godziny, siedząc w tej samej pozycji, nudząc się niemiłosiernie…  Boznańska malowała wolno i starannie, kładła kolor na kolor, czekając aż ten pierwszy podeschnie. Nasz bohaterka siedzi bokiem do artystki, nawet nie obserwuje jej pracy. Nie obchodzi ją? Nudzi? Lubię żartobliwy wpis o Boznańskiej z pamiętnika Zofii Stryjeńskiej:  portret robiła wprost latami. Model się postarzał, wyłysiał, ożenił, schudł, musiał pozować, chciał czy nie chciał, chyba że umarł.

bez ciebie
byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz
wpadałbym w cielęcy zachwyt
nieludzki
okropny jak sztuka bez człowieka
niedorosły przed śmiercią
sam obok siebie

     Rozmyślam. Siedzę przy oknie. Jednak nie patrzę przez nie, pływam w krainie marzeń i snów. Przesiąknięta jestem nostalgią. Za czym? Przecież jestem młoda! Jak Dziewczynka - zadumana i przejmująco smutna, ale… ale przecież nie można zawsze być wesołym. Schyłek wieku sprzyjał nastrojom pesymizmu, smutku, niewiary. Czy udzieliły się one malarce i modelce, czy też smutek wynikał z ich osobowości, wpisany na stałe w ich usposobienie? Boznańska jest autorką obrazów tak smutnych, że aż… zachwycających. Cała krytyka pisze, że smutne. Cóż ja zrobię, że smutne? Nie mogę być inną, niż jestem… W każdym razie nie przeszkadza ten smutek temu, aby naprawdę były najlepszymi portretami z całego Salonu - miała rację. Zdobywała kolejne nagrody, przy portrecie jej pędzla w Salonie Societe Nationale zatrzymała się sama cesarzowa Eugenia, a obrazy sygnowane nazwiskiem Boznańskiej są dziś poszukiwane i niezwykle cenne. Na wystawy w 150 rocznicę jej urodzin ściągnęły do Krakowa i do Warszawy tłumy! W smutku i zamyśleniu bohaterów widzą prawdę i ponadczasowość. Widzą siebie. Jak ja.


Wyjrzałem przez okno o brzasku
i zobaczyłem młodą jabłonkę
przezroczystą w jasności.
A kiedy wyjrzałem znowu o brzasku
stała tam wielka jabłoń obciążona owocem.
     Dziewczynka siedzi przy oknie. Nie wiemy, co za nim jest… Wielki świat? Zgiełk miasta? Dorosłość? Widać tylko świetlistą plamę, kładącą się refleksami na twarzy i ubraniu… Nad czym  rozmyśla nasza bohaterka? Tak bardzo pragnę poznać jej myśli, powód jej zadumania! Pewnie miałybyśmy sobie dużo do powiedzenia. Czy zastanawia się, jak ja, nad przyszłością? Być kobietą, być kobietą, marzę ciągle, będąc dzieckiem…
     Moją wyobraźnię poruszają dwie olejne kompozycje z tego samego roku - nigdy później Boznańska nie malowała tak dużych dzieł. Czy możemy te obrazy potraktować jak autokomentarz? Rodzice szybko poznali się na talencie córki i ją wspierali, zadbali o jej rozwój, dali jej możliwość zagranicznych wyjazdów. Pokonała przeszkody, z jakimi musiały się mierzyć kobiety w tym czasie – nie miały wstępu na studia, ich rolą było „leżeć i pachnieć”, wyjść za mąż i rodzić dzieci. Czy Dziewczynka z portretu miała tyle determinacji  i tak wspaniałych rodziców? O czym rozmawiałyby bohaterki obrazów Olgi, gdyby mówić umiały? W oranżerii stoi dorastająca panna. Jej kobiecą sylwetkę wyraźnie podkreśla strój, na twarz wypływa znaczący rumieniec. Wychowana pod kloszem, w cieplarnianych warunkach przypomina rozkwitający kwiat - jak Dziewczynka, jak Olga…  Czy chce wyrwać się z domu, z miasta, w którym się dusi i uciec w świat? Co powiedziałaby jej bohaterka drugiego obrazu - modląca się W Wielki Piątek w klasztorze zakonnica?  Olga weszła w sztukę, jak wstępuje się do zakonu – bez reszty. Jej powołanie było bezapelacyjne. Wielu rzeczy musiała się wyrzec, by móc być artystką. Nigdy nie wyszła za mąż, nigdy nie miała dzieci. Całe swe życie zamknęła w pracowni.
     A jak potoczyły się Twoje losy,  Dziewczynko? Czy pozwolono Ci wybrać? Kto to wie…
Na razie 25 – letnia Olga poświęca Ci czas przy oknie. Jesteś pogrążona w myślach i  w smutku. Boznańska nie poprawia Cię, nie karci, że się garbisz… stara się, jak to ona, najlepiej oddać nastrój chwili, aurę postaci. O.... tak, udaje się jej to znakomicie! Jesteś smutna, bo… Może zapomniałaś zrobić coś bardzo ważnego? A może czekasz na list lub na rodziców, którzy mają niebawem wrócić z miasta? Czy to ważne?

Tatusiu złoty,  czy mi Tatuś pozwoli jeździć konno w Krakowie?
  - pyta ojca w liście Olga,  dorosła kobieta. Wyjechała z rodzinnego, letargicznego Krakowa,  by rozwijać swój talent. W Monachium to ludzie są weseli… nie myślą o smutkach. Nic ich nie przeraża, interesują się wszystkim, malarstwem, muzyką, nawet gdy są handlarzami. Jej zdaniem: w Krakowie należy zawsze być smutnym i zatroskanym a w Monachium wszystkie panny są  energiczne (...) Wydaje mi się, że jestem jak bojaźliwe dziecko między nimi… Czy zdawała sobie sprawę ze swej nadwrażliwości i skłonności do depresji? Czy w portretowanej Dziewczynce widziała samą siebie? Może, ale się nie poddawała. Zawsze była nieśmiała, dlatego nie lubiła malować w plenerze… W Monachium jest szczęśliwa. Owszem, przyjeżdża do Krakowa z przyjemnością, ale na krótko. Odwiedza kochającego ojca, który pomaga realizować jej marzenia i cele, wspiera finansowo, ale też martwi się o nią. Pragnie, by wyszła za mąż i wróciła do Krakowa.  Ale jej marzeniem jest już Paryż.



