środa, 22 czerwca 2016
poniedziałek, 20 czerwca 2016
"Biały wiersz" Jan Brzechwy
Pewno już będę nieśmiertelny, Jeśli przez ciebie nie umarłem; Oto jest prawda mego życia, Którą mi pisał wiatr na czole. Tak było dawniej: białe dłonie Kładłaś na białych mych powiekach, Dzieje te bliskie, choć dalekie, Dzisiaj wspominam białym wierszem. Lecz z rymem, tak jak niegdyś z tobą, Tylko na krótko się rozstaję: Powraca ptak do swego gniazda, A noc do snu, a sen do powiek. Niechaj twe serce odpoczywa W moim spokoju, w mojej ciszy; Byłaś niewierna mnie i sobie, Gdy przybywałaś na nizinach. Teraz powracasz dniem i nocą Z drogi dalekiej chociaż z bliska, Do ust przyciskam twoje smutki, Twoje pomyłki, twoje winy... Dopiero teraz, ukochana, Możemy spojrzeć sobie w oczy Jak w dwa zwierciadła przeciwległe Zamykające nieskończoność.
niedziela, 19 czerwca 2016
10 lat jak jeden dzień
3 i, czyli jedyna klasa dziennikarska w ZSO, ma na swoim koncie projekty "Szkoła z prasą", "Lokalna Akademia Dziennikarska", "Szkoła z klasą", obóz dziennikarski w Zakopanem i wiele rewelacyjnych numerów szkolnego pisma. Skończyliśmy LO w 2006 roku Nikt nie został dziennikarzem, ale... pozakładaliśmy firmy, świetnie sobie radzimy na różnych stanowiskach. Jest wśród nas nauczyciel, prawnik, informatyk programista, mgr kosmetologii, stylistka, biznesman i bizneswoman, człowiek od marketingu, pracownik urzędu gminy, pracownik starostwa, przewodnik beskidzki, project manager, animator kultury, ratownik medyczny... Robimy kariery w Polsce i Europie. Humaniści górą!
Trzy miłości z tamtych lat przetrwały i przypieczętowane zostały małżeństwami. Niektórzy znaleźli swoje drugie połówki. Pojawiły się dzieci.
Trzy miłości z tamtych lat przetrwały i przypieczętowane zostały małżeństwami. Niektórzy znaleźli swoje drugie połówki. Pojawiły się dzieci.
Poza tym - jesteśmy fajniejsi i piękniejsi niż 10 lat temu ;D Wczorajsze spotkanie, pełne wybuchów śmiechu i anegdot, uzmysłowiło nam, jakie mamy szczęście! Były oczywiście zdjęcia, filmiki, klasowa kronika i kwiaty dla wychowawczyni.
Niektóre znajomości zostają w nas na zawsze. Kocham Was, moja szalona 3 i z LO!
czwartek, 16 czerwca 2016
Coś się kończy....
Dostać na pożegnanie wiersz od absolwentki.
Bezcennne.
Powodzenia, Madziu, na każdej ścieżce życia...
Bezcennne.
Powodzenia, Madziu, na każdej ścieżce życia...
środa, 15 czerwca 2016
piątek, 10 czerwca 2016
Mistrz i Małgorzata ;)
Tytuły Mistrza i Wicemistrza Prozy Powiatu Suskiego 2016 w kategorii szkoły ponadgimnazjalne należą do Daniela Siwca z klasy 1a i Oli Janik z 2b. Daniel napisał powieść kryminalną, Ola - opowiadanie fantasy. Opiekunem merytorycznym obojga jest mgr Małgorzata Skawińska.
Aleksandra Ślusarz "Ocaleni"
" Na drodze w
nieznane
Zatrzymał Ktoś nas,
Powiedział: zawróćcie,
To jeszcze nie czas.
(...)
Ocaleni dla nowych
szans,
Ocaleni dla
świata"
(M.
Kuszyńska)
Mieliśmy za sobą już dwie godziny drogi.
Została jedna. Jeszcze tylko sześćdziesiąt minut i powita mnie gorąca kąpiel,
ciepłe kapcie, kubek wrzącej herbaty, miękkie łóżko ze świeżą pościelą. Miałam
szczęście. Nie każdej matce chciałoby się tak skakać koło swojego dziecka.
Początkowo nie mogłam znieść, że traktuje mnie, jakbym była jakimś bobasem, ale
szybko zrozumiałam, że ona po prostu taka jest i robi to z miłości. Jeśli tylko
miała okazję, przygotowywała mi takie powitanie. Ktoś móglby pomyśleć: ,,Po co
w ogóle przyjeżdżać do domu na sobotę i niedzielę, skoro w poniedziałek i tak
trzeba jechać z powrotem? Przecież można siedzieć w akademiku cały
tydzień." Ja jednak
nie wyobrażałam sobie
życia bez tych wszystkich okaleczonych dozą głupoty osób zwanych potocznie
rodziną. Wracałam więc jak ptak, który, posmakowawszy wolności, co jakiś czas
wraca do starej klatki.
Zegar na desce rozdzielczej wskazywał
17:04. Z radia dał się słyszeć hit sezonu. Już po pierwszych dźwiękach Kuba
podkręcił głośność. Zdążyłam tylko pomyśleć:
,,O, nie...",
kiedy wraz z głosem z radia zaczęła śpiewać cała samochodowa ekipa. Zachęcali
mnie, żebym śpiewała z nimi tak, jak zawsze, jednak tym razem nie miałam na to
ani ochoty, ani siły. Po treningu byłam wyczerpana jak nigdy. Trener dał nam
niezły wycisk. A teraz jeszcze to ich całe wycie. Rozsadzało mi bębenki!
Po trzech koszmarnych minutach piosenka się
skończyła. Odetchnęłam z ulgą. Zrobiło się spokojniej. Deszcz bębnił
uspokajająco w szyby i dach auta. Kuba trzymał rękę na kierownicy, podczas gdy
drugą pisał SMS-a. Na tylnym siedzeniu Kaśka
i Szymon dyskutowali zawzięcie.
Nie miałam siły, żeby włączyć się do rozmowy tych dwojga, więc tylko słuchałam,
a kiedy o coś pytali, kręciłam głową lub mruczałam jakieś "mhm". Na
szczęście im to wystarczało. Kasia znała mnie jak nikt inny i widziała, że nie
chę gadać, więc nie naciskała, a Szymon świata nie widział poza moją siostrą
i miał mnie,
delikatnie mówiąc, w nosie, co w tym wypadku było mi na rękę. Oczywiście
wcześniej chodził za mną cały dzień i prosił, żebym tym razem usiadła
na przednim siedzeniu,
bo chciał być blisko "ukochanej". Wiedziałam, że Kate prędzej czy
później się ze mną rozliczy (biedny Szymuś zakochał się bez wzajemności, gdyż
jego wybranka widziała w nim tylko dobrego kumpla), ale nie chciałam być
niemiła
dla kolegi, a poza tym
po paru godzinach miałam dosyć jego błagalnych pieśni.
Czas płynął zdecydowanie zbyt wolno. 17:16.
17:17. 17:18. 17:19. 17:20. Może by tak popchnąć te minuty, aby płynęły trochę
szybciej? No i wykrakałam. To, co zdarzyło się w następnej chwili, działo się
szybko, zbyt szybko. Jedyne, co zdążyłam zarejestrować z tamtego momentu, to
Kuba zapatrzony w telefon, krzyk Kaśki, a potem rozdzierający pisk hamowania i
rozmazana sylwetka drzewa za przednią szybą.
Później tylko ciemność i uczucie spadania w
czarną toń.
* * *
Obudziłam się na jakiejś łące. Rozejrzałam
się wokół. Jeszcze nigdy nie widziałam tak bardzo zielonej trawy i tylu
kolorowych kwiatów w jednym miejscu! Łąka była piękna. Dokładnie taka, jaką
sobie wyobrażałam, kiedy byłam mała i mama czytała mi bajki na dobranoc. Rosły
tutaj rośliny, których nie znałam. Kwiaty miały najrozmaitsze barwy, jakich nie
widziałam w całej swojej dotychczasowej egzystencji. Leżąc
na nadzwyczajnie
miękkiej trawie, czułam się, jakbym leżała na najbardziej puszystym perskim
dywanie. Ze wszystkich stron emanowały spokój i błogość.
