środa, 21 grudnia 2016

Agnieszka Jankowska: "Jezioro Życzeń"



***
Jezioro Życzeń
***
Podejdź dziecino, nie bój się – nie gryzę.
 Podejdź, a  opowiem Ci bajkę o niezwykłych rzeczach, które wydarzyły się kiedyś na Suskiej Ziemi. Będzie to ładna bajka, o przezwyciężaniu słabości i sile przyjaźni… Dziś wciąż można ją usłyszeć śpiewaną przez wiatr, który stuka w okna uśpionych domów, przygląda się naszym snom i nuci kołysanki. Wciąż można odnaleźć jej cień w omszałych pniach starych drzew. Podobno czasami można nawet zobaczyć jej fragmenty w chmurach, które mkną przez bezkresne, błękity nieba.
Ale ludzie już nie umieją słuchać. Nie umieją szukać ani zobaczyć tego, co próbuje przekazać im przyroda. Dlatego pozwól, że to ja opowiem ci bajkę o małej dziewczynce, która urodziła się w Makowie Podhalańskim, w czasach, gdy Polską władali królowie, gdy zwierzęta umiały mówić a magia była codziennością.
Słuchaj uważnie! Bajka właśnie się zaczyna…
W niewielkiej wiosce pośród gór żyła sobie mała dziewczynka, której dano na imię Kaja. Dziewczynka ta, była dla wszystkich zawsze bardzo miła i uprzejma, ale mimo to nie miała przyjaciół. Inne dzieci śmiały się z niej, ponieważ była albinosem, co znaczy, że od urodzenia miała bardzo jasną skórę i włosy. Właśnie z powodu swojego wyglądu, od najmłodszych lat Kaja musiała znosić złośliwe żarty i przykre sytuacje, gdy nikt z rówieśników nie chciał z nią ani rozmawiać ani się bawić.
-Dziwadło! – krzyczały dzieci, gdy je tylko mijała.
Niejednokrotnie Kaja powstrzymywała łzy i uciekała pospiesznie. Po pewnym czasie dziewczynka przestała wychodzić z domu, wstydząc się tego,  jak wygląda. Martwiło to bardzo jej mamę, która pewnego dnia przyszła do córki i powiedziała:
- Zbyt długo tu już siedzisz kochanie. Wspólnie z tatą postanowiliśmy, że jutro pojedziesz z nami na targ i pomożesz nam w pracy.
Dziewczynka spojrzała na nią smutno. Była zbyt grzeczna, by się sprzeciwić, ale wizja podróży przerażała ją. Gdyby tylko mogła wiedzieć, co z tego wyniknie..
Gdy następnego dnia wzeszło słońce, barwiąc niebo złotem i czerwienią,  dziewczynka i jej rodzice wyruszyli przed siebie. Szli dość długo, podziwiając otaczające ich widoki. W końcu dotarli do wioski, gdzie miał odbyć się targ.
- Spójrz ile tu różności! – zachwycała się matka, rozglądając się wokół.
Kaja również nie mogła oderwać wzroku, od otaczającego ją piękna. Gdziekolwiek spojrzała, dostrzegała zajętych ludzi, drogie tkaniny, połyskujące korale. W powietrzu unosił się apetyczny zapach owoców i ciast, więc dziewczynce w niedługim czasie zaczęło burczeć w brzuchu. Słysząc to, jej mama zaśmiała się wesoło i dała do rączki córki parę monet:
- Idź coś kupić do jedzenia Kaju. Tylko proszę, nie odchodź za daleko!
Dziewczynka kiwnęła głową i zniknęła w tłumie, rozglądając się za czymś, co mogłaby zjeść. Jednak,  gdy przechodziła koło grupki mężczyzn, zatrzymała się i mimowolnie wsłuchała w ich rozmowę:
- To już drugie jezioro, które wypił Kicek! – powiedział jeden z mężczyzn z oburzeniem.
- Musimy go wygnać, bo inaczej nie pozostanie nam już żadne z cudów! – dodał drugi.
- Przepraszam…. – zaczęła cicho dziewczynka.
Mężczyźni nie usłyszeli jej, dlatego odezwała się głośniej:
- Przepraszam!
Odwrócili się do niej.
- Co to za cuda, o którym panowie rozmawiają?
Mężczyźni spojrzeli po sobie znacząco:
- Idź stąd dziecko. – rzekł dobrotliwie jeden z nich.
- Dajże małej spokój. – przerwał wyższy i schylił się na tyle, by spojrzeć dziewczynce w oczy. – Widzisz dziecko, chodzi o jezioro życzeń, które nam pozostało. Przebrzydłe smoczysko wypiło w tym roku już dwa.
- A o co chodzi z tymi… Życzeniami? – spytała nieśmiało Kaja, której oczy zaczęły połyskiwać z zaciekawienia.
Jej rozmówca rozejrzał się na boki, jakby w obawie, że ktoś może usłyszeć ich rozmowę:
- Podobno to jezioro umie spełniać życzenia – wyszeptał.
Dziewczynka rozwarła szeroko oczy w zachwycie:
- Naprawdę?
- Głupstwa gadasz! – prychnął drugi mężczyzna, odciągając swojego towarzysza za ramię. – Nie słuchaj go dziecko, to jezioro niczym nie różni się od innych. A teraz zmykaj. My musimy uradzić coś w sprawie gada.
Odeszli, kłócąc się o coś głośno. Być może mówili dalej coś o magicznym jeziorze, ale Kaja już ich nie słuchała. Stała jak skamieniała, z zarumienionymi policzkami. W głowie dziewczynki utkwiła tylko jedna myśl.
Jezioro życzeń.
Czy gdyby je odnalazła i poprosiła o normalny wygląd to spełniłoby tę prośbę i w końcu jej życie byłoby normalne?
Tuż obok niej na najniższej gałązce drzewa przysiadł mały wróbelek:
- Wróbelku, czy wiesz może, gdzie znajduje się Jezioro Życzeń? – spytała dziewczynka.
Szare stworzonko spojrzało na nią bystrym, czarnym oczkiem i zaćwierkało:
- Oczywiście, że wiem. My wróbelki wiemy wszystko.
Dziewczynka rozpromieniła się do swoich myśli, a wtedy ptaszek dodał:
- Jestem Szaropiórek. A Ty?
- Na imię mam Kaja – przedstawiła się.
Wróbelek przekrzywił główkę w wyrazie zamyślenia:
- Kaja. A umiesz śpiewać Kaja?
- Proszę..?
- Czy umiesz śpiewać dziewczynko?
- Ja… Nie wiem.
- Zaśpiewaj coś. – poprosił.
Dziewczynka chwilę się zastanowiła i zaczęła cicho śpiewać piosenkę, którą kiedyś nauczyła ją jej mama. Tęskna melodia wplotła się w wiatr i rozniosła się na cztery strony świata. Chwilę później na niebie pojawiły się kolejne wróbelki, zwabione piosenką wylądowały na drzewie i słuchały uważnie.
-Jaki ty masz ładny głos! – zachwycił się jeden.
- Tak, tak! Koniecznie musisz z nami śpiewać! – dodał drugi i nagle wszystkie wróbelki zaczęły ćwierkać do melodii piosenki.
Gdy rozbrzmiały ostatnie słowa, wróbelki zerwały się z gałęzi i zaczęły robić w powietrzu fikołki:
- Chodź z nami dziewczynko! Będziemy śpiewali całe dnie i się bawili, bez żadnych trosk! Chodź z nami!
- Nie mogę – odparła dziewczynka i posmutniała. – Moi rodzice by się o mnie martwili.
Ptaszątka ponownie przysiadły na gałązkach:
- Ja i moje rodzeństwo możemy ci wskazać drogę do Jeziora Życzeń  - rzekł Szaropiórek z chytrą minką.
Kaja widocznie się strapiła:
- Z tym, że ja naprawdę nie mogę…
- Ale to niedaleko! – zaśmiał się wróbelek i wzbił się ponownie w niebo. – Kaja! Chodź z nami Kaja! Zaprowadzimy Cię do jeziora!
Dziewczynka spojrzała na wróbelki z niepewnością w jasnych oczkach, ale w końcu się zgodziła. Skoro Jezioro Życzeń jest niedaleko, to może uda jej się wrócić zanim rodzice zaczną się martwić? Z tą myślą podniosła do góry głowę i śmiało zaczęła biec za nowymi znajomymi, śpiewając i śmiejąc się do słońca.
Wspólna zabawa przyspieszyła czas. W końcu jednak Kaja przerwała śpiew:
- Szaropiórku? Daleko jeszcze do tego jeziora? - spytała dziewczynka.
- Nie! To już blisko! – zaświergotały zgodnie wróbelki. – Nie martw się Kaja! Śpiewaj Kaja, śpiewaj z nami!
Więc śpiewała. Bawiła się dalej i starała się ignorować coraz bardziej bolące nogi i zmęczenie. Dopiero, gdy słońce zaczęło ziewać na niebie i układać się do snu, Kaja zrozumiała, że minęło już wiele godzin.
- Szaropiórku? Ja chcę wrócić do domu… -zaczęła dziewczynka. – Jestem głodna i zmęczona, a rodzice zaczęli się już na pewno martwić!
- Śpiewaj Kaja! Zostań z nami! – zaśpiewał Szaropiórek.
- Gdzie indziej będzie ci tak wesoło? – spytał drugi.
- Nie przejmuj się rodzicami! – dodał trzeci.
Dopiero teraz dziewczynka zrozumiała, że wróbelki nigdy nie chciały zaprowadzić jej do Jeziora Życzeń.
- Okłamałeś mnie Szaropiórku! – krzyknęła oburzona.
Wróbelek roześmiał się radośnie:
- Nie, nie okłamałem! Żartowałem tylko! Inaczej nie chciałabyś się z nami bawić.
- Baw się Kaja! Baw i śpiewaj, zostań z nami! – zaśpiewały znów wróbelki.
- Wracam do domu! – dziewczynka tupnęła nóżką i odwróciła się by odejść.
- Nie umiesz się bawić! – stwierdził obrażony Szaropiórek. – Fe! Nie znasz się na żartach!
- Nie znasz, nie znasz! – zawtórowała jego rodzina. – Fe dziewczynka!
Kaja ich nie słuchała. Rozglądała się za to przestraszona po polnej dróżce, zastanawiając się, którędy powinna iść by trafić z powrotem do domu.
- Szaropiórku odprowadź mnie do domu – poprosiła wróbelka, ale on nie raczył jej odpowiedzieć.
Wraz ze swoimi przyjaciółmi znów zajął się zabawą, zupełnie już nie dostrzegając jej istnienia.
Dziewczynka znów została sama. Z braku lepszego pomysłu skierowała się w pierwszą lepszą ścieżkę, obserwując, jak  słońce po raz ostatni ucałowało złociste kłosy zboża swoimi promykami i schowało się za wzgórzem. Teraz na niebie królował księżyc, budząc swoje towarzyszki – gwiazdy.
Zaczynało być zimno. Kaja marzła w letniej sukience, a strach coraz bardziej zaglądał jej w oczy.
- Mamo, dlaczego cię nie posłuchałam? – spytała cicho.
Była coraz bardziej zmęczona. Polna ścieżka w końcu się skończyła, odsłaniając ponury las, którego wysokie drzewa przypominały przyczajone potwory. Mimo, że dziewczynka na ten widok zapragnęła od razu uciekać, opadła zupełnie z sił i przysiadła na starym pniu.
- Już nigdy nie wrócę do domu… - powiedziała cichutko i schowała twarz w rączkach.
Zaczęła płakać z bezradności. Nigdy tak bardzo jak w tej chwili nie pragnęła wrócić do domu i schować się w ciepłych ramionach rodziców…
- Czy coś się stało, mała dziewczynko? – niespodziewanie odezwał się obok niej łagodny głos.