Mała dziewczynka
(…)
cóż ona wie
o potrzebie życia. O potrzebie
śmierci. O dyktaturze pamięci.
Wie.
        Za godzinę spotykam się z Pati. Wypijemy herbatę, a potem pójdziemy na grób Grzesia.
    A może…


*****
   Dziewczynka umówiła się z najlepszą przyjaciółką, która się spóźnia… A jeśli ona wcale nie przyjdzie? Może trzyma już w splecionych przez innych dłoniach kilka chryzantem, które wyglądają, jakby wybuchały jej w rękach? Ma szarą sukienkę, patrzy wprost na nas oczami pustymi, martwymi, choć jej usta żyją  i mają kolor dojrzałych malin…             
 Dziewczynka przy oknie to tylko ułamek historii. To jedynie skrawek pomieszczenia. Gdy otworzymy drzwi i wejdziemy do środka, zobaczymy, że na schodach siedzą dzieci, zauważyły nas już… Hipnotyzują nas swoimi błękitnymi oczami, przejęte tym, że na nie patrzymy. Kapelusz jednej z dziewczynek wygląda jak aureola, pewnie jest ona oczkiem w głowie mamusi albo córeczką tatusia - taka grzeczna jak aniołek! Całkiem blisko, pod ścianą stoi zamyślona, malutka, smutna, złotowłosa dziewczynka w białej sukieneczce z bukiecikiem w dłoni… To wszystko dzieje się na imieninach babuni, która wcale nie zwraca uwagi na gości, zajęta jakąś ręczną robótką… Salon powoli napełnia się gośćmi… Przy krześle stoi melancholijna kobieta w stroju do jazdy konnej, amazonka, z niepokojem w oczach. To siostra Olgi, która przegra z chorobą psychiczną i  popełni samobójstwo.   Na kwiecistej sofie na tle jasnej ściany usadowił się nonszalancko  artysta dekadent, wykwintny, ubrany na czarno,  z podniesionym kołnierzem i z filiżanką kawy w ręce. Siedzi bokiem, z nogą założoną na nogę, tak jakby zaraz miał wyjść… Wiele znaczy dla Olgi. Naprzeciw, z rękoma opartymi o poręcz fotela siedzi inny ważny w jej życiu mężczyzna… To narzeczony, ten, który później porzuci ją brutalnie, pisząc w liście, że nie była dla niego - kobietą. Olga nigdy nie rozstanie się z jego portretem… Na stole stoi waza na zupę, otoczona kolorowymi przedmiotami. Wszystko jest jakby podświetlone od wewnątrz – inaczej na światło reaguje biała porcelana, inaczej złotawa szyjka wazonu, jeszcze inaczej płatki bladoróżowych kwiatów… Tymczasem piętro niżej przy oknie siedzą kwiaciarki. Nie przejmują się nami, bardzo zajęte swoją pracą….

*****

jeśli tematem sztuki
będzie dzbanek rozbity
mała rozbita dusza
z wielkim żalem nad sobą

to co po nas zostanie
…
    Dziewczynka jest bardzo tajemnicza, nie chce zdradzać szczegółów. Zupełnie nie przejmuje się tym, że na nią patrzymy. Zwiesiła głowę, splotła ręce na kolanach. Jest naturalna,  jest sobą, a pani Olga jej na to pozwala… w końcu – maluje duszę portretowanej… Dziewczynka ma swój własny świat, pochłania ją to, na co patrzy oczyma duszy. Czeka. Siedzi w niedbałej pozie, nie przejmując się ani tym, że tak właśnie uwieczni ją malarka, ani reakcją ludzi, którzy od ponad wieku oglądają ją codziennie w tej samej sukni, w tej samej pozycji, z tą samą kokardą i z nieokreślonym smutkiem. W tym smutku są prawda i siła.
    Nie tak zachowują się jej rówieśniczki w epoce mediów społecznościowych, setek zdjęć, selfie, dzióbków, zajęczo – sarnich  uszu i nosków ze Snapczata,  uśmiechu na zawołanie  wprost do obiektywu. Uśmiechu, tego symbolu sukcesu. Smutek jest dziś demode!
    Pozwólmy dziewczynce pozostać w zadumie. Odejdźmy cichutko, zostawmy ją samą.


Jest więc taki świat,
nad którym los sprawuję niezależny?
Czas, który wiążę łańcuchami znaków?
Istnienie na mój rozkaz nieustanne?
    Boznańska na zawsze utrwaliła moment życia Dziewczynki i swój własny… Malowała na płótnie, potem wybierze tekturę. Gdy bliscy wytkną jej nietrwałość tego materiału, powie: Nie chcę, by moje obrazy mnie przeżyły, nie po to maluję.
    Wydaje się, że dla Dziewczynki czas już nie ma znaczenia. Jest tylko ona i ta krótka, lecz rozrosła w  czasie chwila. Nie wiemy, na co patrzy, na co czeka, kogo wypatruje, lecz to daje naszej wyobraźni nieograniczone możliwości…. W tym tkwi magia tego portretu, jego ponadczasowość. Ars longa, vita brevis…

 A Ty?
Jak myślisz?
Na co patrzy Dziewczynka przy oknie?

                                                                                                                           

                                                                                                                Madzia



Bibliografia:

Bryda Michał, Ile dzieci  miała Olga Boznańska? (Dokument elektroniczny) http://sztukawkawalkach.pl/dziela/ile-dzieci-miala-olga-boznanska/.

Herbert  Zbigniew, Dlaczego klasycy, (Dokument elektroniczny) http://wiersze.annet.pl/w,,13222.
Miłosz Czesław,  Okno (Dokument elektroniczny)  https://poema.pl/publikacja/51622-okno.
Lipska Ewa, Mała dziewczynka  podgląda naród (Dokument elektroniczny), http://literatura.wywrota.pl/wiersz-klasyka/37324-ewa-lipska-mala-dziewczynka-podglada-narod.htm.l
Szymborska Wisława, Mała dziewczynka ściąga obrus,  Radość pisania  (Dokument elektroniczny) https://poema.pl/publikacja.

Olga Boznańska - malowała duszę portretowanego, (Dokument elektroniczny) http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1419298,Olga-Boznanska-malowala-dusze-portretowanego.

Wesołowska Olga, Obrazy malowane smutkiem. Opowieść o Oldze Boznańskiej (Dokument elektroniczny)  http://niezlasztuka.net/o-sztuce/olga-boznanska-obrazy-malowane-smutkiem/.

Wielcy malarze. Olga Boznańska, Kraków 1999.





poniedziałek, 23 października 2017

Francja będzie Gościem Honorowym 21. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie (26-29 października). Zaprezentuje się także podczas prestiżowego Festiwalu Conrada (23-29 października), podczas którego zostanie ogłoszone nazwisko laureata nagrody "Lista Goncourtów: polski wybór 2017".