Kiedy wstałam, latające w pobliżu ptaki
poderwały się i w mgnieniu oka znalazły przy mnie. Ćwierkały, trzepocząc
kolorowymi skrzydełkami. W oddali zauważyłam też inne stworzenia, a mianowicie
jelenie i sarny. Nieopodal zwierząt stał wysoki, biały budynek. Nic więcej nie
przykuło mojej uwagi, toteż skierowałam się w tamtą stronę, cały czas bacznie
obserwując stado.
Nagle jeden z jeleni zaczął biec w moją
stronę. Stanęłam jak wryta. Co teraz? Głośno przełknęłam ślinę, gdy zwierzę
zatrzymało się tuż przede mną. Nigdy nie byłam tak blisko jelenia. Zawsze
wszystkie się mnie bały. ,,Ha – pomyślałam – no to teraz,
dla odmiany, ja się
będę bać." Mimo powagi sytuacji, nie omieszkałam zauważyć jego pięknych,
długich rogów oraz gładkiej, brązowej sierści. Był wspaniały. Cały czas się we
mnie wpatrywał. Zapominając o strachu, wyciągnęłam dłoń w stronę rogacza. Kiedy
przypomniałam sobie, że przecież miałam się bać, on zdążył już przyłożyć swój
łeb
do mojej ręki, zamykając
na chwilę oczy. Po chwili znów na mnie spojrzał. Dopiero teraz zauważyłam, że
jego wzrok jest łagodny. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam go
pod szyją. Zaczął
trącać mnie lekko rogami, więc wdrapałam się na jego grzbiet. Przytuliłam się
do zwierzęcia, które było mięciutkie jak pluszowa maskotka. Od razu pomyślałam
o starej zabawce z dziecństwa. Tymczasem
jeleń pogalopował w kierunku białego budynku.
Stojąc już przed drzwiami, jeszcze raz
pogłaskałam swojego wierzchowca, po czym nacisnęłam klamkę. Wrota otworzyły się
i nagle oślepił mnie najjaśniejszy blask, jaki można sobie wyobrazić. Nic już
nie widziałam oprócz białego światła emanującego
z wnętrza dziwnego
budynku. Otaczało mnie tylko światło i cisza.
* * *
Cisza. Krzycząca w podświadomości, brzęcząca
w uszach cisza. I ból.
Nie do zniesienia. Ból
rozsadzający wszystkie narządy, wszystkie części ciała. Miałam wrażenie, że
niewiele brakuje, aby moja głowa pękła jak zwykły balon. Balansowanie między
snem a jawą nie należało do najprzyjemniejszych uczuć. Minuty stawały się
godzinami, godziny minutami. Czułam się, jakbym próbowała wydostać się z wiru,
który uparcie ciągnął mnie na dno.
Powoli odzyskiwałam świadomość. ,,Co się
stało? Co się, do cholery, stało?! Dlaczego nie mogę się ruszyć? Czemu ledwo
oddycham?" - próbowałam poskładać elementy układanki. Samochód,
przeszywający pisk, drzewo... Zamrugałam i z chaosu zaczął wyłaniać się rozmyty
obraz. Zewsząd otaczała mnie pogięta blacha. ,,Boże, co teraz? Oddychaj,
Martynka, oddychaj. Zachowaj zimną krew. Panika w niczym tu
nie pomoże." -
pocieszałam się w myślach.
Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że nie
byłam sama. Co z resztą? Przestraszyłam się. Moja siostra! Mogłam tylko ufać i
mieć nadzieję, że nic jej się nie stało. Zaczęłam nasłuchiwać. Otworzyły się
drzwiczki i z auta, a raczej jego resztek, wygramolili się Kuba i Szymon.
- Nic ci nie jest, stary? - spytał ten
pierwszy.
- Nie. Wszystko ok. Z tobą w porządku?
Nie usłyszałam
odpowiedzi, więc Kuba najprawdopodobniej tylko skinął głową.
- Martyna? - usłyszałam głos Kasi, która
dopiero teraz wyskoczyła z samochodu. Odetchnęłam z ulgą. Jest cała.
- Tuśka! Słyszysz
mnie? - ponowiła pytanie.
"Słyszę,
słyszę" – chciałam powiedzieć, jednak nie wydobyłam z siebie ani słowa.
Poczułam za to falę nowego bólu w klatce piersiowej, przez co znów nie mogłam
złapać oddechu. Zaczynałam się dusić. Im bardziej chciałam coś powiedzieć, tym
bardziej bolało. Wokół mojej szyi coraz mocniej zaciskała się niewidzialna
metalowa obręcz.
- Martyna, powiedz coś! - moja siostra powoli
wpadała w histerię.
- Boże, co ja najlepszego zrobiłem? Co ja, do
diabła, narobiłem?! - Kuba również spanikował.
Kasia rozpłakała się. Szymon pocieszał ją
słowami: "Wszystko będzie dobrze". Szloch dziewczyny sprawiał, że
czułam się winna. Próbowałam wydać z siebie choćby jęk, żeby ją uspokoić, ale
płuca ciągle odmawiały mi posłuszeństwa. Kilka łez spłynęło mi po policzku.
Odruchowo mocno wbiłam paznokcie w udo. Nic nie poczułam. Przeraziłam się.
Położyłam rękę na łydce, potem przejechałam nią po drugiej nodze. Miałam
wrażenie, że dotykam innego ciała. Te nogi nie były moje. Zupełnie, jakby ktoś
je podmienił lub wyłączył. "Nie! - krzyknęłam w głowie. - Tylko nie
to!" Teraz łzy płynęły już strumieniami.
Przyjechała karetka. Nie wiem, ile czasu
zajęło im wyciągnięcie mnie z tego okropnego przedniego siedzenia. Minutę,
dwie, pięć? Może godzinę? Położono mnie
na noszach. Gdy tylko
Kuba mnie zobaczył, zaczął jeszcze bardziej histeryzować
i obwiniać się za ten
nieszczęsny wypadek. Jeden z ratowników, który ewidentnie miał dość, złapał go
od tyłu i odciągnął do drugiej karetki. Spojrzałam z wdzięcznością
na człowieka, który
uratował moje uszy od tego lamentu. Kilka sekund później podbiegła do mnie
zapłakana Kasia. Przytuliła swój policzek do mojego.
- Jezu, Martyna – powiedziała łamiącym się
głosem. - Żyjesz!
Uśmiechnęłam się i ścisnęłam jej rękę.
Nadal oddychało mi się z trudem, nie mówiąc już o jakimkolwiek mówieniu. Miałam
nadzieję, że ten stan jest tylko chwilowy. Lekarz, widząc moją walkę, przyłożył
mi do twarzy maskę tlenową. Trochę lepiej. Podeszło dwóch ratowników. Jeden
stanął za moimi stopami, drugi nad głową i na "trzy" skierowali
nosze do karetki. Chwyciłam siostrę za
rękę, zanim zdążyła odejść
i nie zamierzałam jej
puścić. Nie chciałam zostać sama. Kasia szybko domyśliła się, o co mi chodzi i
powiedziała:
- Spokojnie. Nie
możemy jechać razem, ale będę w drugiej karetce. Nie martw się, siostrzyczko.
Zobaczymy się w szpitalu – ścisnęła mi rękę na pożegnanie.