- Zgubiłam się i nie potrafię znaleźć drogi do domu – odpowiedziała dziewczynka, nie podnosząc nawet głowy.
- Ach tak, rozumiem. – przemówił głos. – Ja także jak byłem mały się zgubiłem i nigdy już nie znalazłem swoich rodziców.
Kaja rozpłakała się jeszcze bardziej na te słowa, ale głos dodał:
- Byłem jednak pozostawiony sam sobie. Powiedz mi dziewczynko, skąd pochodzisz, a wspólnie znajdziemy twój dom.
- Obiecujesz? – pociągnęła noskiem.
- Obiecuję.
- Na imię mam Kaja… - zaczęła podnosząc zapłakane oczka.
Gdy dostrzegła swojego niespodziewanego towarzysza, zamarła z przerażenia. Przed nią siedział młody wilk, wpatrujący się w nią ze spokojem.
- Nie bój się. – poprosił wilk, ale dziewczynka już zaczęła krzyczeć i mimo zmęczenia zerwała się do biegu. – Nie uciekaj!
Biegła przed siebie, nie zwracając nawet uwagi na to, że coraz bardziej zagłębia się w mroczny las i, że polna ścieżka dawno zniknęła jej z oczu.
- Dziewczynko poczekaj!
Nie posłuchała. Jednak żadna ucieczka nie może trwać wiecznie i wkrótce Kaja potknęła się o korzenie starych drzew. Wilk był coraz bliżej.
- Proszę nie zjadaj mnie…
Wilk znieruchomiał, wbijając w nią uważne, złotawe oczy:
- Nie każdy wilk zjada małe dziewczynki  - powiedział cicho.
Przyjrzała mu się uważniej i coś w jego spojrzeniu sprawiło, że przestała się aż tak bardzo bać:
- Więc mnie nie zjesz? – spytała dla pewności.
- Nie zjem cię. – obiecał wilk i przybliżył się odrobinę, by usiąść koło niej. – Chce ci pomóc.
- Ale wszystkie wilki są przecież złe…
- Słyszałem to wiele razy – prychnął wilk. – Właśnie przez takie powiedzenia nie mam przyjaciół…
Kaja spojrzała na niego ze zrozumieniem i smutkiem:
- Ty też nie masz przyjaciół?
- Nie mam. Wszyscy uciekają jak mnie tylko widzą – westchnął. – Wiele wilków jest złych, ale to, że jestem wilkiem nie znaczy, że jestem taki jak oni.
- Chyba rozumiem – powiedziała cicho dziewczynka. – Przepraszam Panie Wilku, że uciekałam.
Podrapał się łapą za uchem i zamerdał ogonem:
- Dobrze zrobiłaś. Zawsze trzeba być ostrożnym, bo nigdy nie wiadomo jakiego się spotka wilka – po tych słowach wstał z ziemi i otrzepał się. – Nie można tylko zakładać, że każdy będzie zły.
Kaja również podniosła się z ziemi już całkiem uspokojona.
- Pomożesz mi Panie Wilku? – spytała raz jeszcze dziewczynka.
- Przecież obiecałem – odparł łagodnie i powąchał jej dłoń. – Jesteś z Makowa, prawda?
- Tak! – krzyknęła szczęśliwa. – Umiesz tam trafić?
Wilk zamyślił się:
- Tak, ale to daleka droga. Możemy także pójść na skróty, jest tylko jeden, mały problem…
- Jaki to problem Panie Wilku?
- Będziemy musieli ominąć pieczarę smoka – rzekł poważnie wilk.
- Ja się smoków nie boję! – odważnie powiedziała dziewczynka, wywołując tym samym wybuch śmiechu u swojego towarzysza.
- Dobrze więc mała dziewczynko – uśmiechnął się przyjaźnie. – Widzę jednak, że jesteś zmęczona. Odpocznijmy chwilę, spróbuj zasnąć, a rano wyruszymy.
Kaja po krótkiej chwili się zgodziła i zasnęła, a tymczasem wilk trzymał straż.
Następnego dnia tak jak zaplanowali wyruszyli. Słońce świeciło jasno, odganiając swym blaskiem koszmary nocy.
Las nie wydawał się już być straszny, a im dłużej szli, tym więcej piękna dziewczynka potrafiła w nim dostrzec. Polubiła też wilka, który tak nieoczekiwanie udzielił jej pomocy. Jak widać czasem nikogo nie można oceniać po pozorach…
- Powiedz mi mała dziewczynko, jak w ogóle znalazłaś się w tym lesie? – spytał wilk.
Kaja opowiedziała mu swoją historię, oczekując krytyki, ale on uśmiechnął się tylko:
- Tak… Wy ludzie jesteście w stanie zrobić bardzo wiele, gdy gonicie za marzeniem.
Dziewczynka nie do końca zrozumiała znaczenia jego słów, ale w chwili, gdy miała poprosić go o wyjaśnienie wilk znieruchomiał i zaczął warczeć.
- Co się dzieje Panie Wilku? – spytała przestraszona.
- Wyczuwam stado… - szepnął, a sierść na jego grzbiecie się najeżyła. – Mała dziewczynko, kiedy powiem „już” musisz biec prosto przed siebie, tam w stronę dwóch wysokich drzew… Ja spróbuję ich zatrzymać.
- A nie możemy z nimi porozmawiać? – spytała błagalnie dziewczynka.
- To nie są dobre wilki – odpowiedział.
- Nie są jak ty?..
Złociste oczy rzuciły jej zatroskane spojrzenie:
- Nie wszystkie wilki są takie jak ja… - nagle jego oczy nabrały ostrości – Wyczuły cię. Już Kaju! Już!
Dziewczynka rzuciła się biegiem, słysząc za sobą upiorne wycie i zajadłe szczekanie, gdy jej przyjaciel próbował powstrzymać wrogie stado. Biegła długo, aż zabrakło jej powietrza w płucach. Nie słyszała już wilków, przez pewien nawet czas zdawało jej się, że cały świat zamarł.
Gdy rozejrzała się na boki zorientowała się, że znów znajduje się na wielkiej łące. Złociste kłosy połyskiwały w słońcu, wplecione w nie chabry i maki zdawały się być piękniejsze od najdroższych klejnotów… A tam, w cieniu samotnego drzewa….
- Jezioro… - szepnęła dziewczynka i ostatkiem sił dobiegła do spokojnej wody.
Upadła przy brzegu i wbiła błagalne spojrzenie w lśniącą taflę:
- Proszę, proszę, proszę, by Panu Wilkowi nic się nie stało… - zaczęła gorączkowo szeptać, ale jezioro pozostawało niewzruszone.
Dziewczynka znów była sama i mimo osiągnięcia celu swojej wyprawy nie czuła się ani trochę szczęśliwa. Po jej jasnych policzkach znów zaczęły płynąć łzy.
- Coś się stało mała dziewczynko?.. - odezwał się znajomy głos.
Kaja odwróciła gwałtownie głowę i dostrzegła swojego przyjaciela, siedzącego nieopodal:
- Panie Wilku..! – krzyknęła rzucając mu się na szyję.
Miał poraniony pyszczek i łapkę, ale poza tym zdawał się być cały.  Dziewczynka ponownie wybuchnęła płaczem tym razem z ulgi. Przytuliła mocniej wilka:
 - To jednak naprawdę Jezioro Życzeń! – zaczęła podekscytowana. – Ocaliło cię!
Wilk odchrząknął:
- Ja sam się ocaliłem.. Nas ocaliłem. – powiedział cicho.
Zawsze był wilkiem racjonalistą. Nie wierzył w magię.
- Ależ oczywiście, że ono nam też pomogło! – roześmiała się dziewczynka.- Zobacz, pokażę ci.
Podeszła do spokojnej tafli i powiedziała głośno i wyraźnie:
- Drogie Jezioro, proszę, proszę, proszę o to, bym w końcu wyglądała normalnie i by inne dzieci się ze mnie nie śmiały już nigdy!
Czekała dłuższą chwilę, ale jej śnieżnobiałe włosy nie zmieniły się ani odrobinę. Blada twarzyczka też nie nabrała kolorów. Uśmiech z twarzy dziewczynki z wolna zaczął znikać.
- Mówiłem ci – powiedział cicho wilk. – To jezioro. Tylko jezioro, które za parę dni, jak wszystkie inne w okolicy, wypije smok.
- Tylko jezioro?..  – spytała Kaja widocznie załamana, odchodząc pospiesznie od wody. – Ale ja myślałam… Czyli cała moja podróż… Nie miała sensu?
Ponownie jej oczy zaszkliły się łzami, więc wilk pospiesznie powiedział:
- Ależ miało sens mała dziewczynko. Może to jezioro nie spełnia dosłownie życzeń… - wstał z ziemi i podszedł do wody. – Ale podejdź tutaj.
- Nie chcę Panie Wilku… To nie ma sensu.
- Proszę mała dziewczynko.
Kaja pociągnęła noskiem, ale posłusznie podeszła do tafli wody:
- Co widzisz? – spytał wilk.
- Tylko nasze odbicie – odpowiedziała smutna.
W tym momencie wilk się uśmiechnął:
- Może to jezioro nie spełnia życzeń… A jedynie daje nam wskazówki?
- Nie rozumiem Panie Wilku…
- Nasze odbicie. Tylko nasze odbicie – powiedział wilk poważnie. – Może o to właśnie chodzi? O przypomnienia, że to, czego potrzebujemy, by spełnić nasze marzenia, znajduje się w nas samych i nie trzeba nic więcej?
Kaja milczała dłuższą chwilę:
- Jesteś bardzo mądry Panie Wilku – powiedziała w końcu, widocznie podniesiona na duchu.
- Oczywiście, że jestem mała dziewczynko – wilk zamerdał ogonem. – Dlatego też mnie teraz grzecznie posłuchasz jak powiem, że pora wracać do domu.
Dziewczynka roześmiała się radośnie i wraz ze swoim przyjacielem skierowała się ponownie w stronę rodzinnej wioski. Prowadzona przez tak znakomitego przewodnika szybko odnalazła dom, gdzie czekali na nią stroskani rodzice.
Każdy w wiosce od razu zobaczył zmianę, jaka zaszła w Kai. Gdy wyruszała w podróż była nieśmiałą, zamkniętą w sobie osóbką. Teraz natomiast patrzyli na małą, pewną siebie dziewczynkę, która już nie bała się, że ktoś ją wyśmieje. W magiczny sposób dzieci w wiosce przestały zwracać uwagę na jej wygląd i szczerze polubiły ją za jej charakter… Jednak ona do końca życia wolała już towarzystwo swojego niezwykłego kompana.
Można powiedzieć, że Pan Wilk w końcu znalazł przyjaciółkę. Bardzo często spotykali się z Kają i wędrowali po lasach i pustych polach, w poszukiwaniu przygód, o których prości ludzie nawet nie śnili. Rozumieli się bez słów.
A Jezioro Życzeń? Tak jak Pan Wilk przewidział, dwa dni po ich przygodzie zostało wypite przez Kicka. Czyn ten oczywiście pociągnął za sobą szereg konsekwencji, do którego można zaliczyć przede wszystkim wygnanie z terenów Podbabiogórskich biednego gada... Co stało się z Magią Życzeń, która była zaklęta w jeziorach?
Nie przepadła. Duchy powietrza i wody podarowały ludziom jeszcze jeden dar, który miał przypominać im o historii Małej Dziewczynki i Samotnego Wilka, którzy znaleźli w sobie siłę, by spełniać marzenia. Darem tym była rzeka Skawa, która po dziś dzień przepływa przez Maków Podhalański i aż do dzisiaj przypomina nam, że czasem to czego najbardziej potrzebujemy znajduje się w nas samych.