  • Kup francuskie książki
Książki w języku francuskim pochodzące z księgarni Edukator będą dostępne na stoisku Instytutu Francuskiego w Polsce (D38). Około 600 nowości wydawniczych czeka na Ciebie we wszystkich dziedzinach: powieści, eseje, dokumenty, poradniki, albumy, książki dla dzieci i młodzieży, komiksy…
  • Spotkaj się z francuskimi i frankofońskimi autorami
Spotkania, debaty, warsztaty, podpisywanie książek... Zapraszamy na spotkanie z francuskimi i frankofońskimi autorami, zarówno na Targach Książki, jak i na Festiwalu Conrada.
Zaproszeni autorzy:
  • Pierre ASSOULINE
Pisarz, krytyk literacki, członek Akademii Goncourtów
Ostatnie książki wydane w języku polskim: Portret (Noir sur Blanc, 2010), Lutetia (Oficyna Foksal, 2012), Sigmaringen (Oficyna Foksal, 2015)
  • Serge BLOCH
Książka wydana w języku polskim: BIBLIA. Wielkie opowieści Starego Testamentu (Wydawnictwo Dwie Siostry, 2017)
  • Jean-François COLOSIMO
Historyk, specjalista od problematyki religii, prezes Éditions du Cerf
Książka wydana w języku polskim: Zbędni ludzie: przekleństwo chrześcijan Bliskiego Wschodu (Wydawnictwo Akademickie Dialog, 2017)
  • Arlette COUSTURE
Pisarka z Québecu (zaproszona przez The Bridge Foundation)
Książka wydana w języku polskim: Dzieci stamtąd (Wydawnictwo WAM, 2017)
  • Marc CREPON
Filozof, dyrektor Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS)
Ostatnia książka wydana w języku francuskim: L'Épreuve de la haine.Essai sur le refus de la violence (Odile Jacob, 2016)

  • Nilüfer GÖLE
Francusko-turecka socjolog
Książka wydana w języku polskim: Muzułmanie w Europie: dzisiejsze kontrowersje wokół islamu (Wydawnictwo Karakter, 2016)
  • Georges MINK
Socjolog i polityk, emerytowany dyrektor Instytutu Polityki Społecznej (ISP - CNRS) oraz Profesor Kolegium Europejskiego w Natolinie. Przewodniczący Międzynarodowej Rady Studiów Europy Środkowej i Wschodniej. Książka wydana w języku polskim: Polska w sercu Europy: od roku 1914 do czasów najnowszych: historia polityczna i konflikty pamięć (Wydawnictwo Literackie, 2017)

  • Geoffroy de PENNART
Autor i ilustrator książek dla dzieci i młodzieży
Ostatnia książka wydana w języku polskim: Wilk powrócił(Wydawnictwo Muchomor, 2017)
  • Anna SZCZEPAŃSKA
Doktor nauk humanistycznych, specjalistka historii kina (Uniwersytet Paris I)
Książka wydana w języku polskim: Do granic negocjacji. Historia Zespołu Filmowego „X” Andrzeja Wajdy (1972-1983) (TAiWPN Universitas, 2017)
  • Eric-Emmanuel SCHMITT
Pisarz, członek Akademii Goncourtów
Ostatnia książka wydana w języku polskim: Człowiek, który widział więcej
  • Tom TIRABOSCO
Autor komiksów
Ostatnia książka wydana w języku polskim: Kongo (Kultura Gniewu, 2017)
  • Odkryj wystawę interaktywną « BIBLIA. Wielkie opowieści Starego Testamentu 
  • Poznaj ofertę Instytutu Francuskiego w Polsce

Makowskie Dni Poezji

Miejska Biblioteka Publiczna i Dom Kultury w Makowie Podhalańskim po raz kolejny organizują Makowskie Dni Poezji. 
Ta cykliczna impreza, zapoczątkowana 18 lat temu, ma na celu przybliżenie szczególnie młodszemu pokoleniu sylwetek i twórczości współczesnych poetów polskich.
Chcąc uatrakcyjnić, a tym samym zachęcić do udziału w spotkaniach młodzież, od kilku lat proponujemy formę mini konkursów poezji czytanej, a jurorami są twórcy, krytycy literaccy oraz aktorzy, którzy oceniają sposób interpretacji tekstu. Do tej pory gościliśmy u nas tak wybitnych poetów jak Leszek Aleksander Moczulski, Adam Ziemianin, Krzysztof Lisowski, Jerzy Bonowicz, Bronisław Maj, Wiesław Kolarz, Magdalena Węgrzynowicz – Plichta, czy Dariusz Piotr Klimczak.
Pragnąc, aby impreza ta miała bardziej interaktywny charakter, łączymy ją z formą prezentacji utworów poetyckich określonych autorów, w wersji tzw. „czytanej”. Oznacza to, że recytatorzy nie muszą uczyć się tekstów na pamięć, ale muszą umieć je odpowiednio zinterpretować czytając.
W tym roku chcemy przybliżyć Państwu sylwetkę Szymona Słomczyńskiego, autora książek poetyckich: „Nadjeżdża” (2013), „Dwupłat” (2015), „Latakia” (2016); finalisty Nagrody Literackiej Nike oraz laureata Złotego Środka Poezji za debiutancki tom. 


https://www.facebook.com/events/872760639557335/

sobota, 21 października 2017

Eksplozja talentów

2 października wręczono nagrody laureatom Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Dzieci i Młodzieży "Lipa" organizowanego pod patronatem prezydenta Bielska-Białej. Tradycyjnie w tym przeglądzie nie przyznaje się miejsc – najlepsze teksty, w tym roku wybrane spośród 1693 nadesłanych, są publikowane w almanachu, a laureaci otrzymują równorzędne nagrody. Wśród miłośników literatury z całego w kraju (od Wejherowa, przez Warszawę, po Suchą Beskidzką) nie mogło zabraknąć Karoliny Malagi i Aleksandry Ślusarz pod opieką mgr M. Skawińskiej, które po raz kolejny odniosły ogólnopolski sukces. W pokonkursowej antologii znalazły się teksty: „Ułaskawienie” Karoliny i „Najważniejszy jest optymizm” Oli.
Gratulujemy!

Najlepsi w kraju - od Wejherowa, przez Warszawę, po Suchą Beskidzką! Nie mogło nas zabraknąć


Tradycyjnie w tym przeglądzie nie przyznaje się miejsc - teksty laureatów, w tym roku wybrane spośród 1693 nadesłanych, są publikowane w almanachu