Odprowadziłam Kasię wzrokiem, a następnie
spojrzałam w niebo, uśmiechnęłam się delikatnie i powiedziałam w myślach do
Boga:
Izabela Świerkosz "ANNA BOLEYN"
Chłodny wiatr
powiewał moją długą aksamitną suknią kierując falbanki w stronę drewnianych
schodów prowadzących na jedyny w swym rodzaj szafot. Moje dłonie były lodowate
niczym pokrywa rzeki w samym środku
zimy. Pomimo przeszywającego chłodu, czułam wypływające rumieńce na moje
zmarznięte policzki. Stałam pomiędzy moimi towarzyszkami, które z pobożnie
złożonymi rękoma czule błagały naszego stwórcę o dobre losy mojej nieszczęsnej
duszy. W końcu odważyłam się i spojrzałam przed siebie. Moje serce zaczęło bić
jeszcze mocniej, jak bym pokonała trasę z naszego dworu do wielkiej wieży w
Tower. Nad starymi drewnianymi schodami stał tłum ludzi. Miałam wrażenie jak
gdyby cała Anglia nagle opuściła swoje obowiązki i przyjechała tu, by zobaczyć
moje upokorzenie, upokorzenie swojej własnej królowej, której niedawno składali
największe dary i pokornie skłaniali
głowy. Wybiła godzina dziewiąta, dźwięk dzwonu, który słyszałam po raz
ostatni, wywołał u mnie ogromne dreszcze.
-Już czas królowo-usłyszałam za plecami głos kapłana, któremu chwilę temu
wyjawiłam wszystkie przewinienia i grzechy dokonane w moim potępionym życiu .
Wzięłam głęboki wdech i wolno podniosłam nogę na pierwszy schodek. Okazało się,
że moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa, z resztą jak wszystko inne dookoła, z
każdym krokiem kolana uginały się jakby tlen wcale nie dochodził do ich
komórek, umierały razem z moją duszą. Nagle zorientowałam się, że setki tysięcy
par oczu spoglądają z pogardą na moją osobę, było już coraz bliżej końca tej
ironicznej sceny, która targała moim sercem i duszą na wszystkie strony świata.
Jakież to okropne uczucie, stałam na środku szafotu jako cel największych obelg
i wyśmiewisk. Krew zalewała mój umysł, jednakże nie pozwoliłam, by ktokolwiek
zobaczył mój strach i ogromny lęk, który tłumiłam w sobie przez ostatnie kilka
lat i które teraz mają największą siłę i moc, ponieważ w dalszym ciągu byłam
królową i chce godnie choć niewinnie umrzeć. Moja towarzyszka zdjęła mój ciemny
nie twarzowy kornet, pod którym były wysoko upięte czarne gęste włosy, niegdyś
atut mojej urody i wzorzec innych niewiast, wtedy jakby utraciły swój blask,
lśniące kosmyki przybrały postać zniszczonych, startych włókien. Nie miałam dużego dekoltu, jedynie delikatnie
odsłoniętą szyję, aby ostrza nie napotkały nie potrzebnego oporu. Jedna z
towarzyszek podeszła do mnie z czarnym kawałkiem materii, abym mogła opuścić
ten świat w ciemności, nie patrząc na twarze poddanych. Ostatni raz
otworzyłam swe oczy i jakby wszystko
umilkło, przeszedł mnie nerwowy, gorący dreszczyk. W oddali dostrzegłam moją
ukochaną siostrę Marię, u której widziałam politowanie i fale łez. Uśmiechnęłam
się do niej choć moja mimika rozeszła się z wiatrem i została połknięta przez
wrogie i agresywne spojrzenia tłumu. Niestety nie zobaczyłam odwzajemnienia
mojego czynu. Zaraz po tym poczułam nasuwającą się na moje oczy rękę
towarzyszki wiążącą czarną chustę. Od tej pory słyszałam jedynie szmer tłumu i
dźwięk kata ostrzącego miecz. Klęczałam sama zupełnie sama, już nie myślałam o
śmierci, tylko o Bogu, w głębi duszy prosiłam go, aby chociaż On mnie nie
opuszczał i przyjął moją dusze w swe ramiona. Wtem tłum umilkł. Znad chmur
wyłoniło się słońce, które zaczęło delikatnie ogrzewać moją szyję, kat podniósł
wysoko ręce, poczułam, że ogromny miecz znajduje się tuż nad moją głową, ale
nagle ku mojemu wielkiemu zdziwieniu miecz nie opadł……..
KILKA LAT
TEMU…
-Anno podejdź tu, usiądź obok mnie.
-Jestem przy tobie Henryku.
-Ukochana, powiedz proszę, dlaczego nie chcesz, bym był blisko Ciebie? Miłuję Cię jak nikt inny, żywię do ciebie
ogromne uczucie miłości.
-Henryku…..
Spłonęłam rumieńcem, wpatrując się w rozżarzony kominek obok którego
siedziałam w wielkiej i ciemnej komnacie
samego króla Henryka VIII najpotężniejszego monarchy współczesnej Europy z dynastii powszechnie szanowanych i wielce
cenionych Tudorów. Po krótkim namyśle
spojrzałam w głębokie i niesamowicie
uwodzące oczy króla i nieśmiało odpowiedziałam:
-Mój królu, jesteś najwspanialszy, oczywiście że odwzajemniam twe uczucia, jednak martwi mnie jedna rzecz.
-Mów śmiało najdroższa, co cię zniechęca?
-Na przeszkodzie stoi Jaśnie Pani Katarzyna Aragońska , moim pragnieniem jest,
by zostać twoją żoną i dać ci silnego męskiego potomka, o którym marzysz od
dawna, który zawładnie potęgą Anglii i sprawi, że ludzie będą mogli żyć w
dobrobycie , do czego ty zawsze dążyłeś
miłościwy królu, jednak królowa nie spełniła twoich oczekiwań i myślę, że nie
spełni przez swój podeszły wiek, zostanie
po niej jedynie pierworodna Maria, lecz córka, nie syn. A wiec, chce być
twoją prawowitą żoną, a nie kochanką uznaną potem przez lud za wiedźmę i
ladacznice króla.
- Hmm masz rację nie zniósł bym tego, gdyby uznano cię za zdrajczynię . Więc co
proponujesz ma luba? Skoro papież nawet nie śmie zobaczyć na list z prośbą o
udzielenie rozwodu, a co dopiero zgodzić się na to.
Znów zapadła głucha cisza, słyszałam jedynie jak iskry w kominku przelatują z
jednego kawałka drewna na drugi. Księżyc jasno świecił do okien, tworząc jasną
smugę światła oddzielającą moją szarą postać od króla.
- Czy papież jest ważniejszy od ciebie, najpotężniejszego władcy, którego
miłuje cała Europa, Dlaczego mój
miłościwy słuchasz głowy kościoła, skoro sam możesz nią zostać? Stwórz nowy
odłam religii, pozyskasz uznanie w oczach wszystkich monarchów, Anglia będzie w
centrum uwagi, papież odpowie za to że
zlekceważył tak ważną osobę i to w tak ważnej sprawie. Gdy z twoich rąk wyjdzie
deklaracja o rozwodzie, moglibyśmy zapomnieć o królowej, wtedy wzięlibyśmy ślub
i bylibyśmy najszczęśliwszą parą królewską jaką kiedykolwiek świat widział.
Na tym zakończyła się rozmowa, Henryk siedział podpierając się ręką i myślał
nad słowami, które przed chwilą do niego skierowałam. Z jego miny wyczytałam,
że rozpatrzy ten pomysł pozytywnie. Byłam z siebie dumna, nikt tak jak ja nie
potrafi zawrócić w głowie mężczyźnie i to nawet samemu królowi. Jestem piękną i
przede wszystkim młodą kobietą, a król pragnie niewiasty o niebiańskiej urodzie jaką Bóg obdarzył
właśnie mnie.
-Dobrze Anno idź już spać, odpocznij trochę jutro kolejny męczący dzień.
-A ty mój królu?
-Ja zostanę jeszcze chwilę, muszę zastanowić się nad pewnymi sprawami, które
sieją wątpliwości w mojej głowie.
Nazajutrz, o
poranku zebraliśmy się, aby spożyć obfite śniadanie w obecności króla i
królowej. Razem z innymi dworkami i towarzyszami dworu czekaliśmy aż ogromne
drzwi do komnaty otworzą się ukazując we wnętrzu parę królewską. I tak też się stało, wszyscy umilkli i czekali aż nowo przybyli dosiądą do stołu.