***
Koniec
***


Marta Szewczyk: "Przygody małego Kicka"



     Legenda o Kicku i powstaniu nazwy "Sucha Beskidzka" jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. W powiecie suskim jest ona znana najstarszym mieszkańcom i opowiadana najmłodszym szkrabom. Mimo jej popularności mało kto wie, że zakończenie owej historii kompletnie różni się od pierwotnej wersji. Zacznijmy od początku….
  Dawno, dawno temu w miejscowości Mokra miał swoje siedlisko smok Kicek. Był jedyny w swoim rodzaju - bo zupełnie niepodobny do tysięcy innych smoków. Było to wszystkim życzliwe i towarzyskie smoczysko. Mimo iż cieszył się sympatią większości mieszkańców, nie obywało się bez niemiłych komentarzy. Każdy szanujący się smok powinien - jak wszystkim dobrze wiadomo - pożerać dzielnych rycerzy, więzić bezbronne królewny - a w wolnych chwilach zionąć ogniem i niszczyć wsie. Nasz smok od samego początku istnienia nie miał ochoty na takie wyczyny, z tego powodu spotykał się z krytyką zarówno ze strony innych smoków, jak i niektórych mieszkańców. Pewnego dnia dla poprawy humoru postanowił zaprosić pobliskie smoki i wyprawić przyjęcie, licząc na to, że zyska nowych przyjaciół.



   Wiadomo, skutkiem imprezy było zniknięcie jednego z jezior, które inny smoki wypiły przez słomkę - dla ugaszenia pragnienia. Kicek stracił dobre imię u części mieszkańców w zamian za kilku smoczych przyjaciół. Szczęśliwy z powodu nowych znajomości wyprawił kolejne przyjęcie, które zakończyło się zniknięciem kolejnego jeziora. Kicek pouczał swoich kompanów, aby nie wypijali całej wody ze zbiornika, jednak oni zbywali go pytaniami typu: "Od kiedy to prawdziwe smoki interesują się uczuciami ludzi?". Nasz smok bardzo chciał dopasować się do innych, aby nie skończyć samotnie, dlatego też za ich namową wyprawił trzecie przyjęcie. Widząc, jak inne odurzone gadziny zmierzają w kierunku ostatniego jeziora, postanowił działać. Nie chcąc bardziej zezłościć ludzi, Kicek jako pierwszy rzucił się w kierunku wody, po czym zaczął nabierać do pyska hektolitry cieczy. Zdeterminowany smok chciał przechować całą wodę w swoim żołądku, po czym zwrócić ją do zbiornika, po rozejściu się zgrai biesiadników. Niestety, mimo dużych rozmiarów,
ciało gadziny nie wytrzymało takiej ilości płynów i Kicek… eksplodował! Rozpryśnięta woda wsiąkła w glebę, pozostawiając ostatnie jezioro pustym. Na miejsce zdarzenia przybyli rozwścieczeni ludzie, przeganiając smoki. Wtem…spod wielkiego płata gadzinej skóry zaczęło coś wychodzić… Wielkie, należące do owalnej kreatury oczy zaczęły ciekawsko rozglądać się dookoła. Był to teraz miniaturowych rozmiarów Kicek. Tłum wygnał małego gada, wyśmiewając przy tym jego rozmiary. Później, jak już wiecie, ludzie nazwali miejscowość "Sucha Beskidzka". Dodatkowo po jakimś czasie postanowiono zmienić przebieg zdarzeń, aby powstała nazwa nie kojarzyła się ludziom z małym, wątłym, niegroźnym gadem. W końcu, któż dopatrywałby się, co jest prawdą a co kłamstwem, skoro smok na dobre oddalił się, lecąc gdzieś w świat?
Jednak mały stworek nigdy nie opuścił tego miejsca. Skrywał się przez wiele lat pośród drzew, obserwując rozwój miasteczka, unikając ludzi i innych stworów jego gatunku. Bowiem, gdziekolwiek by się nie zjawił, zawsze wyśmiewano jego niewielkie rozmiary oraz przyjazne nastawienie. Przez długi czas skrywał się w koronach drzew w pobliskim lasku, do czasu, kiedy to nie zaczęto budować tam zamku. Po ukończeniu budowli zamieszkiwał tunel znajdujący się pod budynkiem. Czasem podpalał pojedyncze pajęczyny, z obawy przed mrokiem, który z każdym dniem wydawał być się coraz gęstszy. Dni mijały, a ciepło oraz dym wydobywające się spod podłogi zamku zaczęły niepokoić mieszkańców, którzy postanowili znaleźć źródło owych anomalii. Zaczęto podkopy. Dźwięki kilofów uderzających o skały oraz liczne krzyki z powierzchni bardzo zaniepokoiły Kicka. Maluch zaszedł głębiej w tunel, czekając w całkowitej ciemności, aż dobrze mu znana cisza znowu opanuję komorę. Wkrótce wszystko ustało… Kicek nie próbował już wzniecać ognia. Otoczony mrokiem, wilgocią i utulony przez cichy świst wiatru tańczącego po podziemnych tunelach popadł w głęboki sen. Z czasem ciche szmery i stukoty zaczęły ponownie grasować po jamie, jak gdyby próbowały obudzić gada. Przybierający na sile gwar wreszcie wyprowadził naszego malucha z otępienia. Z powierzchni słuchać było wiele wesołych głosów oraz nieznane dotąd Kickowi dźwięki.
„Jak długo spałem?” pytał się w myślach.
Wziął głęboki wdech, po czym rozświetlił wnętrze groty płomieniem. Następnie począł przeszukiwać swoimi wielkimi oczami jasne teraz podziemie. Wilgotne skały, liczne pajęczyny oraz wielkość jaskini nie różniły się zupełnie niczym od czasu, kiedy to ostatni raz wzniecał tu płomień.
„Wygląda na to, że czas się tu zatrzymał”- pomyślał.


Gwar nie ustawał, co zmusiło malucha do opuszczenia schronienia w obawie przed nadejściem ludzi. Lecąc w górę, wreszcie znalazł wyjście. Małych rozmiarów tunel doprowadził Kicka do wyjścia, znajdującego się w dziupli jednego z drzew. Oślepiony blaskiem słońca przedzierającego się przez liście zaczął niezdarnie wygrzebywać się z drzewa. Jak się spodziewał, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zamek, ilość drzew oraz te wszystkie nowe dźwięki dobiegające zza ogrodzenia. Niepewnie stanął na kamiennej ścieżce i zaczął podążać jej szlakiem, oglądając wszystko dookoła. Niegdyś znany mu lasek był teraz zbiorowiskiem kilkunastu drzew otoczonych kamiennym murkiem. Oszołomiony maluch szedł dalej, nie zdając sobie sprawy, że jest otoczony przez sporą grupę gapiów.
-Patrzcie, to jakaś żaba? - powiedział jeden z zebranych ludzi..
- To coś ma rogi – stwierdził drugi.
Ludzie zaczęli wspólne dochodzić, czym jest dziwne stworzenie. Przybierający na sile gwar wyrwał Kicka z zamyślenia. Spanikowany wydał z siebie pisk, po czym poderwał się do lotu i wyleciał za ogrodzenie. Jednak, jak się okazało, wciąż był otoczony. Masa dziwacznych metalowych konstrukcji wydawała się nacierać prosto na smoczka. Oszołomiona gadzina straciła orientację w terenie i zaczęła latać blisko ziemi, nie obierając żadnego konkretnego kierunku. Nagle głośny ryk metalowych potworów rozszedł się po głowie smoczyska. Przerażone zaczęło lecieć przed siebie. Dotarło do gęsto zabudowanej, jak mu się wydawało, wioski. Dziwne wysokie konstrukcje zadawał się teraz spoglądać wprost na niego swoimi licznymi szklącymi się oczyma… Każde monstrum było podobne, a zarazem zupełnie inne. Masa przedziwnych kolorów, kształtów, dźwięków oraz ludzi sprawiła, że mały gad runął na ziemie, tracąc przytomność. Obudził się w ciepłym, miękkim posłaniu. Nagle spostrzegł parę brązowych oczu spoglądających w jego stronę. Delikatne małe dłonie ostrożnie chwyciły zielone stworzonko, podnosząc je ku górze.
Oczom Kicka ukazała się delikatna rumiana buzia, otulona krótkimi brązowymi włosami.