Jury: Tomasz Jastrun, Jan Picheta. Juliusz Wątroba, Irena Edelman


Patronat prezydenta miasta Bielska - Białej



Indywidualne dedykacje ilustrowane muzyką J. Kohuta



Koncert Anety Ryncarz - dawnej laureatki "Lipy", dziś piosenkarki i kompozytorki




piątek, 13 października 2017

BOHATER PODBABIOGÓRZA

XVII EDYCJA POWIATOWEGO KONKURSU LITERACKIEGO
„Podbabiogórskie opowieści” 
Co to znaczy być bohaterem? Czy bohaterstwo zawsze wiąże się z poświęceniem i z wielkimi czynami, które przechodzą do historii ? Czy nieodłącznym elementem bohaterstwa jest sława , czy też można być bohaterem, który każdego dnia niezauważany przez nikogo robi coś bardzo ważnego i wielkiego? Bohaterstwo ma wiele twarzy i dla każdego słowo bohater może znaczyć coś zupełnie innego. Dla kogoś może to być weteran wojenny, dla kogoś strażak ratujący ludzkie życie, a dla innego staruszka, która dzieli się tym co ma z bezdomnymi kotami. Motyw przewodni tegorocznego konkursu „Podbabiogórskie opowieści” to: BOHATER PODBABIOGÓRZA.
Tym razem zapraszamy wszystkich parających się sztuką pisania do zmierzenia się z literaturą faktu.
Czekamy na autentyczne historie opisujące osoby związane z powiatem suskim, które Waszym zdaniem zasługują na miano bohatera. Jak co roku forma utworu zależy od autora, nadesłany utwór może być opowiadaniem, reportażem, a nawet wierszem.
Termin nadsyłania prac: 1 grudnia 2017
Zapraszamy!


czwartek, 12 października 2017

Sukces w Powiatowym Konkursie Recytatorskim "W cieniu jodeł i świerków"


I miejsca nie przyznano

II miejsce ex aequo: Natalia Ceremuga (opieka: M. Skawińska) i Jakub Jurzak (opieka: M. Skawińska)

wyróżnienie: Karina Syc (opieka: Izabela Korzec)

Gratulujemy!





środa, 11 października 2017

Projekt „Upoluj swoją książkę”

Zgłosiliśmy się do projektu  „Upoluj swoją książkę” i zostaliśmy zweryfikowani pozytywnie!!!

Realizacja projektu będzie miała miejsce w dniach 2-30 listopada br., uczniowie szkół ponadpodstawowych na terenie całego kraju będą mogli zupełnie za darmo przeczytać 12 bestsellerowych e-booków i audiobooków. Honorowy Patronat nad akcją objęło Ministerstwo Edukacji Narodowej.
W ramach projektu do szkół trafią specjalne plakaty z okładkami 12 książkowych bestsellerów i kodem QR. Po jego zeskanowaniu przy pomocy smartfona, uczniowie na miesiąc otrzymają darmowy dostęp do książek w formie e-booka i audiobooka. Projekt zostanie wsparty szeroką kampanią promocyjną, mającą kreować modę na czytanie. Zaproszono do niej najpopularniejszych polskich youtuberów. Zaplanowano również konkursy, w których do wygrania będą atrakcyjne nagrody dla uczniów oraz ich szkół.
Akcja jest organizowana z inicjatywy Instytutu Książki wraz z Krakowskim Biurem Festiwalowym oraz platformą e-bookową Woblink.com, które z ogromnym sukcesem od czterech lat realizują ogólnopolską, promującą czytelnictwo akcję „Czytaj PL”, obejmującą dotychczas swoim zasięgiem kilkanaście największych polskich miast. Akcja „Czytaj PL” jest jednym z elementów programu „Kraków Miasto Literatury UNESCO”, za którego realizację odpowiada Krakowskie Biuro Festiwalowe. We współdziałaniu i synergii, w oparciu o doświadczenie i sukces przedsięwzięcia obu tych podmiotów, Instytut Książki zamierza wnieść do dotychczasowych form działania nową jakość i nowe idee. Są one związane z popularyzacją czytelnictwa wśród młodzieży szkolnej, aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom uczniów i zachęcić ich do obcowania z literaturą w atrakcyjny dla nich sposób.
Projekt „Upoluj swoją książkę” oprócz wykorzystania nowych technologii w promocji czytelnictwa ma na celu popularyzację różnych form książki elektronicznej (e-booki, audiobooki), kreowanie mody na czytanie wśród młodzieży przez wykorzystanie narzędzi, kanałów komunikacji i języka bliskich nastolatkom oraz ukazanie czytelnictwa jako atrakcyjnej formy spędzania wolnego czasu.


niedziela, 8 października 2017

Ogólnopolski Konkurs Hejter, hacker, 

e-obywatel

Senacki Zespół Bezpieczeństwa Dzieci i Młodzieży w Świecie Wirtualnym organizuje konkurs „Hejter, hacker, e-obywatel”. Konkurs odbywać się będzie pod patronatem Marszałka Senatu, a jego finał będzie miał miejsce w Senacie 4 grudnia 2017 r., w trakcie seminarium w formacie Trójkąta Weimarskiego.

Napisz pracę mającą cechy gatunkowe eseju, której treść odpowiada tematowi: „Hejter, Hacker, e-obywatel” . Tekst nie może zawierać więcej niż 1800 znaków.
Prace muszą mieć charakter autorski, być efektem twórczości ucznia, nie mogą też naruszać praw autorskich oraz jakichkolwiek innych praw osób trzecich.
Ocena uwzględniać będzie następujące elementy:
1. Rozwinięcie tematu: a) prezentacja stanowiska b) przytoczenie 2 przykładów potwierdzających rozumienie tematu (egzemplifikacja)   c) sformułowanie argumentów uzasadniających prezentowane stanowisko d) wyprowadzenie wniosku (wniosków).
2.  Subiektywny charakter wypowiedzi, ujawnienie autorskiego „ja”; zaznaczenie własnego punktu widzenia; komentowanie przytoczonych przykładów.
3. Sprawność stylistyczna - unikanie powtórzeń i brak błędów stylistycznych; celowy dobór środków językowo – stylistycznych charakterystycznych dla eseju (epitety, porównania, metafory); dodatkowe walory pracy – urozmaicenie toku wypowiedzi poprzez wprowadzania dygresji, łączenie odległych skojarzeń.

Termin: 15 X 2017r.

czwartek, 5 października 2017

NOC POEZJI: MARATON WYSPIAŃSKI


NOC POEZJI: MARATON WYSPIAŃSKI





W ramach Nocy Poezji 2017 zapraszamy na maraton dramatyczny szlakami Wesela, Wyzwoleniai Akropolis Stanisława Wyspiańskiego. Będziemy razem czytać, pisać, dyskutować, lajkować, dissować, a przede wszystkim – szukać odpowiedzi na pytanie: Co poeta miał na myśli?
7 października 2017,  godz. 12.00 – 24.00, Stary Teatr / MICET, ul. Jagiellońska 1
12.00 – 13.30 Trening dramatyczny (I) z aktorem Zygmuntem Józefczakiem i poetą Michałem Zabłockim
15.00 – 16.30 Trening dramatyczny (II) z aktorem Bartoszem Bielenią i poetą Michałem Zabłockim
20.00 – 21.30 Trening dramatyczny (III) z aktorem Jackiem Romanowskim i poetą Michałem Zabłockim
Zapisy na trening z aktorami: info@micet.pl
W pozostałych godzinach wstęp bez zapisów. Zapraszamy!
Regulamin maratonu:
  1. Poczytaj, pomyśl, popisz się.
  2. Jak chcesz, to się dopisz.
  3. Jak chcesz, to się wypisz.
  4. Nie bój się spisać, co myślisz.
  5. Słuchaj podpowiedzi wewnętrznego pisarza.
  6. Nie pisz, żeby przypodobać się innym.
  7. Nie popisuj się cudzymi słowami.
  8. Zapisz się złotymi zgłoskami.
  9. Na tym co twoje, nadpisz swój podpis.