Ach jak smutna była ta sytuacja, siedzieliśmy w zupełnej ciszy, spoglądając
nieśmiało w rozpaczone oczy królowej, w których widać było cierpienie, brak
miłości i upokorzenie ze strony króla. No ale cóż, powiedzmy szczerze Katarzyna
nie była zbyt urodziwą kobietą, liczne zmarszczki na twarzy idealnie określały
podeszły wiek, choć niektórzy mówią, że dużo przeszła w życiu i jeszcze teraz
musi znosić tę nienawiść od króla. Przeżyła już śmierć jednego męża, Artura
Tudora brata Henryka. Pozostała po nim wdową i znów musiała wyjść za mąż, mimo
swojej woli choć jak donoszą jej dworki, szybko ta niechęć przerodziła się w
szczerą miłość. Dopóki nieokazało się, że królowa nie może mieć więcej dzieci,
pozostawiając Henrykowi jedynie jedną córkę, która według wielu uczonych w tym
również król, uważali, iż ta następczyni tronu może zaprzepaścić dalszy bieg
dynastii Tudorów w Anglii. Patrzyłam z politowaniem na jaśnie panią, wiem jak
okropnie musi się czuć, ale moim zdaniem to jej wina, gdyż nie wywiązała się z
obowiązku małżeńskiego jakim było pozostawienie męskiego potomka. Ale też lata
swoje robią, który mężczyzna chciałby mieć i kochać tak starą i brzydką
kobietę, skoro wokół jest tyle innych ideałów, to znaczy dla króla jest tylko
jeden inny ideał, którym podejrzewam, że jestem ja. Po śniadaniu królowa poszła
do swej prywatnej komnaty aby dalej rozmyślać o swoim nędznym losie. W tym
czasie król zaprosił mnie na krótką konną przejażdżkę. Jechałam z przodu zaraz
u boku króla, kiedy inni towarzysze byli daleko za nami, a dworki jeszcze dalej
przyglądając się wścipsko i z wielką zazdrością na zaloty władcy. Podczas tej
wycieczki długo rozmawialiśmy.
- Anno długo myślałem o twoim pomyśle, postanowiłem zlecić to Tomaszowi
Cromwellowi za miesiąc przedstawi on w parlamencie dwie ustawy „Supplication
against the Ordinaries” oraz „Submission of the Clergy” które doprowadzą do
ostatecznego zerwania z Rzymem i ustanowienia mnie głową Kościoła Anglii, a co
lepsze pozwoli na unieważnienie małżeństwa z Katarzyną .
Moje serce zamarło w bezruchu, ta wiadomość była
dla mnie szokującą informacja.
- Ach mój królu jakież to wspaniałe wieści, to znaczy, że już za miesiąc będę
mogła nazywać się królową Anglii i żoną samego króla Henryka.
-Zgadza się moja kochana, zrobię wszystko abyś była szczęśliwa.
Wreszcie wygrałam, pokazałam wszystkim, którzy nie wierzyli we mnie, że już
niedługo będą skłaniać przede mną swe marne głowy. Tylko czekam na tę chwilę
kiedy oznajmię to mojej siostrze Marii, ponieważ to ona ubiegała się o względy
króla, co prawda łączył ich niewielki romans, ale nigdy nie dostała tego o czym
marzyła, dostałam to ja, a mianowicie koronę. Gdy wracaliśmy w oknie komnaty
królowej, ujrzeliśmy ledwo widoczną postać. Jak podejrzewałam była to
Katarzyna. Kiedy ja płakałam ze śmiechu przez śmieszny humor króla, ona
patrzyła na nas również płacząc, jednakże te łzy wyrażały ogromne cierpienie i
nie wyobrażalny ból, gdy widziała swojego męża, którego tak bardzo kochała
bawiącego się w towarzystwie młodych, pięknych kobiet i oczywiście w mojej
obecności, czego nie znosiła najbardziej.
Wieczór spędziłam w mojej komnacie razem z siostrą i moim kochanym
bratem Jerzym. Jego żona Jane była
piekielnie zazdrosna o każdą rozmowę jej męża z inną kobietą, również potępiała
przebywanie z nami. Mój brat ogromnie się ucieszył na tę nowinę złożył mi
wielkie gratulacje i obiecał, że zawsze mogę na niego liczyć i zawsze mogę
czekać na jego pomoc ze świadomością że na
pewno przybędzie. Maria zareagowała na to trochę inaczej, oczywiście udawała
zaskoczoną i ucieszoną z mojego szczęścia, jednak w jej oczach widziałam smutek
i żal, ponieważ kolejny raz udowodniłam jej, że jestem lepszą córką rodu
Boleyn’ów. Miło spędziliśmy wieczór, rozmawiając głównie o mnie i o mojej
przyszłości a także przyszłości naszej rodziny.
- Moje drogie siostry, musze was opuścić i wracać do mojej żony, och pewnie
znowu usłyszę, że jestem nie wiernym mężem i nie kocham już tej samej Jane jak
kiedyś przed ślubem… wiecznie to powtarza.
Zaśmiałyśmy się delikatnie, czule tuląc brata do siebie.
- Jerzy, Mario jak dobrze że Was mam,
śpijcie spokojnie.
Czas szybko
płynął, lata przemijały jak ulotny wiatr, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienia.
Dla mnie te wspomnienia budziły na mojej twarzy szeroki uśmiech. Jestem już
królową Anglii, lud już dawno zapomniał o Katarzynie Aragońskiej teraz wielbią
tylko mnie i króla. No niestety lata mojej młodości już ulotniły się, mogę
zdradzić, że mam już kilka zmarszczek co ogromnie mi przeszkadza. Ogarnia mnie
lekki niepokój co do mojej urody, obawiam się, iż król zmieni zdanie i nie
będzie mnie już kochał tak jak dawnej, przyznam, że relacje między nami
ochłodziły się już nie jest dla mnie tak troskliwy i kochający jak dawniej. Źle
się czuję na różnych balach rozrywkowych i różnego rodzaju spotkań dworskich.
Pojawia się na nich jedna szczególna dwórka Joanna Seymur. Musze stwierdzić, że
jest naprawdę ładna, ma śliczną jedwabistą cerę i wyraziste niebieskie oczy,
jest szczupłą, drobną dziewczyną o bujnych jasnych włosach, choć ciężko mi
wypowiedzieć te słowa jest ładniejsza ode mnie. Co gorsze nie tylko ja to
zauważyłam, król również dostrzegł magię jej urody. Na ostatnim balu maskowym,
siedząc na królewskim tronie, przyglądałam się niesamowitemu tańcu jednej z
par. Próbowałam odgadnąć czyja twarz kryje się pod maskami, ku mojemu
zdziwieniu był to król tańczący właśnie z Joanną. Zjada mnie zazdrość, Henryk
nie żywi do mnie już takiej sympatii, jestem ciągle smutna, wciąż rozmyślam o
tak bolesnej utracie miłości najpotężniejszego człowieka państwa. Jedyne co
sprawia mi radość to Elżbieta, moja córeczka. Codziennie rano odbieram ją od
mamek i bawię się z nią aż do wieczora jeżeli czas i król na to pozwoli. Jest
śliczną rudowłosą dziewczynką i myślę, że w przyszłości będzie o wiele
ładniejsza od tej całej Joanny Seymour.
Henryk od zawsze marzył o synie, niestety jak na razie ma dwie córki i
ani jednego syna, osądza mnie o to, wiele razy poroniłam mając pod sercem
przyszłego króla płci męskiej. Zarzuca mi, iż nie wypełniam i mogę już nie
wypełnić obowiązku małżeńskiego. Pewnego dnia po długiej rozmowie z królem o
braku męskiego potomka, rozpaczona weszłam do komnaty siostry , gdzie ujrzałam
Jerzego i Marię, przerywając im śmieszną pogawędkę .
Nie był to dla mnie zadziwiający widok, gdyż często wieczorami przebywałam w
ich towarzystwie.
Przerażony Jerzy natychmiast wstał , ruchem ręki pokazując Marii aby uczyniła
to samo.
-Anno!? Usiądź proszę, jesteś zmęczona, dlaczego płaczesz, co się stało?
Usiadłam między moim rodzeństwem, wtem Maria czule tuląc mnie do swojego
ramienia zapytała
-Niech zgadnę, byłaś w komnacie królewskiej? O czym rozmawiałaś z królem?