- Czym ty właściwie jesteś? - zapytała dziewczynka.
Kicek z jakiegoś powodu czuł się spokojny i nie próbował wyrwać się z rąk ciekawskiej istotki.
- Jestem… Sam nie wiem, czym jestem - odparł.
- Jak to? - zapytała dziewczynka.
- Jestem Kicek, ale nie wiem, czym jestem.
- Kicek? Jesteś smokiem z legendy? - zapytała z zainteresowaniem.
- Nie jestem smokiem, nie nadaję się na smoka - odpowiedział przygnębiony.
- Zobaczmy… Masz skrzydła, łuski, ogon, rogi, ale… ale dlaczego jesteś mały? Czy smoki się kurczą? – dociekała.
- Mówiłem ci, nie jestem smokiem! Wszyscy wyśmiewają mój wzrost, odkąd się zmniejszyłem, powtarzano mi, że nie nadaję się na smoka – tłumaczył Kicek.
Dziewczynka posmutniała. Na krótką chwilą zapadła cisza, którą przerwały kolejne pytania kierowane do gadziny:
- Skoro nie jesteś smokiem, to czym chcesz się zajmować? - zapytała dziewczynka.
- Jak to zajmować? - ożywił się Kicek.
- No bo wiesz. Rodzice od zawsze powtarzają mi, że muszę się bardzo dużo uczyć, żeby w przyszłości zdobyć dobrą pracę, założyć rodzinę i być szczęśliwą – tłumaczyła.
Mały gad tępo wpatrywał się w dziewczynkę, nic nie rozumiejąc z jej słów.
- Nie rozumiem – powiedział wreszcie.
- No wiesz, każdy człowiek coś robi. Są lekarze, do których jeżdżę, kiedy jestem chora. Są nauczyciele, którzy uczą nas wielu dziwnych rzeczy. Jest też pani Jasia, która sprzedaje w sklepie obok. Bardzo ją lubię, zawszę daje mi cukierka, kiedy robię z mamą zakupy. Rodzice mówią, że każdy z nas musi coś robić i się ukierunkować. Skoro nie jesteś smokiem, to musisz zostać kimś innym, żeby znaleźć pracę - tłumaczyła dalej.
Kicek był kompletnie zdezorientowany. Powoli dochodził do wniosku, że dziewczyna ma rację. W końcu skoro nie jest już uznawany za smoka, to musi stać się kimś innym, żeby pokazać tym, którzy go wyśmiewali, że wcale nie uciekł. Musi udowodnić wszystkim, że on też może coś osiągnąć, choć nie do końca był pewien, co to ma właściwie być.
- W takim razie, co mam robić?
- Nie wiem, Kicku. Wyglądasz na strasznie zmartwionego, ale nie martw się, ja też kompletnie nie wiem, kim chcę być. Ach , przez tą całą rozmowę zapomniałam ci się przedstawić, wybacz. Nazywam się Ania, mieszkam w Suchej Beskidzkiej i jak już wiesz, znalazłam cię na środku drogi. Masz szczęście, że nie boję się żab, bo nie wiadomo, ile byś tam leżał - powiedziała uśmiechnięta.
- Nie pamiętam dokładnie, co się stało. Uciekałem przed metalowymi potworami i nagle spadłem - powiedział gad.
- Metalowe potwory? Masz na myśli samochody? - zapytała zdziwiona.
- Nie wiem, co to jest, wszystko jest kompletnie inne niż zapamiętałem.
- Ojej, w takim razie mam ci dużo do opowiedzenia o moich czasach. - Powiedziawszy to, Ania położyła Kicka na łóżku, po czym spędziła całą noc na tłumaczeniu stworkowi wszystkiego od początku. Delikatne promyki słońca zaczęły powoli wkradać się do pokoju Ani.
- To wszystko jest takie dziwne, nie sądziłem, że mogą istnieć tego typu rzeczy - powiedział podekscytowany Kicek.
- Och i najważniejsze. Nie bój się ludzi, w naszych czasach widujemy dziwniejsze kreatury na co dzień. A teraz wybacz, ale muszę się zdrzemnąć. - Powiedziała Ania, po czym padła zmęczona na łóżko. Zaraz po niej Kicek zrobił to samo. Obudzili się późnym popołudniem, zjedli kilka kanapek, po czym wrócili do rozmowy.
- Posłuchaj mnie, Kicku. Dwa tygodnie temu zaczęły się wakacje, a ja postanowiłam, że zanim znowu wrócę do szkoły, wreszcie kimś zostanę. Niestety, naprawdę nie wiem, kogo mam posłuchać. Mama, tata, ciocia, przyjaciele i inni mają kompletnie inne zdanie - powiedziała Ania.
- Wiesz co? Pomogę ci! Spróbujmy wszystkiego po kolei a do końca wakacji na pewno coś znajdziemy - wykrzyknął podekscytowany smoczek.
- Masz rację! Zapiszę wszystko na kartce i każdego dnia będziemy robili jedną z rzeczy na liście.
Dwa kolejne dni Ania i Kicek spędzili na spisywaniu wszystkich zawodów, które były proponowane dziewczynce przez innych.
- Okej! Pierwszym zawodem na liście jest kucharz! Ciocia zawsze bardzo chciała, żebym w przyszłości gotowała pyszne dania dla rodziny a potem otworzyła własną ekskluzywną restaurację! - powiedziała Ania.
- Jak to sobie wyobrażasz?
- Ciocia twierdzi, że z pewnością urodziłam się z darem do tworzenia najlepszych potraw. Gdybym miała swoją restaurację, urządziłabym ją w niepowtarzalnym stylu! Aksamitne czerwone zasłony, kryształowe żyrandole i cała sala pełna roślin! Postanowione! Migiem do kuchni, stworzymy
najlepsze danie wszech czasów i w przyszłości będziesz moim zastępcą !- wykrzykiwała podekscytowana dziewczynka.
Wyłożywszy wszystkie jadalne rzeczy na stół Ania posmutniała.
- To dziwne. Skoro jestem rodzonym kucharzem, powinnam doskonale wiedzieć, co i jak chcę ugotować. Ale naprawdę nie wiem, od czego zacząć - powiedziała
- Nie wiem, jak działają wszystkie te sprzęty, zacznijmy od czegoś prostego - powiedział Kicek.
- O, mam pomysł! Ugotujemy jajka, potem przyozdobimy je, żeby wyglądały jak kwiatuszki, dodamy trochę usmażonego mięsa. Obok położymy makaron z sosem sojowym a na końcu polejemy wszystko miodem i posypką!


Kicek popatrzył na Anię ze zmieszanym wyrazem twarzy. Nie był bowiem pewien, czy połączenie tego typu składników da jakikolwiek jadalny efekt. Mimo wszystko wziął się do pracy. Dwójka kucharzy krzątała się po kuchni aż do wieczora. Nareszcie skończyli i mogli zaprezentować swoje wytworne danie.
- Kicek, powiedz szczerze co o tym sądzisz? - zapytała zmieszana Ania.
- Myślę, że nie będziemy dobrymi kucharzami, Aniu - odpowiedział Kicek, oglądając na talerzu wynik ich ciężkiej pracy.
- Przestań! To jest genialne, chodź pokażmy moim rodzicom.
Reakcja rodziców Ani nie należała do najlepszych. Pływająca po talerzu niedogotowana masa przypominała jajka otulające kawałki zwęglonego mięsa. Tragiczną kompozycję dopełniał surowy makaron polany sosem sojowym. Gdzieniegdzie widać było sklejoną miodem posypkę dryfującą po dziwnej mazi. Reakcja rodziców Ani była zapewne tak zła, jak możliwy smak tej nieprzypominającej jedzenia mazi. Oprócz wykładu na temat marnowania jedzenia, Ania dostała także zakaz robienia czegokolwiek w kuchni, albowiem podczas gotowania jajek dwójka kucharzy przypaliła nawet… wodę. Dodatkowo Kicek prawie wylądował na patelni zamiast mięsa, na szczęście skończyło się tylko na niegroźnym przypaleniu ogona. Ania ze łzami w ochach pobiegła
do pokoju.
- Nie przejmuj się! Popatrz, ile mamy jeszcze rzeczy do zrobienia. - Pocieszał ją Kicek, pokazując listę.
- Przykro mi, że rodzice tak zareagowali i że ciocia będzie zawiedziona. Wiesz przecież, że tak chciała, abym była kucharką.
- Może ciocia nie zna cię na tyle dobrze, żeby móc stwierdzić, w czym będziesz dobra? Co twoja mama chce, żebyś robiła w przyszłości? - zapytał Kicek.
- Już zapisałam, że mama chce, abym pracowała w laboratorium. Często też narzeka, że mogłabym być nawet sprzątaczką, ponieważ zawsze mam bałagan w pokoju i to mogłoby coś pomóc - odrzekła.
- W takim razie zostańmy jutro chemikami, którzy wynajdują środki czystości! - zaproponował Kicek.
- Mama powtarza, że to niebezpieczne dotykać płynów, zwłaszcza, że niektóre są żrące - stwierdziła
- W takim razie co mogłoby być niegroźne a zarazem na tyle silne, żeby umyć cały dom?
- Piana i bąbelki! Ale potrzebowalibyśmy ich całą masę - odpowiedziała Ania
- W takim razie użyjemy trochę magii - uśmiechnął się Kicek.
Ania przytaknęła i odwzajemniła uśmiech, po czym oboje z Kickiem poszli spać, nie mogąc doczekać się jutrzejszego dnia. Z samego rana, kiedy rodzice Ani wyszli do pracy, dwójka szkrabów udała się do składzika. Malutkie pomieszczenie znajdujące się pod schodami mieściło masę przeróżnych rzeczy. Od misek i ściereczek, przez butelki z różnokolorowymi płynami, aż po przypadkowe rzeczy typu kulki do kąpieli czy dziwne pojemniki. Ania chwyciła wszystkie znajdujące się tam butelki z płynem do naczyń oraz wszelkie pieniące się mydełka, po czym zaniosła wszystko do łazienki. Z pomocą odrobiny wody powstała kolorowa mieszanka na, której powierzchni unosiła się masa bąbelków.
- Możemy zaczynać? - zapytał Kicek.
- Poczekaj! Skoro jesteśmy chemikami, to potrzebujemy specjalnych ubrań przed rozpoczęciem naszego eksperymentu.
To powiedziawszy, Ania szybko pobiegła do kuchni po biały fartuszek i zabawkowe okulary.
- Na filmach widziałam, że w laboratoriach zawsze nosi się takie białe ubrania i okulary. Niestety, nie mam na ciebie odpowiedniego rozmiaru, ale te okularki powinny się spisać.
Po odpowiednim przygotowaniu dwójka chemików przystąpiła do eksperymentu. Kicek pochylił się nad wesoło plumkającym płynem, po czym kaszlnął. Z jego pyska zaczęły wydobywać się kolorowe iskierki, wolno spadające do wanny. Po chwili cała ciecz jakby zaczęła żyć własnym życiem, zaczęła kołysać się na wszystkie strony tworząc morze bąbelków. Widząc narastająca masę piany Kicek i Ania cofnęli się i uciekli z powrotem do pokoju. Mieniące się bąbelki opanowały cały dom, wkradając się w każdy możliwy zakamarek. Szkraby zamknęły drzwi i czekały w napięciu, aż piana opadnie.
- Ojej, Kicek, co my narobiliśmy?!
- Poczekaj chwilę, piana niedługo opadnie - uspokajał ją smok.
Niespodziewanie wszystko ucichło. Cała armia mieniących się bąbelków prysła, jakby przekłuto je szpilką. Kolorowy płyn delikatnie opadł na ziemię, pozostawiając lśniące, lecz mokre mieszkanie. Mali chemicy niepewnie wyszli z pokoju, aby ocenić stan rzeczy.
- W takim razie, co napiszemy w raporcie? - zapytał Kicek.
- Cóż, nasza próba powiodła się zgodnie z planem. Dom został skutecznie oczyszczony z wszelkich
zabrudzeń, kosztem niegroźnego zalania - stwierdziła dumnie dziewczynka.
Po dokładnym obejrzeniu domu, chemicy udali się z powrotem do pokoju, aby świętować swoje zwycięstwo.
- Widzisz? Mówiłem ci, że bardzo szybko znajdziemy swoje zawody! Od dziś jesteśmy prawdziwymi chemikami! - ogłosił Kicek.
- Nie mogę się doczekać, aż mama i tata zobaczą! A jutro podzielimy się odkryciem z resztą świata!
Dźwięk przekręcanych kluczy sprawił, że dwójka szkrabów momentalnie oderwała się od zabawy i pobiegła w stronę drzwi od pokoju, aby powitać rodziców. Pełne blasku i radości buzie szybko jednak zmieniły się w przerażony grymas, bowiem kiedy tylko wyszli z sypialni Ani, spostrzegli masę kryształowych grzybów wyrastających z każdego możliwego miejsca. Dorodne grzyby z pewnością ucieszyłyby niejednego grzybiarza, bądź osoby lubujące się w kryształowej biżuterii, jednak na pewno nie rodziców Ani. Opisywanie wyrazów twarzy, reakcji dorosłych mogłoby spokojnie zmieścić się w grubej książce. Najważniejsze jest jednak to, że na czas czyszczenia mieszkania, wszyscy musieli przenieść się kilka domów dalej, do babci. Rodzice, zmęczeni wybrykami Ani, zabronili jej eksperymentowania i robienia czegokolwiek podobnego w domu. Po kolacji zrezygnowane maluchy poszły do swojego tymczasowego pokoju.