czwartek, 28 września 2017

Ułaskawienie

Karolina Malaga, laureatka "Lipy"

3 grudnia
- Wyduś to z siebie w końcu – mówi barman, a zarazem mój najlepszy kumpel, stając za kontuarem.
                - Nic mi nie jest – kłamię i przecieram twarz dłonią.
                - Nie udawaj – wskazuje dłonią na pięć pustych szklanek po whisky z lodem. – Od czternastu lat nie wziąłeś do ust ani kropli alkoholu. Nawet w czekoladkach.
                - Daj spokój – rzucam na ladę zwitek banknotów i wychodzę. Słyszę jak mnie woła między przekleństwami, ale nie odwracam się.
                Na zewnątrz uderza we mnie fala mroźnego powietrza. Z nieba prószy śnieg. Powinienem wezwać taksówkę, ale mieszkam kilka ulic dalej, więc uznaję to za niepotrzebny kłopot. Owijam się szczelniej płaszczem i ruszam w mrok.
                Czuję jak telefon wibruje mi w spodniach, więc wyciągam go. Na wyświetlaczu widnieje imię Nadia. Jeszcze kilka dni temu uśmiechnąłbym się, ale teraz… Teraz czuję jak moje serce przeszywa ogromny ból…

21 czerwca

                - Nie martw się. Odbiorę te kwiaty, tylko podaj mi adres kwiaciarni – uspokajam mojego tatę.
                Andrzej Nawrockijest opanowanym mężczyzną i nigdy się stresuje. Prawie nigdy. Jeśli chodzi o prezenty dla mamy, zachowuje się jakby co najmniej rozbrajał bombę, mogącą zniszczyć pół planety. Zawsze na kilka tygodni przed jej urodzinami objeżdża wszystkie warszawskie kwiaciarnie w poszukiwaniu najpiękniejszego i największego bukietu białych róż, który nawet w połowie nie oddaje urody jego żony, jak zwykł mawiać, przez co mama jest najszczęśliwsza kobietą na świecie.
                Zapisuję adres na kartce i rozłączam się. Jest dziesiąta, więc przez następne trzy godziny czeka mnie papierkowa robota zanim będę mógł jechać na przyjęcie. Wypełniam dokumenty i po raz setny czytam akta mojego nowego klienta, próbując znaleźć najlepszą linię obrony.
                Kiedy patrzę na zegarek zauważam, że minęła trzynasta. Zamykam wszystkie teczki i wrzucam do szuflady. Żegnam sekretarkę i opuszczam kancelarię.
                Gdy wchodzę do kwiaciarni, czuję jakbym z zatłoczonej Warszawy, przeniósł się do rajskiego ogrodu. Z każdej strony otacza mnie zapach róż, tulipanów, kalii i innych kwiatów, których nie potrafię nazwać. Zaczynam się rozglądać za sprzedawcą ukrytym wśród roślin, ale nie mogę nikogo dostrzec.
                - Dzień dobry – woła jakiś wysoki głos.
                Odwracam się i widzę siedzącą za ladą piękną dziewczynę, która właśnie odgarnia do tyłu rude loki. Otaczają ją promyki słońca wpadające przez szklaną ścianę. Nie mogę przestać na nią patrzeć.
                - Przepraszam, ale będzie się pan tak gapił czy zamierza pan coś kupić? – pyta, uśmiechając się.
                - A mogę jedno i drugie? – odpowiadam prowokująco, na co wydaje parsknięcie, próbując zakamuflować śmiech.
- W czym mogę panu służyć? – patrzy na mnie z zażenowaniem, więc nie mówię jej o stu tysiącach pomysłów, które przeleciały mi przez myśl, a w których mogłaby mi służyć.
- Przyszedłem odebrać róże. Moje nazwisko to Nawrocki.
Wskazuje palcem na coś wyglądającego jak duża lodówka. Wyciągam z niej ogromny bukiet z pięknych białych róż ozdobiony krwistoczerwoną kokardą. Julia Nawrocka będzie zdecydowanie zachwycona. Zbliżam się do drzwi, ale widzę, że będę musiał odłożyć kwiaty, żeby je otworzyć.
- Niech pan zaczeka. Pomogę – woła sprzedawczyni i wyjeżdża wózkiem zza biurka.
Wcześniej nie zauważyłem, że jest niepełnosprawna. Mówię, żeby się nie kłopotała, ale ona podjeżdża i bierze ode mnie róże. Otwieram drzwi i nachylam się nad nią, by odebrać kwiaty. Odurza mnie zapach bzu, więc prostuję się szybko, żeby nie zrobić z siebie większego idioty niż już to zrobiłem, gapiąc się na nią bezmyślnie. Uśmiecham się na pożegnanie i wychodzę.

26 czerwca
Od kilku dni w mojej głowie ciągle pojawia się obraz pięknej sprzedawczyni kwiatów. Nie potrafię o niej zapomnieć. Nie mogę skupić się nawet na pracy, którą tak kocham.
Gdy dochodzi trzynasta, wychodzę na lunch. Ale zamiast iść do restauracji, jadę do kwiaciarni „Stokrotka”.
- Dzień dobry – mówię i rozglądam się w poszukiwaniu sprzedawczyni, ale nigdzie jej nie widzę.
- Dzień dobry – zza regału z kwiatami wyjeżdża rudowłosa dziewczyna. – Mogę panu w czymś pomóc?
                Uśmiecham się i wskazuję na czerwone tulipany.
                - Poproszę ten bukiet.
                Patrzę jak bierze go do ręki i ozdabia. W milczeniu podziwiam każdy jej ruch. Delikatnie poprawia kwiaty, uśmiechając się przy tym.
                - Zgodziłaby się pani pójść ze mną na kolację, gdybym panią zaprosił?
                Podaje mi tulipany i patrzy na mnie z zaskoczeniem.
                - To propozycja? – przechyla głowę.
                - Dla pani zawsze – uśmiecham się.
                - Jestem Nadia – wyciąga do mnie rękę, ale zamiast uścisnąć jej dłoń, nachylam się i całuję ją, na co dziewczyna uroczo się rumieni.
                - Aleksy– mówię niskim głosem. – Jutro o dziewiętnastej w Atelier Française? Przyjadę po ciebie.
                - Skąd ta pewność, że się zgodzę?
                - Nie masz obrączki, a nawet gdybyś miała to nie odmówiłabyś mi. Mój urok osobisty jest zbyt duży – mrugam do niej.
                - Pacyfik przy twoim ego to maleńka kałuża – puszcza do mnie oko.
                Wybucham śmiechem. Nadia ma rację – moje ego jest naprawdę poważne rozdmuchane. Oczywiście nie uznaję tego za wadę. W moim zawodzie pewność siebie jest kluczowa. Tak jak dar przekonywania ludzi i urok osobisty. Zawsze mam większe powodzenie w sądzie, gdy orzeka kobieta. Gdy zaczynam nucić pod nosem „Już taki jestem zimny drań”, Nadia chichocze i w końcu zgadza się na kolację. Moja misja wykonana, więc zadowolony wracam do kancelarii.