- och gdyby to było takie proste, jeśli to w ogóle można nazwać rozmową. Król
krzyczał przeraźliwie, obwiniając mnie o brak syna. Czuje pustkę w moim sercu,
jeszcze niegdyś najbardziej zauroczony we mnie mężczyzna widzi we mnie jedyną
ofiarę królewskiej porażki, mało tego na kolejnej przeszkodzie do wnętrza serca
Henryka stoi brak akceptacji z Jego strony, moja uroda nie zadawala już jego
wzrok. Proszę powiedzcie mi co mam teraz uczynić?
Zakłopotany Jerzy pokiwał głową
- Anno wiedz, że nie jesteś sama, ja z Marią zawsze będziemy u twojego boku.
-Jerzy ma rację, nigdy cię nie opuścimy, zrobimy wszystko co w naszej mocy,
abyś była w pełni szczęśliwa.
- muszę jeszcze raz zostać ciężarną, aby
udowodnić Henrykowi, że może być w pełni bezpieczny o przyszłość dynastii
Tudorów.
-Masz rację Anno- z troską wtrąciła się Maria.
- Lecz problem tkwi w tym, iż Henryk mnie nie kocha, prawdziwą miłością obdarza
jedynie Joanne Seymour.
Zapadła przejmująca cisza, żaden z nas nie wiedział jak podsumować tę sytuację.
Okno komnaty było lekko uchylone, dźwięk świerszczy i innych polnych owadów
zabarwiał niezręczną ciszę. W pewnej chwili usłyszeliśmy dziwne odgłosy
dochodzące z korytarza . Jerzy ostrożnie wstał, zmierzając w stronę drzwi, i gwałtownym ruchem otworzył
je. Ten widok ugiął nam kolana, każdy z nas był ogromnie zaskoczony kolejny raz
znaleźliśmy się w nie zręcznej sytuacji. Jerzy z zdenerwowaniem i
rozczarowaniem zapytał donośnym głosem.
- Jane!! Co ty u licha tu robisz? Podsłuchiwałaś?
Za drzwiami stała w skupieniu żona Jerzego, jak już wcześniej mówiłam wiecznie zazdrosna i wścipska.
Kochała wtrącać się w nieswoje sprawy, a już najbardziej w problemy mojego brata.
- Jerzy, co to ma znaczyć?- irytacja Marii dała o sobie znaki.
- Wybaczcie moje siostry, za to
nieporozumienie. Pójdziemy już Jane do
swojej komnaty.
Był wściekły, ale zarówno zawstydzony za zachowanie swojej żony
Zostałyśmy same. Maria była ciągle zazdrosna o mnie i o Jerzego, potrafiła
powiedzieć na nas złe słowo, lecz w obecności zaufanych osób i za to ją
kochałam, zawsze niosła mi pomoc, ponieważ ja również ją wspierałam kiedy
wplątała się w miłosny krąg z królem. Leżałyśmy do północy pod ciepłym kocem i
rozmawiałyśmy o zabawnych rzeczach, wspominałyśmy lata dzieciństwa, rozbawiła mnie i dzięki
niej, zapomniałam na tę chwilę o moich zmartwieniach . Obawiała się o mnie, czy nie będę mieć
przez to jakiś problemów, ponieważ o tej porze powinnam znajdywać się w
królewskiej sypialni, jednakże ja byłam pewna, że jest ona pusta, albowiem król
przebywał u Joanny.
- Jane jak mogłaś mi to zrobić, przecież to królowa,
traktujesz mnie nie poważnie!
-Jerzy codziennie czekam na ciebie wieczór, a Ty spędzasz cały swój wolny czas
u tej wiedźmy, prawie nie widuje swojego męża.
- Nie mów tak! Ona nie jest żądną wiedźmą, potrzebuje pomocy, więc nie możemy
ją tak zostawić.
- Tak, ciekawe w czym musisz jej pomóc?
-Niestety, ale nie mogę ci wyjawić, to sprawa życia i śmierci naszej królowej,
Jane kocham ją i obiecałem, że nikomu
tego nie zdradzę, wybacz mi.
- No właśnie, tak jak myślałam. Kochasz ją, widzę to i czuję. Robisz wszystko
aby być bliżej niej. Wiem wszystko, domyślam się co chcecie zrobić
podsłuchiwałam i znam wasze plany już mnie nie oszukasz.
- Co ty mówisz?! Przecież to jest moja siostra, kocham ją miłością rodzinną,
jak w ogóle mogłaś pomyśleć o czymś takim. Jakie plany ? Jane odpocznij proszę,
widzę, że nie najlepiej się czujesz.
- Doskonale się czuje, jednak mam rozdwojone serce i dusze do czego
przyczyniłeś się właśnie Ty.
Ta kłótnia ciągła się przez cały ciemny korytarz, aż w końcu weszli do swojego
pokoju, nie wypowiadając już ani jednego słowa.
Podążałam w
stronę jadalni, aby usiąść do stołu na poranny posiłek. Wszedłszy do środka
zobaczyłam wielu zaniepokojonych dworzan, którzy szemrali coś po cichu,
wyglądało to jak protest przeciwko samej mnie . Podeszłam do króla czekając aż
Joanna ustąpi mi miejsca, gdyż rozmawiała z Henrykiem i nie tylko rozmawiała.
- Witaj mój królu, czy dziś zdrowie dopisuje? – zapytałam z grzeczności choć z
wielką niechęcią. Zdziwiłam się ponieważ król popatrzył surowo w moje oczy. Nic nie mówiąc wziął do ręki
bochenek świeżego chleba przerwał i razem z kawałkiem dziczyzny zjadł jednym
gryzem, popijając czerwonym winem. Nie miałam ochoty nic jeść, źle się czułam.
Miałam wrażenie jak bym popełniła jakieś przestępstwo, choć nie wiedziałam co
jest powodem tych frasobliwych min. Podczas tego śniadania widziałam króla i wszystkich dworzan po raz ostatni…
Po południu, kiedy przechadzałam się w
ogrodzie podziwiając pięknie pachnące kwiaty i wspaniałe fontanny, z posągami
ostatnich królów Anglii, przyszła do mnie straż królewska, oznajmiając mi, że
zostałam skazana. Kolejna rzecz która wywołała u mnie najgorsze myśli. Poczułam jak moje policzka rozgrzewały
się do czerwoności, moje nogi stały się tak niewyobrażalnie miękkie, że ledwo
,mogłam ustać w jednej pozycji. Przewieziono mnie do więzienia w Tower. Wieża,
w której umierali najwięksi złoczyńcy i zdrajcy. Dlaczego znalazło się tu
miejsce i dla mnie. Byłam zdezorientowana siedziałam w małej, ciemnej i brudnej
celi z jednym maleńkim oknem, przez które ledwo mogłam cokolwiek zobaczyć.
Jedynym przerażającym widokiem, który
mogłam zobaczyć był szafot,
drewniana scena służąca do upokarzania ludzi a przede wszystkim do okrutnego
zabijania. Siedziałam zwinięta patrząc
na ten okrutny i wywołujący dreszcze parkiet, ujrzałam tam nawet wielkie
wsiąknięte w drewno i wyblakłe przez deszcz plamy krwi . Zastanawiałam się jednak najbardziej, co takiego skłoniło
króla do wydania mi kary, boje się o swoje życie może to być nawet kara
śmierci, a co jeśli to moja krew, będzie niedługo wsiąkać w drzazgi szafotu.
Ale dlaczego, Henryku przecież byłam ci wierna i zawsze Cię kochałam, cóż
takiego uczyniłam. Zalewałam łzami moją cele aż do wieczora kiedy z trudem
udało mi się zasnąć.
Kolejnego dnia
odwiedziła mnie Maria. Dowiedziałam się dlaczego jestem właśnie w tym miejscu.
Jane oskarżyła mnie o cudzołóstwo oraz o
kazirodztwo z Jerzym. To obłęd ta kobieta skazując mnie, wydała również
własnego męża. Maria powiedziała mi, że już jutro Jerzy odejdzie z tego świata
i nawet będę mogła mu towarzyszyć patrząc przez moje okno na szafot, ta wieść
zdruzgotała mnie, razem zaczęłyśmy płakać.