- To okropne, przecież wszystko szło tak dobrze. Do tego mam teraz prawdziwe kłopoty. - Wymamrotała Ania, ściskając poduszkę.
- Może wszystko poszłoby dobrze, gdybyśmy wysuszyli potem mieszkanie, zamiast dawać grzybom pole do popisu? - zapytał Kicek
- Może i by tak było, a może i nie. Teraz to już nie ma większego znaczenia.
- Chcesz spróbować jeszcze raz? Tym razem nie zapomnimy pozbyć się wilgoci.
- Nie chcę, poza tym rodzice zabronili mi tego typu zabaw w domu. Tak naciskają, żebym znalazła sobie cel w życiu, a kiedy już próbuję, kończy się to karą - powiedziała zrezygnowana.
- To może spróbujmy poza domem?
- Co masz na myśli? Chcesz się przenieść do ogródka?
- Nie o to chodzi. W końcu z tego, co mi tłumaczyłaś, twoi rodzice jak większość ludzi pracują poza domem w jakichś budynkach, prawda?- zapytała gadzina.
- Właściwie po chemikach na liście są tylko zawody, które wymagają wyjścia w świat. - Oznajmiła Ania, spoglądając na kawałek papieru.
- W takim razie, co będziemy jutro robić?
- Tata zawsze chciał, żebym pracowała w urzędzie lub jakiejś firmie. Moja kuzynka skończyła studia ekonomiczne i ma teraz bardzo dobrze płatną posadę. Tata od zawsze powtarza, że powinnam brać z niej przykład.
- Co się robi w takiej firmie? - zapytał Kicek.
- Z tego, co wiem, papierkową robotę, ale możemy spróbować ze względu na dobrą płacę - stwierdziła Ania.
- W takim razie co być sobie kupiła? - zapytał Kicek.
- Nie jestem pewna. Myślę, że mam wszystko czego mi potrzeba, ale tata mówi, że to bardzo ważne, abym w przyszłości miała pieniądze. A ty Kicku, co byś chciał? - Odwróciła się w stronę malucha, jednak po chwili spostrzegła, że ten już smacznie śpi wtulony w poduszkę. - Jesteś bardzo zmęczony, co? Wyśpij się, jutro musimy wcześnie wstać – dodała.
Z rana obudziły Kicka odgłosy dochodzące z kuchni. Babcia Ani przygotowała im śniadanie oraz jedzenie do pracy. Pośpiesznie zjedli posiłek, po czym pobiegli na górę przygotować się do wyjścia.
- No trzeba się elegancko ubrać – stwierdziła Ania.
- W każdej pracy trzeba tak wyglądać?
- Nie, ale w niektórych miejscach narzucony jest konkretny wizerunek, zresztą myślę, że niezależnie od tego, gdzie pracujemy, powinniśmy być schludni – odpowiedziała.