27 czerwca
                Atelier Française to restauracja mojego kuzyna Pierre’a Claviera. Znajduje się w centrum w pobliżu mojej kancelarii. Uwielbiam kuchnię francuską, więc jestem w niej stałym gościem.
                Zarezerwowałem stolik w rogu sali, skąd mam doskonały widok na wejście, żeby bez problemu zauważyć Nadię, która uparła się, że przyjedzie sama. Próbowałem ją przekonać, żeby jechała ze mną, ale jest tak uparta, że w końcu musiałem ustąpić. W zasadzie zrobiłem to tylko dlatego, że zagroziła odwołaniem kolacji.
                Drzwi do restauracji rozsuwają się i wjeżdża najpiękniejsza kobieta jaką kiedykolwiek widziałem. Ma na sobie czerwoną koktajlową sukienkę i czarne sandałki na szpilce. Rude loki upięła w luźny kok. Wygląda przepięknie.
                Zrywam się z krzesła i pędzę do drzwi, żeby jej pomóc. Witam ją pocałunkiem w rękę i wiozę do naszego stolika.
                - Dobry wieczór, państwu – podchodzi do nas kelner. – Mogę przyjąć zamówienie?
                Nadia szepcze, że zdaje się na mój wybór, więc zamawiam to, co zwykle.
                - Poprosimy przegrzebki, ratatouille oraz mus czekoladowy, a do tego wodę i jakieś wino, które Pierre wybierze.
                Chłopak wszystko notuje i odchodzi. Nadia rozgląda się po zatłoczonej sali, podziwiając wystrój.
                - Często tutaj przychodzisz? – pyta.
                - Prawie codziennie. Pracuję w pobliżu, a właściciel jest moim kuzynem, więc lubię odwiedzać to miejsce – posyłam jej uśmiech.
                Rozmawiamy jeszcze przez chwilę, aż zjawia się kelner z zamówieniem.
                - Wygląda wspaniale – mówi Nadia.
                Nie tylko jedzenie wygląda dziś wspaniale.
                - Poczekaj aż spróbujesz jak smakuje – puszczam do niej oko.
                - Wyśmienite – mruczy z zadowoleniem, wkładając pierwszy kęs w usta.
                W trakcie jedzenia rozmawiamy i śmiejemy się. Z rozmowy dowiaduję się między innymi, że ma dwadzieścia dziewięć lat, lubi książki, rośliny, czekoladę i jest absolutną fanką Anthony’ego Hopkinsa. Opowiadam jej o kancelarii, o tym jak to jest być odpowiedzialnym za czyjąś przyszłość, a także dzielę się z nią moimi zainteresowaniami. Nadia jest szczerze zdumiona, że pięć razy w tygodniu trenuję judo i sama żartuje, że jedyną formą sportu jaką mogłaby uprawiać byłby bieg przed tuzinem uzbrojonych gangsterów, bo nie istnieje inna możliwość, żeby ktoś zmusił ją do aktywności fizycznej. Jestem trochę zaskoczony, bo nie spodziewałem się, że mimo że jeździ na wózku, potrafi żartować ze swojej niepełnosprawności.
                Z głośników zaczyna płynąć „Strangers in The Night” Franka Sinatry.
                - Uwielbiam ten utwór – mówi Nadia ze smutkiem. – Niestety nigdy nie będę w stanie do niego zatańczyć.
                Nie mogę patrzeć, jak się smuci. Zaprosiłem ją na kolację i jeśli wyjdzie płacząc już nigdy więcej nie zgodzi się na kolejną randkę ze mną. Odsuwam szybko złe myśli i wstaję. Obchodzę stolik i wyciągam rękę do Nadii.
                - Mogę panią prosić? – łapię jej dłoń.
                - Daj spokój, Aleksy – uśmiecha się, ale to smutny uśmiech. – Przecież to nie możliwe.
                - Ze mną wszystko jest możliwe – mówię z przekonaniem.
                Nachylam się nad nią, obejmuję ramionami i podnoszę do góry.
                - Co robisz? – szepcze.
                - Zaufaj mi – patrzę jej prosto w oczy.
                Układam jej stopy na swoich i obejmuję ją mocno. Ona również kurczowo łapię się moich ramion. Zaczynamy kołysać się w rytm głosu Sinatry. Nadia rozluźnia się trochę, więc delikatnie zaczynam poruszać nogami, tak żeby jej nie przewrócić.
Mój kuzyn musiał nas zauważyć, bo przyciemnił światła i pogłośnił muzykę. Tańczymy teraz pośrodku restauracji przyciągając spojrzenia wszystkich gości.
Gdy utwór się kończy, wracamy do stolika. Zielone oczy Nadii są pełne łez.
- Dziękuję – mówi cicho. – Zapamiętam tę chwilę do końca życia.
- Nie płacz – podaję jej chusteczkę. – Obiecuję, że jeszcze niejeden raz zatańczymy.
Odgarniam z jej policzka zbłąkany kosmyk rudych loków i składam delikatny pocałunek na jej ustach.