- Mario tylko ty zostaniesz na tym świecie z nas wszystkich, módl się proszę o
nasze dusze, Mario ogarnia mnie lęk i ogromna trwoga.
- Anno spróbuje przekonać króla, przecież niegdyś łączyła nas silna więź może
uda mi się cokolwiek zdziałać, obiecuję , że zrobię wszystko co w mojej mocy,
aby uratować ciebie i naszego brata od śmierci.
Długo tak siedziałyśmy przytulone to siebie, bez słowa, wiedziałyśmy że ostatni
raz możemy być tak blisko. Czeka nas rozstanie na zawsze…
- Żegnaj Mario, kocham Cię
- Anno kocham Cię i zawsze Cię będę kochać, nawet jeśli nie będziesz obok mnie, pozostaniesz w moim sercu.
O poranku obudziło mnie głośne bicie dzwonów. Szybko zerwałam się z drewnianego
łoża i spojrzałam zza okno.
- Jerzy!!!!
Wybuchłam płaczem, zaczęłam głośno
krzyczeć i szlochać.
Przecież On nic nie zrobił złego, żył przyzwoicie jak każdy inny dworzanin.
NIEEEEE!!! Proszę…
Emocje mnie rozrywały, mój brzuch zaczął niemiłosiernie kłuć, poczułam ogromny
ból w klatce piersiowej.
Mój kochany brat zginie przez własną żoną, gdzie jest ta wiedźma, teraz się
chowa, niech spojrzy swojemu mężowi prosto w oczy! Och za dużo tego bólu, cierpię
i umieram razem z nim. Tulu ludzi się zebrało, wszyscy patrzą, kiwają głową z
politowaniem…Ludzie! ten człowiek jest niewinny, zrozumcie to…w tym momencie
kat gwałtownie popchnął go na środek, w oczach Jerzego krył się trzy, dwa, jeden… otwieram oczy widzę ciało
Jerzego widzę jak jego głowa upada po drewnianych, zgrzypiących schodach. Krew,
krew wszędzie krew, czerwona ciecz zalała całe miejsce egzekucji. Moja dusza
jest rozrywana, stanęłam na kałuży moich
łez. Ludzie w końcu odeszli, cóż za okropny widok, mój brat w dwóch częściach,
spoglądałam na jego głowę, miał otwarte oczy, tak jak by patrzyły prosto na
mnie, dobrze znałam to spojrzenie. Och Jerzy, tęsknie braciszku.
Nie spałam
całą noc, ciągle rozmyślałam o Jerzym. Miałam cichą nadzieję, że Maria przekona
króla i będę mogła zostać przy życiu. Zastanawiałam się jak mój brat się czuł
kładąc głowę na pień. Jakie to musi być uczucie, byłam bardzo przestraszona.
Mijały godziny , słońce coraz wyżej wzbijało się w górę, rozświetlając nocne niebo.
Nagle ktoś mocno uderzył w moje drzwi. Wszedł do środka najpierw strażnik a za
nim kapłan, moja twarz od razu zbladła.
- Mów drogie dziecko, powiedz co przewiniłaś w swoim życiu?
A wiec to koniec, ta noc była moją ostatnią. Chciałam posłusznie wypowiedzieć
swoje grzechy, jednak poczułam tak nieznośny ból, jakby ktoś zaciskał na mojej
szyi stalowy łańcuch. Odważyłam się i z
wielką rozpaczą zaczęłam mówić.
Strażnik chwycił moją dłoń i mocno pociągnął ku wyjściu, na korytarzu czekało
na mnie jeszcze dwóch strażników i dwie niewiasty, które miały mi towarzyszyć w
ostatnich chwilach, mojego tchnienia. Stalowy łańcuch nadal nie odpuszczał,
zaciskał mi gardło a potem serce. Powtarzałam sobie w myślach, że będzie
wszystko w porządku, wierzyłam Marii, tylko w niej w tych chwilach miałam
jakąkolwiek nadzieję .
Zaprowadzili mnie do małej komnaty,
gdzie moje towarzyszki pomogły mi ubrać ciemną startą suknie, oraz włożyć
kornet. Szliśmy długo przez ciemny i brudny korytarz, niekiedy ocierałam się o
pajęczyny i słyszałam piski szczurów i mysz, to było przeraźliwe, jeszcze
bardziej wzbudzało lęk, przed śmiercią, to były tortury i psychiczne
przygotowanie do najgorszego. Ujrzałam światło, było już coraz bliżej, poczułam
chłodny, przejmujący wiatr muskający moje nogi. Znów usłyszałam bicie dzwonów, zupełnie tak jak podczas
egzekucji Jerzego, mam nadzieje, że patrzy na mnie teraz i szykuje mi miejsce
obok siebie. Już koniec dotarliśmy do wyjścia. Jasne światło oślepiło moje oczy
przyzwyczajone do ciemnych i zimnych murów, Mario powiedz, że mnie uratujesz…
.
.
.
.
.
.
.
Znad chmur wyłoniło się słońce, które zaczęło delikatnie ogrzewać moją szyję,
kat podniósł wysoko ręce, poczułam, że ogromny miecz znajduje się tuż nad moją
głową, ale nagle ku mojemu wielkiemu zdziwieniu miecz nie opadł prosto na moją
szyję lecz boleśnie przeciął moje plecy, poczułam, że mdleje, widziałam czarne
plamy przed oczami, aż w końcu kat zamachnął się jeszcze raz i wte…
ŹRÓDŁA:
·
Philippa
Gregory “ Cykl Tudorowski ”
·
Film
pt.” Kochanice Króla- The Other Boleyn Girl” reż. Justin
Chadwick.
Zofia Kalemba "Promienny chłopiec"
Żył w pokoju o białych ścianach. Umieścił
tam obraz przedstawiający cierpienie. A kiedy żył, wpatrywał się w ten portret;
spoglądał na białą ścianę, pokrywającą każdy zakątek jego bytu.
1
Drzwi zaskrzypiały.
Uśmiechnięty chłopiec wszedł do gabinetu o białych ścianach.
Drzwi zostały zatrzaśnięte.
Uśmiechnięty chłopiec wszedł do gabinetu o białych ścianach.
Drzwi zostały zatrzaśnięte.
2
Drzwi zaskrzypiały.
Uśmiechnięty chłopiec wszedł do gabinetu o białych ścianach.
Skinąłem na niego głową.
Zaintrygował mnie.
Drzwi zostały zatrzaśnięte.
Uśmiechnięty chłopiec wszedł do gabinetu o białych ścianach.
Skinąłem na niego głową.
Zaintrygował mnie.
Drzwi zostały zatrzaśnięte.
3
Drzwi zaskrzypiały.
Uśmiechnięty chłopiec wszedł do gabinetu o białych ścianach.
Uścisnąłem jego dłoń na przywitanie.
Przemiły chłopiec.
Drzwi zostały zamknięte.
Uśmiechnięty chłopiec wszedł do gabinetu o białych ścianach.
Uścisnąłem jego dłoń na przywitanie.
Przemiły chłopiec.
Drzwi zostały zamknięte.
4
Drzwi zaskrzypiały.
W samą porę.
Uśmiechnięty chłopiec wbiegł do gabinetu o białych ścianach.
Usadowiwszy się w fotelu, zaczął opowiadać.
A kiedy opowiadał, ściany nas miażdżyły.
W samą porę.
Uśmiechnięty chłopiec wbiegł do gabinetu o białych ścianach.
Usadowiwszy się w fotelu, zaczął opowiadać.
A kiedy opowiadał, ściany nas miażdżyły.
5
Mówił mi o samotnym wilku, który obdarzył
miłością
jedynego w swym rodzaju Czerwonego Kapturka.
Zdziwiłem się.
Widocznie nikt nigdy nie dokończył opowiadać mi tej bajki.
Słuchałem więc promiennego chłopca, a on wyciągnął zdjęcia.
jedynego w swym rodzaju Czerwonego Kapturka.