Po kilki minutach Kicek miał już na sobie malutki krawat oraz miniaturową czarną teczkę zrobioną z papieru. Ania założyła białą elegancką koszulę oraz sięgająca za kolana czarną prostą spódniczkę.
- O nie! Zapomniałam o butach! - Spanikowała.
- Przecież masz czarne pantofelki – zauważył Kicek.
- Tak, ale one nie mają obcasów.
- A po co ci obcasy?
- W urzędach panie zawsze noszą buty na obcasie – tłumaczyła.
- Poczekaj, Aniu, mam pomysł – powiedział Kicek.
Po chwili podszedł do pantofelków Ani z taśmą klejącą oraz z dwoma niebieskimi klockami. Sprawnie przegryzł kawałek tasiemki, po czym dokleił dwa bloczki do pantofelków Ani.
- Gotowe! Oto twoje eleganckie wysokie obcasy – rzekł dumnie Kicek.
Oczy Ani zabłyszczały, szybko włożyła nowe buciki, po czym chwytając swoją teczkę i drugie śniadanie wybiegła z Kickiem z domu. Po chwili stali już przed urzędem skarbowym w Suchej Beskidzkiej. Śmiało weszli do środka, po czym skierowali się w kierunku starszej kobiety.
- Dzień dobry, jesteśmy tu nowi, czy mogłaby pani pokazać nam drogę do naszych biur? - zapytała Ania, spoglądając w stronę kobiety.
- Przepraszam, ale mimo iż pracuję tu od niedawna, nie jestem pewna, czy tak młode osoby mogą mieć jakąkolwiek pracę na takim stanowisku – odpowiedziała
- Dziękuję pani za komplement. Faktem jest, że dzięki odpowiedniej pielęgnacji dalej wyglądam jak dziecko, jednak nie sądzę, by szef był zadowolony z faktu, iż opóźnia nam pani pracę – odpowiedziała Ania z kamiennym wyrazem twarzy.
Zdezorientowana kobieta jeszcze kilka krotnie spojrzała na tajemniczą dwójkę, po czym wskazała im drogę do dwóch pustych stanowisk. Oddaliła się, po czym wróciła z masą kartek.
- W takim razie to wszystko jest do zrobienia na dzisiaj, później przyjdzie tu ktoś, żeby sprawdzić, jak wam idzie – powiedziała sucho, po czym poszła w swoim kierunku.
Ania spojrzała na stertę kartek, po czym wyjęła piórnik z teczki. Mieścił on wszystkie możliwe kolory tęczy, kilka gumek do mazania oraz temperówkę. Podała część Kickowi, po czym zaczęła oglądać kartki. Kicek niemrawo spojrzał na pierwszą rzecz do wypełnienia. Pośród kartek z widniejącymi napisami takimi jak „Pit 0” „Pit B” itp. znalazł także wiele zapisków o jakichś osobach oraz ich majątkach.
- Nie rozumiem, co ja mam właściwie robić? - zapytał.
- Musisz poczekać, aż ktoś do ciebie podejdzie i musisz wypełnić dla niego te kartki oraz udzielić informacji. Kuzynka mi coś tłumaczyła.
Ania badała kartki wzrokiem, kiedy to nagle pojawiła się pierwsza osoba, krótko tłumacząc, że ma do wypełnienia coś ważnego. Ania nie do końca rozumiała, co miał na myśli jej klient, używający wielu zagadkowych skrótów. Po chwili jednak przyjęła od niego jakiś plik kartek, odłożyła je na bok, po czym zaczęła zapisywać coś na papierze. Obserwując to, co robi Ania, Kicek zaczął nieśmiało przyjmować innych ludzi i bazgrać coś na kserówkach. Wreszcie zaczęło się ściemniać, wykończona dwójka szkrabów zebrała się więc i wróciła do tymczasowego mieszkania.
- Jeju, ale to było nudne i męczące – przyznała Ania.
Kicek tylko skinął w jej stronę, po czym zmęczony padł na poduszkę.
- Mam dosyć Kicku, bierzemy dwa dni wolnego – ogłosiła Ania.
Swój urlop dwójka ekonomistów spędziła na frywolnej zabawie, kompletnie zapominając o swoich poszukiwaniach i pracy. Czas mijał im tak szybko, że nawet nie zauważyli, że ich wolne wydłużyło się o kolejne dwa dni. Kiedy wreszcie się zorientowali, postanowili jak najszybciej wrócić do pracy. Ich plany jednak przerwał pewien artykuł w lokalnej gazecie. Rankiem babcia dyskutowała z dziadkiem o owej sensacji. Ciekawscy wczasowicze podeszli do drzwi od kuchni i zaczęli przysłuchiwać się rozmowie.
- To ty czytałeś? Ponoć jakieś dziwne dzieci weszły do urzędu w biały dzień twierdząc, że tam pracują – powiedziała babcia.
- Czytałem i słuchałem. Cała Sucha o tym mówi – odpowiedział staruszek.
- Wyobraź sobie, że jeden z nich był podobno zielony.
- Mało tego, wszystkie ważne dokumenty były uzupełnione, szkoda tylko, że w zły sposób.
Powiedziawszy to dwójka staruszków zerknęła w stronę gazety, przyglądając się zamieszczonym zdjęciom. Przedstawiały one pliki papierów pełne przypadkowych liczb. Co poniektóre zawierały dziwaczne portrety ludzi, którzy czekali na ich wypełnienie, inne były pełne przemyśleń na temat pracy i tego jak niedobra jest kawa. Artykuł głosił, iż następnego dnia masa niezadowolonych ludzi wparowała do urzędu żądając wyjaśnień. Sensacja w kilka chwil obiegła całą Suchą i okolicę, większość ludzi twierdziła jednak, że był tylko żart ze strony urzędów, zważywszy na to, że tego dnia z jakiegoś powodu zepsuł się monitoring. Dalej spekulowano, jaką karę poniosą sprawcy, lub sam urząd. Zawstydzona Ania i Kicek wrócili z powrotem na górę, szybko pozbyli się teczek i innych dowodów, po czym usiedli na ziemi zmieszani.
- Oje,j Aniu, przecież twoja babcia robiła nam śniadanie do pracy na pewno wie, że to my – zauważył przerażony Kicek.
- Nie martw się, powiedziałam jej tego dnia, że idę do koleżanki. Nic nam nie grozi.
Kicek spojrzał na Anię podziwiając jej spryt a zarazem bojąc się jej dalszych intryg. Myślał tak jeszcze chwilę, po czym zapytał:
- Masz pomysł, co zrobiliśmy nie tak?
- Nie wiem Kicku, pewnie chodzi im o to, że jesteśmy za młodzi i najzwyczajniej nie wierzą w nasz potencjał – odpowiedziała.
- W takim razie, co robimy dalej?
- Z pewnością tam nie wrócimy, papierkowa robota jest naprawdę ciężka. Wolałabym mieć nieco bardziej aktywny zawód.
Kicek przypomniał sobie jak źle czuł się na tamtym stanowisku i w myślach przyznał Ani rację. Po obiedzie znudzona dwójka oglądała telewizję aż do późnego wieczoru. Podczas kładzenia się do łóżek Kicek coś zauważył.
- Aniu, mam pytanie. Mówiłaś mi, że wolisz aktywny zawód, a jednak jakimś cudem przesiedziałaś całe popołudnie na kanapie bez najmniejszego ruchu. Jak to możliwe?
- Och, Kicku, aktywność w zawodzie a w domu to dwie zupełnie inne rzeczy. Jestem pewna, że ci wszyscy trenerzy, piłkarze i sportsmeni wolnymi dniami też wylegują się na kanapie.
- To byłby chyba wymarzony zawód dla ciebie – rzucił mimowolnie Kicek.
Ania na chwilę zamarła. Wyobraziła sobie, że jest najlepszym sportowcem na świecie, dużo zarabia, ma wielu fanów i półkę pełną pucharów a mimo to dalej wyleguje się na kanapie i nic nie robi.
- Postanowione, jutro idziemy na pobliską salę i bierzemy się za sport – ogłosiła.
Następnego ranka udali się w ustalone miejsce. Jak szybko się okazało, ani Ania, ani Kicek po kilkusetletnim śnie nie mają ani grama kondycji. Ania ledwo dźwigała swój szkolny plecak, a Kicek miał za krótkie łapki, więc podnoszenie ciężarów odpadało. Podczas prób gry w koszykówkę Ani plątały się nogi i ciągle się wywracała. Kicek miałby szansę zaistnieć w tej dyscyplinie, jednak latanie nie było raczej dozwolone. W podobny sposób minęła im reszta dnia. Piłka nożna? Nic z tego, ponieważ ciągle celowali do własnej bramki. Siatkówka mogłaby się sprawdzić, gdyby polegała na uciekaniu przed nadlatującą piłką. Biegi również nie należały do ich mocnej strony, krótkie nóżki Kicka nie pozwalały mu na pokonywanie długich dystansów, przez co znowu zaczął tęsknić za czasami, kiedy był duży. Na sam koniec postanowili spróbować swoich sił w skoku w dal. Wszelkie próby skończyły się jednak niepowodzeniem i piaskiem w czach. Przygnębieni wreszcie wrócili do domu. Ania nie sądziła, że prysznic może być aż tak przyjemny po całym dniu pocenia się. Kicek miał jednak złe wspomnienia z wodą, więc oczyszczenie się z piasku szło mu
dosyć opornie.
- Wiesz, myślałam, że to będzie tym razem dobry pomysł, moim znajomym wygrana w sportach przychodzi tak łatwo – żaliła się Ania.
- Nie bądź głupiutka, przecież z ludźmi jest jak ze smokami – odpowiedział Kicek.
- Jak to?
- Kiedy jeszcze byłem dużym smokiem, to każdy z nas był dobry w czymś zupełnie innym. Niektóre specjalizowały się w lataniu, inne słynęły z postrachu, jaki siały. Dzieliliśmy się na kilka typów. Były smoki wodne, ziemne, powietrzne, te ogniste oraz nijakie. Te nijakie nie były przypisane do żadnego z żywiołów, mimo to posiadały wiele niezwykłych umiejętności.
- Och, a ty jakiego typu smokiem byłeś? - zapytała podekscytowana Ania.
- Ognistym nijakim, bez żadnych umiejętności. Ale to nie jest ważne, chodzi mi o to, że każdy jest dobry w czymś innym.
- Z tego wynika, że ty też musisz!
- Ja to kompletnie inna historia, nie jestem smokiem od czasu wybuchu – westchnął Kicek.
- Kto ci to wmówił? Ciągle tylko powtarzasz jak to inni ci dopiekli i wyśmiali. Zrobiłeś im coś złego? – zapytała Ania.
- W przeszłości niestety tak, ale próbowałem wszystko uratować, niestety, na próżno.
- W takim razie, co było przed tym wszystkim? Zanim sprosiłeś smoki?
Kicek zmarszczył czoło, po czym popadł w zamyślenie. Prawdą jest, że zanim zachciało mu się imprezować, miał bardzo dobre kontakty z ludźmi. Za co jednak go lubili? Był bardzo pogodnym smokiem i poprawiał wszystkim humory. Nigdy nikomu specjalnie nie zaszkodził, nawet ludziom, którzy byli dla niego niemili.
- Można powiedzieć, że działałem na rzecz społeczeństwa. Chciałem po prostu, żeby mieszkańcy mieli dobre humory – odpowiedział po chwili zamysłu.
- A widzisz! Sprawiałeś, że ludzie jak i inne smoki byli w dobrych nastrojach. - Uśmiechnęła się Ania.
- Nie wiem, do czego zmierzasz – odrzekł przygnębiony Kicek.
- No do tego, że ty też masz talent! - wykrzyknęła.
- Talent do wybuchania – prychnął Kicek.
- Och, no już przestań. Od samego początku starałeś się wprowadzać miła atmosferę, wspierałeś mnie przez ten cały czas i jako jedyny we mnie nie zwątpiłeś! Masz niesamowity talent! - argumentowała dziewczynka.
Kicek prychnął tylko w jej stronę, po czym usadowiwszy się na swoim posłaniu, zaczął zasypiać. Ania spojrzała na Kicka zrezygnowana i wróciła do rozczesywania włosów. Maluch przez całą noc rozmyślał nad tym, co usłyszał od Ani. Wreszcie jednak zasnął pogrążony w niepewności. Rankiem zastał zrezygnowaną dziewczynkę przy śniadaniu.
- Może pora sobie odpuścić? Nigdy nie odnajdę celu w swoim życiu – wymamrotała.
- Nawet tak nie mów! Wakacje się jeszcze nie skończyły a nasza lista ma jeszcze kilka możliwości? Co, jeżeli rezygnujesz akurat w chwili, kiedy to prawie udało się osiągnąć cel?
Ania spojrzała na Kicka. Dokończyła śniadanie, po czym ogłosiła:
- Zgoda, ale naprawdę się załamię, jeżeli dalsze próby będą kończyć się w ten sam sposób.
Kicek pełen determinacji wspierał Anię najlepiej jak mógł. Do samego końca wakacji przebrnęli
przez wszystkie propozycję, które zakończyły się porażką. Ania próbowała być prezenterką, jednak nieśmiałość ostatecznie zakończyła jej karierę. Próbowała zostać modelką, jednak koniec końców stwierdziła, że nie jest wystarczająco ładna a uroda innych dziewcząt ją przyćmiewa. Jako sprzedawczyni ciągle myliła się w cenach. Zasypiała na wartach jako nocny stróż. Bycie mówcą motywacyjnym nie było jej konikiem, ponieważ nie umiała zmotywować nawet siebie samej. Dni mijały a lista została już w pełni wykreślona. Dziewczynka czuła się beznadziejnie.
- Mówiłam ci, że ja do niczego się nie nadaję.
- Przestań, Aniu! Każdy jest do czegoś stworzony i posiada jakieś umiejętności!
- Nie wiesz, o czym mówisz – powiedziała sucho.
- Jasne, że wiem – parsknął Kicek.
- Przez cały ten czas ciągle tylko powtarzałeś, że do niczego się nie nadajesz, więc jak możesz mi mówić, że jest inaczej? Sam przez te wszystkie lata nie odnalazłeś żadnego konkretnego celu.
-Mylisz się – powiedział Kicek.
Ania uniosła głowę w stronę Kicka i ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy wpatrywała się w jego wielkie oczy, oczekując na odpowiedź.
- Pamiętasz, co mi kiedyś mówiłaś? O tym, że potrafię poprawiać innym humor? Myślę, że odpowiedź była ciągle tuż przy mnie a ja marnowałem czas, szukając jej gdzieś w oddali. Przy tobie zrozumiałem, że ciągle tylko próbowałem spełnić oczekiwania innych, aby czuć się akceptowanym. Mimo wszystko przez tan cały czas nigdy nie poświęciłem nawet chwili, aby pomyśleć, czego ja tak naprawdę chcę. Co sprawia mi radość. Słuchając krytyki innych, zacząłem odrzucać własną naturę. Pozwoliłem innym zdecydować, kim jestem. Ale wiesz co, Aniu? Ja już wiem, kim jestem. Jestem jedynym w swoim rodzaju smokiem. Chcę pomagać innym i czynić świat nieco milszym miejscem, bo to daje mi szczęście. Aniu, wcale nie musisz mieć jasnego kierunku w życiu ani zawodu, żeby być szczęśliwą. Myślę, że masz wielką determinację, ale za szybko się poddajesz. Też miałem wiele potknięć, ale w końcu udało mi się znaleźć szczęście – powiedział przejęty Kicek.
Ania powoli podniosła się z łóżka, po czym wyszła z pokoju. Kicek pomyślał, że Ania kompletnie zignorowała jego słowa, bardzo się zasmucił. Ostatecznie postanowił opuścić dziewczynkę, myśląc, że sprawia jej same problemy. Wyleciał z pokoju, aby znaleźć jakiekolwiek otwarte okno, gdy nagle spostrzegł Anię. Siedziała przy stole i z zapałem tworzyła coś na kartce.
-Kicek! - Poderwała się ze stołu, po czym podbiegła do smoczka. – Posłucha,j miałeś rację, ciągle chciałam tylko spełnić oczekiwania innych, ale już wiem, czym chce się zająć w najbliższym czasie. Bardzo lubię rysować, tylko zobacz na moją teczkę!
Ania odłożyła na bok nowo powstający rysunek, pokazując Kickowi całą zawartość masywnej teczki. W środku było pełno najróżniejszych malunków, każdy z nich przedstawiał zupełnie co innego. Łączyła je jednak wspólna cecha - nie dało się stwierdzić, co przedstawiają owe bazgroły. Krzywe linie, nieschludne kolorowanie oraz dziwaczne proporcje raczej zniechęcały do dalszej interpretacji.
- Tata powtarza, że nie utrzymam się z tego w przyszłości, ale skąd on może to wiedzieć. Zresztą, po co mi pieniądze, jeżeli nie będę szczęśliwa? - powiedziała Ania
- Czy to jest naprawdę to, co lubisz? Nie chcę być niemiły, ale obawiam się, że znowu się zniechęcisz, kiedy zobaczysz reakcję otoczenia na twoje obrazy – powiedział Kicek.
- Wiem, że teraz nie wyglądają ciekawie, ale poczekaj aż narysuje kolejne! Mówię ci, będą niesamowite – powiedziała z zapałem.
- A co, jeżeli kolejne, też nie wyjdą? - zapytał zmartwiony Kicek.
Smoczek już chciał odciągać dziewczynkę od jej pomysłu, kiedy ta uśmiechnęła się w jego stronę i
powiedziała :
- Wtedy zacznę od nowa. A jeżeli kolejne próby zakończą się porażką, będę próbowała dalej. Wiesz, dlaczego do tej pory nic nam nie wychodziło? Bo nie mieliśmy nawet podstaw do tego, żeby to miało prawo się udać. Mało kto rodzi się wytwornym kucharzem, ekonomistą czy genialnym chemikiem, Kicku. Wszystko przychodzi z czasem. Byłam po prostu zbyt przerażona oczekiwaniami innych i samą przyszłością i zawsze ignorowałam ten fakt. Od zawsze lubiłam tworzyć i rysować, ale rodzice za każdym razem mówili mi, że powinnam zająć się czymś innym. Zupełnie tak jak tobie wmawiano, że zamiast być uroczym, kochanym smokiem, powinieneś siać strach i zamęt.
- A co, jeżeli zaczną krytykować twoje prace ?
- Sam dałeś mi do zrozumienia, że dążenie do spełniania wymogów innych donikąd mnie nie doprowadzi – odpowiedziała.
Kicek spojrzał uśmiechnięty na Anię.
- Wydoroślałaś Aniu. Nawet, jeżeli w przyszłości zechcesz zostać kimś zupełnie innym, to wiem, że nie poddasz się już tak łatwo. Życzę ci powodzenia.


Kicek podfrunął do otwartego okna i pomachał na pożegnanie.
- Poczekaj! Gdzie lecisz?! Dlaczego mnie zostawiasz? Przecież widzisz, że teraz wszystko będzie już dobrze! - Spanikowała dziewczynka.
- Tak, wiem. Dlatego jestem gotów, aby wyruszyć dalej w świat i pomagać innym zagubionym ludziom, żeby nie skończyli w jaskini, jak ja – zażartował Kicek.
- Poczekaj, powiedz mi tylko, gdzie będziesz, chcę cię odwiedzać – powiedziała przejęta dziewczynka.
- Znalazłem sobie idealne lokum! Zamieszkam w zamku – ogłosił dumnie Kicek.
- W Zamku Suskim? - zapytała zdziwiona Ania.
Kicek spojrzał na nią z szerokim uśmiechem.
- Oczywiście, że nie! Ten zamek jest na mnie o wiele za duży. W wolnych chwilach będę przebywał w małym zamku. Wiesz, tym nieopodal rynku – powiedział.
- W takim razie, dziękuję ci i do zobaczenia – powiedziała Ania, przytulając małego gada.
- To ja ci dziękuję, Aniu a teraz ruszam do innych zagubionych ludzi, żeby być ich promyczkiem nadziei.
Powiedziawszy to Kicek otworzył szeroko paszczę, wypuszczając masę skrzących się płomyków, po czym odleciał w sobie znanym kierunku…

Może spotkacie go kiedyś i wy?