18 października

                Odkąd poznałem Nadię minęło kilka miesięcy, które zdecydowanie uważam za najlepszy czas w moim życiu. Regularnie odwiedzam kwiaciarnię, a także zabieram ją na randki. Jestem szczęśliwy i absolutnie zakochany, ale jeszcze wyznałem, że ją kocham. Trochę się tego boję, bo nie chcę jej stracić.
                Jednak Nadia jest warta każdego ryzyka. I ma dzisiaj urodziny…
                O dziewiętnastej odbieram Nadię z jej mieszkania. W samochodzie zakładam ją opaskę na oczy i upewniam się, że nic nie widzi.
                - Aleksy, czemu nie chcesz mi powiedzieć, dokąd jedziemy?
                - Słyszałaś kiedyś o czymś takim jak niespodzianka? – pytam, udając znudzonego. – Jak sama nazwa wskazuje, jest to coś niespodziewanego.
                Kątem oka widzę jak ze złością krzyżuje ręce i prycha.
                Po kilkunastu minutach docieramy pod Łazienki. Gdy zatrzymuję samochód Nadia sięga po opaskę, ale łapię jej dłoń.
                - Jeszcze nie teraz – mówię, na co wydaje zduszony pomruk.
                Ścieżką prowadzę jej wózek po parku. Nadia milczy i wsłuchuje się w otoczenie, licząc, że odkryje, co przygotowałem. Następnym razem chyba włożę jej słuchawki. Wtedy będę miał pewność, że mój plan jest w pełni sekretny.
                Na placu przed pałacem migotają dziesiątki świec. Wszystko zgodnie z moim planem. Zatrzymuję wózek i macham dłonią na skrzypka. Zaczynają płynąć pierwsze dźwięki, a ja jednym ruchem zdejmuję z oczu Nadii czarną opaskę i mimo że mój głos nie należy do najwspanialszych, zaczynam śpiewać, dziękując w głębi mojemu ojcu, że uwielbia muzykę z okresu dwudziestolecia międzywojennego.
Choćbyś w piersi serce miał jak głaz,
jednak kiedyś przyjdzie taki czas,
że ci serce twe nagle dziwnie drgnie,
co to znaczy, każdy wie.
Nie wiesz wtedy: płakać, czy się śmiać,
chciałbyś cały świat w ramiona brać,
oczy twoje lśnią, bo masz właśnie to,
co miłością ludzie zwą.
                Warto było chodzić w dzieciństwie na lekcje śpiewu. Nadia rozgląda się wokół, a potem patrzy mi w oczy. Uśmiecha się, a po jej policzkach ciekną łzy.
Tylko z tobą i dla ciebie,
wciąż serce o tym śni.
Tylko z tobą i dla ciebie,
przez jasne życia dni.
Raj na ziemi, serce w niebie,
wtem szczęście musi być.
Tylko z tobą i dla ciebie żyć.
                Gdy kończę śpiewać podchodzę do mojej ukochanej i ściskam jej dłoń.
                - Nadio Michalak, wiem że to może za wcześnie, ale kocham cię i będę cię kochał aż po kres świata, a nawet dłużej – mówię patrząc jej w oczy.
                Nadia ociera łzę.
                - Ja też cię kocham – nachylam się i całuję ją namiętnie.
                Kiedy odrywam się od jej ust, daję znak młodemu chłopakowi. Podchodzi do nas. Daje nam dwa pomarańczowe lampiony oraz zapalniczkę. Zapalam je, a potem podaję jeden najpiękniejszej kobiecie we wszechświecie, która patrzy na mnie z lekko rozchylonymi w zdziwieniu ustami.
                - Pomyśl jakieś życzenie – szepczę.
                Zamyka oczy, a potem wypuszcza lampion do góry. Ja również zamykam oczy i życzę sobie, żeby ta chwila trwała w nieskończoność. Otwieram usta, aby coś powiedzieć, ale Nadia mi przerywa.
                - Nie zdradzaj, bo się nie spełni – ściska moją dłoń i przyciąga mnie do siebie.
                Nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś się zakocham. Zawsze sądziłem, że to nieostrożne oddać swoje serce komuś, kto w każdej chwili może je rozgnieść i połamać na tysiące kawałków… A na taką nieroztropność nie mogłem sobie pozwolić. Teraz jednak myślę, że byłem idiotą.

25 listopada

                - Kochanie, gotowa? – pytam, ściskając dłoń Nadii.
                - Chyba tak – odpowiada uśmiechając się.
                Jest lekko zdenerwowana. W końcu nie codziennie ktoś przedstawia ją swoim rodzicom. Chociaż jeśli o nich idzie, to kochają ją odkąd zrobiła dla mamy urodzinowy bukiet.
                Otwieram drzwi i wchodzimy. Od razu podbiega do nas Julia Nawrocka, wołając swojego męża, żeby zszedł na dół, bo nikt nie zamierza na niego czekać i całuje Nadię w oba policzki. Kiedy cała procedura poznawania nowego gościa kończy się, zasiadamy do stołu.
                - Nadio, – mówi z wahaniem moja matka – jeździsz na wózku od urodzenia?
                Zatrzymuję widelec w połowie drogi do ust. Znam ją kilka miesięcy, ale nigdy o to nie zapytałem.
                - Właściwie od piętnastego roku życia – mówi z pustką w głosie.
                Przy stole zapada milczenie.
                - Piątego lipca wracałam późnym wieczorem od koleżanki. Jakiś samochód z dużą prędkością wjechał na chodnik i mnie potrącił. Pamiętam tylko, że upadłam. Rano jakaś kobieta, wyprowadzając psa znalazła mnie nieprzytomną, zadzwoniła po pogotowie. Lekarze robili, co mogli, ale nie zdołali mi pomóc, bo miałam złamane aż siedem kręgów i kość biodrową – mówiąc to, patrzy pustym wzrokiem w przestrzeń.
                - Jest jakaś szansa, że odzyskasz władzę w nogach? – pyta stłumionym głosem mój ojciec.
                - Żadnej – odpowiada cicho.
                Moja mama zmienia temat i zaczyna mówić o kwiatach, co bardzo ożywia Nadię. Wzdycham z ulgą i biorę łyk wody.
                Nie.
                Nie.
                NIE.
                TYLKO NIE TO. TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA.
                Duszę w sobie przekleństwo oraz chęć rzucenia się pod najbliższy pociąg.
                Dociera do mnie okrutna prawda. To przeze mnie Nadia jest niepełnosprawna…
                Gdy miałem dziewiętnaście lat, wracałem z kumplami z mocno zakrapianej imprezy. Wszyscy coś wypiliśmy. Padło na mnie, że będę kierowcą, bo byłem najtrzeźwiejszy z naszej ekipy. Jechałem po mieście z dużą prędkością. W jednej sekundzie straciłem panowanie nad samochodem. Wjechaliśmy prosto w jakąś dziewczynę. Byłem zbyt roztrzęsiony, żeby sprawdzić jej stan. Jeden z chłopaków wyszedł, sprawdził puls. Stwierdził, że nie żyje. Przerażenie wzięło górę nad rozsądkiem. Uciekliśmy stamtąd najszybciej jak mogliśmy i obiecaliśmy zachować to między naszą trójką.
                Przez czternaście lat myślałem, że zabiłem człowieka. Byłem w błędzie. Jest jeszcze gorzej. Zniszczyłem życie kobiecie, którą kocham. Jak się dowie, nigdy mi tego nie wybaczy.
                - Jesteś dzisiaj wyjątkowo milczący – mówi moja matka.
                - Przepraszam, ale trochę boli mnie głowa – kłamię.
                Przyjemne spotkanie zmieniło się w koszmar. Mam ochotę wrzeszczeć i przeklinać cały świat. Do końca obiadu siedzę w niemal całkowitym milczeniu. Nie mogę patrzeć na Nadię siedzącą na wózku, mając świadomość, że to moja wina.
                Wieczorem odwożę ją do domu. Zostawiam ją tłumacząc, że muszę jeszcze zajrzeć do kancelarii, żeby przygotować się do jutrzejszej rozprawy. Oczywiście to kłamstwo.
                Wracam do domu i przebieram się w strój do biegania. Pada deszcz, ale to mnie nie powstrzymuje. Biegam w deszczu przez cztery godziny, licząc na to, że dostanę zapalenia płuc i umrę w najbliższym czasie.
                Nie mogę być dalej z Nadią, mając świadomość, co zrobiłem. Jeśli powiem jej prawdę – rzuci mnie, jeśli nie powiem – kłamstwo mnie zniszczy.
                Wiem, że to dziecinne, ale biorę telefon do ręki i wybieram numer Nadii. Wystukuję wiadomość „Przepraszam. To koniec. Nie dzwoń do mnie.”, a potem klikam „Wyślij”.