Zdziwiłem się.
Widocznie nikt nigdy nie dokończył opowiadać mi tej bajki.
Słuchałem więc promiennego chłopca, a on wyciągnął zdjęcia.
6
Promienny chłopiec z
piękną dziewczyną.
7
Drzwi zaskrzypiały.
Jak zwykle.
To dobrze.
Drzwi zaskrzypiały.
Jak zwykle.
To dobrze.
8
Drzwi zostały otwarte.
Do gabinetu o białych ścianach wbiegł chłopiec.
Usiadł w fotelu i oglądał na dłoni płatki śniegu zsypane ze swoich jasnych włosów.
Do gabinetu o białych ścianach wbiegł chłopiec.
Usiadł w fotelu i oglądał na dłoni płatki śniegu zsypane ze swoich jasnych włosów.
9
Powiedział mi, że zakochał się w śniegu,
tak jak obdarzył miłością swoją ostatnią ukochaną.
Powiedział mi, że zakochał się w śniegu,
tak jak obdarzył miłością swoją ostatnią ukochaną.
10
Blady chłopiec przyszedł do gabinetu o
białych ścianach.
Pragnął mi o czymś opowiedzieć.
Słuchałem.
Pragnął mi o czymś opowiedzieć.
Słuchałem.
11
Mówił o walecznym rycerzyku, który miał w
sobie zbyt dużo nieokiełznanej odwagi, by móc chronić czyjeś życie.
Promienny chłopiec rozpiął koszulę, po czym ukazał mi bliznę, okalającą połowę jego obojczyka.
Zakryłem usta drżącą dłonią.
Promienny chłopiec rozpiął koszulę, po czym ukazał mi bliznę, okalającą połowę jego obojczyka.
Zakryłem usta drżącą dłonią.
12
Drzwi stały otworem.
Chłopiec wbiegł do gabinetu z roztrzęsionym podbródkiem.
Słuchałem jego wrzasków, a wtedy świat wirował.
Chłopiec wbiegł do gabinetu z roztrzęsionym podbródkiem.
Słuchałem jego wrzasków, a wtedy świat wirował.
13
Krzyczał, że na rękach ma krew.
Do hańby! Nie chciał pobrudzić ścian.
Krzyczał, że na rękach ma krew.
Do hańby! Nie chciał pobrudzić ścian.
14
Drzwi zaskrzypiały.
Chłopiec wbiegł do gabinetu o białych ścianach, niosąc ze sobą obraz, który namalował.
Dostrzec w nim potrafiłem jedynie kontury chaotycznego cierpienia, zarysowane poprzez ogrom barw.
Drzwi nie zostały domknięte.
Spojrzałem na jego młodzieńczą twarz.
Drzwi zaskrzypiały.
Chłopiec wbiegł do gabinetu o białych ścianach, niosąc ze sobą obraz, który namalował.
Dostrzec w nim potrafiłem jedynie kontury chaotycznego cierpienia, zarysowane poprzez ogrom barw.
Drzwi nie zostały domknięte.
Spojrzałem na jego młodzieńczą twarz.
15
Uśmiech zbyt promienny, by mógł być trwały – pomyślałem.
Drzwi zostały zatrzaśnięte.
16
Chłopiec w milczeniu usadowił się w fotelu
naprzeciw mnie.
Patrzyliśmy na siebie nie wszczynając rozmowy.
Patrzyliśmy na siebie nie wszczynając rozmowy.
17
Dopiero w tamtej chwili zdałem sobie sprawę,
że zawsze, kiedy do mnie przychodził miał ubrany garnitur – jakby codziennie
świętował lub z dnia na dzień popadał w coraz głębszą rozpacz.
Dotychczas widziałem tylko jego uśmiech.
Dotychczas widziałem tylko jego uśmiech.
18
Ten promienny
uśmiech.
19
Promienny chłopiec wbiegł do gabinetu o białych ścianach, niosąc ze sobą poplamiony kawą album ze zdjęciami.
Zapytawszy, czy mógłbym obejrzeć z nim wspomnienia,
zaczął opowiadać mi o swoich dziewiętnastych urodzinach.
Wstrzymałem oddech.
Promienny chłopiec wbiegł do gabinetu o białych ścianach, niosąc ze sobą poplamiony kawą album ze zdjęciami.
Zapytawszy, czy mógłbym obejrzeć z nim wspomnienia,
zaczął opowiadać mi o swoich dziewiętnastych urodzinach.
Wstrzymałem oddech.
20
Ja nigdy nie dożyłem tego wieku.
Ja nigdy nie dożyłem tego wieku.
21
Drzwi zostały otworzone.
Do gabinetu o białych ścianach wbiegł promienny chłopiec.
Chwyciłem go za rękę i spojrzałem w oczy.
Drzwi zostały otworzone.
Do gabinetu o białych ścianach wbiegł promienny chłopiec.
Chwyciłem go za rękę i spojrzałem w oczy.
22
Zauważyłem w nich zrozumienie.
Wiedział, że ja także chciałbym mu o czymś opowiedzieć.
Zauważyłem w nich zrozumienie.
Wiedział, że ja także chciałbym mu o czymś opowiedzieć.
23
Drzwi się otworzyły.
Do gabinetu wszedł promienny chłopiec.
Poprawiwszy swój garnitur, usiadł naprzeciw mnie.
Słuchał.
Drzwi się otworzyły.
Do gabinetu wszedł promienny chłopiec.
Poprawiwszy swój garnitur, usiadł naprzeciw mnie.
Słuchał.
24
Mówiłem mu o pewnym nieszczęsnym piętnastolatku, na którego ojciec spoglądał jedynie pożądliwym wzrokiem.
Promienny chłopiec przerwał mi, zanim zdążyłem wyrzucić z siebie ciężar.
Mówiłem mu o pewnym nieszczęsnym piętnastolatku, na którego ojciec spoglądał jedynie pożądliwym wzrokiem.
Promienny chłopiec przerwał mi, zanim zdążyłem wyrzucić z siebie ciężar.
25
Przepraszam – pomyślałem.
Nie potrafiłem zmieniać rzeczywistości, tak jak robił to promienny chłopiec.
Zatrzasnął za sobą drzwi.
Przepraszam – pomyślałem.
Nie potrafiłem zmieniać rzeczywistości, tak jak robił to promienny chłopiec.
Zatrzasnął za sobą drzwi.
26
Drzwi się otworzyły.
Chłopiec wszedł do gabinetu. Nie był zbyt rozmowny tego dnia.
Nie odważyłem się poruszyć wcześniejszego tematu.
Nerwowo spoglądałem na białe ściany.
Drzwi się otworzyły.
Chłopiec wszedł do gabinetu. Nie był zbyt rozmowny tego dnia.
Nie odważyłem się poruszyć wcześniejszego tematu.
Nerwowo spoglądałem na białe ściany.
27
Do gabinetu o białych ścianach wszedł promienny chłopiec.
Trzymał w dłoniach aparat fotograficzny.
Powiedział, że chciałby zrobić sobie ze mną zdjęcie, aby nigdy mnie nie zapomnieć.
Odmówiłem mu, a on jedynie się uśmiechnął.
Do gabinetu o białych ścianach wszedł promienny chłopiec.
Trzymał w dłoniach aparat fotograficzny.
Powiedział, że chciałby zrobić sobie ze mną zdjęcie, aby nigdy mnie nie zapomnieć.
Odmówiłem mu, a on jedynie się uśmiechnął.
28
Dobrze wiedział, że zbyt zdewastował moje wnętrze, by móc umieścić je na fotografii.
Dobrze wiedział, że zbyt zdewastował moje wnętrze, by móc umieścić je na fotografii.
29
Włączałem światło, gdy promienny chłopiec otworzył szeroko drzwi gabinetu.
Kiedy stanął przed progiem, dostrzegłem drżenie jego rąk.
Upuścił na ziemię szklany talerz z ciasteczkami.
Włączałem światło, gdy promienny chłopiec otworzył szeroko drzwi gabinetu.
Kiedy stanął przed progiem, dostrzegłem drżenie jego rąk.