Karolina Malaga, Dominik Huber: "Magiczne skrzypce"

 Licealista Janek od kilku tygodni kocha się w koleżance z klasy. Boi się jednak wyznać jej swoje uczucia. Rano, gdy jedzie samochodem do szkoły, widzi Marię spacerującą z psem. Próbuje ją zawołać, ale niestety, ona go nie słyszy – ma słuchawki na uszach i zapatrzona jest w klawiaturę swojego telefonu… Wystarczy chwila i… buum! Kierowca przejeżdżającego właśnie auta nie zdąży zahamować i potrąci Marysię na przejściu dla pieszych. Dziewczyna upada na ulicę. Zdenerwowany Janek natychmiast dzwoni po pomoc i próbuje obudzić Marię... Bez skutku… Licealistka nadal jest nieprzytomna… Bliscy i Janek martwią się, tymczasem ona….




             *****************************************************************



 W górskiej wiosce żyła piękna dziewczyna o imieniu Maria. Jej uroda wzbudzała zachwyt każdego, kto na nią spojrzał, niestety, była również przekleństwem… Czarnoksiężnik Gniewit, słynący z bezwzględności i okrucieństwa, zapragnął ożenić się z najpiękniejszą kobietą na świecie. Mimo że rzadko wychodził ze swojego zamku, słyszał o urodziwej wieśniaczce, która mieszkała w jego królestwie. Wiedział, że dziewczyna nie przyjdzie do niego dobrowolnie, więc postanowił ją uprowadzić.

                                                                                                  
Kiedy Maria wczesnym rankiem jak zwykle wyprowadziła kozy na polanę na skraju lasu, usłyszała płacz małego dziecka. Bez zastanowienia ruszyła między drzewa w poszukiwaniu źródła dźwięku.
- Jest tu ktoś? – zawołała, ale nikt prócz echa nie odpowiedział.



Kwilenie było coraz głośniejsze, więc szła dalej przekonana, że już niedaleko. Nagle płacz ucichł. Dziewczyna bardzo się wystraszyła. Niespodziewanie zza drzewa wyłonił się czarnoksiężnik. Maria zaczęła krzyczeć, ale mag odebrał jej głos. Spętał ją grubym sznurem i razem z nią teleportował się
do suskiego zamku…
Było późne popołudnie, kiedy Janek kończył pomagać swojemu ojcu kowalowi. Nieoczekiwanie do kuźni przyszła starsza kobieta, która zaopiekowała się Marią po śmierci jej
rodziców.
- Widziałeś dzisiaj moją córkę, młodzieńcze? – zapytała ze łzami w oczach.
- Od samego rana nie wyszedłem z kuźni – odpowiedział. – Coś się stało?
- Maria wyszła dzisiaj rano wyprowadzić kozy i nadal nie wróciła – powiedziała, szlochając.
-Niech się pani nie martwi – pocieszył kobietę. – Poszukam jej.



Zakochany w Marii Janek nie czekał ani chwili i natychmiast wyruszył na poszukiwania.
Gdy dotarł na polanę, zobaczył tylko białe kozy. Zaczął wołać swoją ukochaną, ale nie otrzymał odpowiedzi. Zrezygnowany nie wiedział, co robić. Nagle przyfrunął ogromny kruk i zaczął nad nim krążyć.

Kra, kra, kra…
Wieśniaczkę porwał Czarny Pan
I w podziemnym zamknął lochu
Biada temu, kto zabłądzi tam
Bo nikt nie usłyszy jego szlochu
Pannę wnet otuli biała szata
I będzie stracona dla świata
Bo nie uwolni się z rąk kata
Lecz przeznaczenie figle płata
Stara wiedźma sekret Pana zna
I jeśli ci, chłopcze, starczy odwagi
Tajemnica tyrana będzie twa
Musisz tylko zaufać wielkiej magii
Kra, kra, kra…

Czarny ptak odleciał, zostawiając Janka z wieloma pytaniami. Chłopak znał legendę, którą dorośli opowiadali małym dzieciom. Według niej na szczycie Babiej Góry mieszkała stara wiedźma, która uwiodła młodego wieśniaka, a potem go zabiła. Mało kto wierzył w autentyczność tej historii,
ale mimo to nikt nie odważył się wejść na wzniesienie. Janek nie wiedział, co robić. Nie dawał wiary legendzie, ale nie miał lepszego pomysłu, gdzie szukać wiedźmy. Dlatego postanowił natychmiast wyruszyć.

Gdy zrobiło się ciemno, chłopak z trudem wspinał się po zboczu góry. Kamienie osuwały się pod jego stopami, a drzewa zagradzały mu przejście. Jedynie księżyc zdawał się być po jego
stronie i świecił mocniej niż zwykle. Po kilku godzinach męczącej wędrówki, Janek dotarł na szczyt. Zobaczył niewielką kamienną chatę, a przed nią ogromne drzewo, w pobliżu którego paliło się ognisko. Przy ogniu siedziała staruszka. Chłopak podszedł do niej i zapytał, czy to ona jest tą wiedźmą z opowieści. Kobieta powiedziała, żeby nie wierzył legendzie. Opowiedziała mu, że kilkaset lat temu z wzajemnością zakochała się w kowalu. Miejscowi chcieli ją zabić, ponieważ sądzili, że rzuciła na niego urok. Mężczyzna, chcąc ją ratować, uciekł z nią na Babią Górę i żadne
z nich nie wróciło do wioski. Wszyscy sądzili, że go zamordowała, ale nikt nie odważył się go pomścić. Po latach śmiertelny kowal zmarł i pozostało po nim tylko drzewo, które zasadził przed kamienną chatą. A rozgoryczona wiedźma postanowiła czekać na śmierć w miejscu, gdzie
spędziła najlepsze chwile z ukochanym.
- Już wiesz, że cię nie zabiję. A teraz wyjaśnij mi, co cię do mnie sprowadza – powiedziała.
- Czarnoksiężnik Gniewit porwał moją ukochaną, a kruk powiedział, że jedynie ty możesz mi pomóc – rzekł z nadzieją chłopak. – To prawda?
- Tak – odpowiedziała. – Ale nic nie jest za darmo.
- Zrobię wszystko, co każesz. Tylko proszę, pomóż mi ocalić ukochaną – błagał.
- W takim razie spełnij moje marzenie. Wystrugaj dla mnie i pomaluj siedem drewnianych ptaszków takich, jakie ozdabiają wasze domy.
Janek bez wahania zgodził się. Staruszka dała mu kawałekdrewna, nóż oraz kolorowe barwniki. Natychmiast wziął się do pracy.
Nad Babią Górą zaczęło wschodzić słońce, gdy chłopak zaniósł wiedźmie gotowe ptaszki. Kobieta podziękowała mu i udzieliła wskazówki:

Gdy słońce północy zabłyśnie
Trzynaście zapal białych świec
Skrzypaczkę zawołaj bezgłośnie
Jeśli chcesz tragedii zapobiec
Poproś o wskazówkę marę
Ona zdradzi ci prawdę okropną
Będzie chciała wymierzyć karę
I decyzję podejmie pochopną
Lecz zaufaj zjawie śmiało
Bo tylko ona pokona złego
Choćby niebo runąć miało
Zmieni go w nieumarłego

Janek wiedział, że musi poczekać do północy. Poprosił wiedźmę, żeby obudziła go wieczorem, a sam położył się pod drzewem i zasnął.
Późnym popołudniem ze snu wyrwał go krzyk czarownicy. Przestraszony pobiegł do chaty. Miał nadzieję, że nic złego się nie stało. Zastał kobietę patrzącą na lustro.
- Coś się stało? – zapytał przerażony.
- Chciałam sprawdzić, co dzieje się z twoją ukochaną. Po kilku godzinach poszukiwań w końcu udało mi się znaleźć połączenie z lustrem w zamku czarnoksiężnika. To, co zobaczyłam było straszne – mówiła szybko i niezrozumiale zdenerwowana kobieta. – Nie powinnam tego robić, ale musisz
to zobaczyć.
Nakreśliła dłonią w powietrzu wzór i wyszeptała zaklęcie w wymarłym języku. W lustrze ukazał się obraz czarnoksiężnika i Marii.
Dziewczyna siedziała skulona w kącie w ciemnym lochu.
Była związana. Płakała. Nad nią stał mężczyzna w średnim wieku. Miał mocno zaciśnięte usta i był wściekły. Krzyczał.


- Poślubisz mnie czy ci się to podoba czy nie! Nawet jeślibędę musiał użyć magii!
- Nie wyjdę za ciebie! Nie kocham cię, ty… Ty potworze! – wrzeszczała dziewczyna, łkając.
Obraz znikł i Janek w lustrze ujrzał swoje odbicie. Był wstrząśnięty. Pragnął uwolnić swoją ukochaną, ale jeszcze bardziej chciał zemścić się na Gniewicie.
O północy w świetle księżyca zapalił trzynaście świec i w myślach zawołał skrzypaczkę. Z podmuchem wiatru pojawił się duch młodej kobiety. Była piękna i łudzącą podobna do Marii.
Miała długie, proste, jasne włosy opadające na plecy, a jej biała sukienka poplamiona krwią falowała na wietrze.
- Tyle lat na to czekałam – zaśmiała się. – Ach, ten niemądry mag… Nareszcie zemsta za moją śmierć się wypełni.

Od stu lat w przestrzeni krążę
Zawieszona między światami
Do ukarania złego maga dążę
Który uwiódł mnie kwiatami
Odebrał mi skrzypce i wolność
I zamknął w ciemnym lochu
W noc poślubną godność
Straciłam i uciekłam w popłochu
Odnalazł mnie w pobliskim lesie
Ugodził sztyletem w serce
Myślał, że śmierć mnie uniesie
Więc oddał moje ciało pasterce

Janek z coraz większym przerażeniem słuchał skrzypaczki. Wiedział, że szansa na uratowanie Marii jest coraz mniejsza. Ale wiedział też, że nie może się poddać i musi ocali ukochaną.
Zjawa kontynuowała:

Marny czarownika brodatego los
Za przeciw ludziom okrutne czyny
Skrzypiec moich zniszczy go głos
I nie zazna współczucia krztyny
Dalej, chłopcze, udziel mi pomocy
Odnajdź u podnóża góry grób
I instrument zabierz w nocy
Wszystko co w twej mocy zrób
By ocalić serca wybrankę
Udaj się prędko do suskiego zamku
Czyniąc ze mnie swoją kompankę
A Maria będzie twoja o poranku



Janek, nie czekając ani chwili dłużej, zbiegł ze szczytu Babiej Góry i zaczął szukać grobu skrzypaczki. Było to bardzo trudne, ale zjawa wskazała mu miejsce. Chłopak usunął stos kamieni i wydobył z ogromnego dołu skrzypce. Natychmiast dosiadł konia i popędził prosto do siedziby czarnoksiężnika.
Kiedy Janek przybył do zamku, zaczynało już świtać.
- Musimy się pospieszyć! – zawołała skrzypaczka. – Połóż skrzypce na ramię i idź do lochów.
Chłopak był pełen wątpliwości, ale pamiętał, że wiedźma, kazała mu zaufać duchowi, więc wykonał polecenie mary.
Gdy Janek wkroczył do wnętrza zamku, wydarzyło się coś niesamowitego. Magia wypełniła skrzypce i zaczęła z nich płynąć piękna, ale mroczna melodia. Im bliżej chłopak znajdował się lochów, tym muzyka stawała się coraz głośniejsza. Przyspieszył więc kroku i w krótkim czasie znalazł się przy Marii i Gniewicie.