4 grudnia

                - Wstawaj, dupku! – wyrywa mnie ze snu przeraźliwy krzyk.
                Pęka mi głowa. Z trudem otwieram oczy. Nade mną stoi rozwścieczona blondynka. Ma mord w oczach.
                - Kim jesteś i skąd się tu wzięłaś? – pytam.
                - Jestem współlokatorką Nadii i prosto z piekła – oznajmia bez cienia uśmiechu, a za nią dostrzegam rozbitą szybę. – Moja przyjaciółka przez ciebie właśnie czeka na samolot do Hiszpanii. Wyjeżdża na stałe. Nie obchodzi mnie czy to zigno…
                Nie daję jej skończyć. Wybiegam z domu w samych jeansach i białej koszulce. Jest przeraźliwie zimno, ale mam mało czasu. Wsiadam do taksówki, którą przyjechała ta wariatka, robiąca chwilowo awanturę w moim salonie.
                - Szybko! – krzyczę. – Niech pan jedzie na lotnisko! Nie mamy czasu do stracenia!
                - Wyhamuj, człowieku – warczy kierowca. – Nie zamierzam stracić pracy, bo jakiś kretyn bawi się w Jamesa Bonda.
                Kiedy obiecuję zapłacić mu potrójnie, w końcu zgadza się jechać. Po drodze łamie chyba wszystkie możliwe przepisy, ale nie dbam o to. Teraz liczy się tylko Nadia.
                Wysiadam z samochodu i najszybciej jak mogę przebijam się przez tłum, wypatrując kobiety mojego życia. Znienawidzi mnie, ale muszę spróbować.
                W końcu dostrzegam ją między ludźmi.
                - Nadia!
                Podnosi głowę i patrzy na mnie przez łzy.
                - Błagam nie wyjeżdżaj. Kocham cię! Przepraszam – krzyczę, ściągając na siebie spojrzenia dziesiątek ludzi. – Wybacz mi. Zachowałem się jak kretyn. Moje życie bez ciebie nie ma sensu. Jest puste, niekompletne. Nie potrafię bez ciebie żyć. Wiem, że cię zraniłem.
                Nadia milczy, więc kontynuuję:
                - Musisz coś wiedzieć… – opowiadam o wypadku, ale jej twarz pozostaje niezmieniona, przez co zaczynam się martwić. Jeśli kobieta na ciebie wrzeszczy to znaczy, że coś dla niej znaczysz, ale jeśli jest obojętna, jesteś na przegranej pozycji. - Wiem, że na to nie zasługuję, ale, proszę, wybacz mi.
                Padam przed nią na kolana.
                - Każesz mi odejść, odejdę. Każesz mi spalić świat, zrobię to – patrzę jej prosto w oczy, ale ona nadal milczy. – Błagam, powiedz coś.
                Po moim policzku spływa łza. Nadia dotyka dłonią mojej twarzy.
                - To – wskazuje na swoje nogi – już dawno wybaczyłam i nie mam do nikogo żalu. To był wypadek. Ale to – kładzie rękę na serce – bolało bardziej.
                - Przepraszam – szepczę. – Bałem się, że mnie znienawidzisz. Nie wiedziałem, co robić. Zawładnęłaś całym moim życiem i nie mogę bez ciebie żyć. Kocham cię.
                - Też cię kocham – odpowiada cicho.
                Podnoszę się, a potem składam na jej ustach pocałunek. Wokół nas wybucha fala oklasków.
                Nagle rozlega się głośny strzał.
                - Wszyscy na ziemię – woła jakiś zamaskowany mężczyzna i uderza karabinem w brzuch młodego mężczyznę. – Już, już!
                Ludzie zaczynają panikować. Część zaczyna uciekać, a część kładzie się na podłodze. Nadia jest na wózku i nie jest w stanie tak po prostu tego zrobić. Przeklinam cicho, mając nadzieję, że atakujący zostanie powstrzymany lub odzyska rozum.
                Kilka osób nadal stoi. Padają strzały. Ich ciała bezwładnie upadają.
                - Kto następny?! – krzyczy szaleniec i odwraca się na pięcie w naszą stronę.
                Uśmiecha się krzywo i celuje w Nadię. Rzucam się w lewo, żeby ją zasłonić. Słyszę stłumiony krzyk, a zaraz potem przyszywa mnie paraliżujący ból i zapada ciemność.

***
                Przed pałacem w Łazienkach Królewskich wokół rudowłosej kobiety biega pięcioletni chłopiec. Ma ciemnobrązowe włosy i błękitne oczy. Wygląda jak idealna kopia swojego ojca.
                - Aleksy, chodź tutaj – woła matka.
                Syn podbiega do niej i bierze do rączek jeden lampion. Ona trzyma drugi. Zapala je. Łapie chłopca za rękę i zamyka oczy. Potem otwiera je i uśmiecha się do dziecka.
                - Gotowy? – pyta.
                - Tak, mamusiu – odpowiada chłopczyk słabym głosem.
                - Wpuśćmy te lampiony i niech lecą wysoko do nieba. Niech tatuś wie, jak bardzo go kochamy – mówi, a po jej policzku spływa łza.

***

                Otacza mnie cisza przerywana jedynie regularnym pikaniem urządzeń monitorujących pracę serca. Otwieram oczy i widzę Nadię, która śpi wtulona w moją dłoń. Delikatnie gładzę ją po głowie.
                - Obudził się pan w końcu – podchodzi do mnie kobieta ubrana w biały fartuch. – Stracił pan dużo krwi, ale dzielnie pan walczył. Musi pan wytrzymać jeszcze trochę, bo ma pan dla kogo.
                Starsza kobieta uśmiecha się i wychodzi. Nadia porusza się i podnosi głowę.
                - Kochanie… - zaczynam, ale ona ucisza mnie.
                - Kocham cię, a właściwie oboje cię kochamy – wskazuje na swój brzuch. – I nie waż się więcej nas tak straszyć.
                - Wyjdź za mnie – szepczę ściskając jej dłoń.
                - Za nikogo innego nie chcę – uśmiecha się.