Upuścił na ziemię szklany talerz z ciasteczkami.
30
Przeraził go jego własny obraz, który zawiesiłem na jednej
z białych ścian. Wychodząc bez słowa, zatrzasnął za sobą drzwi.
Przeraził go jego własny obraz, który zawiesiłem na jednej
z białych ścian. Wychodząc bez słowa, zatrzasnął za sobą drzwi.
31
Blady chłopiec wszedł do gabinetu.
Nie wypowiedział do mnie ani jednego słowa.
Raz po raz spoglądał nerwowo na obraz powieszony na ścianie.
Patrząc na chłopca, ściągnąłem malowidło i schowałem za kanapą.
Blady chłopiec wszedł do gabinetu.
Nie wypowiedział do mnie ani jednego słowa.
Raz po raz spoglądał nerwowo na obraz powieszony na ścianie.
Patrząc na chłopca, ściągnąłem malowidło i schowałem za kanapą.
32
Dotąd nie miałem pojęcia, że aż tak
przerażał go jawny ból.
33
Drzwi zaskrzypiały.
Promienny chłopiec wszedł do gabinetu,
chowając za plecami bukiet kremowych goździków.
Powiedział mi, że chciałby, aby rosły przy wodzie, żeby mógł spokojnie nad nimi płakać i równocześnie patrzeć, jak czas odmraża rany.
Drzwi zostały zamknięte.
Promienny chłopiec wszedł do gabinetu,
chowając za plecami bukiet kremowych goździków.
Powiedział mi, że chciałby, aby rosły przy wodzie, żeby mógł spokojnie nad nimi płakać i równocześnie patrzeć, jak czas odmraża rany.
Drzwi zostały zamknięte.
34
Do gabinetu wszedł przygarbiony chłopiec.
Nikt nie usłyszał skrzypienia otwieranych drzwi
ani wrzasku przeszywającego białe ściany.
Do gabinetu wszedł przygarbiony chłopiec.
Nikt nie usłyszał skrzypienia otwieranych drzwi
ani wrzasku przeszywającego białe ściany.
35
Drzwi się otworzyły.
Do gabinetu wszedł promienny chłopiec.
Był wielce rozmowny tego dnia,
ale ja nie potrafiłem wtedy słuchać.
Do gabinetu wszedł promienny chłopiec.
Był wielce rozmowny tego dnia,
ale ja nie potrafiłem wtedy słuchać.
36
Drzwi stały otworem, lecz do gabinetu nikt
nie przyszedł.
Drżąc z nieświadomości wybiegłem na korytarz.
Widziałem krew. Pełno czerwonej mazi brudzącej dywan.
Z osłupieniem wpatrywałem się w promiennego chłopca, wbijającego paznokcie w bliznę na obojczyku.
Drżąc z nieświadomości wybiegłem na korytarz.
Widziałem krew. Pełno czerwonej mazi brudzącej dywan.
Z osłupieniem wpatrywałem się w promiennego chłopca, wbijającego paznokcie w bliznę na obojczyku.
37
Chciałbym razem z nim skulić się w kącie i
raz po raz rwać skórę z bólu, którego nie byłem w stanie znieść.
38
Nie zamknął za sobą drzwi, kiedy wszedł do
gabinetu o białych ścianach.
Ten promienny chłopiec.
Ten promienny chłopiec.
39
Usadowił się w fotelu.
Słuchał, a wtedy ściany stawały się pryzmatem.
Słuchał, a wtedy ściany stawały się pryzmatem.
40
Zgarbiony, zająłem fotel naprzeciwko.
Pulsowało mi w głowie.
Pokazałem mu zdjęcia.
Moje przekleństwo.
Pulsowało mi w głowie.
Pokazałem mu zdjęcia.
Moje przekleństwo.
41
Piękna kobieta kąpiąca w wanience swoje
dziecko.
Wstrzymałem oddech, jak za poprzednim razem.
Nie patrzyłem na zdjęcie, tylko w oczy promiennego chłopca.
Wyciągnąłem kolejną fotografię.
Wstrzymałem oddech, jak za poprzednim razem.
Nie patrzyłem na zdjęcie, tylko w oczy promiennego chłopca.
Wyciągnąłem kolejną fotografię.
42
Malutki chłopiec w
samych kąpielówkach, spoglądający prosto w obiektyw aparatu.
Nie patrzyłem na fotografię, tylko w oczy promiennego chłopca, które w swojej niezgłębionej istocie przypominały niezapominajki.
Widziałem, że nie potrafił wypuścić powietrza.
Nie patrzyłem na fotografię, tylko w oczy promiennego chłopca, które w swojej niezgłębionej istocie przypominały niezapominajki.
Widziałem, że nie potrafił wypuścić powietrza.
43
A potem po prostu się rozebrał; zrzucił z siebie garnitur.
Odwróciłem wzrok i zacząłem płakać.
Podszedł do mnie i odciągnął moje dłonie od twarzy, tak jak kilkanaście lat temu zrobił to mój ojciec.
Wziął moje palce i sunął nimi po swoim ciele.
Nie chciałem go dotykać.
A potem po prostu się rozebrał; zrzucił z siebie garnitur.
Odwróciłem wzrok i zacząłem płakać.
Podszedł do mnie i odciągnął moje dłonie od twarzy, tak jak kilkanaście lat temu zrobił to mój ojciec.
Wziął moje palce i sunął nimi po swoim ciele.
Nie chciałem go dotykać.
44
Tego promiennego chłopca.
Tego promiennego chłopca.
45
Oddałby mi się, gdybym tylko go o to poprosił.
Dokładnie tak, jak ja ojcu, kiedy wierzyłem w dobre intencje tego, co mi robił; kiedy nie miałem sumienia, aby było mi za niego wstyd.
Wierzyłem w każde jego słowo, nawet wtedy, gdy dowiedziałem się, co tak naprawdę sprawiało mu przyjemność.
Pamiętam, że chciał, abym był taki, jak on. Pragnął nie czuć się niczemu winny.
Pamiętam, że pokazywał mi zdjęcia.
Oddałby mi się, gdybym tylko go o to poprosił.
Dokładnie tak, jak ja ojcu, kiedy wierzyłem w dobre intencje tego, co mi robił; kiedy nie miałem sumienia, aby było mi za niego wstyd.
Wierzyłem w każde jego słowo, nawet wtedy, gdy dowiedziałem się, co tak naprawdę sprawiało mu przyjemność.
Pamiętam, że chciał, abym był taki, jak on. Pragnął nie czuć się niczemu winny.
Pamiętam, że pokazywał mi zdjęcia.
46
Nigdy na nie nie spojrzałem, dlatego teraz
ogarnąłem spojrzeniem całe ciało promiennego chłopca.
Wypuścił powietrze.
A ja tylko stałem, jakbym w jednym momencie runął na ziemię.
Wypuścił powietrze.
A ja tylko stałem, jakbym w jednym momencie runął na ziemię.
47
Drzwi się otworzyły
Jak zawsze.
Drzwi się otworzyły
Jak zawsze.
48
Do gabinetu wbiegł uśmiechnięty chłopiec.
Chciał mi o czymś opowiedzieć.
Słuchałem.
Chciał mi o czymś opowiedzieć.
Słuchałem.
49
Mówił mi o ołowianym żołnierzyku, który
zatonął w szmaragdowym odbiciu wód, próbując uratować swą ukochaną.
50
Promienny chłopiec z piękną dziewczyną.
Promienny chłopiec z piękną dziewczyną.
51
Drzwi stały otworem.
Promienny chłopiec wbiegł do gabinetu, po czym stanął przy oknie, które otworzył na oścież.
Usadowiłem się przy nim.
A kiedy spoglądając na mnie, poprosił abym zapewnił go, że jest zdrowy -
uśmiechnąłem się do niego.
Promienny chłopiec wbiegł do gabinetu, po czym stanął przy oknie, które otworzył na oścież.
Usadowiłem się przy nim.
A kiedy spoglądając na mnie, poprosił abym zapewnił go, że jest zdrowy -
uśmiechnąłem się do niego.
52
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