- Dalej, chłopcze! – zawołała skrzypaczka – Wytrzymaj jeszcze trochę!
Janek nie przestawał grać. Bezbronny mag zaczarowany muzyką zaczął rozpływać się w powietrzu aż w końcu całkowicie znikł.
- Udało ci się! – krzyknęła zjawa. – Gniewit został pochłonięty przez piekło, gdzie będzie cierpiał wieczne kary. Nareszcie mogę odejść w spokoju. Dziękuję za wszystko.
Duch kobiety wyparował.
Janek podbiegł do ukochanej. Była ubrana w długą, białą suknię, a na twarzy miała ślady pobicia. Chłopak wziął ją w
ramiona.
- Bałem się, że nie zdołam cię ocalić – wyszeptał. – Kocham cię, Mario.
- Ja ciebie też kocham-odparła dziewczyna i pocałowała swego wybawcę.
Maria i Janek od razu wrócili do swojej wsi. Na miejscu powitał ich tłum na zmianę płaczących i śmiejących się osób. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że wrócili żywi. Wkrótce po tym
wydarzeniu odbyło się huczne wesele.






                                 *************************************************



- Córeczko, nareszcie się obudziłaś – mama gładzi Marię po głowie.
- Co się stało? Gdzie ja jestem? – pyta przerażona dziewczyna.
- W szpitalu. Wpadłaś pod samochód i straciłaś przytomność. Na korytarzu czeka chłopak, który bardzo się o ciebie martwi i jeszcze bardziej żałuje tego, że cię nie ostrzegł – kobieta puszcza oko do córki. – Zawołam go.
Maria poprawia włosy i przygryza wargi, by nabrały koloru. Ma nadzieję, że nie wygląda aż tak źle, jak się czuje.
Do sali wchodzi Janek z ogromnym bukietem kwiatów.
- Przepraszam za to wszystko – wskazuje na kroplówkę. – Wybaczysz mi? – pyta nieśmiało.
- Już to zrobiłam – Marysia uśmiecha się. – Mam wrażenie, że zawdzięczam ci więcej, niż ci się wydaje… Może dasz się zaprosić na kawę, jak stąd wyjdę?
- Z największą przyjemnością – cieszy się Janek i całuje Marię w policzek – przynajmniej przypilnuję, żebyś patrzyła na jezdnię…


wtorek, 20 grudnia 2016

Titanic w nowej odsłonie

Teatrzyk Ziemia Obiecana przedstawia:

 „TITANIC w nowej odsłonie”

Osoby:
-Parys
-Helena
&deska

(Romantyczny zachód słońca, Parys i Helena siedzą obok siebie)

Helena:
Muszę Ci się do czegoś przyznać. Nie kocham Cię i nigdy nie kochałam.

Parys:
Cudownie. To niby czemu się mną tak podjarałaś, że zwiałaś od tego swojego?

Helena:
Bo miałam go dosyć i chciałam przeżyć morską przygodę.

Parys:
Oh! Jakoś muszę to ogarnąć, ale i tak mi trochę smutno.

Helena:
No dobra, ale czekaj… widzisz? Nasza łódź przecieka.

Parys (do siebie):
Na zawsze pozostanę nieszczęśliwy… Naraziłem się temu grubasowi, chciałem być jak bohater z tego filmu, co ostatnio oglądałem w cinema- city. Kurde, nawet tytułu zapomniałem.

Helena:
Uspokój się! Zaraz utoniemy!

Parys:
Masz rację, utonę w marzeniach, aby na zawsze być z Tobą, utonę, bo Ty tego nie chcesz.

Helena:
Aaaa! Parys, kawałek łodzi odpadł! Ratunku!

Parys:
Czekaj sekundę, muszę tylko zrobić selfie na pocieszenie, żebym docenił swoje piękno na nowo.   

Helena:
Parys, Parys, mówiłeś, że będziesz moim oparciem w trudnych chwilach…

Parys (w tym momencie otrząsnął się):
Kochanie, gdzie jesteś? Hela! No mówiłem, ale przecież jak skoczę na twoją deskę, to utonę.

Helena:
 Ja też, kretynie. Ale ty masz prawie całą łódź, a ja jedną deskę, moją ostatnią deskę ratunku.

Parys (odwraca się i mówi do siebie):
Już sobie przypomniałem! To był „Titanic”, ahh ta Rose, nie wzięła go na te drzwi, choć zmieściłby się, co za egoistka.

Helena (przerażona):
Parys! Parys!

Parys:
I jeszcze krzyczała jego imię, żeby nie odchodził.

Helena:
Parysie, odchodzę…

Parys (zdezorientowany):
Moment! Co ty powiedziałaś?!

(Parys wychyla się przez burtę i patrzy, jak ukochana tonie w odmętach wodnych. Zaczyna okropnie szlochać.)

Kurtyna opada.


                                                                                                                                        Natalka, Karolina


poniedziałek, 19 grudnia 2016

Czyż święci są po, aby zawstydzać? Konkurs poetycko - plastyczny

1. Patron moim ‚idolem”
2. Święty – lustrem, w którym mogę się przejrzeć.
3. Chciałbym Cię zapytać… Chciałbym Ci powiedzieć…. – rozmowa ze świętym.
4. Chrześcijańskie wartości jako drogowskaz.
5. Wierzę i jestem z tego dumny.

Zamiłowanie do Hadesu


Osoby
Eurydyka- miłośniczka Hadesu
Ofreusz- niepoprawny romantyk
Orfeusz (idzie w głąb Hadesu z rozradowaną miną szuka ukochanej):Eurydyto! Ukochana moja, przybyłem aż tu by wyciągnąć cię z otchłani śmierci, i uchwycić w ramiona!
Eurydyka (mamrocze pod nosem słysząc wołanie Orfeusza): Na bogów, ledwo się od niego uwolniłam! Czy ten śpiewak od siedmiu boleści nie da mi spokoju nawet tutaj?
Orfeusz (znajduje ukochaną, porywa ją w ramiona): Słońce ty moje, gwiazdy moje, wszechświecie ty mój!
Eurydyka (ze zbolałą miną): No bez przesady, aż taka wielka nie jestem...
Orfeusz- Tak wielka jest moja miłość do ciebie, że przybyłem aż tutaj żeby cię odzyskać. Mogę cię zabrać do świata żywych ale pod warunkiem, że pójdę przodem, i nie spojrzę na ciebie ani razu.
Eurydyka- zrozum, że mi się to podoba! Takie gorące klimaty! Mają tu nawet spa i spotkałam już tyle znanych osobowości...
Orfeusz- Och nie marudź, chodźmy szybko zanim się rozmyślą (chwyta dziewczynę za rękę i zaczyna iść przodem)
Eurydyka (myśli jak się uwolnić): Hej Orfeusz podoba ci się moja nowa fryzura?
Orfeusz (odwraca się nie myśląc o konsekwencjach): Tak jest piękna!

Eurydyka (zaczyna się śmiać): Ha! Typowy facet! Nie byłam u fryzjera i nie zmieniałam fryzury. Odwróciłeś się, więc zostaje tutaj. Buzi. (Uśmiecha się kokieteryjnie, odwraca i idzie w głąb Hadesu)

piątek, 16 grudnia 2016

Jaki ojciec, taki syn

Jaki ojciec, taki syn

BOHATEROWIE:
·         MINOS – KRÓL KRETY
·         PAZYFAE – JEGO ŻONA


MINOS (NERWOWO CHODZĄC PO SALI): Jak mogłaś mi to zrobić? Jak mogłaś zdradzić mnie ze zwierzęciem?!

PAZYFAE (USPRAWIEDLIWIAJĄC SIĘ): Och Minosie, daj spokój! Dobrze wiesz, że nie miałam na to wpływu. To wszystko stało się za sprawą Posejdona!

MINOS (Z DRWINĄ): Taa, Posejdona… Już ty bogów w swoją zdradę nie mieszaj! O ironio! Przyprawiłaś mi rogi z bykiem! …

PAZYFAE (ZE ZŁOŚCIĄ): To wszystko twoja wina! Jeszcze będziesz się nad sobą użalał! Mogłeś złożyć ofiarę, o którą prosił Posejdon. (PO CHWILI CISZY) Ja niczego nie żałuję! Było mi z nim wspaniale!

MINOS (KRZTUSZĄC SIĘ WINEM): Słucham?! Chyba będziesz musiała przygotować się na rozczarowanie, droga żono.

PAZYFAE:  Co ty bredzisz?

MINOS: Wiesz, że dziś wydaję przyjęcie…

PAZYFAE (PRZERYWAJĄC): Nie będę ci towarzyszyć! Dzisiejszy wieczór spędzę z synem i jego ojcem.

MINOS: Żebyś nie musiała siedzieć w oborze, gdy wszyscy będziemy się bawić, postanowiłem wyświadczyć ci przyszługę. Oni również będą obecni. Mój nadworny rzeźnik już zajął się twoim ukochanym. Obecnie znajduje się w rękach kucharzy. Mówią, że już po dekilatnym przyprawieniu smakuje świetnie, a jak wiadomo, jaki ojciec, taki syn. Sam Zeus potwierdził swój udział na Facebooku w moim wydarzeniu. Bardzo lubi cielęcinę.


KURTYNA OPADA

czwartek, 15 grudnia 2016

Antykwariat 'Nadzieja"

Mgr Izabela Korzec, dr Anna Szczerba, mgr A. Mikołajek zbierają na przerwach książki i zapraszają młodzież, nauczycieli oraz wszystkich chętnych do wspierania  dr Magdaleny Olejniczak.

Mile widziane płyty z muzyką, ryciny, grafiki, stare gry komputerowe, perełki wydawnicze...

Cegiełka na telewizor...

Z całego serca popieramy pomysł pani Marzeny Polak:
"Każdy z Was ma telefon, niektórzy laptopa, tablet, nie mówiąc już o domowym telewizorze. Pacjenci Zakładu Opieki Lekarskiej w Makowie Podhalańskim to osoby wymagające stałej opieki lekarskiej, dla których telewizor to jedyne okno na świat. Nie mają takiego sprzętu…Chcieliby zapewne obejrzeć w świetlicy, w której się spotykają, ciekawy program, film lub po prostu poczuć się jak w domu, do którego nie mogą powrócić z powodu chorób.
Postanowiliśmy im pomóc. Kupując za min. 2 zł naszą  cegiełkę dokładasz się do telewizora dla tych samotnych, cierpiących często starszych już  osób.
Prosimy, nie bądź obojętny, razem już udowodniliśmy, że możemy i chcemy pomagać. Akcja sprzedaży cegiełek potrwa w naszej szkole do 20 grudnia. Można składać pieniądze u skarbników klas lub bezpośrednio do puszki u naszych wolontariuszek: Julii Marcak, Pauliny Mieczkowskiej, Aleksandry Wajdzik, Sabiny Janeczko, które będą kwestować na ten cel.
Dziękujemy!"